OSZUSTKA // JANELLE BROWN

OSZUSTKA // JANELLE BROWN

Na pewno zauważyliście, że od kilku miesięcy nęka mnie okropny kryzys czytelniczy. Nawet jeśli uda mi się znaleźć książkę, która mnie zainteresuje, w połowie tracę do niej zapał i nie mam wcale ochoty jej kończyć. Zachęcona opisem sięgnęłam po Oszustkę oczekując czegoś całkiem innego, ale ostatecznie jest to na tyle dobra książka, że udało mi się przeczytać ją w całości. Uznaję, że to mój mały sukces.

Nina jest błyskotliwą oszustką. Razem ze swoim chłopakiem Lachlanem okrada zepsutych bogaczy z ich drogocennych dzieł sztuki, biżuterii i innych błyskotek. Gdy jej matka podupada na zdrowiu, a policja zaczyna deptać im po piętach, Nina postanawia przeprowadzić ostatni skok.

Jej celem staje się pochodząca z wyższych sfer intagramowa celebrytka Vanessa Liebling, z której okrutną rodziną Nina miała do czynienia w dzieciństwie. Krzywda sprzed lat to dobra motywacja, ale Nina nie przypuszcza nawet, że weszła w pułapkę, którą ktoś inny zastawił na nią…

Opis - standardowo - nie odwzorowuje za dobrze całości fabuły. Mam wrażenie, że jest bardzo okrojony, a równocześnie zdradza zbyt dużo. Powiem Wam jedynie, że to zdecydowanie dobry pod każdym względem thriller. Polubiłam Ninę od samego początku, choć jej przeszłość rzuciła trochę cienia na moją sympatię. Jako, że poznajemy ją bardzo dokładnie to wiemy, jakie wydarzenia ukształtowały jej charakter i zakończenie bardzo mocno mnie zaskoczyło. Chciałam dla Niny jak najlepiej, ale życie chyba specjalizuje się w rzucaniu jej kłód pod nogi, bo cały czas wisiało nad nią widmo nieszczęścia.

Chciałam być kochana. Czyż nie pragniemy tego wszyscy? Tyle tylko, że niektórzy z nas dążą do tego w sposób, hm, bardziej widoczny niż inni. 

Drugą - również jak się okazało główną - bohaterką tej książki jest Vanessa. Okropnie bogata, rozpuszczona, piękna... Janelle Brown pokazała doskonale realia życia modowej influencerki. Na przykładzie Vanessy widzimy jak sztuczne jest to życie i jak krzywdzi te publiczne osoby. Nie spodziewałam się, że tak polubię tę skrzywdzoną osobę, a okazało się, że życzyłam jej nawet lepiej niż Ninie. Nie da się ukryć, że autorka potrafi tworzyć postaci. 

Weźmy pod lupę Lachlana, którego - za przeproszeniem - powiesiłabym za pewną część ciała na wysokim drzewie. Jest on osobą okropną, fałszywą. Chyba moja nienawiść do niego i jego zachowania napędzała chęć do czytania, bo pochłonęłam Oszustkę w jedno niedzielne popołudnie. Bardzo chciałam, by przydarzyło mu się coś złego. 

To właśnie dał mojemu pokoleniu internet: możemy się bawić w Boga. 

Fabuła rozwija się bardzo powoli, ale nie jest to minus. Dowiadujemy się bardzo dużo o wszystkich i wszystkim, co ostatecznie jest ogromnym plusem. Miałam tylko nadzieję, że dostaniemy tutaj więcej spraw kryminalnych, ale i bez tego Oszustka to bardzo dobra książka. Zdołała mnie kilka razy zaskoczyć, a zakończenie jest zdecydowanie bardzo nieprzewidywalne. Autorka porusza tutaj bardzo wiele kwestii na temat internetu, anonimowości i wszelkich informacji, które publikuje się na Facebooku czy też Instagramie. Z tego też powodu wszystkie te wydarzenia są bardzo realne - gdzieś tam na świecie może być taka Nina i czyhać na bogactwa influencerów. 

