PRZED PREMIERĄ: BASIK GRYSIK I WRONY // JUSTYNA BEDNAREK

września 13, 2020

PRZED PREMIERĄ: BASIK GRYSIK I WRONY // JUSTYNA BEDNAREK

 

Bardzo długo czekałam na premierę tej książki i ostatecznie... nie wiem co mam o niej myśleć. Przeczytaliśmy ją z Leonem od razu jak kurier zapukał do drzwi. Widziałam jego zainteresowanie i przyznam, że mnie też zaciekawiła. Dopiero gdy kilka godzin zaczęłam na jej temat myśleć... Nie mogłam dopatrzeć się żadnego morału czy przekazu.

Basik Grysik Kapelusik – tak się nazywa dziewczynka, która przychodzi na świat w pewną mroźną, styczniową noc. A wrony siedzą na drutach przy szpitalnym oknie i cmokają.
– Jaka śliczna! Jaka tłuściutka! Schrupałabym ją z miłości! I ja! I ja!

Nie bójcie się! To przyjazne ptaszyska, które widzą więcej, niż wam się zdaje i chichoczą ukradkiem. Będą towarzyszyły naszej małej bohaterce, kiedy zrobi sobie bliznę nad lewym okiem, zgubi żółtą kaczuszkę, pozna Amadeusza i pojawi się przy niej nowy ktoś – Małe Prosię z Muchą w Nosie.


Piękna i mądra opowieść nie tylko dla najmłodszych. Napisana przez Justynę Bednarek, autorkę niesamowitych, bestselerowych opowieści o skarpetkach i zilustrowana przez Elę Wasiuczyńską.

Książeczka jest naprawdę krótka. Czyta się ją ekspresowo i przyjemnie. Dowiadujemy się o lince osobistej sprężystej, którą każdy człowiek ma przyczepioną do swojej nogi, by się nie zgubić. Linka jest widoczna tylko dla wron, które odgrywają tutaj bardzo ważną rolę, obserwując życie Basi. Spodobał mi się taki pomysł na zobrazowanie dziecku przeznaczenia, acz szkoda, że nie wchodzimy tutaj głębiej w szczegóły. Dorosły czytelnik miałby więcej do przemyślenia.

Głębia aż wylewa się z tej historyjki. Leon na pewno nie zrozumiał o co tutaj chodzi, a i ja niekiedy mam problem z pojmowaniem. Dostrzegłam, że mowa tutaj o przeznaczeniu, o życiu. Ale tak naprawdę po skończeniu lektury nie poczułam się spokojna czy spełniona, za to w głowie miałam mnóstwo pytań. Gdybym mogła zadać autorce jedno pytanie... Chciałabym dowiedzieć się o czym myślała pisząc tę książkę i co chciała przekazać swoim czytelnikom.

Nie da się ukryć, że jest to bardzo pięknie wydana książka i cieszy mnie fakt, że dumnie stoi u Leona na półce. Wiem, że jeszcze nie raz ją razem przeczytamy, by lepiej pojąć cały jej sens.

★★★★★★★☆☆☆

ZA KSIĄŻKĘ DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU

Basik Grysik i wrony // Justyna Bednarek // ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska // 16 września 2020 // Wydawnictwo Literackie // 38,00

TRON TYRANA // SEBASTIEN DE CASTELL

września 10, 2020

TRON TYRANA // SEBASTIEN DE CASTELL

 

I koniec. Koniec serii, która wcale mi się nie podobała. Wiecie, ja z Wielkimi płaszczami mam - miałam - taki problem, że nie wiem, dlaczego w ogóle po kolejne tomy sięgałam. Pierwsza część podobała mi się bardzo, ale z każdą kolejną było coraz gorzej. Dostrzegałam jakieś przebłyski geniuszu Sebastiena de Castell, ale nie mogłam się wciągnąć i okropnie się męczyłam. Zgodnie z zasadą masochizmu od razu po premierze Tronu tyrana ta książka pojawiła się u mnie w domu i szybko się za nią zabrałam. Pomińmy, że mało co pamiętałam z poprzednich tomów; pomińmy, że nie interesowały mnie losy bohaterów. W Tronie tyrana się zakochałam. Nie od razu. Kiedy zauważyłam, że pochłaniam stronę za stroną i po prostu MUSZĘ wiedzieć jak to się skończy... Byłam w szoku.

