Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brandon Sanderson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Brandon Sanderson. Pokaż wszystkie posty
[95/2022] #BLOGUJEZTK: ZAGINIONY METAL // BRANDON SANDERSON

grudnia 26, 2022

[95/2022] #BLOGUJEZTK: ZAGINIONY METAL // BRANDON SANDERSON

Jeśli jesteście tutaj dłużej to z pewnością wiecie, że jestem ogromną fanką Brandona Sandersona. Na Zaginiony metal czekałam lata. Sześć długich lat niepewności. Gdy wzięłam ten tom do ręki mało nie popłakałam się z radości. Sanderson stworzył doskonały wszechświat, który łączy w sobie wiele jego historii, jego bohaterów. Gdy raz się wejdzie do Cosmere jest się już straconym. Na zawsze. 

Stróż prawa z Dziczy, Wax Ladrian, od wielu lat przyglądał się Kręgowi, enigmatycznej organizacji porywającej ludzi należących do rodzin Allomantów. Magazyn broni, który odkrywają detektyw Marasi Colms oraz Wayne, dostarcza nowych informacji. Krąg korzysta ze sporu, w jaki uwikłała się stolica Elendel i zewnętrzne miasta. Sytuacja Bilming przedstawia się zresztą coraz mniej ciekawie.

Jak się okazuje, na miasto ma teraz wpływ bóg Trell, wyznawany właśnie przez tajemniczą organizację. To jednak nie koniec niespodzianek. Marasi otrzymuje werbunek od ludzi pochodzących spoza świata, przejawiających zdumiewające umiejętności.

Przed Waxem trudna decyzja. Czy bardziej opłaca mu się zapomnieć choć na chwilę o konflikcie z Bogiem i wejść w rolę Miecza, wykutego przez Harmonię, czy raczej zwyczajnie się wycofać. W drugim przypadku planeta, a wraz z nią jej mieszkańcy, zostanie skazana na zagładę.

Przyznam, że sporo z poprzedniego tomu zatarło się w mojej pamięci. Nie czułam się jednak zaskoczona wydarzeniami, które rozpoczynają Zaginiony metal. Przeczytałam wszystkie książki Sandersona, niektóre nawet dwukrotnie, i wiem doskonale na co go stać. Zwykle bardzo oszczędnie dawkuje on informacje o samym Cosmere, ale teraz otworzył się. Czułam się wręcz przytłoczona tym, jak bardzo wrzucił mnie w sam środek akcji. 

- Opowieści zawsze mają szczęśliwe zakończenie. Te, które opowiadała mi moja mama... one coś znaczyły. Ludzie, oni byli coś warci.
- Myślę, że codziennie żyjemy opowieściami. Tymi, które zapamiętujemy, opowiadamy i kształtujemy jak glinę, by były tym, czego potrzebujemy.

Nie polecam czytać tego tomu bez znajomości innych książek Cosmere. Pojawiają się tu stowarzyszenia znane nam z - na przykład - Archiwum Burzowego Światła, postaci, które są już wręcz kultowe. Jeśli ktoś nie jest fanem tego uniwersum może nie docenić złożoności poszczególnych wątków, ale wiem, że ogromne grono osób jest równie zachwycone tym cyklem jak ja. Wiem, że początkowe tomy Ostatniego Imperium są bardzo młodzieżowe - koniec końców jest to seria pisana dla młodszych, na odstresowanie się samego Brandona - ale kolejne są coraz dojrzalsze i nie odstają za bardzo od głównych serii. 

Chociaż Was jest tutaj głównym bohaterem, to i inne postaci mają szanse się wykazać. Moim ulubieńcem dalej pozostaje niefrasobliwy Wayne. Poznajemy go w tym tomie dużo lepiej i mam łzy w oczach na samą myśl o nim, o jego przeszłości, traumach. Błaznowaty Wayne ma w sobie dużo, dużo więcej, niż widać na pierwszy rzut oka. Jestem wdzięczna Sandersonowi, że mogłam go poznać i zamierzam wielokrotnie wracać do Zaginionego metalu. Właśnie dla niego. Rozwijają się tu też inni, przede wszystkim Steris i Marasi. W twórczości tego autora kobiety mają znaczenie - często są silniejsze od mężczyzn, dużo lepiej wykształcone. Liczą się.

Może to właśnie powiedziała, Waynie: to światem powinniśmy się martwić. Pojedynczy ludzie, tak, oni mogą być źli. Ale powinniśmy bardziej się przejmować, że to świat ich takimi czyni.

Tak dużo tutaj wskazówek, że kręci mi się w głowie na samą myśl. Skomplikowane wyjaśnienia mocy różnych ras, planet. Niesamowite, że ktoś jest w stanie się w tym wszystkim nie pogubić. Na kolejny rok mam w planach kolejne reready, przede wszystkim Elantris oraz Duszy cesarza. Wiem, że nie są to ostatnie powtórki materiału. Chcę wiedzieć, być na bieżąco. Cosmere uzależnia, a ten tom jest równie dobry jak poprzednie. O ile nie lepszy. Widać progres w każdym calu. Za każdym razem jestem w szoku, że można zrobić to jeszcze lepiej. Zaginiony metal jest tego najlepszym przykładem. Tyle łez wylałam, tyle razy się śmiałam. Po raz kolejny mam złamane serce, któremu winien jest ten autor. 

