maja 28, 2015
Marta Fox, czyli spotkanie z Lisiczką.
Mieszkam w małym miasteczku, więc spotkania autorskie to naprawdę rzadkość. Kiedy dowiedziałam się, że zawita do nas Marta Fox nie mogłam wręcz to uwierzyć. W końcu autor, którego kojarzę. Autor, którego książki czytałam i, co więcej!, bardzo lubię. Zerwałam się rano i pognałam wręcz do biblioteki mrucząc pod nosem: chcę kupić Paulinę w orbicie kotów, chcę kupić...
Jako stała czytelniczka tej biblioteki, odkąd skończyłam jakieś... cztery lata, dostałam możliwość osobiście poznać autorkę, jeszcze przed spotkaniem. Możecie sobie wyobrazić w jak wielkim szoku byłam. Pani Marta wydała mi się od razu bardzo otwartym i miłym człowiekiem. Mimo tego, że wydała już ponad czterdzieści książek nie wyczułam w niej tej wyniosłości, którą często można dostrzec w pisarzach, którzy już coś znaczą. Po krótkiej prezentacji ruszyłam do sali, w której miało się odbyć spotkanie i z ciekawością zaczęłam słuchać, co pani Fox ma do powiedzenia. Żałuję tylko, że dookoła mnie byli uczniowie trzech szkół, którzy w większości nie mieli pojęcia kim jest stojąca przed nimi kobieta.