[06/2023] #BLOGUJEZTK: OGNISTA AFERA // KATARZYNA MAK

stycznia 29, 2023

[06/2023] #BLOGUJEZTK: OGNISTA AFERA // KATARZYNA MAK

Zacznijmy od potężnej dawki szczerości: dawno już nie rozczarowałam się tak mocno na książce. Gdy kiedyś zobaczyłam zapowiedź Ognistej afery wprost nie mogłam się doczekać premiery. Zwykle nie czytam opisów, ale tym razem rzuciłam okiem i... Zakochałam się.

Rozella to pracująca w telewizji singielka, która nie stroni od spotkań towarzyskich. Przygotowania do kolejnej randki oraz głośna muzyka w słuchawkach sprawiają, że nie zdaje sobie sprawy z zamieszania, jakie dzieje się za oknem. Kiedy nagle w jej mieszkaniu pojawia się mężczyzna, który bez cienia skrępowania przerzuca ją przez ramię i zmierza w kierunku balkonu Ella myśli, że stała się ofiarą napaści. Nic więc dziwnego, że próbuje się bronić. Kiedy jednak oboje znajdują się na zewnątrz, okazuje się, że mężczyzna wcale nie jest włamywaczem, tylko strażakiem biorącym udział w ewakuacji mieszkańców z palącego się budynku.

Wstyd i zmieszanie to nic w porównaniu z kolejnymi problemami, z którym musi zmierzyć się Ella. W sieci zaczyna bowiem krążyć nagranie, na którym widać jak kobieta z maseczką na twarzy okłada pięściami strażaka, który próbuje ją ratować. Aby uniknąć skandalu, Ella zostaje wysłana na przymusowy urlop. Niespodziewanie nam morzem spotyka Wiktora, strażaka, który w starciu z nią doznał urazu barku. Czy bohaterom uda się dojść do porozumienia? Czy sprawa filmu przycichnie na tyle, że Ella będzie mogła wrócić do pracy?

Ella jest bohaterką bardzo niejednoznaczną. Do samego końca nie potrafiłam jej zrozumieć i pojąć kim jest naprawdę. Wydaje mi się, że sama autorka miała problem ze stworzeniem jej postaci. Z jednej strony mamy całkowicie niewinną dziewczynę, która wręcz grzeszy skromnością, a w torebce nosi wibrator. Nie mam pojęcia, czy taki był zamysł, ale Ella w życiu przeszła całkiem dużo i trzeba jej przyznać, że się nie poddała. Na każdym kroku w życiu dostawała kopa prosto w pośladki, ale zawsze podnosiła się i szła uparcie do przodu. To się chwali. 

Wiktor jest za to dużo bardziej skomplikowany. Jego przeszłość rzuca ciągły cień na teraźniejszość i nie pozwala mu się otworzyć na nowy związek. Śmierć narzeczonej w tak tragicznych okolicznościach musiała coś w nim złamać. Mimo to wydaje mi się trochę niemożliwy sposób, w jaki Basia zginęła. Wymyśliłam przynajmniej trzy możliwe wyjścia z sytuacji, w której się znalazła. Tak czy inaczej faktem pozostaje to, że gdy poznajemy Wiktora ma za sobą bolesne wydarzenia i nie może się z nich otrząsnąć. Zrzucająca go z drabiny Ella wcale nie pomaga. 

Romans tej dwójki zaczyna się bardzo nieprawdopodobnie, ale dziwniejsze rzeczy już w życiu czytałam. Irytował mnie jedynie sposób, w jaki oboje się traktowali. Mimo to chyba ciężko wymagać od dwójki obcych sobie ludzi, żeby zaufali sobie od pierwszego wejrzenia, ale w Ognistej aferze występuje zbyt wiele przypadków, przez co sama książka wydaje się bardzo nierealistyczna. 

Nie nazwałabym też tej pozycji niegrzeczną książką. Pojawiają się tu sceny erotyczne, ale nie ma ich zbyt wiele i nie są specjalnie wyuzdane. Przyznam, że niektóre historie młodzieżowe mogą się poszczycić bardziej niegrzecznymi opisami. Akurat uznałam to za plus Ognistej afery. Nie ma nic gorszego niż książka, gdzie sceny łóżkowe przytłaczają całą fabułę. Nie jestem więc pewna, czy wydanie jej sumptem Niegrzecznych Książek było dobrą decyzją, ale i tak dobrze się bawiłam przy lekturze, więc nie będę narzekać. 

Nie jest to może pozycja, do której kiedykolwiek wrócę, ale - gdy przymknie się oko na wszystkie wady - nie żałuję spędzonego przy niej czasu. Nie jest ona zbyt gruba, więc pochłonęłam ją ekspresowo, ale niekiedy uśmiechałam się przy lekturze, co jest wystarczającą nagrodą za sięgnięcie po Ognistą aferę.

★★★★★★☆☆☆☆

Ognista afera // Katarzyna Mak // 23 listopada 2022 // 270 stron // wydawnictwo Niegrzeczne Książki

Za książkę dziękuję TaniaKsiazka.pl!

[05/2023] SERIA NIEFORTUNNYCH ZDARZEŃ: OGROMNE OKNO + TARTAK TORTUR // LEMONY SNICKET, BRETT HELQUIST

stycznia 27, 2023

[05/2023] SERIA NIEFORTUNNYCH ZDARZEŃ: OGROMNE OKNO + TARTAK TORTUR // LEMONY SNICKET, BRETT HELQUIST

Bardzo mocno czekałam na wznowienia dwóch kolejnych tomów Serii niefortunnych zdarzeń. Mimo, że jest to cykl dla dzieci to los Baudelaire'ów niesamowicie mocno mnie rusza i niekiedy aż płakać mi się chce, gdy przytrafiają im się kolejne złe rzeczy. Nie wiem, czy kilkanaście lat temu dałabym radę znieść ich cierpienie i fakt, że przez trzynaście tomów źle im się wiedzie. Teraz już jestem dorosła i mam nadzieję, że po lekturze całej serii nie załamię się całkowicie. 