Pozycja zdecydowanie warta uwagi. Bardzo życiowa, bardzo przerażająca.

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐☆☆☆

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

MAGAZYN "BING" NR 4/2021

MAGAZYN "BING" NR 4/2021


Gdy byłam dzieckiem uwielbiałam dni, gdy w kiosku pojawiały się moje ulubione gazetki. A jaka byłam dumna, że miałam tam swoją teczkę! Zauważyłam, że i Leon bardzo lubi, gdy pokazuje mu, że pojawiło się u nas coś nowego. Najczęściej jest to właśnie Bing, gdyż oboje jesteśmy fanami tego króliczka. 


Leona pierwszym wyborem zawsze są - oczywiście - dołączone prezenciki. Tym razem troszkę się rozczarowałam, bo chociaż pomysł jest świetny, to wykonanie średnie. Leon bardzo szybko rozłożył te akcesoria na części pierwsze, a jest raczej delikatnym dzieckiem i nie niszczy zabawek. Nigdy jednak nie narzekam zbyt bardzo na te gazetkowe zabawki, bo biorąc pod uwagę koszt magazynu... zwyczajnie nie mam do tego prawa 😅


Wnętrze jest już raczej standardowe. Mamy bajeczkę, kolorowanki, wyzwania dla malucha. Niektóre z zadań są dla Leona za trudne, ale z większością super sobie radzi i bardzo lubię te chwile, gdy się skupia. Być może nie trwają one za długo, ale są bardzo pracowite i każdy nasz numer Binga jest wypełniony wszędzie, gdzie powinien, a niekiedy i tam, gdzie nie. 

Zajrzyjcie do środka i sami się przekonajcie, jak zabawny i edukacyjny jest ten numer o króliczku. Uważam, że warto raz na jakiś czas podsunąć maluchowi taki rodzaj rozrywki. Leon uczy się cierpliwości w oczekiwaniu na każdy kolejny numer i to też jest bardzo ważne. 


Za magazyn dziękujemy wydawnictwu!

BIBLIOTECZKA LEONA: SMERFY I ŚWIAT EMOCJI. SMERF, KTÓRY LUBIŁ TYLKO DESER

BIBLIOTECZKA LEONA: SMERFY I ŚWIAT EMOCJI. SMERF, KTÓRY LUBIŁ TYLKO DESER


Ostatnio Leon ma ogromne problemy z jedzeniem. Wiecznie wybrzydza, nawet swoje ulubione potrawy potrafi zrzucić na podłogę krzycząc, że są niedobre. Próbujemy go podejść już różnymi sposobami, ale bunt trzylatka jest jeszcze gorszy, niż bunt dwulatka. I tutaj - o dziwo! - z pomocą przyszedł mi ten komiks. Może powiecie, że Leon jest jeszcze za mały na tę formę, ale u nas świetnie się przyjęła. 

Trzeci tom opowieści o Smerfach, która ma pomagać najmłodszym czytelnikom w przezwyciężaniu wszelkiego rodzaju lęków i problemów. Każdy album jest uzupełniony zrozumiale napisanymi wskazówkami dla dzieci i ich rodziców, jak radzić sobie z kłopotami emocjonalnymi. Nadeszła pora obiadu, ale Łasuch, który przecież zawsze pierwszy przybiega na posiłek, tym razem nie jest głodny! Okazuje się, że ma pełny brzuch, bo potajemnie zjadł deser przeznaczony dla wszystkich Smerfów. Jako karę Papa Smerf nakazuje mu przygotować nowy deser – i to dla całej wioski... 
Przed Łasuchem trudne zadanie, które okaże się wręcz niebezpieczne, ponieważ w sprawę wmiesza się straszny czarownik Gargamel! Dzięki temu komiksowi nauczysz się, jak zdrowo jeść! 

Fabuła nie jest skomplikowana i dzięki temu Leon z ciekawością ją ze mną śledził. Dzięki ciągle zmieniającym się kadrom komiksu nie nudził się podczas czytania i słuchał z uwagą. Udało nam się jeszcze porozmawiać po lekturze o tym, dlaczego nie wolno jeść samych słodyczy i co jest ważne jeśli chodzi o zdrowe odżywianie. Nie wiem co mu zostanie w główce na dłużej, ale na razie często wracamy do Smerfa, który lubił tylko deser.

