piątek, 15 czerwca 2018

SZCZYT URZĘDNICZYCH ABSURDÓW

1 komentarz:
Kiedy w szkole przerabialiśmy Tango, Sławomira Mrożka, byłam zachwycona. Nigdy jednak nie miałam możliwości sprawdzić, czy inne książki tego autora równie mocno nacechowane są poczuciem humoru oraz absurdem. Kiedy dostałam propozycję poznania Czekoladek dla Prezesa nawet się nie zawahałam. Uznałam, że czas najwyższy poszerzyć horyzonty i więcej Mrożka poznać. Szczególnie, że ten zbiorek opowiadań jest naprawdę małą, cienką książką i wiedziałam, że dużo czasu nie będę musiała mu poświęcić. Nie wiem, czy ten autor miał taki styl, że nie pisał wielkich tomiszczy, czy mi przyszło natrafić na takie, które objętością nie grzeszą.

Głównym bohaterem tego zbioru jest (wielki, niesamowity, nieomylny) Prezes, chociaż to nie z jego perspektywy poznajemy wszystkie wydarzenia, a z perspektywy jednego z pracowników. Towarzyszymy tej dwójce i pozostałym, którzy mają swoje miejsce w firmie, podczas rozwiązywania poważnych problemów, które w większości pojawiają się z ich winy bądź są najzwyczajniej w świecie ich obowiązkami, z którymi sobie nie radzą. Spokojnie możemy nazwać tę grupkę zorganizowaną grupą przestępczą równocześnie wybuchając śmiechem z powodu hiperbolizacji zastosowanej przez Mrożka. Trzy czwarte zawartych tutaj opowiadań zwala z nóg, chociaż nie da się ukryć, że podobne sytuacje można odnaleźć w rzeczywiście funkcjonujących firmach, chociaż nie w takiej skali.

Sławomir Mrożek całkowicie spełnił moje oczekiwania i chociaż Tango podobało mi się minimalnie bardziej z powodu bardziej rozbudowanej akcji i bohaterów – nie zapominajmy, że tutaj mamy styczność z krótkimi opowiadankami z życia Prezesa i ślepego uwielbienia pracowników – to i tak Czekoladki dla Prezesa czytało się ekspresowo. Zdecydowanie trzeba podejść do tej książeczki z nastawieniem, że dostajemy praktycznie komedię, jednak kiedy człowiek głębiej zastanowi się nad tym wszystkim to zaczyna dostrzegać prawdy w niej zawarte.

środa, 13 czerwca 2018

CZY ODWAŻYSZ SIĘ POZNAĆ WYKLĘTYCH?

Brak komentarzy:
Zaczynając czytać Rozdroża cienistego szlaku nie spodziewałam się, że Łukasz Jabłoński zadebiutuje w sposób tak imponujący. Zwykle mam problem ze wciągnięciem się w książki fantasy, o ile ich autorem nie jest Sanderson. Tym razem jednak już pierwsza strona sprawiła, że od Melodii Litny nie mogłam się oderwać. Widocznie ta historia była czymś, czego w danej chwili naprawdę mocno potrzebowałam, bo chociaż jej lektura zajęła mi kilkanaście dni, to nie żałuję ani chwili, którą na nią poświęciłam. 

Keveris wiódł życie naprawdę wystawne. Bycie władcą jest bowiem zajęciem przyjemnym, chociaż wymagającym. Jednak skończyło się to szybciej, niż mógłby się tego spodziewać. Teraz - wyklęty i zmuszony wieść życie w cierpieniu z tatuażem banity - marzy tylko o śmierci. Kiedy znajduje go ogromny, gadatliwy mężczyzna z tatuażem mordercy jest bliski śmierci z głodu. Thoregar karmiąc go zaprasza go do społeczności takich jak on, wyklętych. Bastion jest miejscem, gdzie każdy morderca, nierządnica, rabownik czy gwałtownik może odnaleźć swój dom. Jednak czy Malbo - jak każe się nazywać - może gdziekolwiek poczuć się dobrze, skoro jego nowi gospodarze mogą nie być w stosunku do niego tak bezinteresowni, jak się wydaje?

Malbo - mimo tego, że jest fajtłapą - polubiłam od razu. Podobnie jak Thoregara. Byłam niesamowicie ciekawa, kim jest każdy z tych mężczyzn i co właściwie skłoniło jednego z nich do zaczepienia drugiego. Ciężko dopatrywać się tutaj bezinteresowności, a intuicja mnie nie zawiodła. Żałowałam tylko, że tak mocno zawiodłam się na postawie Thoregara, bo początkowo uważałam, że stanie się od jednym z moich ulubieńców. Mimo to bohaterów jest w Rozdrożach cienistego szlaku tak wielu, że ciężko jest zorientować się na początku kto jest kim, czego chce od życia i co knuje. Bo tutaj knuje prawie każdy, oprócz niczego nie podejrzewającego Malbo, przy spotkaniu z którym nie jest trudno się zorientować, dlaczego został obalony.

sobota, 9 czerwca 2018

KSIĄŻKI, KTÓRE WARTO PRZECZYTAĆ W CIĄŻY, CZĘŚĆ 1 👶🤰

4 komentarze:
Papierowe Miasta to moje miejsce w internecie. Zawsze uważałam, że pojawiać się tu będą treści jedynie książkowe, jednak po kilku latach zmieniłam zdanie. Nie zamierzam w całości przekształcać bloga w parentingowy, jednak takich treści pojawiać się z czasem będzie tutaj więcej i więcej. Jakiś czas temu zastanawiałam się, czy nie przestać tutaj zaglądać. Spadające zasięgi, mniejsza ilość odwiedzin... Chociaż to nie o to tutaj chodzi taka kwestia może naprawdę człowieka zdemotywować. Podobnie z Instagramem, którego prowadzenie przestało już sprawiać mi przyjemność. Nigdy nie czułam się częścią książkowej społeczności, więc moje zdziwienie, że po kilku tygodniach udało mi się znaleźć swoje miejsce w gronie przyszłych i obecnych mam było ogromne. Teraz przyszła pora na zmianę tego, co nie przynosi mi szczęścia.