Jeśli nie czytaliście jeszcze żadnej książki o sierotach Baudelaire, poznajcie przykrą prawdę – Wioletka, Klaus i Słoneczko to dzieci grzeczne i inteligentne, a jednak pech i nieszczęście ciągle depczą im po piętach.

Wydaje się, że po dramatycznych wydarzeniach w Gabinecie Gadów życie rodzeństwa w końcu zmieni się na lepsze. Dzieci trafiają do domu nieco ekscentrycznej, ale przemiłej i troskliwej Ciotki Józefiny. Szybko jednak okazuje się, że demoniczny Hrabia Olaf gotów jest popełnić każdą podłość, aby osiągnąć swój cel. Sieroty będą musiały zmierzyć się z przeraźliwym huraganem oraz głodnymi pijawkami, a także stawić czoła niezwykle brutalnemu łotrowi.

Lubię w tej serii to, że czyta się ekspresowo. Największym jej plusem jest styl pisania autora. Jest specyficzny; często zdania kierowane są wprost do czytelnika, przez co całość wydaje się jeszcze bardziej realistyczna. Jakby gdzieś w świecie Wioletka, Klaus i Słoneczko naprawdę próbowali znaleźć dla siebie bezpieczne miejsce. Te tomy - jak i poprzednie - są przerysowane, pełne nielogicznych wydarzeń i boleśnie wręcz pesymistyczne. Autor próbuje przygotować nas na najgorsze. Ciągle powtarza, że dzieci będzie czekać wiele nieszczęść i czeka je niezbyt kolorowa przyszłość.

Ogromne okno nie podobało mi się tak mocno, jak poprzednie dwa tomy. Jest w tym samym typie, ale spotkanie z ciotką Józefiną nie było zbyt pociągające. Ze wszystkich opiekunów dzieci wydawała mi się najbardziej nieodpowiedzialna - pomińmy hrabiego Olafa - i przypominała mi znaną z Harry'ego Pottera Dolores Umbridge. Miałam ciarki myśląc o niej. Egoizm wręcz z niej emanował.

Trzy pierwsze tomy czytałam już wcześniej, więc dopiero Tartak tortur poznawałam bez przygotowania. Podobał mi się, ale dalej widzę tendencje spadkową. Mam nadzieję, że kolejne części to przerwą, bo planuję poznać całe losy rodziny Baudelaire. Lemony Snicket pisze zbyt dobrze, żebym mu odpuściła. Pojawia się tu dużo kwestii, które w rzeczywistości nie miałyby prawa bytu. Chociażby zatrudnienie w tartaku trójki dzieci, gdzie najmłodsze ma dopiero... cztery ząbki. Halo, czy ktoś może wezwać opiekę społeczną? 

Zastanawiam się, kiedy zacznę czytać Serię niefortunnych zdarzeń Leonowi. Jak na swoje cztery lata jest bardzo mądry i poznajemy już wiele różnych historii, ale nie da się ukryć, że wydarzenia tutaj są niekiedy nieprzyjemne i chyba jeszcze poczekam z czytaniem mu tomu pierwszego. Wydaje mi się, że każdy rodzic powinien przeczytać najpierw kilka części i po tym zdecydować, czy podarować je swoim pociechom. Ja jestem pewna, że prędzej czy później razem z synem przeżyję tę przygodę po raz kolejny. Nie mogę się już tego doczekać.

★★★★★★★☆☆☆

* Ogromne okno // Lemony Snicket, Brett Helquist // Seria niefortunnych zdarzeń // tom 3 // 25 stycznia 2023 // 224 strony // wydawnictwo HarperCollins Polska

** Tartak tortur // Lemony Snicket, Brett Helquist // Seria niefortunnych zdarzeń // tom 4 // 25 stycznia 2023 // 208 stron // wydawnictwo HarperCollins Polska

Za książki bardzo dziękujemy wydawnictwu!
[04/2023] BIBLIOTECZKA LEONA. AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA. PIERWSZE SŁOWA: WARZYWA + UBRANIA

stycznia 25, 2023

[04/2023] BIBLIOTECZKA LEONA. AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA. PIERWSZE SŁOWA: WARZYWA + UBRANIA


Tytuły dostępne w serii Pierwsze słowa ciągle się rozrastają. Cieszy mnie to, bo im większa baza wypadowa tym większa możliwość, że każdy znajdzie coś dla siebie. Tym razem do naszej rozwlekłej kolekcji dołączyły Warzywa i Ubrania

Po raz kolejny mamy okazje nauczyć się czegoś nowego przez zabawę. Roczny Oliwier uwielbia te ruchome elementy i bardzo często po nie sięga. Powtarzamy więc setki razy te same słowa z nadzieją, że w końcu postanowi zacząć mówić coś więcej niż mama i am. Na szczęście te książeczki są tak piękne, że nie męczy mnie wertowanie ich w kółko. 

Oba te tytuły opierają się na doskonale już znanym nam schemacie. Po lewej mamy narysowane kilka obrazków z podpisami, a po prawej autorzy zadają dzieciom pytania, na które odpowiedź można znaleźć ruszając paluszkiem i przesuwając dany element. Dobrze rozwinięty motorycznie maluch podoła z takim wyzwaniem już mając kilka miesięcy. Od prawie czterech lat towarzyszą nam te książeczki i wszyscy je uwielbiamy. 

