marca 02, 2016
[466] ŚRODA Z BUKOWSKIM: Fragmenty winem poplamionego notatnika
Kolejne spotkanie z Bukowskim okazało się być całkiem innym, niż wszystkie poprzednie. Tak więc ta ŚRODA Z BUKOWSKIM jest w pewien sposób wyjątkowa. Chcecie poznać prawdziwego Charlesa Bukowskiego? Tego, który kryje się za nie do końca prawdziwą opinią o wyuzdanym alkoholiku, który nie potrafi panować nad wulgaryzmami? Fragmenty winem poplamionego notatnika mogą Wam w tym pomóc.
Fragmenty winem poplamionego notatnika jest to zbiór utworów, które nigdy wcześniej nie zostały wydane drukiem w sposób inny, niż w podziemnych gazetkach czy pisemkach pornograficznych. Opowiadania, które tu znajdziemy, zasługują na uwagę od wszystkich fanów Charlesa Bukowskiego. Pojawiają się tu historie z życia wzięte - co jest już znakiem rozpoznawczym tego autora - rozmyślania na temat Sztuki, tej przez duże S, poradnik dla tych, którzy chcą grać na wyścigach i pełno rozterek dotyczących bezsensowności ludzkiej egzystencji.
Podeszłam do tej książki tak samo jak do innych Bukowskiego - z ogromnym entuzjazmem. Nie spodziewałam się jednak, że tym razem otrzymam coś całkiem innego. W tym zbiorze znajduje się tyle przeszłości Charlesa Bukowskiego, że po lekturze Fragmentów winem poplamionego notatnika nie odczuwam już potrzeby chwycenia za biografię tego człowieka. Wiem kiedy się urodził, gdzie. Czytałam o tym, jak traktował go ojciec, jak się przeprowadzał, zakochiwał, zmieniał pracę jak rękawiczki, wierności dotrzymywał tylko butelce. Czasami zastanawiałam się, które opowiadanie opiera się bezpośrednio na przeżyciach samego autora, a które powstało tylko w jego pijackiej wyobraźni.
Chociaż wszystkie pozostałe książki Bukowskiego, które przeczytałam, połknęłam praktycznie na raz, tak tym razem było całkiem inaczej. Delektowałam się każdym opowiadaniem, doszukiwałam drugiego dna i przerywałam lekturę, by przeczytać coś innego. Być może Fragmenty winem poplamionego notatnika nie stały się moją ulubioną pozycją tego autora, jednak zdecydowanie najbardziej doceniam je pod względem zawartości. Ciężko wręcz uwierzyć, że niektóre z tych esejów czy opowiadań czytali zapaleni miłośnicy pisemek pornograficznych.