niedziela, 17 lipca 2016

[545] Xangô z Baker Street - Jô Soares

Tytuł: Xangô z Baker Street
Tytuł oryginału: O Xangô de Baker Street
Autor: Jô Soares
Tłumaczenie: Wojciech Charchalis
Seria: Salamandra
Tom: -
Data wydania: 12 kwietnia 2016
Liczba stron: 256
Wydawnictwo:  Rebis
Cena na okładce: 32,90
Jako przeogromna fanka Sherlocka Holmesa na wszystkie słowa z nim związane reaguję z przesadnym entuzjazmem. Właśnie tak było w przypadku książki Xangô z Baker Street, gdy wypatrzyłam ją w zapowiedziach. Wszystkie oryginalne przygody mojego ulubionego bohatera już przeczytałam, więc gdy pojawia się coś napisane przez innego autora zawszę daję temu szansę. Potraficie wyobrazić sobie moją minę, gdy książka napisana przez  Jô Soaresa okazała się być niczym więcej, jak marną parodią Doyle'a?

Mamy rok 1888. W Rio de Janeiro zaginęły skrzypce Stradivariusa Z powodu tego, iż jest to podarunek od samego cesarza Brazylii, Piotra II, dla przyjaciółki sprawa jest dość delikatna. Mężczyzna postanawia posłać po pomoc. Sherlock Holmes musi przyjechać do Brazylii i odnaleźć sprawcę. 

Dodatkowo w mieście zaczynają ginąć młode kobiety. Morderca pozostawia na ich ciałach swój podpis: strunę skrzypiec. Holmes i doktor Watson postanawiają rozwiązać i tę sprawę, skoro już są na miejscu. Tylko czy Anglikom uda się dostrzec w tropikalnym słońcu prawdę?

Czytając zapowiedź byłam wniebowzięta. Egzotyczna kraina, morderstwa i mój ulubiony detektyw. Raj. Szybko jednak mój zapał opadł i został jedynie niesmak. Jeżeli Jô Soares chciał ośmieszyć Sherlocka Holmesa, podważyć jego geniusz i zdeptać z ziemią jego osobę to doskonale mu się udało. Przedstawiony przez niego mężczyzna - nie mogę nazwać go Sherlockiem - ciągle się myli w swoich dedukcjach nie pozwalając wyjaśnić sobie prawdy i będąc osobą zwyczajnie głupią i niedomyślną, z przesadną pewnością siebie.

Nie wiem, co kierowało Jô Soaresem, jednak zdecydowanie nie wyszło to na dobre, a cała książka - choć przecież cieniutka! - niesamowicie mocno mnie męczyła. Miałam ochotę potrząsnąć Sherlockiem, Watsonem i całym brazylijskim światem. Z taką parodią jeszcze się nie spotkałam. Być może autor chciał po prostu być zabawny i dlatego przypisał najsłynniejszemu detektywowi wszech czasów takie cechy, jednak każdy fan będzie zniesmaczony i zdegustowany. Biorąc pod uwagę fakt, że Xangô z Baker Street powstał oryginalnie już jakiś czas temu nic nie zmienia. Autor obecnie jest już starszym człowiekiem i dalej dziwi mnie fakt, że Sherlock Holmes nie został doceniony.

Fabuła - niedotycząca detektywa - jest wyśmienita. Kryminalne wątki są doskonale ze sobą zgrane i dzięki temu czytelnik dalej kontynuuje przygodę z tym rzekomym Sherlockiem Holmesem tylko po to, by doczekać rozwiązania zagadki. Klimat Brazylii tylko wzmacnia to pragnienie. Koniec końców egzotyka miejsca sprawia, że wszystko przypomina sen. Szkoda tylko, że ten główny bohater taki... nie bardzo. Jô Soares może i doskonale zna otoczenie, o którym pisze, jednak jego styl również trochę mnie zawiódł. Poczucie humoru pojawia się dosyć często, acz biorąc pod uwagę, że autor jest komikiem... Brakowało mi jednak pewnego rodzaju lekkości, dzięki czemu Xangô z Baker Street dobrze i szybko by się czytało.

Podsumowując: nie jestem w żaden sposób zadowolona, zakochana, ani nawet usatysfakcjonowana. Dla miłośników kryminałów jak znalazł, jednak dla fanów Sherlocka Holmesa... Omijajcie z daleka. Uniknięcie dzięki temu wykrzywienia twarzy za każdy razem, gdy Watson strofuje Holmesa (!), gdy go usprawiedliwia (!!) i gdy wielki Sherlock ciągle się myli (!!!). Gdyby nie całkiem niezły wątek kryminalny jak najszybciej pozbyłabym się Xangô z Baker Street.

Ogólna ocena: 04/10 (może być)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Rebis!

2 komentarze:

  1. Oj. Na początku byłam pełna entuzjazmu, ale aktualnie nie mam ochoty sięgnąć po tę książkę ;/

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...