Wiem, że jeśli ktoś chce wejść w to uniwersum może być przerażony ilością książek, kolejnością, przeplataniem się historii. Zapewne dużo łatwiej było zacząć w 2015 roku, kiedy na polskim rynku zaczęły pojawiać się wznowienia i można było czytać jednego Brandona w miesiącu, a teraz - siedem lat później - być już na bieżąco. Poświęciłam tyle lat na tego autora i nie żałuję ani jednego dnia. Nie bójcie się. Przed Wami najlepsza przygoda Waszego życia.

★★★★★★★★★★

Zaginiony metal // Brandon Sanderson // Ostatnie Imperium // tom 7 // 23 listopada 2022 // 544 strony // wydawnictwo MAG

Za książkę dziękuję TaniaKsiazka.pl!


[82/2022] CYTONICZKA // BRANDON SANDERSON

listopada 16, 2022

[82/2022] CYTONICZKA // BRANDON SANDERSON


Pewnie już wiecie, że Sanderson jest jednym z autorów mojego życia. Odpowiada mi w jego twórczości wszystko. Od stylu pisania, przez niesamowitą wyobraźnię aż do idealnie żywych bohaterów. Pierwszy tom tego cyklu pochłonęłam tak szybko, że sama byłam zdziwiona tym tempem. W każdym gatunku Sanderson jest mistrzem. Pisząc dla dorosłych czy pisząc dla dzieci... Zawsze daje nam całego siebie i coś, czego nikt wcześniej nie stworzył.

Życie Spensy jako pilota Sił Powietrznych Śmiałych było naprawdę niezwykłe. Okazała się jednym z najlepszych pilotów myśliwskich ludzkiej enklawy na Detritusie i uratowała wszystkich jego mieszkańców przed zagładą z rąk Krelli - enigmatycznych obcych istot, które więziły ich tam od kilkudziesięciu lat. Co więcej, aby pod przykrywką zinfiltrować Zwierzchnictwo, udała się do jego odległego o lata świetlne centrum dowodzenia, gdzie dowiedziała się o istnieniu galaktyki pełnej zamieszkanych planet.

Teraz Zwierzchnictwo - będące galaktycznym sojuszem ciemiężącym ludzkość - rozpoczęło szeroko zakrojone dzialania wojenne. A Spensa widziała działanie broni, którą przeciwnik zamierza użyć - Wnikaczy, bedących prastarą, tajemniczą siłą, potrafiącą w mgnieniu oka niszczyć całe planety. Spensa wie, że SPŚ nie zdołają obronić przed nimi Detritusa, obojętnie ilu będą miały pilotow. Tylko że Spensa jest cytoniczką. Już stawiła czolo Wnikaczowi i dostrzegła w nim coś dziwnie znajomego. Może jeśli zdoła zrozumieć co to takiego, stanie się kimś więcej niż tylko jednym z wielu pilotow tej nadchodzącej wojny. Może zdoła ocalić galaktykę. Jednak aby odkryć kim naprawdę jest, musi pozostawić wszystko co zna i udać się w niebyt. Tam, skąd wróciło niewielu...

Ta część jest inna. Minęło trochę czasu od lektury poprzednich tomów, ale tym razem śmiałam się w głos. Zabawnych sytuacji było tutaj od groma. Spensa to bohaterka pełna sprzeczności, ale odważna, śmiała, walcząca o dobro tych, których kocha. Równocześnie nie jest nad wiek dojrzała, ma swoje momenty słabości, marzenia. 

Pojawia się tutaj też nowy bohater, Chet. Walczy on z M-botem o pierwsze miejsce w moim sercu. Pojawiło się tyle zwrotów akcji, że nie mogę wyjść z podziwu. Brandon Sanderson doskonale poprowadził całość i ma to sens w każdym calu. Nie spodziewałam się, że wizyta w Niebycie da nam tyle odpowiedzi. Dowiedziałam się nawet rzeczy, o które pytania nawet nie przyszłyby mi do głowy. Ten autor po raz kolejny dał mi potwierdzenie, że dobrze wybrałam go na swojego ulubionego autora. 

Jest to książka raczej przeznaczona dla trochę młodszego odbiorcy, niż typowy target Sandersona, ale bawiłam się przy niej tak samo dobrze, więc nie zrażajcie się przez to do tego cyklu. Szczególnie, że pojawia się tutaj sporo scen walki myśliwcami i pojedynków. Zwykle nie przepadam za science fiction, ale urzekł mnie tutejszy klimat i kosmiczny świat. Jestem zakochana. Chcę tam wrócić. 

Mam nadzieję, że szybko doczekamy się kolejnego tomu. Jestem pewna, że pobije nawet na głowę Cytoniczkę. Fabuła rozkręciła się tak mocno, że już jej na pewno nic nie zatrzyma. Przed Spensą sporo do zrobienia. 

★★★★★★★★★☆

Cytoniczka // Brandon Sanderson // Skyward // tom 3 // 02 listopada 2022 // 512 stron // wydawnictwo Zysk

Za książkę dziękuję wydawnictwu!

REREAD: DO GWIAZD // BRANDON SANDERSON

listopada 05, 2021

REREAD: DO GWIAZD // BRANDON SANDERSON

Jeśli ktoś mnie pyta o mojego ulubionego autora odpowiedź jest jedna: Brandon Sanderson. Niesamowicie rzadko czytam jakieś książki drugi raz, ale ten rok jest inny. Zrobiłam reread całego Archiwum Burzowego Światła i teraz przyszła pora na Do gwiazd. Zmotywowało mnie do tego nowe wydanie tej książki, bo jest po prostu obłędne. Ta twarda okładka idealnie pasuje do tego tytułu i cudownie prezentuje się na półce. Nie przeszkadza mi, że mam teraz oba wydania - Sandersona nigdy nie jest za dużo.