Po latach zmagań i poświęceń Falcio val Mond, Pierwszy Kantor Wielkich Płaszczy, jest bliski realizacji marzenia swojego zmarłego króla i obsadzenia na tronie jego córki Aline, by raz na zawsze przywrócić praworządność w Tristii.
Jednak, jak to w przypadku Wielkich Płaszczy bywa, sprawy się komplikują. W sąsiednim kraju enigmatyczny nowy przywódca Avares jednoczy barbarzyńskie armie, od dawna nękające granice Tristii. Co gorsza, ponoć ma nowego sojusznika: Trin, która dwukrotnie próbowała zabić Aline, by zdobyć tron Tristii dla siebie. Mając za sobą armie Avaresa, dowodzone przez żądnego krwi wojownika, Trin będzie nie do powstrzymania.

- Zemsta - powiedziała cicho Valiana. - Niekończące się błędne koło, w którym każda śmierć jest po prostu uczciwą zapłatą za poprzednią.

Bardzo podoba mi się sama idea Wielkich płaszczy. Być może właśnie to sprawiało, że tak uparcie męczyłam każdą część. Myślę, że mi by bardzo pomogła taka świadomość, że gdzieś tam na świecie są tacy, którzy zawsze sprawiedliwie rozwiążą każdy spór - nie na korzyść kogoś, kto więcej zapłaci, a zgodnie z prawdą. Ten tom pokazał jednak nowe oblicze Falcia. Do tej pory uważałam go za kogoś, kto ma dużo do powiedzenia i jest uparty, ale w Tronie tyrana musi on podejmować takie decyzje, które wzbudzają szacunek nie tylko we mnie.

Autor nikogo nie oszczędza. Zabija postaci o których nawet nie wiedziałam, jak bardzo je lubię, do momentu, gdy na stałe zniknęły z kart książki. Dodatkowo odważnie morduje tych, za których bym dała sobie rękę uciąć, że przeżyją... Poprzednie tomy mnie nie ruszyły - tutaj tyle razy płakałam, że w pewnym momencie nie widziałam już na oczy. Poruszał mnie każdy akt bohaterstwa, każde poświęcenie, wielka przemowa przed ostatnią bitwą... Gdyby ktoś mi powiedział, że przemęczę trzy pierwsze tomy jakiejś serii, by zakochać się w ostatnim... Nie uwierzyłabym. 

...bez wątpienia wojna nie działa w ten sposób. Sprawiedliwość to luksus czasów pokoju.

Ucieszyłam się, że poczucie humoru autora jest tu takie same, jak w przypadku Ostrza zdrajcy. Brakowało mi tego lekkiego stylu w Cieniu rycerza i we Krwi świętego. Dzięki temu pochłonęłam tę książkę bardzo szybko i już tęsknię za każdym z tych bohaterów. Wiem jednak, że jest to najlepsze możliwe zakończenie tej serii. Łamie serce niejednokrotnie, a równocześnie daje mnóstwo nadziei. Falcio stał się tutaj jednym z moich ulubieńców, a Tron tyrana jedną z najlepszych książek tego roku. Szokujące, wiem. Dla mnie też.

