niedziela, 18 czerwca 2017

Siedem powodów, by nie czytać Mroza

13 komentarzy:
Czy jest tu osoba, które nie słyszała o Remigiuszu Mrozie? Od jakiegoś czasu jest o nim bardzo głośno, a jego książki czytają nawet osoby, które szerokim łukiem omijają polskich autorów. Spokojnie mogę powiedzieć, że czytałam Mroza zanim stało się to modne, jednak dzisiaj czas stanąć twarzą w twarz z prawdą i ostrzec wszystkich, którzy jeszcze pierwsze spotkanie z tym człowiekiem mają przed sobą. Nie dajcie się zwieść tej fali popularności, pozytywnym recenzjom i samym pochwałom! 

Powód pierwszy. Remigiusz Mróz za dużo pisze - a jeśli będziesz chciał mieć wszystkie jego książki pozostanie zmiana pracy na lepiej płatną lub zrezygnowanie z innych książkowych zakupów. Twoje konto w banku zostanie dosłownie zamrożone. 

Powód drugi. Będziesz ciągle chodził w żałobie. Żaden bohater nie jest bezpieczny, a zbyt duża ilość łez grozi odwodnieniem. Bardzo niebezpieczne, szczególnie w upały.

Powód trzeci. Zwroty akcji zaskoczą Cię tyle razy, że nabawisz się paranoi i nawet w bajkach dla dzieci będziesz dostrzegał zagrożenie. Nigdy też już nie otworzysz obcemu drzwi i pobiegniesz robić pozwolenie na broń.

piątek, 16 czerwca 2017

Koralina // Neil Gaiman

2 komentarze:
Po latach w końcu miałam okazję powrócić do pierwszej książki Neila Gaimana, jaką w życiu czytałam. Do tej pory pamiętam, jakie emocje we mnie wywołała i jak bardzo byłam przerażona podczas lektury. Gaiman stworzył króciutką historię, która jest tak niesamowita, że mrozi krew w żyłach. Nie tylko dziecka, jak się okazało. Czytając po raz kolejny Koralinę miałam podobne odczucia. Ucieszyłam się, że to wznowienie się pojawiło, gdyż nie miałam tej pozycji na półce, a ta nowa okładka, autorstwa Crayona, podbiła moje serce. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że te poprzednie edycje Koraliny również są piękne i chyba jeszcze jakaś wyląduje na mojej półce.

Koralina wraz z rodzicami przeprowadza się do nowego domu. Jest bardzo ciekawską dziewczynką, a rodzice nie mają dla niej w ogóle czasu, więc postanawia zwiedzić nowe miejsce zamieszkania i okolicę. Poznaje pozostałych mieszkańców budynku, liczy drzwi i okna. Odkrywa też, że za drzwiami, za którymi znajdowała się wcześniej ściana z cegieł jest tajemnicze przejście. Postanawia je zbadać. Po drugiej stronie znajduje się taki sam dom i - pozornie - tacy sami ludzie. Koralina jednak szybko dostrzega różnice, a jej drudzy rodzice są idealni. Przynajmniej za takich chcą uchodzić. Dziewczynka patrząc w ich oczy z guzików decyduje się na powrót do swojej własnej rzeczywistości. Nie ma zamiaru zostawać w tym świecie, nieważne, jak bardzo próbuje się ją skusić. Niestety - okazuje się, że prawdziwi rodzice jej nie uratują przed koszmarami z drugiej strony. To ona musi pomóc im. 

Kiedy się boisz, ale i tak coś robisz, to wymaga odwagi.

Koralina jest bardzo dojrzałą dziewczynką, jak na swój wiek. Zapewne przez to, że rodzice nie mają dla niej czasu i musi często radzić sobie sama. Mimo to widać w niej dziecięcego ducha i zdarza jej się robić rzeczy całkiem nieodpowiedzialne i nieodpowiednie. Gaiman idealnie wyważył w niej dorosłość, nie zabierając przy tym pierwiastka dziecka. Łatwo było się z nią utożsamić, chociaż osobiście nie przeszłabym przez te drzwi. Zwyczajnie bym się bała. Widocznie jestem już za stara na jakiekolwiek przygody. A wszyscy mi powtarzają, że nie mam instynktu samozachowawczego i zawsze pakuję się w kłopoty. Powinni przeczytać Koralinę.