Świat Spensy jest atakowany od setek lat. Obcy zwani Krellami przypuszczają jeden powietrzny atak za drugim, prowadząc niekończącą się kampanię, której celem jest zagłada ludzkości. Jedyną obroną przed nimi są eskadry myśliwców walczące z wrogiem w przestworzach. Piloci są bohaterami niedobitków ludzkiej rasy.

Spensa zawsze marzyła, że zostanie jedną z nich, że będzie latać i dowiedzie swojej odwagi. Jednak ciąży na niej niesława jej ojca - zestrzelonego przed wieloma laty pilota, który nieoczekiwanie zdezerterował, praktycznie przekreślając szanse Spensy na przyjęcie do szkoły pilotów.

Ludzie nigdy nie pozwolą Spensie zapomnieć o tym, co zrobił jej ojciec, lecz ona mimo to postanowiła latać. A Krelle właśnie to umożliwili. Podwoili liczebność swojej powietrznej armady, jeszcze bardziej zagrażając światu Spensy. Rozpaczliwa walka ludzkości o przetrwanie pozwoli spełnić jej marzenie życia...

Jeśli chcecie przeczytać moją opinię o Do gwiazd po pierwszym przeczytaniu zajrzyjcie tutaj. Początek lektury bardzo we mnie uderzył. Nie sądziłam, że taka będę szczęśliwa wracając do tego świata. Koniec końców większość wydarzeń doskonale pamiętam, więc do czytania tym razem nie napędzała mnie ciekawość. Spotykając ponownie Spensę wiedziałam, jak potoczą się jej losy, więc mogłam bardziej skupić się na innych szczegółach. Zaczęłam dostrzegać więcej szczegółów świata; wskazówki zostawione przez Sandersona, które wcześniej mi umknęły; lepiej zrozumiałam relację bohaterów. 

Fabuła Do gwiazd jest czymś genialnym. Dużo osób nie docenia geniuszu Sandersona w tej powieści i z jednej strony wiem, że nie ma co się temu dziwić. Ten autor zwykle skupia się w swoich powieściach na całkiem innych kwestiach, ale i ten cykl wyszedł mu doskonale. Osobiście nie mogę doczekać się trzeciego tomu i wznowienia drugiego, bo chętnie jeszcze raz poznam ciąg dalszy. Czytając o Spensie od nowa czułam te same emocje co za pierwszym razem. Jeśli macie przed sobą jeszcze Do gwiazd to bardzo Wam zazdroszczę. Nie spodziewałam się, że dalej będę taka podekscytowana i przerażona równocześnie, a okazało się, że Sanderson zawsze potrafi wywołać we mnie te emocje.

Jest to jedna z najlepszych książek o przyjaźni, jaką w życiu czytałam. Jestem raczej fanką romansów, ale tutaj nie przeszkadzał mi fakt, że nie wysuwa się on na pierwszy plan. Podobnie nie przepadam za pozycjami, które rozgrywają się w kosmosie, ale Sanderson mógłby napisać instrukcję montażu szafy, a i tak czytałabym ją z wypiekami na twarzy. Niektóre wątki zatarły mi się w pamięci, więc miło było je sobie odświeżyć. Nie wiedziałam, że ludzki umysł działa aż tak wybiórczo - myślałam, że pamiętam wszystko, co się tam wydarzyło. 

Nie jest to kolejna młodzieżówka, o której niedługo zapomnicie. Spensa, M-bot czy Cobb to tacy bohaterowie, których ze świecą szukać. Są realni, popełniają błędy, mają swoją historię i osobowość. Nie jestem tym faktem zaskoczona, ale po latach dalej uwielbiam ich tak samo. Dobre postaci to połowa sukcesu i Sanderson zdaje się o tym wiedzieć, bo w każdej jego książce jest ktoś, kto podbija moje serce i nie daje o sobie zapomnieć. Cieszę się, że zdecydowałam się przeczytać tę książkę jeszcze raz. 

★★★★★★★★★★

Do gwiazd // Brandon Sanderson // Skyward // tom 1 // 07 września 2021 // 606 stron // wydawnictwo Zysk i S-ka

Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk!

WŚRÓD GWIAZD // BRANDON SANDERSON

kwietnia 20, 2020

WŚRÓD GWIAZD // BRANDON SANDERSON

Nowy Sanderson to zawsze dla mnie największa radość. Może się palić, walić - mnie nie ma. Bardzo mocno czekałam na kontynuację Do gwiazd. Pierwszy tom był przegenialny i chociaż akcja działa się w kosmosie (za czym nie przepadam) dałam się porwać i zaskoczyć. Trochę się obawiałam Wśród gwiazd, bo jednak syndrom drugiego, słabszego tomu mnie przeraża. Ale zapomniałam o jednym. Przecież do Brandon Sanderson. On jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, tym razem również.

Przez całe życie Spensa marzyła o lataniu. Chciała dowieść, że jest równie dzielna jak jej ojciec. Została pilotem, ale wtedy odkryła druzgocącą prawdę o swoim ojcu. Plotki o jego tchórzostwie okazały się prawdziwe ‒ zdezerterował w trakcie bitwy z Krellami. A w zasadzie jeszcze gorzej, bo zwrócił się przeciwko swoim i zaatakował ich.