Żałuję, że wcześniej nie zainteresowałam się tym cyklem. Mylnie uznałam, że Leon jest za mały na komiksy i darowałam sobie dwa pierwsze tomy. Z całą pewnością jednak to nadrobimy, bo i dla mnie taka forma czytania jest miłą odmianą. Na dobranoc pochłaniamy naprawdę dużo tytułów, część mielimy wielokrotnie i niektórych mam już dosyć. Dobrze więc, że ktoś wymyślił komiks dla młodszych czytelników. Smerfy i świat emocji to doskonały wybór, gdy dziecko przestaje sobie radzić, a rodzic razem z nim. Bardzo polecam. 

Całą historię czyta się szybko, komiks ma niedużo stron, na których jednak sporo się dzieje, więc nie ma obaw, że czytelnik się znudzi. To moje odkrycie tego miesiąca i będę Wam jeszcze wiele razy go polecać. 

Zajrzyjcie do środka.


Za komiks dziękujemy wydawnictwu!
BIBLIOTECZKA LEONA: WODNE CZARY-MARY

BIBLIOTECZKA LEONA: WODNE CZARY-MARY


Dzisiaj przedstawię Wam coś, co zdecydowanie będzie naszym hitem w tym miesiącu, a pewnie i w kilku następnych. Leon uwielbia kolorowanki wodne, ale chociaż ma styczność z tymi z Melissy and Doug to te z serii Wodne czary-mary są dla nas czymś całkiem nowym.

Mamy tutaj trzy tytuły: Smerfy, Tomka i przyjaciół oraz Maszę i niedźwiedzia. Każdy z nich działa na tej samej zasadzie. Mamy twardą, kartonową książeczkę z białymi elementami, które po potraktowaniu wodą wypełniają się kolorem, a po wyschnięciu robią się znowu białe. Jest to częste zjawisko w tych kolorowankach wodnych, które są wielorazowe, ale tym razem nie mamy wodnego pędzelka, a marker. Odkręcamy go, wlewamy do środka wodę i nic nie cieknie, nic nie kapie. 

Podoba mi się, że nie mamy tutaj takiej typowej kolorowanki, tylko pojawia się tekst nadający obrazkom kontekst i malujemy tylko wybrane elementy. Leonowi też ten typ spędzania czasu bardzo przypadł do gustu i warto wspomnieć, że chociaż cena jest wyższa niż inne wielorazowe kolorowanki, które kupowaliśmy do tej pory, to jakość tych z serii Wodne czary-mary bije tamte na głowę i zdecydowanie warto się w nie zaopatrzyć. Wyglądają na trwałe i Leon jeszcze nie zdarł w żadnej tej białej warstwy, co robi bardzo często w tych, które mamy. Pewnie ze względu na to, że ten marker łatwo puszcza wodę i nie musi przyciskać go i używać siły, więc nada się już dla maluszków na sam początek przygody. 


Za kolorowanki dziękujemy wydawnictwu!
#BLOGUJEZTK: SIOSTRA GWIAZD // MARAH WOOLF

#BLOGUJEZTK: SIOSTRA GWIAZD // MARAH WOOLF

Przeczytałam tę książkę już jakiś czas temu, ale nic Wam o tym nie mówiłam, bo chciałam najpierw dokładnie ją przemyśleć. Bardzo byłam ciekawa tego tytułu. Książki o czarownicach są dosyć rzadko wybieranymi przeze mnie, więc chętnie po coś nowego sięgnęłam. 

W jednym ze starych francuskich lasów znajduje się przejście, które umożliwia demonom przedostanie się do ludzkiego świata. Tajemnicza loża od początków magii dba o to, by te dwa światy nie poznały o sobie prawdy, a ludzie byli wolni od krzywdy niesionej przez demoniczne siły. Zawiązany wiele lat temu pakt zapewnia bezpieczeństwo na ziemi. Co się stanie, gdy dobiegnie końca?