Jestem pewna, że nie sprzedam ich, gdy dzieci kategorycznie z nich wyrosną. Znając mnie zapakuje je do ogromnego pudła i schowam, żeby moje wnuki również miały możliwość poznawania nowych słów w tak spektakularny sposób. Zastanawiam się tylko, gdzie upcham tak wielkie pudło książek. 😅

Chociaż ten cykl przeznaczony jest dla maluszków to i Leon bawi się doskonale przy czytaniu. Wie już, że tęczowy grzbiet oznacza coś niesamowitego i bardzo często w sklepach wypatruje tytułów z Akademii Mądrego Dziecka i jeśli jeszcze takiego nie mamy prosi o kupienie. Lubię to nasze szukanie nowości i cieszenie się z każdego zakupu. Gdy rodzi się dziecko w rodzinie zawsze wybieramy którąś książeczkę w prezencie i nie przestaniemy szerzyć czytelnictwa wśród maluszków. W końcu czym skorupka za młodu nasiąknie... 

Zajrzyjcie do środka nowości ⬇


Za książeczki dziękujemy wydawnictwu!

[03/2023] WAWEL. BIOGRAFIA // KAMIL JANICKI

stycznia 23, 2023

[03/2023] WAWEL. BIOGRAFIA // KAMIL JANICKI


Kiedy zaczynałam czytać tę książkę nie miałam pojęcia, że tak zakocham się w historii Wawelu. Nie jest to książka, która zwykle byłaby moim pierwszym wyborem, ale nie mogłam przejść jakoś przejść obok niej obojętnie. Trochę przeraziła mnie objętość Wawelu, ale w końcu zabrałam się za czytanie. I rany, rany. Mam sporo wniosków po tej długiej lekturze. 

"Wawel. Biografia" to książka Kamila Janickiego. Nie lada gratka dla wszystkich fanów gawęd. Autor postanowił skupić uwagę czytelników na Wawelu, historycznym miejscu, bardzo ważnym dla wszystkich Polaków. Miejsce skrywające wiele tajemnic.

Czy autorowi uda się je rozwiązać? ",Na samym początku był potwór", czyli smok wawelski. Kamil Janicki postanowił odwołać się do najbardziej znanych legend związanych z tym miejscem. Nie pomija on także tych mniej znanych historii.

Historie opowiedziane w tej książce pozwalają również wyjaśnić, dlaczego Zygmunt III Waza przeniósł się do Warszawy z Krakowa.

Cała opowieść napisana jest lekkim i przyjemnym językiem. To nie tylko dobra książka dla osób, dla których historia jest "konikiem". Autor postanowił pokazać wszystkim, że Wawel to tak naprawdę miejsce wielu niesamowitych zwrotów akcji, wprawiających w osłupienie. To nie tylko dawna historia, a także wiele istotnych faktów, które działy się w naszych już czasach, jakich świadkiem każdy może być "na żywo".

Historia Wawelu jest tutaj prześledzona tak dokładnie, że nie mogę wyjść z podziwu. Obawiałam się, że lektura będzie się odbywać na zasadzie czytania z doskoku, a musiałam się upominać, żeby nie spędzić na czytaniu całej nocy. Kto by się spodziewał, że to miejsce jest tak pełne niespodzianek i tajemnic? Osobiście uważam, że nasza polska historia jest czymś niesamowitym, a najbardziej interesują mnie właśnie czasy panowania królów. Uwielbiam postać Jagiełły i Zygmunta Starego, a w biografii Wawelu każdy władca ma poświęcony swój rozdział i dowiadujemy się o nich ogromne ilości ciekawostek. 

Czasy średniowiecza na Wawelu są moimi ulubionymi, a Kamil Janicki dostarczył mi taką dawkę wiedzy na ten temat, że zamęczam teraz otoczenie wszystkimi informacjami, które zostały mi w głowie. Nikt się nie uchowa. Rozdział po rozdziale, epoka po epoce, chodzimy korytarzami ciągle odnawianej i przerabianej siedziby władców. Autor zasypuje nas szczegółami - liczbami, materiałami. Dowiadujemy się wszystkiego, co na dany temat jest wiadomo. Jeśli ktoś - tak jak ja - jest fanem naszej własnej historii... Gdybyście tylko mogli zobaczyć moją ekscytację podczas lektury! To byłaby największa rekomendacja tej książki. 

Śledzimy losy Wawelu do 1945 roku, gdy kończą się czasy nazistowskiej okupacji i ten zabytek znowu jest nasz. Rozczarowało mnie to trochę, bo wolałabym więcej i więcej. Dużo czasu poświęciłam na lekturę, której zwyczajnie nie chciałam jeszcze kończyć, ale i tak mam wrażenie, że ta przygoda była za krótka. A wszystko to z winy Kamila Janickiego, który swoim stylem i lekkością niezmiennie mnie zachwyca. Inna jego książka - Epoka hipokryzji - również przypadła mi do gustu i jestem już pewna, że będę kontynuować poznawanie jego twórczości. 


Ogromnym plusem tutaj jest też wydanie. Wydawnictwo postarało się i zaserwowało nam pozycję, którą czyta się bardzo wygodnie, mimo ilości stron. Papier jest tak przyjemny, że nie przyszło mi nawet do głowy, że wolałabym czytać Wawel w wersji elektronicznej. Wnętrze pełne jest ilustracji, obrazów. Cudo.