Dziewczyna jest pewna, że kryje się za tym coś więcej. Jest przekonana, że cokolwiek przydarzyło się ojcu w jego myśliwcu, może także zdarzyć się jej. Kiedy przedostała się za pierścień fortów broniących jej planetę, usłyszała gwiazdy ‒ i było to przerażające przeżycie. Spensa odkryła, że wszystko, czego uczono ją o jej świecie, jest kłamstwem. A do tego odkrywa również kilka faktów o sobie ‒ i jeśli będzie musiała, poleci na koniec galaktyki, żeby ocalić ludzkość…
ŹRÓDŁO OPISU

Spensa jest jedną z moich ulubionych bohaterek z całego mojego życia. Kiedy ją poznawałam w Do gwiazd już wiedziałam, że nią zostanie. Jej charakter to naprawdę coś niesamowitego. Sanderson wziął odwagę, marzenia, hart ducha, trochę gwiezdnego pyłu, niecierpliwość i zapał i stworzył Spensę. Nie dziwi mnie fakt, że ma wady, bo ten autor pisze bardzo realistycznie i mogłabym przysiąc, że gdzieś tam istnieje taka osoba i lata w kosmosie swoim statkiem walcząc z obcymi. Nie spodziewałam się, że w tym tomie będzie tak mało znanych nam już postaci, a dużo nowych, które pokocham jeszcze bardziej.

Nie będę Wam psuć całej przyjemności z poznawania ich, ale Hesho i Morriumur to moi ulubieńcy i już za nimi tęsknię. Nienawidzę w czytaniu Sandersona tego, że idzie to tak szybko, a tak długo muszę czekać na kolejną historię, kolejne złamane serce. Bardzo dużo pojawiło się osób, ras, uczuć. Niesamowite, jak można umieć tworzyć wszechświaty.

Byłam bardzo ciekawa fabuły tego tomu. Jakoś nie mogłam wyobrazić sobie, co można opowiedzieć tutaj poza kolejnymi walkami ze statkami Krelli. Po raz kolejny dałam się zaskoczyć, a opowieść z Wśród gwiazd jest JESZCZE bardziej niezwykła niż z Do gwiazd. Cały czas podziwiam złożoność i logikę tego wszystkiego. Nie wszystko zrozumiałam, acz wydaje mi się, że Spensa też i to musi takie pozostać do kontynuacji, o której teraz marzę tak bardzo. Wciągnęłam się niesamowicie i ponownie dałam się zrobić w jajo. Sanderson przecież doskonale wiedział, co chce stworzyć i nie przewidziałam nic. A jestem pewna, że on już doskonale wie, jak skończą się losy Spensy.

Jeśli nie znacie Sandersona to żałujcie przez chwilkę, a później nie marnujcie czasu i biegnijcie przeczytać wszystko, co napisał. Ten cykl jest jednym z moich ulubionych w dobytku tego autora i nie przeszkadza mi nawet fakt, że ja naprawdę nie lubię wojen w kosmosie. Ale tutaj... Majstersztyk. 

★★★★★★★★★☆
(ostatnią gwiazdkę zostawiam na tom trzeci, który na pewno zmiecie mnie z nóg)

Wśród gwiazd // Brandon Sanderson // Starsight // Zbigniew A. Królicki // Skyward // tom 2 // 14 kwietnia 2020 // 550 stron // Wydawnictwo Zysk // 45,00

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Pogadajmy dzisiaj o usypianiu. Leon odkąd pamiętam nie lubił spać. Jak słuchałam, że te niemowlaki to one tylko jedzą i śpią to mi się nóż w kieszeni otwierał. Leon ma prawie 16 miesięcy i dopiero od niedawna w ogóle zaczął przesypiać noce. Usypianie to okropnie długi proces, chociaż odkąd ściągnęliśmy boczne szczebelki jest ciut łatwiej, bo świadomie się kładzie do łóżeczka i niby próbuje zasnąć, ale nie do końca... dramat. Szumiś musi być włączony, ulubiona kołysanka z króliczka @moonie_friend musi być włączona, smoczek, pieluszka, a i czytanie kilku książeczek i szukanie wszystkich traktorów w zbiorze map Więźniowie Geografii... A jak u Was wygląda zasypianie? Też walczycie? ————————————————— Dostałam też pytania o nasz nowy śpiworek @slumbersac_pl, który udało nam się wygrać. To już Leona drugie spanie w nim. Podoba mi się, że ma opcje spania z gołymi stópkami, ale również można je zakryć. Leon zasnął z gołymi, a później mu je zakryłam, więc pierwszy raz nie obudził się lodowaty jak kostka lodu 🙌🏻 Bardzo podoba mu się wzór i chętnie w niego wskakuje, więc nie musimy się naciągać z ubieraniem przed spaniem. Wybraliśmy trochę większy rozmiar (18-24 miesiące) i widzę po nim, że posłuży nam dobre kilka lat, co bardzo mnie cieszy. Równocześnie Leonowi nie przeszkadza, że jest za duży i wyglada w nim jak dynia 😂 Spokojnie daje radę w nim chodzić. Nasz model to safari, całoroczny (2,5 tog). ————————————————— #mamaisyn #synekmamusi #mamaisyn #kochamtoczytam #czytambokocham #czytambolubię #mojewszystko #ksiazkoholizm #książkoholik #malyczytelnik #biblioteczkamalucha #biblioteczka #pokojchlopca #instamama #instamatki #jestemmama #czytamyrazem #poczytajmimamo #slumbersac
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱💔 (@_kyou_)
DO GWIAZD // BRANDON SANDERSON 🌟

czerwca 24, 2019

DO GWIAZD // BRANDON SANDERSON 🌟

Nowy Sanderson nie musiał długo czekać na swoją kolej. Tym razem nie byłam pewna tego, że w tej historii zakocham się bez pamięci. W głowie mam jeszcze Mścicieli, którzy są czymś całkiem innym od tego, co znajduje się w dobytku Brandona Sandersona.  Ogólna otoczka tamtej serii nie przypadła mi zbyt mocno do gustu. Bałam się, że tutaj będzie podobnie. Ciężko jest mi wczuć się w powieści sf. Z drugiej strony... Jeśli ktoś miałby napisać książkę z tego gatunku w której bym się zakochała byłby to Sanderson. I tak też się stało.

