niedziela, 23 lipca 2017

Amerykańscy bogowie // Neil Gaiman

18 komentarzy:
Neil Gaiman to autor, którego wciąż poznaję. Amerykańscy bogowie to piąta jego książka, którą przeczytałam, a mimo to dalej czuję się jakbym dopiero zaczynała z nim przygodę. Pierwszy raz zetknęłam się z czymś takim i mam spory problem ze skondensowaniem moich myśli. Latają gdzieś swobodnie i nie mają zamiaru dać się zamknąć w sztywnych ramach. Gaiman ma to do siebie, że nie da się go po prostu opisać, ująć w słowa. Gdyby ktoś kazał mi nagrać filmik o tej powieści... Wyrzuciłabym ją przez okno.

Cień spędził w więzieniu trzy lata właśnie zbliża się dzień, kiedy ma opuścić raz na zawsze jego mury. Im bliżej wyjścia tym większy niepokój odczuwa mężczyzna. Dwa dni przed dniem zero zostaje poinformowany, że wychodzi szybciej. Informacja, którą wtedy otrzymuje, sprawia, że grunt usuwa mu się spod nóg, jednak Cień ma w sobie sporą dawkę samokontroli, która pomaga mu zebrać się w sobie i opuścić mury więzienia. W drodze do domu spotyka pana Wednesdaya, który z góry oferuje mu bardzo dobrze płatną pracę. I nie płaci mu za zadawanie pytań...

Kiedy zaczynałam czytać Amerykańskich bogów nie wiedziałam o tej książce nic. Nigdy nie czytam opisów z tylnej okładki i unikam jak ognia jakichkolwiek informacji o fabule. Cieszę się, że mogłam zacząć lekturę z czystą kartą i dobrze Wam radzę - podejdźcie do sprawy tak samo jak ja i darujcie sobie opis wydawnictwa. Wtedy poczujecie się zaskoczeni milion razy więcej, niż gdybyście nie posłuchali mojej rady. Siedziałam sobie spokojnie w poczekalni do okulisty i nagle moje serce zostało złamane na tysiące kawałków już na pierwszych stronach. Nie mogłam się po tym pozbierać, a owa informacja jest bezczelnie podana z tyłu Amerykańskich bogów. Zapamiętajcie moje ostrzeżenia. Po pierwsze: Gaimana czyta się nic o Gaimanie nie wiedząc. A po drugie: nie zaczynajcie tej książki w poczekalni do lekarza.

piątek, 7 lipca 2017

Wiecznie głodny? // dr med. David Ludwig

6 komentarzy:
Lubię jeść. Gdybym mogła jadłabym ciągle i ciągle, bez końca. Mam też jednak w sobie samozaparcie, które nie pozwala mi na to. Od jakiegoś czasu staram się odżywiać zdrowo, a dieta białkowo-tłuszczowa weszła mi już w krew i pozbyłam się ciągłej ochoty na węglowodany i cukier. Zainteresowanie całym tym trybem życia rozwinęło się we mnie na dobre, dlatego książkę Wiecznie głodny? przygarnęłam z ogromnym uśmiechem na ustach, chociaż skierowana jest raczej dla osób naprawdę otyłych, które mają problemy z pozbyciem się nadwagi. Uznałam jednak, że niektóre z tych wskazówek mogę wprowadzić do swojego własnego jadłospisu.

Autor tej książki to nie jest jakiś przypadkowy mężczyzna, który postanowił sobie, że wymyśli całkiem nową dietę by sobie zarobić. David Ludwig podjął się kompleksowych badań na temat otyłości i wyniósł z nich sporo wniosków, które przedstawia nam w swojej książce Wiecznie głodny?. Zanim przechodzi do dokładnych instrukcji przytacza eksperymenty i ich wyniki, informuje nas skąd się wszystko wzięło, dlaczego tak, a nie inaczej. Początkowo wydawało mi się, że nie będzie to zbyt ciekawa lektura, jednak bardzo szybko pochłonęłam całość w większości przypadków zgadzając się z Ludwigiem. Moja codzienna dieta bardzo przypomina tą proponowaną przez niego, więc utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to nie jest tylko stek bzdur. 

wtorek, 4 lipca 2017

Naprawdę dobry miesiąc // podsumowanie // czerwiec 2017 + zapowiedzi

9 komentarzy:
I już koniec czerwca. Ten czas zdecydowanie za szybko leci. Czerwiec to mój zdecydowanie ulubiony miesiąc, mimo tego, że mam wtedy urodziny i zawsze jest to najgorszy dzień w roku. Planów czytelniczych nie udało mi się do końca zrealizować, ale jak na jeżdżenie między Krakowem, Bieszczadami i pobyt w Warszawie to udało mi się przeczytać naprawdę dużo. A co ważniejsze: większość tych książek to coś niesamowitego. Miłe odbicie się od czytelniczego dna. Dodatkowo skończyło mi się też miejsce na półkach. Tak już naprawdę, ani jedna się nie wciśnie. Gorzej, że na nowe regały też już miejsca nie mam. Tonę w książkach! Najwyższy czas szukać męża z dużym metrażem. To będzie plan na lipiec.

Czerwiec zaczęłam od cudownej i niezastąpionej Szeptuchy. Nie da się ukryć, że to jedna z lepszych książek tego miesiąca. Nie wytrzymałam i przeczytałam również Noc Kupały oraz Żercę. Cały cykl Kwiat paproci szczerze Wam polecam i nie mogę już doczekać się kontynuacji. Tak bardzo chcę już ją przeczytać! Katarzyna Berenika Miszczuk pisze książki niesamowite, które na długo zostają w pamięci. Następnie zabrałam się za dwie pozycje z wyzwania czytelniczego Rory Gilmore. 451 stopni Fahrenheita od razu podbiła moje serce. Ray Bradbury napisał książkę ponadczasową tak bardzo, że wcale nie dziwi mnie fakt, jak ciężko dostać ją na polskim rynku i po jakich kosmicznych cenach chodzi. Na szczęście w planach MAGa pojawiło się wznowienie, więc kiedyś będę mogła postawić tę perełkę na swojej półce nie wydając na nią majątku.

Drugą książką z wyzwania jest Kto zabrał mój ser?, czyli pozycja mająca zmotywować do zmiany swojego życia i sposobu myślenia. Jest to chyba już klasyk w tym gatunku i całkiem mi się podobała, chociaż nie wprowadziłam owych zasad w życie. Chyba jeszcze nie jestem gotowa na coś takiego. Kiedyś pewnie do tej książki wrócę i postaram się coś zmienić.

Podczytuję sobie również Conana Barbarzyńcę. Mam zbiorcze wydanie, więc przeczytałam na razie tylko cztery opowiadania, bo ta książka jest bardzo nieporęczna. To takie bardzo typowe fantasy i naprawdę mi się podoba, chociaż moja edycja opowieści jest trochę nie po kolei i tak rozrzuca mnie po różnych latach życia Conana, ignorując jakąkolwiek chronologię. No cóż. Może tak po prostu miało być. Planem na wakacje jest skończyć ten zbiór, więc mam nadzieję, że w lipcu przeczytam trochę większą część Conana.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...