Trzy czarownice wyruszają w podróż, która ma przywrócić ich światu równowagę. Sytuacja jest niepewna - rosną podejrzenia, że główny mistrz loży nie stoi już po stronie ludzi. Czarownica Vianne była niewinną dziewczyną, gdy wyruszała do Francji. Teraz jest zmuszona dorosnąć - jeśli nie odkryje, kto stoi za najnowszymi planami demonów, jej świat nie będzie już nigdy taki sam. Co z tym wspólnego ma tajemniczy Ash, który miał być sprzymierzeńcem czarownic? Vianne nie wie, czy można mu ufać, ale nie może dłużej zaprzeczać, że mężczyzna budzi szybsze bicie jej serca...

Siostra gwiazd jest ciut przewidywalna, ale sięgając po książki tego gatunku jestem na to przygotowana. Oczekuję wręcz tego, że pojawi się w nich romans, że bohaterka okaże się kimś wyjątkowym, a koniec będzie w tym momencie, w którym ma być. Czasami mam ochotę na coś, co da mojemu mózgowi odpocząć i jest to jeden z moich ulubionych typów. Nie do końca podoba mi się powyższy opis, więc patrzcie na niego przez palce - zdecydowanie Ash nie jest kimś, kto sprawia, że serce Vianne bije szybciej i nie jest to spojler.

Największym plusem tej książki jest jej świat. Mamy tutaj świat, w którym żył Merlin i bardzo wpłynął na rzeczywistość, w której żyje Vianne. Podoba mi się cała historia Francji i już samo to jest powodem, dla którego warto sięgnąć po Siostrę gwiazd. Kreacja bohaterów ma się ciut gorzej, ale są tu osoby, które uwielbiam i chętnie przeczytam dla nich kontynuację. 

Mamy za to tutaj najgorszy wątek romantyczny, jaki można było stworzyć. Ezra i Vianne to tragiczne połączenie - może i miałoby to sens, gdyby nie okropne opisanie ich relacji i sytuacji, w których występują razem. Starałam się przymykać na to oko i nawet mi się udawało, ale zachowanie Ezry i jego miotanie się w tę i z powrotem było wręcz żałosne. Jeśli liczycie wyłącznie na dobry romans, to omijajcie ten tytuł szerokim łukiem. Warto jednak sięgnąć po Siostrę gwiazd dla ogólnej fabuły. 

Wojna z demonami, polityczne utarczki... To występuje tutaj nagminnie i bardzo mi się podoba. Do tego dochodzi lekki styl pisania, dzięki czemu pochłonęłam tę książkę na dwa razy i nie mogę doczekać się kontynuacji. Magia wypływa z każdej strony, historia wciąga od samego początku. Polecałam ją już przyjaciółce, która uwielbia historię Merlina i powinno spodobać się jej jego dziedzictwo. No i dajcie mi więcej! Chcę wiedzieć, co będzie dalej.

★★★★★★★★☆☆

Za książkę dziękujemy księgarni Tania Książka!

PRZED PREMIERĄ: ZEFIRYNA I KSIĘGA UROKÓW // SASZA HADY

PRZED PREMIERĄ: ZEFIRYNA I KSIĘGA UROKÓW // SASZA HADY

Po tę książkę sięgnęłam głównie ze względu na jej okładkę. Nie czytałam opisu, nie interesowałam się, o czym jest. Z wyglądu przypomniała mi książki, w których zaczytywałam się w podstawówce i po prostu nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Już pierwsze strony sprawiły, że zakochałam się w postaci Zefiryny i podziękowałam sobie, za posłuchanie intuicji. 

Zefiryna od dziecka była najbardziej rozhukaną i niepokorną księżniczką w Siedmiu Księstwach – dawniej jej wybryki mogły uchodzić za urocze, obecnie, kiedy ma siedemnaście lat, zakrawają na skandal. Łazi po drzewach, smarka w palce i gwiżdże na dworską etykietę. Zaproszenie od Linnei, księżniczki z Sarbancji, sprawia jej jednak sporą przyjemność – to w końcu zawsze okazja do wyrwania się z domu i przeżycia nowej przygody.