Spensa od zawsze marzy o zostaniu pilotem. Nie jest to jednak łatwe, gdy jest się córką zdrajcy. Jej ojciec - jeden z najlepszych pilotów swoich czasów - zawsze ją inspirował i nie potrafi uwierzyć, że naprawdę porzucił swoich towarzyszy i z tego powodu został zestrzelony. Od tamtej pory uczy się pilnie do egzaminu na pilota, a informacja, że choćby napisała egzamin najlepiej ze wszystkich i tak nie zostanie przyjęta, ją dobija. Otwierają się jednak przed nią pewne drzwi i ma szansę oczyścić chociaż swoje imię i walczyć z Krellami, którzy od dziesiątek lat najeżdżają ich planetę. Żelazna Dama jednak nie ma zamiaru jej niczego ułatwiać.

Okazało się, że z dziwnych małych dziewczynek wyrastają dziwne młode kobiety.

Na początku zaskoczył mnie fakt, że gdyby nie nazwisko na okładce nie zgadłabym, że autorem tej książki jest Sanderson. Do gwiazd różni się bardzo od innych jego opowieści, jednak zakochałam się w niej od pierwszych stron. Słyszałam opinie, że to po prostu dobra młodzieżówka, coś na rozluźnienie, dobre, ale niczego nie urywa. Po przeczytaniu zakończenia dwa dni chodziłam jak w transie i nie mogłam dojść do siebie, tak głęboko to wszystko się we mnie wdarło. Nie myślałam o niczym innym, zastanawiałam się, co będzie dalej i w którym kierunku pójdzie Sanderson. Nie jestem w stanie pojąć, jak ktoś może określić Do gwiazd mianem tylko dobrej książki

Spensa jest cudowną główną bohaterką. Waleczną, często nawiązującą do ziemskich bohaterów, o których opowiadała jej babcia i pełną wiary w swoje możliwości. Ona z całą pewnością nie jest schematyczną postacią, która boi się wszystkiego, a ostatecznie odkrywa się w niej supertalent, którego nie miał przed nią nikt inny. Podoba mi się złożony charakter Spensy, jej wewnętrzny lęk przed strachem i okazaniem tchórzostwa. Sanderson jest mistrzem w kreacji postaci, a mimo to nie spodziewałam się, że tak ją polubię. Ona jest tu główną bohaterką, więc pozostali nie są wykreowani aż tak dokładnie, jednak nie odnosi się wrażenia, że są płascy i papierowi, więc nie można na to narzekać. Oprócz niej niesamowicie polubiłam Cobba, który pod koniec książki zrobił coś, przez co miałam w oczach łzy i pokochałam M-bota, który swoim podejściem do życia - i grzybów - nie daje się nie lubić.

Śmierć jest sprawiedliwa. Wszystkich nas traktuje tak samo.

W Do gwiazd główny wątek dotyczy przyjaźni. Początkowo spodziewałam się romansu - i to takiego najbardziej przewidywalnego trójkąta miłosnego - ale nie doczekałam się żadnego. Trochę podejrzewam, że w kolejnym tomie coś się pojawi, ale teraz już nie dam sobie ręki uciąć. Nie jest to historia, w której łatwo przewidzieć cokolwiek. Sanderson tutaj odbił od typowych młodzieżowych sf, a równocześnie dalej trzyma się mocno w tym gatunku. Być może osoby, które ciągle czytają powieści z typu young adult i new adult nie tego oczekiwali po Do gwiazd i stąd takie opinie, jednak ja jestem zakochana. Wciągnęłam się tak mocno, że w dwa dni przeczytałam całość, a z półrocznym dzieckiem to niemały wyczyn. 

źródło
Jak na Sandersona przystało mamy tutaj rozrysowane maszyny Krelli i samoloty, jakimi latają Spensa i inne eskadry. Bardzo to lubię w jego książkach. On zawsze ma wszystko doskonale przemyślane. Cały czas zastanawiałam się kim są obcy atakujący ludzkość i jaki mają w tym cel. Poprawne rozwiązanie ani razu nie przyszło mi do głowy. Ta oryginalność mnie nie zaskoczyła, ale bardzo przypadła mi do gustu. Naprawdę nie mogę doczekać się kontynuacji. Obym nie musiała na nią długo czekać.

Jeśli wrzuci się dziecko do jaskini lwa, to czy naprawdę można winić lewa o jego śmierć?

Sporo jest tutaj kwestii, które pokazują, że zawsze powinno się walczyć o swoje marzenia i nie poddawać się nigdy, bo nawet odmienność może popłacać. Dla kogoś, kto pogubił się w życiu, może to być światełko w tunelu. Nie zawsze strach jest czymś złym, a ratowanie własnego życia nie jest tchórzostwem. Sanderson nie boi się tu zabijać swoich bohaterów. Koniec końców mamy tutaj kosmiczną wojnę. Nie może obejść się bez ofiar, jak to często dzieje się w innych książkach tego typu. Nie jestem jakąś specjalną fanką kosmicznych opowieści, ale ta podbiła moje serce tak mocno, że wylądowała na liście najlepszych książek przeczytanych w tym roku.