wtorek, 13 czerwca 2017

Hervé Tullet

6 komentarzy:
Jakiś czas temu miałam możliwość przejrzeć większość angielskich wydań książeczek dla dzieci Hervé Tulleta. Byłam zachwycona, mimo mojego wieku. Przez głowę przeszła mi myśl, że chciałabym kilka posiadać, jednak cena tych zagranicznych edycji jest po prostu - według mnie - za wysoka, jak na objętość i zawartość tych książek. Chociaż ta świecąca w ciemności bardzo mocno mnie kusiła... Kiedy dowiedziałam się o polskiej premierze pięciu pozycji z tej serii, skakałam z radości. 

Co jest takiego niezwykłego w książeczkach Hervé Tulleta, że zaintrygowały mnie, prawie dwudziestojednoletnią osobę? Autor nie pisze historii, które się czyta, a później odkłada na półkę. Nie tworzy ilustracji, które się obejrzy i za chwilę o nich zapomni, bo pojawią się ładniejsze. Hervé Tullet wymyśla książki, które równocześnie uczą i bawią - nie tylko dzieciaki. Można je z całą pewnością nazwać interaktywnymi. Zabawa w oczka to tak prosty projekt, że dziwi mnie fakt, że na rynku książeczek dziecięcych nie ma ich mnóstwo. Czytelnik może tutaj zmieniać się w kota, kosmitę, chłopca, dziewczynkę czy też robota przez zwykłe przyłożenie Zabawy w oczka do twarzy. Ilustracje w środku są bardzo żywe, pobudzające wyobraźnię. Na pewno szybko się nie znudzą, a bawić się tym może naprawdę każdy.

Na podobnej zasadzie działa Paluszkowa olimpiada. Rysujemy oczka i uśmieszek na paluszku dziecka i pozwalamy mu wziąć udział w kilku sportowych konkurencjach, gdzie jego palec musi się wykazać. Można skakać na trampolinie, skakać wzwyż czy podnosić ciężary, żeby na końcu dowiedzieć się, jakimi wspaniałymi mistrzami jesteśmy. Koniec końców trzeba dzieciom podnosić samoocenę i pewność siebie, a ta książeczka to wspaniały pomysł na to. Przyznam, że sama się trochę tutaj pobawiłam i daję Wam gwarancję, że warto. Nawet ja poczułam się lepiej wygrywając te wszystkie zawody.

Moim ulubieńcem została Gra cieni, co w sumie ani trochę mnie nie dziwi. Jest to cała czarna książeczka, w której każda strona została wycięta w taki sposób, że rzuca na ścianę cienie. Nie takie proste, typu szczekający piesek, a takie, które pozwalają odpowiedzieć na pytania, które są zadane obok każdego szablonu. Zdecydowanie najbardziej podoba mi się samotny wilk.

sobota, 10 czerwca 2017

cykl Kwiat paproci // Katarzyna Berenika Miszczuk

10 komentarzy:
Jest coś, czego o mnie nie wiecie. Wielbię twórczość Katarzyny Bereniki Miszczuk. Czas jednak wyjść spod łóżka i się do tego przyznać. Już dawno miałam moje pierwsze spotkanie z tą autorką i jej styl pisania został mi głęboko w pamięci. Zawsze jednak coś sprawiało, że gdy pojawiała się jakaś nowa książka w jej dobytku było nam nie po drodze. Udało mi się zebrać i postanowiłam, że czas najwyższy zabrać się za trzy pierwsze części Kwiatu paproci, które kusiły mnie od jakiegoś czasu. Początkowo nie miałam zamiaru czytać całości na raz, jednak... No cóż. Tak wyszło.

