sierpnia 06, 2016
[557] Czarownik z krainy Oz - L. Frank Baum
Nieważne, jak szare i ponure są nasze domy, bo my, ludzie z krwi i kości, wolimy własny kraj od innego, obcego, nawet najpiękniejszego.
Dalej jestem zdania, że w moim życiu nadeszła odpowiednia chwila, by nadrobić trochę klasyki, której kiedyś unikałam jak ognia. Na półce od jakiegoś czasu stał Czarownik z krainy Oz, więc uznałam, że jest to dobra pora, by poznać tę historię. Znałam sporo adaptacji i ciekawa byłam tego, czy oryginał jest zgodny z tym, o czym do tej pory słyszałam. Okazało się, że - choć raz - twórcy ekranizacji jakiejś książki naprawdę oparli się mocno na pierwowzorze.
Dorotka do tej pory znała jedynie suche, szare i ponure Kansas. Pewnego dnia przez prerię przeszło tornado, które zabrało ze sobą dziewczynkę wraz z jej małym pieskiem, Toto. Los chciał, by jej dom wylądował w pięknej krainie Oz, przy czym przy lądowaniu zabił Złą Wiedźmę ze Wschodu. W ten sposób staje się dla niektórych bohaterką. Nie chce jednak zostać w tym - choć cudownym - obcym miejscu. Tęskni za ciocią i wujkiem. Za radą Dobrej Czarownicy z Północy postanawia wyruszyć żółtą drogą do Szmaragdowego Miasta, by Czarownik Oz odesłał ją z powrotem do Kansas.
Kto nie zna historii o Dorotce, jej piesku Toto i osobliwych przyjaciołach, których spotyka na swojej drodze? Czarownik z krainy Oz jest książką bardzo znaną, więc na pewno o niej słyszeliście. Osobiście nigdy wcześniej nie miałam styczności z dziełem L. Franka Bauma, dlatego też podchodziłam do niej z wielkim entuzjazmem. I małymi obawami, że za bardzo się rozczaruję. Strach, że jestem już za duża na takie pozycje towarzyszy mi za każdym razem, gdy łapię za klasykę dla dzieci i młodzieży.
L. Frank Baum chciał stworzyć coś innego, co sprawi, że mali czytelnicy znowu zakochają się w baśniach i zawarł w nich sporo fantastyki i radości, minimalizując grozę, więc Czarownika można czytać każdemu, bez względu na wiek, płeć czy pochodzenie.