Chciałabym Wam opowiedzieć praktycznie o całej tej książce, a wiem, że nie mogę. Zasługuje ona na przeczytanie jej od deski do deski, gdyż pomimo objętości czyta się - niestety - ekspresowo. Nie można przy tym odmówić Kamilowi Janickiemu rzetelności. Dostajemy każdy interesujący szczegół zabudowy i życia królów oraz ludzi w danych czasach. Pojęcia nie mam jak dużo pracy musiał włożyć w pisanie biografii Wawelu, ale jestem mu przede wszystko, za to bardzo wdzięczna. Historia zasługuje na to, by ją pamiętać i wspominać.

★★★★★★★★★★

Wawel. Biografia // Kamil Janicki // 2022 // 624 strony // wydawnictwo Literackie

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu!

[02/2023] BIBLIOTECZKA LEONA. AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA. PIERWSZE BAJECZKI: DZIEŃ DOBRY, PANI DOKTOR! + SMACZNEGO, ŻYRAFIĄTKO!

stycznia 21, 2023

[02/2023] BIBLIOTECZKA LEONA. AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA. PIERWSZE BAJECZKI: DZIEŃ DOBRY, PANI DOKTOR! + SMACZNEGO, ŻYRAFIĄTKO!


Oliwier ostatnio zainteresował się bardzo książeczkami Akademii Mądrego Dziecka i ucieszyłam się, że pojawiły się nowości. Cykl Pierwsze bajeczki nie jest już niczym nowym, ale owe dwa tytuły są niepowtarzalne. 

Przyznam, że to tytuł Dzień dobry, pani doktor! podbił moje serce i jest tym, czego obecnie potrzebowaliśmy. Zarówno Leon jak i Oliwier na biały fartuch reagują wręcz alergicznie. Dzięki tej książeczce mogę na spokojnie szykować ich do kolejnych wizyt. Pojawia się nawet temat szczepienia, a wszystko, co związane z igłami przyprawia ich o histerię. Dzięki tej książeczce od maluszka można oswajać dzieciaki z tematem wizyt lekarskich i jest to - według mnie - strzał w dziesiątkę.

Drugi tytuł to Smacznego, żyrafiątko! i jest bardzo lubiany przez Oliwiera. Żyrafy i krowy są jego ulubieńcami. Poznajemy tutaj - ogólnie mówiąc - zwyczaje tych zwierzątek. Oba te tytuły są interaktywne. Tekst jest kierowany prosto to małego czytelnika i zadawane są mu pytania. Dodatkowo Akademia Mądrego Dziecka jest znana z ruchomych elementów i nie brakuje ich również tutaj. Radzi sobie z nimi doskonale już roczny Oliwier, a Leon zaczynał z takimi przygodę w wieku siedmiu miesięcy i dawał radę. 

Jestem pewna, że te książeczki powinny być w każdej dziecięcej wyprawce. Zajrzyjcie do środka i zobaczcie, jak wyglądają po kilku dniach intensywnego użytkowania przez dwóch energicznych chłopców. Są odporne - na ślinę, rzucanie, wyrywanie sobie. To bardzo ważny aspekt dziecięcych książeczek.


Za książeczki dziękujemy wydawnictwu!
[01/2023] #BLOGUJEZTK: LUCIE YI NIE JEST ROMANTYCZKĄ // LAUREN HO

stycznia 20, 2023

[01/2023] #BLOGUJEZTK: LUCIE YI NIE JEST ROMANTYCZKĄ // LAUREN HO

Mało jest już książek, z którymi obecnie mogę się utożsamić. Nie ma zbyt dużo autorów, którzy chętnie tworzą historię o matkach i problemach, z którymi się borykają. XXI wiek rządzi się swoimi prawami, świat nigdy tak gwałtownie się nie rozwijał, a z każdym kolejnym dniem znika wszystko to, co do tej pory znałam. Lucie Yi NIE jest romantyczką to powieść, która jest nowoczesna do bólu. Jest w niej wszystko to, co dla naszych dzieci będzie codziennością. Równocześnie daje nadzieję, że skoro starsza ode mnie Lucie odnalazła się w tym świecie to i ja dam radę. 

Lucie Yi chce mieć dziecko. Jest pewna swojej decyzji. Nieważne, że jest samotna, że ma 37 lat, że nie pozbierała się jeszcze po bolesnym rozstaniu z narzeczonym. 

Nieważne, że przełożeni z pracy nie będą zachwyceni jej postawą. Nie liczy się również to, że jej konserwatywna rodzina (a także reszta społeczeństwa Singapuru) jest nieprzygotowana na niezamężną kobietę, która chce zostać matką…

Zegar biologiczny tyka, więc Lucie postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Zapisuje się na stronę internetową poświęconą współrodzicielstwu, aby znaleźć odpowiedniego partnera. Wybiera najlepszego kandydata i… zachodzi w ciążę.

Jednak ten w teorii idealny, racjonalny i platoniczny układ zaczyna się komplikować. Burza hormonów, pojawienie się byłego narzeczonego, który za wszelką cenę chce ją odzyskać, oraz kiełkujące uczucie do przyszłego ojca dziecka sprawiają, że Lucie musi podjąć decyzję, komu odda swoje serce i z kim zwiąże swoją przyszłość.

Lucie jest tak rzeczywistą bohaterką, że nie da się jej nie polubić już na samym początku. Poznajemy ją w sklepie z akcesoriami dla dzieci, gdzie staje się dla niej jasne, że bardzo chce zostać mamą. Jest wychowana w bardzo konserwatywnej rodzinie, więc poszukiwanie na to sposobu innego niż tradycyjny wydaje się jej być czymś nienaturalnym, ale gdy decyduje się na ideę współrodzicielstwa sprawa mocno rusza do przodu. Przyznam, że byłam bardzo zaskoczona istnieniem takiego rozwiązania. Z pewnością jest bardzo nowoczesną opcją, bo wcześniej o niej nie słyszałam. W Singapurze społeczeństwo jest bardzo nastawione na tradycję, więc mogę się tylko domyślać ile odwagi miała w sobie Lucie decydując się na taki krok.