Gosława - dla przyjaciół Gosia - właśnie skończyła studia medyczne. Gdyby Mieszko I zdecydował się te setki lat temu na przyjęcie chrztu zapewne od razu zostałaby umieszczona na jakiś praktykach w szpitalu. Nic z tego. Zanim będzie mogła ostatecznie wybrać swoje powołanie musi odbyć roczny staż u jakiejś szeptuchy, która często używa ziół i leczy ludzi nie tylko nimi, ale też dobrym słowem i magicznymi przedmiotami. Gosia jednak nie wierzy w te wszystkie słowiańskie zabobony, a konieczność wyjechania na jakąś wieś na cały rok - przecież tam są kleszcze! - jest dla niej istnych horrorem. Wyjeżdża do świętokrzyskiej wsi o nazwie Bieliny, z której pochodzi jej matka. Okazuje się jednak, że może te wierzenia nie są takie bezpodstawne, a na Gosię czeka jeszcze niejedna niespodzianka ze strony słowiańskich bogów...

Żył w przeświadczeniu, że każdy powinien wierzyć w to, na co ma ochotę, nieważne, jak bardzo niedorzeczna jest to wiara.**

Katarzyna Berenika Miszczuk wpadła na genialny pomysł i przedstawiła nam alternatywną wersję naszej rzeczywistości. Jak żylibyśmy w XXI wieku, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Wszystko rozwinęło się w bardzo ciekawy sposób i przyznam, że zainteresowałam się tymi słowiańskimi wierzeniami, które w pewien sposób są bardzo przerażające. Religia Słowian to coś, czemu na pewno przyjrzę się bliżej. Nie wpadłabym na to wcześniej i cieszę się, że ten cykl otworzył mi na nią oczy. Codzienność Gosi tak naprawdę nie różni się aż tak bardzo od tej naszej, co mnie trochę zaskoczyło. Spodziewałam się społeczeństwa lekko opóźnionego w rozwoju niż to, w którym żyję, i zostałam mile zaskoczona. Świat Szeptuchy jest po prostu czymś niesamowitym i warto chwycić za ten cykl już choćby tylko dla niego.

niedziela, 4 czerwca 2017

PRZEDPREMIEROWO: Inwazja // Wojtek Miłoszewski

10 komentarzy:
Kiedy dostałam propozycję egzemplarza recenzenckiego Inwazji początkowo miałam zamiar odmówić. Przekonało mnie jednak to, że wydawnictwo zdecydowało się zaproponować mi tę książkę, gdyż czytałam Parabellum, Remigiusza Mroza. Doszłam do wniosku, że w takim razie musi być to coś wartego uwagi. Właśnie z taką myślą zasiadłam do lektury, jednak szybko Mróz wyparował mi z głowy. Inwazja to pozycja o tym, co naprawdę może się zdarzyć i to w całkiem niedalekiej przyszłości. I to jest bardziej przerażające niż wszelkie wampiry, wilkołaki czy zombie. Świecie, proszę. Nie idź w tym kierunku.

2017 rok. Rosja czeka tylko na pretekst, by rzucisz swoje wszystkie siły na Polskę, poszerzyć swoje terytoria i zdobyć jeszcze większą władzę. Napięcie czuć wszędzie. Danuta żyje w ciągłym strachu i to wcale nie z powodu nadchodzącej wojny. Uciskana jest przez despotycznego ojca, który skupia się jedynie na powiększaniu swojego bogactwa. Musi zaciskać zęby, tolerować upokorzenia i robić wszystko, czego sobie mężczyzna zażyczy. Uspokaja ją obcowanie z kwiatami, z których znana jest ich firma. Jednak staremu Wojnarowiczowi nie można odmówić przedsiębiorczości. Ma nowe plany, a jego córka nie ma prawa głosu. 

Roman Gurski uczy nurkowania w Egipcie. Wiedzie mu się całkiem nieźle, ma piękna, młodą dziewczynę i wszystko wydaje się zmierzać w dobrym kierunku. Mężczyzna jednak nie potrafi poradzić sobie z przeszłością i wyrzucić z pamięci miłości swojego życia. Jego myśli coraz częściej uciekają w kierunku samobójstwa. Czas jednak wrócić do kraju i dać się jak najszybciej zabić w obronie Polski. Michał ma okropny problem. Jego żona straciła pracę, a on sam zarabia obecnie marne grosze. Na utrzymaniu ma jeszcze dwójkę dzieci, które ciągle czegoś potrzebują. Kredyt, który kiedyś spłacali bez żadnego problemu stał się gwoździem do trumny. Szybko okazuje się jednak, że brak funduszy to ich ostatni problem. Wybucha wojna. A wojna nie zna litości.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...