★★★★★★★★★★

815 // Do gwiazd // Brandon Sanderson // Skyward // Zbigniew A. Królicki // Skyward // tom 1 // 8 kwietnia 2019 // 606 stron // Wydawnictwo Zysk // 39,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Zysk!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Doskonale pamiętam chwilę, gdy wzięłam do ręki Z mgły zrodzonego. Od tamtej pory - kilka lat temu - byłam pewna, że ZAWSZE poznam styl tego autora. Przeczytałam już wszystko, co pojawiło się w Polsce i jeszcze nigdy nie byłam specjalnie zaskoczona tym, że zakochałam się w każdej z nich. Do momentu, gdy wzięłam do ręki #DoGwiazd ✨ Spotkałam się z opiniami, że to „bardzo dobra młodzieżówka”, „coś lekkiego, ale nic nadzwyczajnego”. Pierwsze, co mnie uderzyło, to fakt, że gdyby nie nazwisko Sandersona na okładce nie poznałabym, że to on. A mimo to niesamowicie wciągnęłam się w świat Spensy. Pokochałam tę historię tak mocno, że sama byłam tym zszokowana. Wystarczyło mi półtora dnia na pochłonięcie jej, co z półrocznym dzieckiem uważam za niezły wyczyn. 🤭 Nie potrafię stwierdzić, dlaczego ludzie nie są aż tak zakochani w tej książce jak ja. Może brakuje im jednak tego wątku romantycznego, którego tu nie ma. A być może przeszkadza im coś innego. Nie wiem. Wiem tylko, że Sanderson jeszcze nigdy mnie nie zawiódł i nawet jego debiut zwalił mnie z nóg. 🤭 Jeśli nie czytaliście tej książki to dajcie jej szansę i pokochajcie zwariowaną Spensę tak samo jak ja. Jej charakter, odzywki, wiara w siebie... A do tego to zakończenie! 🤩 ——————————————————— „Smierć jest sprawiedliwa. Wszystkich nas traktuje tak samo.” ———————————————————- Co uważacie o tej historii? 😍 ——————————————————— #bookstagram #book #książka #booklover #czytambolubie #czytam #bookstagrampl #books #bookworm #reading #książki #instabook #bookish #czytaniejestsexy #bookstagramtopasja #bookaddict #czytambolubię #bookstagrammer #takczytam #igreads #bookaholic #kochamczytać #bookphotography #booknerd #polishbookstagram #ksiazki #brandonsanderson #brandonsandersonbooks #skyward
Post udostępniony przez Karolina 🌿 (@papierowemiasta)
RYTMATYSTA // BRANDON SANDERSON

kwietnia 06, 2019

RYTMATYSTA // BRANDON SANDERSON

Tyle czasu minęło od chwili, gdy miałam coś nowego od Brandona Sandersona w ręce, że na samą myśl aż mi słabo. Wiem, że pisanie zajmuje mu dużo czasu i dzięki temu jego historie są tak doskonałe, ale czasami żałuję, że nie ma tempa jak Remigiusz Mróz. Biorąc do ręki Rytmatystę wiedziałam, że się nie zawiodę. Jedyne pytanie, które mnie nurtowało, to takie, czy będzie to coś genialnego na miarę Drogi królów czy raczej Z mgły zrodzonego. Trochę domyślałam się, że bardziej to drugie i tym razem miałam rację.

Joel ma tylko jedno marzenie. Ponad wszystko pragnie zostać Rytmatystą, co jednak jest niemożliwe. Dawno już przekroczył wiek, który pozwala przejść próbę i Mistrz nie powołał go do służby. Ich misją jest obrona Amerykańskich Wysp przed dzikimi kredowcami, które zagrażają życiu wielu ludzi. Po ukończeniu szkoły Rytmatyści zostają wysyłani na terytorium Nebrasku, które już prawie w całości zostało opanowane. Joel chodzi do szkoły dla naprawdę zamożnych, jednak nie należy do ich grona. Tutaj bogate dzieciaki uczą się obok Rytmatystów, ale nie integrują się między sobą i nie są dopuszczani do rytmatynych tajemnic. 

Joel poszukuje sposobów, by wemknąć się na wykłady dla Rytmatystów i przez przypadek zostaje świadkiem pojedynku, przez który profesor Fitch traci swoje miejsce w szkole. Od tamtej chwili wszystko się zmienia. Uczniowie zaczynają znikać - pozostaje po nich jedynie trochę krwi i rytmatyczne rysunki. Chłopiec postanawia pomóc rozwiązać tę zagadkę.

Najbardziej niebezpiecznym typem człowieka nie jest ten, który spędził młodość, pomiatając innymi. Taki człowiek robi się leniwy i często jest zbyt zadowolony ze swojego życia, by stanowić prawdziwe zagrożenie. Jednak człowiek, który spędził młodość pomiatany... Kiedy ktoś taki zyska odrobinę siły i władzy, często wykorzystuje je, by stać się tyranem dorównującym najgorszym wodzom znanym z historii.

Zacznijmy - jak zawsze - od głównego bohatera. Joel jest przeciętnym chłopcem, którego interesują nieprzeciętne rzeczy. Bycie Rytmatystą zaprząta jego myśli od dawna, a świadomość, że jest naprawdę dobry w naukach ścisłych i w rysunkach, które jednak nie ożywają pod jego dotykiem, sprawia mu ból. Wie, że nadaje się do tej roli, ale nic nie zmieni jego położenia. Taki potencjał niemożliwy do wykorzystania. Muszę przyznać, że nie pokochałam Joela, ale naprawdę polubiłam. Brakuje mu tego czegoś, co ma Kaladin czy miał Kelsier. Mimo to naprawdę miło było przeżywać z nim te wszystkie przygody i cieszę się, że ciąg dalszy nastąpi.