Gdyby każda seria kończyła się w taki sposób... Jestem usatysfakcjonowana, nie czuję, że czegoś tu brakło. Wszystko co miało być powiedziane... powiedziane zostało. Z moich ust nie padną słowa chcę więcej, bo czuję wewnętrzny spokój po wszystkich tych tragediach, które się tu wydarzyły. Nie spodziewałam się, że poczuję tyle miłości do Tronu tyrana i cieszę się, że uparcie czytałam tom za tomem. Było warto. Podoba mi się fakt, że autor darował sobie rozwlekłe opisy całej bitwy, bo nie przepadam za scenami batalistycznymi, chociaż wiem, że akurat niektórych może to rozczarować. Dla mnie jednak... de Castell zrobił najlepszy prezent.

- Złość lub smutek - odparłem. - Naprawdę tylko tyle nam pozostało?
- Wszystko jakoś się ułoży. Słońce wciąż będzie wschodzić.

Żegnaj, Falcio. Żegnajcie, Wielkie płaszcze. Nie zapomnę o Was.

★★★★★★★★★★

Tron tyrana // Sebastien de Castell // Tyrant's Throne // Grzegorz Piątkowski // Wielkie płaszcze // tom 4 // 02 września 2020 // 655 stron // Wydawnictwo Insignis // 39,99 zł

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu!

PANDEMIA. RAPORT Z FRONTU // PAWEŁ KAPUSTA

września 07, 2020

PANDEMIA. RAPORT Z FRONTU // PAWEŁ KAPUSTA

Podziwiam człowieka, który potrafi napisać książkę. A jeszcze bardziej podziwiam tych, którzy w trakcie pandemii są w stanie napisać książkę tak szybko, że owa pandemia się jeszcze nie skończyła, a ta książka już hula po księgarniach. Do tej pory unikałam wszystkich tytułów z tym tematem związanych, ale z racji tego, że Agonia tego autora tak bardzo mi się podobała, a Gad jest na mojej liście must read stwierdziłam, że wybaczę mu wybór tego tematu i Pandemię przeczytam. Nie wiem, czy uwierzycie, ale czytając te wszystkie relacje wyłam jak bóbr.

Pandemia zmieniła życie większości z nas.
Dziś żyjemy w rzeczywistości, którą staramy się oswoić mianem „nowej normalności”.
Co działo się na linii frontu podczas pierwszej fali zachorowań na koronawirusa?
Jak wyglądały te pełne napięcia, obaw i dramatów dni?
Jak sobie radzili ratownicy medyczni, pielęgniarki, diagności laboratoryjni – osoby bezpośrednio stawiające czoła nowemu zagrożeniu i walczące o życie i zdrowie innych?
Pracownicy hospicjów, sprzedawcy w dyskontach, funkcjonariusze służby więziennej, listonosze, pracownicy zakładów pogrzebowych, nauczyciele, w końcu pacjenci – zarówno ci zmagający się z koronawirusem, jak i cierpiący z powodu innych chorób oraz utrudnionego dostępu do lekarzy… ich życie też stanęło na głowie.
Przeczytajcie tę mocną, chwilami wstrząsającą i do bólu prawdziwą reporterską relację Pawła Kapusty, który dokumentował przebieg pandemii w Polsce od jej oficjalnych pierwszych chwil. To opowieść z wielu perspektyw. Również osobistej, bo w sierpniu koronawirus dopadł także jego.

Uzupełnieniem są pogłębione wywiady z "twarzami" walki z pandemią: ministrem zdrowia, profesorem Łukaszem Szumowskim oraz profesorem Krzysztofem Simonem. Głos zabierają także profesorowie Witold Orłowski i Marcin Król.

Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bagatelizuję koronawirusa. Fakt, że on nagle nie zniknie ze środowiska i zawsze już będą przypadki zachorowań sprawia, że nie traktuję go poważnie. Ot, będzie to po prostu kolejna choroba, jak grypa. Dopiero relacje ludzi, którzy z tym wirusem walczą na co dzień i widzą efekty jego działania otworzyły mi oczy. Nie pomyślałam, że dla mnie założę tę maseczkę, bo mandaty dają to codzienność, a pracownicy służby zdrowia takiego zabezpieczenia bardzo pragną. By nie przynieść choroby do domu, do starszych rodziców, do chorych na inne choroby. Bo oni wiedzą, jak mało jest respiratorów, jak ciężko niekiedy przeżyć.

