września 15, 2017
Córki Wawelu // Anna Brzezińska
Bo na dworze nic nie było proste, nawet miłosierdzie.
Jest coś, czego z całą pewnością
o mnie nie wiecie. Jestem ogromną fanką historii Polski, a szczególnie tych
lat, w których na tronie zasiadali Jagiellonowie. Upodobałam sobie tę dynastię
i uparcie podążam za ich losami. Nieważne, ile książek na ich temat poznałam,
nieważne, jak dobrze znam ich losy. Kiedy tylko w zapowiedziach zobaczyłam
Córki Wawelu przepadłam. Nie czytałam opisu, nie wgłębiałam się w treść – no bo
po co? Wystarczyła mi informacja, że jest to opowieść o jagiellońskich
królewnach i z radości kiedy otwierałam paczkę trzęsły mi się ręce. Mocno
musiałam się powstrzymywać, żeby trzymać się osobistej listy książek i nie
rzucić się od razu na tę. Nawet nie wiedziałam, że mam w sobie tak ogromną
ilość cierpliwości. Nie zaprzeczę jednak, że kusiło mocno. Kiedy nadszedł czas,
kiedy bez wyrzutów sumienia mogłam odwiedzić dawny Wawel byłam niesamowicie
szczęśliwa. Wsiąknęłam bez reszty.
Regina to prosta chłopka, która
przybywa do Krakowa z nadzieją, na dobry zarobek i lepsze życie. Zostaje
przyjęta na służbę do znanego słodownika, Bartłomieja. Dziewczyna szybko jednak
dowiaduje się, że mistrz wymaga posłuszeństwa nie tylko w kuchni i obejściu.
Kiedy na świat przychodzi jej córka, Regina jest przerażona. Dziecko nie
przypomina słodkiego, uroczego berbecia, którego kiedyś sobie chłopka
wymarzyła. Jej życie też daleko odbiega od tego wyśnionego. Kobieta nie może
patrzeć na karlicę i nie spodziewa się, że trafi kiedyś ona na dwór królewski
jako ulubienica królewny Katarzyny i na własne oczy będzie oglądać śluby,
uczty, będzie świadkiem niejednej tragedii i odchowa przyszłych władców Polski.