Moją sympatię zdobył profesor Fitch swoją nieporadnością i tym, co zrobił podczas zakończenia. Jego otwartość na Joela przypomniała mi profesora Dumbledore'a, z Harry'ego Pottera. Mam tylko nadzieję, że ostatecznie Fitch nie wystawi Joela na śmierć. Podobnie postać Melody i jej pokręcony charakter (na pewno jest wzorowana na kimś z Krainy Czarów!) bardzo przypadła mi do gustu i widzę w niej spory potencjał.

W Rytmatyce słowa nie są ważne. Jedynie liczby mają znaczenie, a okrąg dominuje ponad wszystkim.

Jeśli chodzi o Rytmatykę to jest dopracowana w najmniejszych szczegółach. Sanderson jest już z tego znany, ale tym razem mamy tutaj coś bardzo skomplikowanego. Nie pod względem ogólnego pojmowania, z czym to się je, ale te wszystkie schematy obrony, wiązania... Czułam się jak na lekcjach rozszerzonej fizyki, gdy nie było mnie dwa tygodnie w szkole. Dzięki rysunkom, których tu mnóstwo, naprawdę można doskonale pojąć teorię. Uparcie próbowałam nauczyć się poszczególnych technik, ale w pewnym momencie sobie darowałam. Zostawiłam to Joelowi, dla którego było to czymś bardzo naturalnym. Rytmatyka bardzo mi się spodobała, czego się spodziewałam, bo jeszcze nigdy mnie ten autor nie zawiódł.

Jak zawsze nie ma tutaj zbyt dużo wątków, które łatwo przewidzieć, co jest ogromnym plusem książek Sandersona. Powiedziałabym, że jest to historia dla młodzieży, podobnie jak Z mgły zrodzony. Mimo to naprawdę warto po Rytmatystę sięgnąć i dać się zaskoczyć. Nie mogę doczekać się chwili, gdy na rynku pojawi się kontynuacja. Sanderson mistrz. Zawsze, na zawsze.

★★★★★★★★★★

801 // Rytmatysta // Brandon Sanderson // Rithmatist // Anna Studniarek // Rytmatysta // tom 1 // 27 lutego 2019 // 310 stron // Wydawnictwo Mag // 29,00 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Podoba Ci się zdjęcie?


Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
MROCZNY TALENT // BRANDON SANDERSON

października 31, 2018

MROCZNY TALENT // BRANDON SANDERSON

Pamiętam ten czas półtora roku temu, gdy po raz pierwszy spotkałam się z Alcatrazem Smedrym. Początkowo pojąć nie mogłam zabiegów literackich, które zastosował tutaj autor, jednak w końcu zakochałam się. Piasek Raszida był niesamowitą przygodą i chociaż później bywało raz lepiej, raz gorzej - czasami miałam ochotę nawet porzucić ten cykl - to całość okazała się być czymś tak niesamowitym, że jeszcze bardziej pokochałam twórczość Brandona Sandersona i po prostu nie ma gatunku, w której nie czułby on się dobrze i pewnie. Widać, że stworzył Alcatraza i jego historię żeby popuścić wodzę fantazji, wyrwać się z ram, które sobie ustalił przy tworzeniu Cosmere i pozwolił sobie na trochę nielogiczności. 

Mokia została uratowana, a mroczni Bibliotekarze pokonani. To nie jest jednak koniec problemów. Alcatrazowi udało się w jakiś sposób popsuć talent swój i swojej rodziny, więc są praktycznie bezbronni w nowej misji, jaką jest powstrzymanie ojca Alcatraza przed wprowadzeniem w życie planu, który może doprowadzić do zagłady świata, a jego osobisty ochroniarz, Bastylia, wciąż leży w bibliotekarskiej śpiączce. Żeby ją uratować muszą dostać się do Wielkoteki, która jest samym centrum mocy Bibliotekarzy i prawdopodobnie najlepiej strzeżoną biblioteką na świecie. Od początku wiemy tylko jedno: to już zakończenie przygód Alcatraza i z całą pewnością nie będzie ono takie szczęśliwe, chociaż wszyscy mają taką nadzieję. 

Od samego początku Alcatraz powtarza nam, że ta historia nie ma szczęśliwego zakończenia, jednak jest to chłopak dosyć niesłowny, więc nie wierzyłam mu za bardzo w to, co mówi. Brandonowi Sandersonowi udało się stworzyć niesamowitą postać - oryginalną, zabawną, szczerą. Towarzyszenie temu chłopcu przez pięć tomów było czymś niesamowitym. Poznawanie go, rozumienie. Niektóre jego decyzje były zrozumiałe, inne nie, jednak równocześnie jego samobiczowanie do samego końca jest tajemnicze i dopiero po lekturze Mrocznego talentu wszystko zrozumiałam i praktycznie serce mi pękło. Ostatni rozdział czytałam zszokowana, a po zamknięciu książki powiedziałam tylko o kurdę

Tej historii nie napisał Ezop. Napisało ją życie, a życie nie zawsze ma sens. Czasami po prostu sobie jest. 

Poziom napięcia jest tutaj ogromny. Świadomość, że to ostatnia część cyklu Alcatraz kontra Bibliotekarze sprawia, że wszystko to jest nieodwołalne. Każde wydarzenie nie będzie już miało ciągu dalszego, więc całość dobija jeszcze mocniej. Brandon Sanderson potrafi kończyć swoje książki naprawdę brutalnie, chociaż w przypadku Mrocznego talentu zakpił sobie z czytelników okropnie. Nie wiem, czy ktoś z Was czyta podziękowania i książki do samego końca, jednak w tym przypadku polecam zajrzeć na ostatnią stronę. Oczywiście PO przeczytaniu Mrocznego talentu, a nie przed. 

