stycznia 09, 2016
KRÓTKO I NA TEMAT: Lucifer, odcinek pierwszy
Ostatnio na blogu pojawiła się pierwsza część wpisu o moich serialowych planach na ten rok. Wspominałam tam, że z pewnością zabiorę się za Lucifera i niecierpliwie czekam na premierę. Pierwszy odcinek jednak jest już dostępny w naszym polskim internecie w całkiem dobrej jakości i z napisami. Widząc to nie mogłam przejść obok tego obojętnie. Wystarczyły mi dwie pierwsze minuty Pilota by wiedzieć, że wsiąkłam bez reszty. Po tych dwóch pierwszych minutach pokochałam Lucifera równie mocno jak Sherlocka, a musicie wiedzieć, że jest to miłość bez granic. Nigdy jeszcze nie wypowiadałam się na temat jakiegoś serialu jedynie po pierwszym odcinku i zwykle czekałam na moment, gdy zakończy się sezon lub całość. Teraz jednak nie mogę się powstrzymać. Jestem pewna, że wybaczycie mi ten falstart, gdy sami pooglądacie Lucifera.
Na początku... Anioł Lucyfer został wygnany z Nieba i skazany na wieczne władanie Piekłem. Ale postanowił wziąć urlop...
Kiedy sam Diabeł pojawia się w Los Angeles i kupuje klub to nie może skończyć się dobrze, prawda? Tak Wam się tylko wydaje. Lucifer ma dość potępionych dusz i całego tego bałaganu. Jest przystojnym i bogatym mężczyzną, więc całe miasto staje przed nim otworem. Mogłoby się wydawać, że jako władca Piekła będzie on bezlitosnym i zimnym mordercą, jednak jest to błędne założenie. Lucifer chce się dobrze bawić i irytują go wszelkie prośby, by wrócił do Piekła. Kiedy pewnego dnia zostaje zamordowana jego przyjaciółka wie, że musi znaleźć mordercę. Policja błędnie zakłada, że chodziło o narkotyki. Tylko jedna policjantka wierzy, że sprawa jest dużo głębsza, niż wydaje się na pierwszy rzut oka.