Towarzyska wizyta szybko przeradza się w potajemne śledztwo. Zefiryna, zaintrygowana tajemniczymi wydarzeniami na sarbanckim dworze, postanawia odkryć, kto stoi za magicznymi atakami na Linneę.

Nie spodziewałam się, że Zefiryna będzie takim typem księżniczki. Poznajemy ją, gdy rzuca się w pogoń za złodziejem i skacze za nim prosto do wychodka. Już samo to powinno powiedzieć Wam o niej wszystko. Pokocha ją już każda nastoletnia dziewczynka, która dopiero wchodzi w etap dojrzewania, a dużo starsze czytelniczki poczują do niej ogromną sympatię. Nie ma tutaj dobrego wieku, by po Zefirynę i Księgę Uroków sięgnąć. Fabuła nie jest krwawa ani infantylna, więc nie wahałabym się by podsunąć ten tytuł już ośmiolatce. 

Fabuła pełna jest zagadek i tajemnic, więc czytałam i czytałam chcąc dowiedzieć się jak najwięcej. Przyznam, że nie domyśliłam się praktycznie nic. Gdy sprawa się już rozwiązała miałam ochotę uderzyć się w czoło - przecież wszystkie ślady na to wskazywały! Nie ma tutaj nagle pojawiającego się z powietrza rozwiązania, do którego czytelnik nie ma szans dojść. Jeśli dacie się zaskoczyć to tylko i wyłącznie przez własne niedopatrzenie.

Oprócz Zefiryny pojawia się tutaj też kilka innych postaci wartych uwagi. Moje spojrzenie spoczęło przede wszystkim na kapitanie Scharfie, który jest bardzo interesującą osobą, a jego podejście do naszej głównej bohaterki jest bardzo odmienne od wszystkich. Lubiłam rozdziały z jego perspektywy. Bardzo chciałabym poznać dalsze jego losy.

Długo zajęło mi przeczytanie Zefiryny. Ciągle coś mnie od niej odciągało, lecz ostatecznie wyszło mi to na plus. Po skończeniu czułam taką pustkę - najchętniej sięgnęłabym po drugi tom i mam nadzieje, że autorka nie zakończy tej przygody na Księdze uroków

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐☆☆

Za przeczytanie dziękuję wydawnictwu!

#BLOGUJEZTK: PROJEKT HAIL MARY // ANDY WEIR

#BLOGUJEZTK: PROJEKT HAIL MARY // ANDY WEIR


Nowa książka Andy'ego Weira budziła we mnie bardzo sprzeczne emocje. Uwielbiam Marsjanina. To jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam w życiu. Nie ma co jednak ukrywać, że Artemis to całkowity niewypał i bałam się, że tak samo będzie w przypadku Projektu Hail Mary. Sam początek pokazał mi, że autor postanowił tym razem pójść w stronę sprawdzonego schematu i ponownie mamy podróż w Kosmos i samotnego mężczyznę. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ale nie będę trzymać Was w niepewności. Projekt Hail Mary to czysty geniusz.

Z załogi, która wyruszyła na straceńczą misję ostatniej szansy, przeżył jedynie Ryland Grace. Teraz od niego zależy, czy ludzkość przetrwa.

Tylko że ON na razie nie ma o tym pojęcia. Z początku nawet nie pamięta, kim jest, więc skąd ma wiedzieć, czego się podjął i jak ma tego dokonać?

Na razie wie tylko tyle, że przez bardzo długi czas był pogrążony w śpiączce. A po przebudzeniu znalazł się niewyobrażalnie daleko od domu. Całkiem sam, jeśli nie liczyć ciał zmarłych towarzyszy.

Czas płynie nieubłaganie, a oddalony o lata świetlne od innych ludzi Grace jest zdany wyłącznie na siebie.

Ale czy na pewno?