Poczucie humoru sięgnęło zenitu. Chociaż byłam na spotkaniu z Brandonem Sandersonem i zauważyłam, że jest naprawdę zabawnym mężczyzną to przy Alcatrazie Smedrym dał sobie tak bardzo popłynąć, że łzy ciekną z oczu podczas lektury i to nie raz, nie dwa. Gdy skończą się momenty pełne zabawnych tekstów pojawia się taka ilość dramatyzmu, której się tutaj nie spodziewałam. Z tego powodu od Mrocznego talentu nie byłam w stanie się oderwać. Każda kolejna strona, która zbliżała mnie do zakończenia, okazała się być jeszcze lepsza od poprzedniej, przez co ten tom stał się jedną z najlepszych książek przeczytanych przeze mnie w tym roku.

Mimo faktu, że mamy tutaj - podobno - styczność z ostatnim tomem cyklu to i tak będę wypatrywać zapowiedzi kontynuacji. Minęło dwa lata od zagranicznej premiery Mrocznego talentu i nie zapowiada się, by Sanderson tworzył część szóstą, jednak mam w serduszku odrobinę nadziei, że za jakiś czas na półkach on się pojawi i nasz ulubiony autor będzie zacierał rączki, że udało mu się nas wszystkich nabrać. Z drugiej strony owe nadzieje też mogą być jednym wielkim żartem, także tylko Brandon wie, co wydarzy się w przyszłości. Nie ma jednak wątpliwości, że Alcatraz konta Bibliotekarze to jeden z lepszych cykli, jakie przyszło mi w życiu przeczytać.

Ogólna ocena: 10/10 (arcydzieło)

763 // Mroczny talent // Brandon Sanderson // The Dark Talent // Jacek Drewnowski // Alcatraz kontra Bibliotekarze // tom 5 // 3 października 2018 // 288 stron // Wydawnictwo IUVI // 29,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu IUVI!
Jeśli podoba Ci się zdjęcie polub je na moim książkowym Instagramie! 👇 W opisie znajdziesz moją reakcję bezpośrednio po skończeniu Mrocznego talentu.
Wczoraj skończyłam czytać piąty tom serii o Alcatrazie. Nawet nie wiem, co mam o tym powiedzieć. Chciałam podać Wam kilka powodów, dla których NAPRAWDĘ WARTO sięgnąć po ten cykl, chociaż w teorii jest pisany dla tych młodszych, ale nie potrafię. Serduszko mi płacze, moja dusza książkoholika została zdeptana. Nie spodziewałam się takiego końca - a powinnam! - i wczorajszą lekturę skończyłam słowami „o Kurdę” i morzem łez. 🤦🏼‍♀️ Na szczęście dzisiaj zerknęłam na to, co autor zamieścił po podziękowaniach i mam do powiedzenia tylko jedno: Sanderson, Ty draniu! —————————————— #book #bookreviews #books #książka #książki #currentlyreading #terazczytam #książkoholik #kochamczytac #lovereading #bookstagram #bookstagrampl #bookstagramtopasja #alcatrazsmedry #brandonsanderson #zdjeciedlaksiazki #bookblogger #blogger
Post udostępniony przez Karolina 🌿 (@papierowemiasta)
CZY DO URATOWANIA ŚWIATA WYSTARCZĄ WYBUCHOWE PLUSZOWE MISIE?

czerwca 22, 2018

CZY DO URATOWANIA ŚWIATA WYSTARCZĄ WYBUCHOWE PLUSZOWE MISIE?

Po słabym trzecim tomie cyklu o Alcatrazie Smedrym wiedziałam, że czwartą część przeczytam, jednak nie mogłam się do tego zabrać. Czułam, że nie przeżyje kolejnego rozczarowania Brandonem Sandersonem, więc Zakon Rozbitej Soczewki leżał u mnie na półce od czasu premiery, a ja z każdym kolejnym dniem miałam coraz mniejszą ochotę w ogóle po te książki sięgać. Mimo to postanowiłam, że najwyższa pora nadrobić zaległości i padło na kontynuację Rycerzy Krystalii. Początkowo odczucia miałam jak przy dwóch poprzednich częściach - daleko im było do Piasku Raszida - z czasem jednak zakochałam się i poczułam, że ten cykl wrócił na odpowiednie tory.

Mokia jest w niebezpieczeństwie. Oblężona przez Bibliotekarzy nie ma żadnych szans na przetrwanie. Wolne Królestwa postanawiają porzucić Mokię na pastwę losu. Alcatraz jednak nie chce na to pozwolić. Wpada na pomysł, który jest niebezpieczny nawet w skali Smedrych, ale nie ma zamiaru pozwolić Bibliotekarzom na kolejne działania. Wyrusza więc w sam środek wojny wiedząc, że rycerze wyruszą za nim i w ten sposób wspomogą słabe siły, które zostały mokiańczykom do obrony. 

W tym tomie zaczyna się wyjaśniać praktycznie wszystko. Większość zagadek z poprzednich części znajduje swoje rozwiązania, przez co cała intryga Sandersona okazuje się być naprawdę niesamowita. Widać, że planował to wszystko od pierwszego tomu i chociaż ta seria jest przeznaczona dla młodszych znalazło się w niej to, z czego Sanderson jest znany. Mamy tutaj nietuzinkową fabułę, oryginalnych bohaterów i tak duże poczucie humoru, że wybuchy śmiechu są gwarantowane.
Copyright © Życie z książką , Blogger