listopada 13, 2016
[582] PRZEDPREMIEROWO: Muza - Jessie Burton
W rzeczywistości sztuka rzadko nagina się do ludzkich pragnień.
Możecie uznać mnie za ignorantkę, jednak było to moje pierwsze spotkanie z Jessie Burton. Kiedy na rynku pojawiła się jej Miniaturzystka nie zaintrygowała mnie ona na tyle, bym chciała przeczytać ją już, natychmiast. Odkładałam ją ciągle na później, aż na rynku zahuczało: wydawnictwo ogłosiło zapowiedź Muzy i już wiedziałam, że to właśnie z tą książką zacznę swoją przygodę z tą autorką i jej twórczością. Wiecie, takie rzeczy po prostu się czuje.
Rok 1967. Londyn. Życie Odelle nie jest proste. Uwielbia tworzyć, słowa wypływają z niej jak woda z fontanny, jednak zmuszona jest pracować w sklepie z butami. Jej najlepsza przyjaciółka jest dla niej największym wsparciem, jednak niedługo wychodzi za mąż i zostawi ją samą. Kobiety przyjechały z daleka i wyróżniają się na tle londyńczyków kolorem skóry, co nie ułatwia im funkcjonowania. Do Odelle jednak uśmiecha się szczęście: zostaje przyjęta jako maszynistka w Instytucie Skeltona. Teraz może rzucić pracę w znienawidzonym butiku i zacząć obracać się w innym towarzystwie. Jej szefowa, Marjorie Quick, sprawia wrażenie osoby z wyższych sfer, a na dodatek wydaje się bardzo interesować Odelle i jej życiem. Pojawienie się Lawriego wraz z tajemniczym obrazem, który dostał w spadku po matce, sprawia, że wszystko nabiera całkiem innych kolorów.
Rok 1936. Adaluzja. Dziewiętnastoletnia Oliwia musiała opuścić Londyn akurat w momencie, gdy udało jej się dostać do szkoły plastycznej. Nie poinformowała o tym ani matki, która cierpi na depresję, ani ojca, który prowadzi galerię sztuki. Kobiety nie są uznawane za wybitne malarki, więc ukrywa swój talent i wciąż zastanawia się nad swoimi decyzjami. Przeprowadzka zmienia w niej wszystko. Poznaje ona Teresę i Izaaka Roblesów, którzy zaczynają pracować u jej rodziców w domu. Dziewczyna z czasem zyskuje zaufanie Oliwii i staje się jej przyjaciółką, a jej brat zaczyna znaczyć dla niej dużo więcej.