Historia w tej książce biegnie dwutorowo. Razem z głównym bohaterem odkrywamy wszystkie wydarzenia, które sprawiły, że znalazł się na statku kosmicznym pędzącym nie wiadomo gdzie, jego dwójka towarzyszy jest martwa, a on nic nie pamięta. Jesteśmy przerzucani od teraz do wcześniej, a Andy Weir zrobił to tak zgrabnie, że w niczym mi to nie przeszkadzało i ani przez chwilę nie czułam się zagubiona. Nie jestem specjalistą ani w dziedzinie astronomii ani fizyki czy biologii, ale podczas lektury zrozumiałam, że autor zna się na tych kwestiach i nie żałuje nam naukowych wniosków czy określeń. Grace jest naukowcem, a my dostajemy na tacy wszystkie jego przemyślenia i odkrycia. 

Od samego początku byłam ciekawa, czy Weir odważy się wejść na tereny, które są zwykle unikane przez pisarzy. Czytając o podróżach w Kosmos rzadko kiedy możemy natknąć się na spotkania z Obcymi, a gdy chodzi o zbliżającą się zagładę wszystkie szczegóły z nią związane są pomijane. Tym razem doskonale wiemy, co stopniowo będzie działo się z naszą planetą, gdy Słońce będzie przygasać, a związane z tym poczynania ludzi są opisane i wyjaśnione. Nie ma niedomówień. Ta historia mogłaby wydarzyć się naprawdę.

Podobnie jak w przypadku Marsjanina skupiamy się tutaj na jednym bohaterze i to jego poznajemy najmocniej. W rozdziałach skupiających się na wcześniej pojawia się sporo osób, ale żadna z nich nie jest dla nas na tyle istotna, by myśleć o niej dłużej niż to niezbędne. Grace ze swoim przenikliwym i niecodziennym umysłem jest wystarczającą rozrywką dla wymagającego czytelnika. Bardzo ciekawa jestem, czy cała fizyka, która występuje w Projekcie Hail Mary naprawdę ma sens, gdyż występuje jej tu sporo, a laikowi łatwo pokręcić niektóre pojęcia. 

Historia sama w sobie jest tak nieprzewidywalna, że aż zapiera dech w piersiach. A przecież wiemy, jak się skończy ta przygoda. Przecież nie może być inaczej, prawda? Pojawia się jednak tak dużo zmiennych, że ostateczne zakończenie wbiło mnie w fotel i ciut... rozczarowało. Nie tego chciałabym dla naszego bohatera, ale ostatecznie jestem w stanie zaakceptować jego los. Ot, życie. Od razu po przeczytaniu wrzuciłam tę książkę na listę najlepszych książek przeczytanych w tym roku. Zdecydowanie nie mogło jej tam zabraknąć. Wzbudziła we mnie tyle emocji, trzymała w napięciu przez wszystkie te strony. Coś niesamowitego.

⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐

Za książkę dziękujemy księgarni Tania Książka!


BIBLIOTECZKA LEONA: NOWA KOLEKCJA BAJEK. PRZYGODY MISIA PADDINGTONA

BIBLIOTECZKA LEONA: NOWA KOLEKCJA BAJEK. PRZYGODY MISIA PADDINGTONA

 

Czy znacie misia Paddingtona? Przez wiele lat mojego życia gdzieś tam się pojawiał i miło wspominam jego przygody. Chciałabym, by Leon znał wszystkie klasyczne postaci z mojego dzieciństwa, więc przemycam mu je w taki czy inny sposób. Niektóre poznajemy dzięki animacjom, inne dzięki książeczkom, ale powoli idziemy do przodu. Jako, że uwielbiam Nową kolekcję bajek i wszelkie zbiorki, tego tytułu nie mogło u nas zabraknąć.

Nie znam za dużo przygód misia, więc nie jestem w stanie określić, czy mamy tutaj historie, które fani znają z bajek, ale każda z tych opowieści ma w sobie coś niesamowitego. Miś Paddington słynie z empatii i optymistycznego podejścia do życia, więc jest idealnym bohaterem do wieczornego wyciszania. Mamy tutaj cztery historyjki - między innymi taką o Halloween i Walentynkach - które czyta się doskonale. 