Przyznam, że bardzo mocno skupiłam się na wątku współrodzicielstwa i mogłabym paść na kolana przed Lauren Ho za przedstawienie ciąży w sposób tak realny. Wszyscy widzimy te małe, słodkie bobaski zalewające nas niewinnymi uśmiechami z każdej strony, a mało kto myśli o tym, jak te miesiące, gdy działo produkuje owe dziecko, mogą wykończyć kobietę. Psychicznie i fizycznie. Czy wypada wtedy narzekać? Płakać z bezsilności? Przyszła matka powinna być wdzięczna za sam fakt ciąży i najlepiej zniknąć ze społeczeństwa, po czym powrócić niczym motyl razem z cudownie pachnącym potomkiem. Nie ma nic bardziej irytującego niż takie generalizowanie sytuacji. 

Ale dlaczego tak trudno było mówić otwarcie o ważnych sprawach, skąd ta skłonność do ukrywania się, kiedy uwodzimy?

W tej książce wszystko wygląda tak, jak w rzeczywistości. Nie ma tutaj przekłamanych i nienaturalnych zachowań. Najlepsza przyjaciółka Lucie odsuwa się od niej, bo dziecko zaprząta cały jej umysł. Druga przyjaciółka - matka nowonarodzonych trojaczków - ma dosyć niewyspania i ciągłego zmęczenia, a równocześnie nie potrafi zostawić ich tatusiowi bez zamartwiania się o to, czy da radę. Mamy też firmę, która spycha ciężarną kobietę - odnoszącą spore sukcesy - na bok, przez samo istnienie jej brzuszka. Brzmi realnie?

Dużo pojawia się tutaj również o rodzinie, która próbuje narzucić swoje idee i sposób patrzenia na świat. Trzeba przyznać Lucie, że znosi to w sposób niewiarygodnie cierpliwy i dyplomatyczny. Każdy jednak ma swoje granice, a toksyczna relacja naszej bohaterki z matką i ojcem jest czymś, co każdy najchętniej wyrzuciłby ze swojego życia. Rodziny się jednak nie wybiera, prawda? A życie Lucie jest ciągle pełne zwrotów akcji. Przy lekturze książki Lauren Ho nie można się nudzić. Jesteście ciekawi związku, w którym to kobieta zarabia więcej i jak na to zapatruje się mężczyzna? Albo jak ludzie oceniają niezamężną, ciężarną Lucie? To książka dla Was.

Nie mogło zabraknąć jeszcze wątków romantycznych. Walka między sercem a rozumem toczy się w Lucie nieustannie. Próbowałam postawić się w jej sytuacji i aż przeszły mnie ciarki. Chyba jednak lubię to moje nudne życie i - chociaż jestem dziesięć lat młodsza od głównej bohaterki - nie mam już sił na takie życiowe perturbacje. Lucie Yi NIE jest romantyczką podobało mi się niesamowicie właśnie dzięki temu. Mogłam docenić to, co mam i spędzić czas poznając całkiem inną kulturę. Ta przygoda na dalekim kontynencie była wspaniała. Jestem już pewna, że chciałabym poznać więcej twórczości tej autorki. Ma bardzo otwarty umysł i w jej książce znajdziemy dosłownie wszystko. Niektórzy czytelnicy - ci mniej tolerancyjni - mogą niekiedy krzywić się na tak oryginalnych bohaterów, ale mając otwarty umysł można się w tej historii zakochać. Tak po prostu, po ludzku.

★★★★★★★★☆☆

Lucie Yi NIE jest romantyczką // Lauren Ho // 2023 // 400 stron // wydawnictwo Kobiece


Za książkę bardzo dziękuję TaniaKsiazka.pl
[96/2022] #BLOGUJEZTK: MAM NA IMIĘ JUTRO // DAMIAN DIBBEN

grudnia 30, 2022

[96/2022] #BLOGUJEZTK: MAM NA IMIĘ JUTRO // DAMIAN DIBBEN

Macie czasami tak, że widząc zapowiedź książki od razu wiecie - bez czytania opisu, bez wgłębiania się w recenzje - że to będzie książka idealna dla Was? Właśnie tak czułam się patrząc na okładkę Mam na imię Jutro. Byłam niesamowicie podekscytowana, gdy wreszcie - po niemałych przygodach - wzięłam ją w swoje ręce. 

Rok 1815. Zimowy wieczór w Wenecji. Pewien pies czuwa przy katedrze, mając nadzieję, że wreszcie pojawi się jego pan. Dawno temu właśnie tu się rozdzielili i tu mieli się spotkać. Minęły jednak lata, a po panu – lekarzu, chemiku i filozofie, z którym przemierzył całą Europę, odwiedzając królewskie dwory i pola bitwy – wciąż nie ma śladu. Pies wyczuwa jednak trop jego odwiecznego wroga. Porzuca więc w miarę bezpieczne schronienie i wyrusza w podróż w poszukiwaniu najbliższego mu człowieka.

Tak zaczyna się przygoda Jutra, który na przestrzeni wieków przemierza świat w poszukiwaniu człowieka, który uczynił go nieśmiertelnym. Jego łapy niestrudzenie przebiegają pola bitew i królewskie dwory. A jego historia jest opowieścią o lojalności i determinacji, przyjaźni (zarówno ze zwierzętami, jak i z ludźmi), miłości (tej jednej, jedynej), podziwie (dla ludzkich talentów) i rozpaczy (z powodu ich nieumiejętności życia w pokoju).