Ostatnie kilka tygodni były dla mnie czasem wyjątkowo ciężkim. W poprzedniej - poronionej - ciąży darowane mi były mdłości, wymioty, przewlekłe zmęczenie. Tym razem jednak dostałam w pakiecie to wszystko plus zmartwienia, czy wszystko jest tak, jak powinno. Wizyty u lekarza co cztery tygodnie to zdecydowanie za rzadko, chociaż konieczne są podobno tylko trzy. Czas mija szybciej, gdy ma się pod ręką interesujące lektury. Jak na razie mam cztery ulubione, jednak na pewno z czasem ta liczba wzrośnie.

czwartek, 7 czerwca 2018

DZIEWCZYNKA Z ZAPALNICZKĄ

2 komentarze:
Nigdy nie mam problemu z opisaniem tego, co czuję przy lekturze danej książki. Czy bardzo mi się podobała, czy wręcz przeciwnie... Słowa same ze mnie wypływają. Jednak nie tym razem. Być może jest to wina tego, jak mocno rozczarowałam się Dziewczynką z zapalniczką. Słyszałam o Mariuszu Czubaju mnóstwo pozytywnych opinii, więc podeszłam do tej książki z wielkim zapałem i nie mogłam doczekać się chwili, gdy będę mogła ją przeczytać. Szybko okazało się jednak, że już od samego początku moja przygoda z tym autorem jest skazana na porażkę. 

W lesie zostaje znalezione ciało emerytowanego policjanta. Sprawy nie ułatwia fakt, że jest zima i nikt nie wie, po co mężczyzna wybrał się w tamte rejony ani fakt, że policja nie bardzo chce wgłębiać się w tę sprawę i planują pójść po najmniejszej linii oporu. Jest jednak osoba, którą śmierć Jacka Szymona bardzo dotknęła. Rudolf Heinz zawsze uważał Jacka za swojego mentora i przyjaciela. Chociaż odsunięty od spraw z powodu ciężkiego załamania nerwowego postanawia dowiedzieć się, dlaczego ktoś ukrócił życie emeryta i przy okazji przyjrzeć się pewnej sprawie sprzed lat, która wydaje się być w jakiś sposób z jego śmiercią powiązana. 

Być może problemem jest fakt, że zaczęłam swoją przygodę z Rudolfem Heinzem od tomu piątego jego przygód. Nie znając jego przeszłości, powodów jego problemów ani nie wiedząc o nim nic konkretnego nie mogłam odnaleźć się w jego życiu i zrozumieć jego postępowania. Nie potrafiłam nawet porządnie go polubić, co wydaje się być bardzo problematyczne w tego typu książkach. gdzie spędzamy z jednym bohaterem naprawdę dużo czasu. Nie znając też wcześniej Jacka Szymona niespecjalnie przejęłam się tym, że ktoś postanowił go zamordować. Ot, kolejna ofiara w wielkim masowym grobie, do którego codziennie dorzuca się kolejnego trupa.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

OPOWIEŚCI MAJĄ MOC

2 komentarze:
Ostatnio mam ochotę na czytanie jedynie książek lżejszych, młodzieżowych. Nie mam ich jednak na liście do przeczytania zbyt dużo, co kiedyś cieszyło, teraz obróciło się przeciw mnie. Z ratunkiem przyszło mi wydawnictwo IUVI ze swoją nowością, Ostatnim Namsarą. Nie wiedziałam, czego się po tej historii spodziewać, ale szybko pokochałam książkę napisaną przez Kristen Ciccarelli. Okazała się być tym, czego w danym momencie najbardziej potrzebowałam. Dodatkowo fakt, że autorka stworzyła własne wierzenia sprawia, że od tej opowieści naprawdę nie można się oderwać.

Namsara wszędzie, gdzie się zjawiał, przynosił radość i miłość. Na świecie jednak musi działać równowaga, więc była też Iskari. Ta, która przynosi śmierć. To właśnie na jej cześć nazwano tak stanowisko, które piastuje Asha. Dziewczyna jest córką króla Figaardu, a przez wydarzenia z przeszłości zajmuje się polowaniem na smoki, by odkupić dawne winy. Jest bronią w rękach władcy. To, co robi nie uchroni jej jednak przed małżeństwem z Jarkiem, komendantem i osobą, która nie zna żadnej litości. Kiedy pojawia się furtka, która może ochronić ją od ślubu Asha bez wahania postanawia z niej skorzystać. 

Bardzo polubiłam Ashę. Lubię silne kobiece postacie, które nie rozpaczają tylko walczą o swoje. Jej podejście do życia i odwaga sprawiły, że przez Ostatniego Namsarę po prostu się płynie. Chociaż jej niektóre decyzje - jak mordowanie smoków - nie przypadły mi do gustu, tak martwiłam się o nią i chętnie poznam jej dalsze losy. Szkoda, że to kolejna wyśmienita książka pełna żywych bohaterów i cudownej mitologii, o której prawie nikt nie słyszał i nikt o niej nie mówi.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...