września 16, 2015
[368] Papierowe miasta - John Green
Zapewne domyśliliście się już, że nazwa mojego bloga pochodzi od właśnie tej książki Johna Greena. Przeczytałam ją jeszcze przed założeniem Papierowych miast, więc o samej powieści nie było tutaj ani słowa. Postanowiłam ją sobie powtórzyć, gdyż uciekła już trochę z mojej pamięci, a jedyne, co we mnie z niej zostało to zagubienie i niezrozumienie. Starsza o dwa lata uznałam, że odkryje ona przede mną swoje tajemnice. Nie myliłam się.
Osiemnastoletni Quentin Jacobsen nigdy nie przysparzał swoim rodzicom problemów, unikał szkolnej popularności, miał dwóch niezawodnych przyjaciół i właśnie kończył szkołę. Jego życie toczyłoby się dalej tym samym, nudnym, tempem, gdyby nie Margo Roth Spiegelman. Jego sąsiadka pojawieniem się pewnej nocy w jego oknie całkowicie zmieniła poglądy Q na życie.
Poprosiła go, by pomógł jej wypełnić
misję, jaką zaplanowała na właśnie tę noc. Chciała zakończyć wszystko,
co było już przeszłością, na przykład związek z pewnym chłopakiem, w
spektakularny sposób. Q, który do tej pory oglądał Margo wyłącznie z
daleka, nie potrafił oprzeć się pokusie. Te kilka godzin okazały się być
największą przygodą jego życia. Rozbudziły też w nim nadzieję na
ponowną, a może i coś więcej, przyjaźń z Margo Roth Spiegelman. Jednak
następnego dnia dziewczyna znika. Nikt nie jest zaskoczony, a jej
nieobecność się przedłuża. Quentin zaczyna przeczuwać najgorsze, a
odkrywając wskazówki zostawione przez Margo, postanawia ją odnaleźć za
wszelką cenę. Zanim będzie za późno.
Czytając
tą powieść drugi raz zrozumiałam, że dwa lata temu byłam na nią po
prostu za młoda. Teraz odkryłam te karty, które wtedy pozostały zakryte.
Zrozumiałam wszystko. Całą prawdę o poszukiwaniu siebie i o tym, że
nigdy do końca nie wiadomo, kto jest kim. Poczułam samotność.