lipca 17, 2016
[545] Xangô z Baker Street - Jô Soares
Jako przeogromna fanka Sherlocka Holmesa na wszystkie słowa z nim związane reaguję z przesadnym entuzjazmem. Właśnie tak było w przypadku książki Xangô z Baker Street, gdy wypatrzyłam ją w zapowiedziach. Wszystkie oryginalne przygody mojego ulubionego bohatera już przeczytałam, więc gdy pojawia się coś napisane przez innego autora zawszę daję temu szansę. Potraficie wyobrazić sobie moją minę, gdy książka napisana przez Jô Soaresa okazała się być niczym więcej, jak marną parodią Doyle'a?
Mamy rok 1888. W Rio de Janeiro zaginęły skrzypce Stradivariusa Z powodu tego, iż jest to podarunek od samego cesarza Brazylii, Piotra II, dla przyjaciółki sprawa jest dość delikatna. Mężczyzna postanawia posłać po pomoc. Sherlock Holmes musi przyjechać do Brazylii i odnaleźć sprawcę.
Dodatkowo w mieście zaczynają ginąć młode kobiety. Morderca pozostawia na ich ciałach swój podpis: strunę skrzypiec. Holmes i doktor Watson postanawiają rozwiązać i tę sprawę, skoro już są na miejscu. Tylko czy Anglikom uda się dostrzec w tropikalnym słońcu prawdę?
Czytając zapowiedź byłam wniebowzięta. Egzotyczna kraina, morderstwa i mój ulubiony detektyw. Raj. Szybko jednak mój zapał opadł i został jedynie niesmak. Jeżeli Jô Soares chciał ośmieszyć Sherlocka Holmesa, podważyć jego geniusz i zdeptać z ziemią jego osobę to doskonale mu się udało. Przedstawiony przez niego mężczyzna - nie mogę nazwać go Sherlockiem - ciągle się myli w swoich dedukcjach nie pozwalając wyjaśnić sobie prawdy i będąc osobą zwyczajnie głupią i niedomyślną, z przesadną pewnością siebie.