Z mokrym nosem przy ziemi i wiernym towarzyszem, kundlem wabiącym się Sporco, u boku musi się spieszyć – by znaleźć pana, zanim zrobi to ten Zły. I nie może się przy tym nadziwić, że te dwunożne istoty rządzące światem, które potrafią kochać i tworzyć takie piękne rzeczy, stać na tyle okrucieństwa. Mimo to nie traci nadziei i pędzi na swych czterech łapach na ratunek panu, biorąc udział w szalonym wyścigu z czasem, by u jego kresu poznać ludzkość od podszewki i okrutną cenę nieśmiertelności.

Barwny portret ludzkości na przestrzeni wieków. Niesamowita i wciągająca bez reszty opowieść o odwadze i poświęceniu oraz nierozerwalnej – silniejszej niż czas – więzi między dwiema duszami.

Bo czy ktoś może kochać bardziej niż pies?

Gdy poznajemy naszego głównego - psiego - bohatera nie znamy oficjalnie jego imienia. Nie przedstawia nam się, ale z każdą stroną dowiadujemy się coraz więcej o jego przeszłości. Nie odkrywa od razu przed nami wszystkich kart, ale wędrówka z nim i z jego panem po dawnych dworach było czymś niesamowitym. Jutro spotyka najbardziej znanych ludzi renesansu, jako pierwszy ogląda największe dzieła ludzkości. Byłam oczarowana. Kocham historię, kocham sztukę, matematykę, naukę. Ta książka to czysty geniusz.

"Jutro zaczniemy od nowa", mawiał, czasami w odniesieniu do jakiegoś drobiazgu, przypalonego obiadu, kłopotów z powozem, który utknął w błocie, czasami zaś w chwilach głębokiej rozpaczy, gdy coś wstrząsnęło nami do głębi i potrzebowaliśmy promyka nadziei.

Jutro czeka na swojego pana niczym legendarny Hachiko. Zastanawiam się, czy nie jest on pierwowzorem naszego bohatera. Oczekiwanie razem z nim na schodach katedry wydaje się czymś nudnym, ale Jutro zabiera nas w podróż po swoich przygodach i najcenniejszych wspomnieniach. Dowiadujemy się też skąd wzięła się jego nieśmiertelność i zaskoczyło mnie to. Damian Dibben dostał za to ode mnie ogromnego plusa. Zwykle autorzy unikają takich opisów, a alchemia nieskończonego bycia jest tutaj całkiem logicznie ujęta. I nie, nie ma tutaj mitycznego kamienia filozoficznego. Chociaż pojawiają się podobieństwa. 

Ciekawie było przeżyć to wszystko z perspektywy psa. Jestem pewna, że jest to dosyć nierealne - raczej nikt nie traktował tak zwierząt w tamtych czasach - ale czy nieśmiertelność nie jest sama w sobie dosyć nieprawdopodobna? Wczułam się i nie chciałam odkładać Mam na imię Jutro nawet na sekundę. Bardzo mocno wzięłam do siebie wszelkie morały z tej historii i staram się żyć podobną filozofią jak pan Jutra. Dzięki temu żyje mi się dużo łatwiej, spokojniej.

"Widzisz, jak można zmienić historię? - powiedział do mnie - Nigdy nie jest za późno, by kształtować świat wedle swoich marzeń"

Jedynym minusem tej historii jest jej zakończenie. O ile początek powoli nas wprowadza w całość i na spokojnie płyniemy przez tę książkę to zakończenie jest jak rwąca rzeka. Za szybkie, za bardzo chaotyczne. Przyznam, że strona, w którą poszła fabuła bardzo mnie zaskoczyła. Spodziewałam się czegoś całkiem innego i - powiem Wam tak w tajemnicy - trochę mnie to rozczarowało. Myślałam, że Mam na imię Jutro mnie zniszczy, ale nic z tego. Wręcz przeciwnie. Dała mi ta historia mnóstwo siły do życia. 

Dopisałam ten tytuł jako ostatnia najlepsza książka tego roku. Zasługuje na to. Wiem też, że będę często dawać go jako prezent. Nie dość, że jest cudownie wydana, to jeszcze zawiera w sobie cudowny przekaz i bohaterów. Sporo tu śmierci, ale tyle samo nadziei i wiary w lepsze... jutro. Kocham. 

★★★★★★★★★☆

Mam na imię Jutro // Damian Dibben // seria butikowa // 09 listopada 2022 // 384 strony // wydawnictwo Albatros 

Za książkę dziękuję TaniaKsiazka.pl!


A Wam w tym Nowym Roku... Dużo miłości i zdrowia. 

[95/2022] #BLOGUJEZTK: ZAGINIONY METAL // BRANDON SANDERSON

grudnia 26, 2022

[95/2022] #BLOGUJEZTK: ZAGINIONY METAL // BRANDON SANDERSON

Jeśli jesteście tutaj dłużej to z pewnością wiecie, że jestem ogromną fanką Brandona Sandersona. Na Zaginiony metal czekałam lata. Sześć długich lat niepewności. Gdy wzięłam ten tom do ręki mało nie popłakałam się z radości. Sanderson stworzył doskonały wszechświat, który łączy w sobie wiele jego historii, jego bohaterów. Gdy raz się wejdzie do Cosmere jest się już straconym. Na zawsze. 

Stróż prawa z Dziczy, Wax Ladrian, od wielu lat przyglądał się Kręgowi, enigmatycznej organizacji porywającej ludzi należących do rodzin Allomantów. Magazyn broni, który odkrywają detektyw Marasi Colms oraz Wayne, dostarcza nowych informacji. Krąg korzysta ze sporu, w jaki uwikłała się stolica Elendel i zewnętrzne miasta. Sytuacja Bilming przedstawia się zresztą coraz mniej ciekawie.