Jestem przerażona. Gdy zacznie się najgorsze, nie mam nawet jak się odizolować. Co ja mam ze sobą wtedy zrobić? Dokąd pójść? Piwnica. Najlepsza będzie piwnica. Rozumiesz to, człowieku? To jest chore! Będę spała w piwnicy, byle nie zarazić męża i małego dziecka. Bo nic innego mi nie zaproponowano.

Pracownicy służby zdrowia zawsze byli niedoceniani. Teraz można powiedzieć, że przecież zostali docenieni. Tutaj dostali jedzenie na nocny dyżur, tutaj ktoś szczerze im podziękował. Mam jednak wrażenie, że to nie prosty człowiek z ulicy powinien zrozumieć ich wagę, a rząd. Czytając o tym, że w ramach podziękowania za ciężką pracę politycy bili im brawo albo że dodatek do wypłaty wyniósł na rękę koło osiemdziesięciu złotych... Tutaj chyba należy uczcić to minutą ciszy.

Po lekturze Pandemii zaczęłam rozumieć, jak ciężko pracują pielęgniarki i ratownicy medyczni i jak ciężko wytrzymać psychicznie w takiej pracy. Śmiechy, wyzwiska przy pobieraniu próbki do testów. pogłębiający się strach ludzi przed zarażeniem, który zamiast wpływać pozytywnie na zabezpieczanie się jedynie sprawia, że wolą deptać i poniżać ludzi, którzy codziennie stykają się z wirusem, bo ratują życie... Czasami wstyd mi, że jestem człowiekiem.

Oprócz pracowników służby zdrowia dostajemy też relacje innych ludzi. Pracownika zakładu pogrzebowego, listonosza, kasjera w sklepie spożywczym, matki dziecka śmiertelnie chorego, rolnika. Wszystkich w jakiś sposób dotknął wirus. Jednych lżej, innych za mocno. Pojawienie się koronawirusa nie sprawiło, że magicznie inne choroby zniknęły, a ludzie nie potrzebują już jeść. Sporo osób umiera tylko dlatego, że żaden szpital nie chce ich przyjąć. Mnóstwo osób straciło nagle jedyne środki do życia. Ale kogo to tak naprawdę obchodzi?

Gdy epidemia się rozwijała, ale daleko od ciebie, życie było o wiele prostsze. Teraz jednak choroba jest coraz bliżej. Wirusa złapał twój kolega z pracy, przyjaciel, brat. Miałeś z nim kontakt, więc wysłali cię na kwarantannę. I co, kwarantanna minie, po dwóch tygodniach znów zadzwoni do ciebie znajomy, koleżanka, siostra, powie, że jest chora, i znów czekać cię będzie przymusowe siedzenie w domu? Trudno to sobie wyobrazić, szczególnie w sezonie grypowym.

Szczerze przyznam, że po przeczytaniu wywiadu z ministrem zdrowia odechciało mi się czytać owego uzupełnienia i zamknęłam książkę. Interesują mnie relacje normalnych ludzi, nie twarzy pandemii. Jest to naprawdę pomysłowy dodatek, ale mi całkowicie niepotrzebny. Płakałam czytając Pandemię, bardziej świadomie noszę maseczkę i myję ręce. Właśnie tego potrzebowałam, by otworzyć oczy i zrozumieć, że czasami warto pomyśleć o innych.

★★★★★★★★☆☆

Pandemia. Raport z frontu // Paweł Kapusta // 02 września 2020 // 260 stron // Wydawnictwo Insignis // 39,99 zł

Za książkę dziękuję wydawnictwu.

Copyright © Czytam dziecku , Blogger