Lubię ten cykl za krótkie bajeczki, które nie mają za dużo tekstu na stronę i są pięknie zilustrowane. Książeczka też jest niesamowicie trwała - na pewno przetrwa niejedno pokolenie. Wszystkie nasze zbiory z tego wydawnictwa planuje trzymać i przekazywać dalej. To będzie cudowna pamiątka i na pewno posłuży niejednemu dziecku w przyjemniejszym zasypianiu.

Przekazy są bardzo uniwersalne, przygody przyjemne w odbiorze. Mam nadzieję, że teraz częściej będziemy sięgać po Misia Paddingtona, bo osobiście jestem zakochana.


Za książeczkę dziękujemy wydawnictwu!

BIBLIOTECZKA LEONA: VAN DOG // GOSIA HERBA I MIKOŁAJ PASIŃSKI

BIBLIOTECZKA LEONA: VAN DOG // GOSIA HERBA I MIKOŁAJ PASIŃSKI


Van Dog to jedna z tych książek, które stoją na półce u Leona, ale są bardziej moje. Leon jeszcze nie docenia na tyle szaty graficznej i przekazu, więc dzisiejsza opinia jest ściśle moja, a jego zdanie tym razem zignorujmy. 😂 Przeczytaliśmy ją razem i chętnie jej wysłuchał - tekstu nie ma za dużo - ale nie wykazał w stosunku do niej jakiegoś wielkiego entuzjazmu.

W przeciwieństwie do mnie. Ja jestem zakochana. Van Dog to historia o tym, żeby zawsze robić to, co się uważa za słuszne i nie dać się stłamsić przez przekonania innych ludzi. Jest to bardzo ważne przesłanie i chciałabym, by dotarło ono do Leona. Samozaparcie i wiara we własne możliwości aż się wylewa z każdej z tych stron. 

Jak już wspomniałam tekstu jest mało, ale ilustracje i tak przyciągają wzrok. Są kolorowe, jest ich mnóstwo. Można je oglądać i oglądać i za każdym razem dostrzega się coś nowego. Włożono w nie naprawdę ogromną ilość pracy i trzeba to docenić. Zajrzyjcie do środka i zakochajcie się. 


Za książkę dziękujemy wydawnictwu! 

MAGAZYN "TOMEK I PRZYJACIELE" NR 3/2021

MAGAZYN "TOMEK I PRZYJACIELE" NR 3/2021


Chyba nigdy wcześniej nie miałam styczności z tym magazynem, ale Leon ostatnio bardzo zainteresował się zabawkami z Tomka i przyjaciół. Animowana bajka dalej mu się nie podoba - trzeba przyznać, że kolorystycznie jest dosyć ponura - ale nie ma dnia, żeby nie sięgnął po swój zestaw pociągów i torów. Do tej pory w naszym domu królowały gazetki o Bingu, ale już po zainteresowaniu Leona widzę, że czas zacząć rozglądać się w kiosku za kolejnymi numerami tej.

Zawartość jest typowa dla gazetek dla dzieci - mamy kolorowanki, gry, zadania plastyczne i opowiadanie - ale pierwszy raz spotkałam się z tym, że mamy dołączone naklejki, które należy przyklejać w wyznaczonych do tego miejscach. Jest to częste w książkach z zadaniami, ale nie w magazynach dziecięcych. Ciekawa jestem, czy to typowy zabieg w Tomku, czy też taki jednorazowy wybryk

Do tego numeru były dołączone dwa pociągi - swoją drogą całkiem dobrej jakości, jak na te gazetkowe gratisy - ale zanim zrobiłam zdjęcia Leon już podzielił się jednym ze swoim przyjacielem. Dobrze, że były identyczne! 

Spędzamy więc dzisiaj czas z Leonem uzupełniając magazyn i czytając razem. Taka gazetka to idealna rzecz, żeby uspokoić trochę dziecko i samemu odsapnąć.

Za gazetkę dziękuję wydawnictwu!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © Nasze życie ♥ , Blogger