Jak się okazuje, na miasto ma teraz wpływ bóg Trell, wyznawany właśnie przez tajemniczą organizację. To jednak nie koniec niespodzianek. Marasi otrzymuje werbunek od ludzi pochodzących spoza świata, przejawiających zdumiewające umiejętności.

Przed Waxem trudna decyzja. Czy bardziej opłaca mu się zapomnieć choć na chwilę o konflikcie z Bogiem i wejść w rolę Miecza, wykutego przez Harmonię, czy raczej zwyczajnie się wycofać. W drugim przypadku planeta, a wraz z nią jej mieszkańcy, zostanie skazana na zagładę.

Przyznam, że sporo z poprzedniego tomu zatarło się w mojej pamięci. Nie czułam się jednak zaskoczona wydarzeniami, które rozpoczynają Zaginiony metal. Przeczytałam wszystkie książki Sandersona, niektóre nawet dwukrotnie, i wiem doskonale na co go stać. Zwykle bardzo oszczędnie dawkuje on informacje o samym Cosmere, ale teraz otworzył się. Czułam się wręcz przytłoczona tym, jak bardzo wrzucił mnie w sam środek akcji. 

- Opowieści zawsze mają szczęśliwe zakończenie. Te, które opowiadała mi moja mama... one coś znaczyły. Ludzie, oni byli coś warci.
- Myślę, że codziennie żyjemy opowieściami. Tymi, które zapamiętujemy, opowiadamy i kształtujemy jak glinę, by były tym, czego potrzebujemy.

Nie polecam czytać tego tomu bez znajomości innych książek Cosmere. Pojawiają się tu stowarzyszenia znane nam z - na przykład - Archiwum Burzowego Światła, postaci, które są już wręcz kultowe. Jeśli ktoś nie jest fanem tego uniwersum może nie docenić złożoności poszczególnych wątków, ale wiem, że ogromne grono osób jest równie zachwycone tym cyklem jak ja. Wiem, że początkowe tomy Ostatniego Imperium są bardzo młodzieżowe - koniec końców jest to seria pisana dla młodszych, na odstresowanie się samego Brandona - ale kolejne są coraz dojrzalsze i nie odstają za bardzo od głównych serii. 

Chociaż Was jest tutaj głównym bohaterem, to i inne postaci mają szanse się wykazać. Moim ulubieńcem dalej pozostaje niefrasobliwy Wayne. Poznajemy go w tym tomie dużo lepiej i mam łzy w oczach na samą myśl o nim, o jego przeszłości, traumach. Błaznowaty Wayne ma w sobie dużo, dużo więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Jestem wdzięczna Sandersonowi, że mogłam go poznać i zamierzam wielokrotnie wracać do Zaginionego metalu. Właśnie dla niego. Rozwijają się tu też inni, przede wszystkim Steris i Marasi. W twórczości tego autora kobiety mają znaczenie - często są silniejsze od mężczyzn, dużo lepiej wykształcone. Liczą się.

Może to właśnie powiedziała, Waynie: to światem powinniśmy się martwić. Pojedynczy ludzie, tak, oni mogą być źli. Ale powinniśmy bardziej się przejmować, że to świat ich takimi czyni.

Tak dużo tutaj wskazówek, że kręci mi się w głowie na samą myśl. Skomplikowane wyjaśnienia mocy różnych ras, planet. Niesamowite, że ktoś jest w stanie się w tym wszystkim nie pogubić. Na kolejny rok mam w planach kolejne reready, przede wszystkim Elantris oraz Duszy cesarza. Wiem, że nie są to ostatnie powtórki materiału. Chcę wiedzieć, być na bieżąco. Cosmere uzależnia, a ten tom jest równie dobry jak poprzednie. O ile nie lepszy. Widać progres w każdym calu. Za każdym razem jestem w szoku, że można zrobić to jeszcze lepiej. Zaginiony metal jest tego najlepszym przykładem. Tyle łez wylałam, tyle razy się śmiałam. Po raz kolejny mam złamane serce, któremu winien jest ten autor. 

Wiem, że jeśli ktoś chce wejść w to uniwersum może być przerażony ilością książek, kolejnością, przeplataniem się historii. Zapewne dużo łatwiej było zacząć w 2015 roku, kiedy na polskim rynku zaczęły pojawiać się wznowienia i można było czytać jednego Brandona w miesiącu, a teraz - siedem lat później - być już na bieżąco. Poświęciłam tyle lat na tego autora i nie żałuję ani jednego dnia. Nie bójcie się. Przed Wami najlepsza przygoda Waszego życia.

★★★★★★★★★★

Zaginiony metal // Brandon Sanderson // Ostatnie Imperium // tom 7 // 23 listopada 2022 // 544 strony // wydawnictwo MAG

Za książkę dziękuję TaniaKsiazka.pl!


[94/2022] INNA OPOWIEŚĆ WIGILIJNA // ELIZABETH ANN SCARBOROUGH

grudnia 20, 2022

[94/2022] INNA OPOWIEŚĆ WIGILIJNA // ELIZABETH ANN SCARBOROUGH

Jeśli szukacie idealnej książki na święta to Inna opowieść wigilijna to jest to. Nie miałam zbyt wielkich oczekiwań, gdy po nią sięgnęłam, a nie byłam w stanie jej odłożyć. Spędziłam z nią calutki dzień pełen wyrzeczeń i szukania choć chwili spokoju. 

Ponadczasowa klasyka – Dickensowska "Opowieść wigilijna" – w erze komputerów

Monica Banks, dyrektor naczelna międzynarodowej firmy komputerowej, to pracoholiczka, w której życiu nie ma miejsca na dom, rodzinę czy miłość. Nieczuła i sarkastyczna, w Wigilię odmawia swoim pracownikom urlopu. Tego samego wieczoru w swoim biurowym komputerze odkrywa ducha. Duch to nie kto inny, jak Ebenezer Scrooge. Tak, ten sam.

Przebudzony przez pewną bystrą dziewczynkę o imieniu Tina, Scrooge jest gotów i pełen chęci, by odegrać rolę ducha Bożego Narodzenia. Odkrywa, że świat bardzo się zmienił od jego czasów, i chociaż wie, że duch miłości, hojności i przebaczenia jest wieczny, będzie potrzebował więcej niż odrobiny wsparcia technicznego, by przekonać Monicę do przemiany, jeszcze zanim nadejdzie świt.

Monica jest okropnym człowiekiem. Myślę, że nawet oryginalny Scrooge był lepszy od niej. I to właśnie on został wysłany, by naprowadzić ją na dobrą drogę. Świetnym pomysłem jest przeniesienie Opowieści wigilijnej do współczesnego świata. Komputerowy Ebenezer podbił moje serce. Elizabeth Ann Scarborough wymyśliła coś genialnego i - co więcej - bardzo dobrze to zrealizowała.

Być może i Monica, którą poznajemy z każdej możliwej strony, się zmienia, ale i tak z tyłu głowy miałam jej brak serca i bezczelność, która wręcz z niej emanowała na samym początku. Wiem, że okoliczności sprawiły, że taka się stała, ale nie mogłam pojąć jej zachowania. Koniec końców nawet swoich podwładnych powinno traktować się z szacunkiem. Etyka pracy tego wymaga. Dziwne, że nikt jej nigdzie nie zgłosił. To na pewno podpada pod jakiś paragraf.

Ebenezer Scrooge wziął sobie do serca rolę ducha Bożego Narodzenia i cudownie przeprowadził Monicę przez przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Podobało mi się, że możliwa przyszłość pokazuje naszą bohaterkę jako skończoną i samotną. Zwykle ludzie z dużymi pieniędzmi są ponad prawem i nie grozi im bankructwo. Tym razem życiowe wyboru miały zaprowadzić ją na dno. Już w tym jej głowa, by skończyło się inaczej. 

W przemianie Monici pomagają również pracownicy, którzy chętnie pracowaliby w lepszym i milszym środowisku. Pomaga też mała Tina, której serce jest tykającą bombą i którą o pomoc poprosił zmarły brat naszej głównej bohaterki. To właśnie ona z jego pomocą stworzyła Scrooge'a, żeby przeprowadził szefową jej dziadka przez jej własne życie. To, jak dobra i wyrozumiała jest ta dziewczynka sprawiło, że chciałam, by żyło się jej jak najlepiej i najdłużej. Chciałam też brać z niej przykład.

To naprawdę jedna z lepszych świątecznych książek, jakie przeczytałam w życiu. Lubię Opowieść wigilijną, ale ona nie poruszyła mnie nigdy tak mocno jak ta. Koniec końców tutaj autorka przeniosła ją w takie realia, które większość czytelników będzie w stanie odnieść do siebie. Łatwiej wczuć się w postać Monici, niż podstarzałego egoisty z dawnych lat. Nabrałam jednak ochoty na lekturę oryginału i chyba zrobię to w Boże Narodzenie. Do tej wersji będę jednak wracać co roku. Jest niesamowita.

★★★★★★★★★☆

Inna opowieść wigilijna // Elizabeth Ann Scarborough // 22 listopada 2022 // 248 stron // wydawnictwo Zysk i S-ka

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu!

ŚWIĄTECZNY PREZENTOWNIK DLA DZIECI: AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA

grudnia 18, 2022

ŚWIĄTECZNY PREZENTOWNIK DLA DZIECI: AKADEMIA MĄDREGO DZIECKA


I ostatni - chyba - świąteczny prezentownik w tym roku. Za tydzień już święta, więc pewnie wszyscy mają swoje prezenty kupione. Tak czy inaczej... Oto dobry pomysł na zakup na ostatnią chwilę.


Wszystkie książeczki z tego cyklu Akademii Mądrego Dziecka zostały napisane przez Zbigniewa Dmitroca. Jeśli chodzi o treść są moimi ulubionymi. Najczęściej je wybieram na dobranoc. Są wyciszające, rytmiczne. Przy okazji przekazują sporo ciekawostek i są pouczające. Idealne dla maluchów, ale i dla starszych dzieci.

Tematyka tych książeczek jest przeróżna. O zawodach, owocach, kwiatach, zwierzątkach, krajach... Wybór jest ogromny, więc dopasujecie jakiś tytuł do zainteresowania dziecka bez problemu. Dodatkowo każda z nich ma dziurki, w których z powodzeniem można robić kuku 😅 

Mam do nich ogromny sentyment. To były pierwsze - zaraz obok Pierwszych słów - książeczki z Akademii, które kupiłam. Większość z nich czytaliśmy już setki razy, a dalej są jak nowe. Naprawdę ciężko zniszczyć je w jakikolwiek sposób. Przetrwały rzucanie, gryzienie, hektolitry śliny. Spokojnie posłużą nam jeszcze przez wiele, wiele lat. Mam nadzieję, że będą cieszyć też następne pokolenia.

Zajrzyjcie do środka.


Za nowe książeczki bardzo dziękujemy wydawnictwu!
Copyright © Nasze życie ♥ , Blogger