lutego 20, 2018
🌞 SŁOŃCE UMIERA I TAŃCZY + SZEPTY STEPOWE // EWA CIELESZ 🎨🖌
Luty nie jest dobrym miesiącem, więc postanowiłam, że będę czytać tylko to, co sprawia mi przyjemność i nie wymaga zbytniego zaangażowania, jeśli chodzi o złożoność fabuły. Postawiłam na lekkie fantasy i książki obyczajowe, co całkiem dobrze mi zrobiło. Oczywiście nie obyło się bez klasyki i też cięższych historii, gdyż nie byłabym sobą, gdybym tak całkiem poszła na łatwiznę. Za Słońce umiera i tańczy i kontynuację tego nie zabrałabym się, gdyby nie moja potrzeba odsapnięcia od świata. Z góry założyłam, że mamy tutaj do czynienia ze zwykłym, przeciętnym romansem i pomyślałam sobie, że to będzie dobry wybór. Klimat szybko mi uświadomił, że bardzo się mylę.
Jagoda jest młodą artystką mieszkającą w Krakowie. Jej rodzinie nie brakuje pieniędzy, jednak ona zarabia malując i niczym się nie martwiąc. Kiedy rodzice informują ją, że na dwa lata Ameryki Południowej nie martwi się o swój los. Dostaje wyremontowane mieszkanie po babci, pieniądze na czarną godzinę i szczęśliwa zaczyna nowe, dorosłe, życie. Kiedy na jej drodze staje uliczny muzyk, na własny użytek nazywa go Dymitrem i nie może przestać o nim myśleć. Szybko okazuje się, że mężczyzna nie ma nic przeciwko z bycia dla niej Dymitrem i dziewczyna zaprasza go do swojego serca, życia i mieszkania...
Choroby nie można oswoić, zwłaszcza takiej, która wprowadza cię do celi śmierci.*
Zacznijmy od tego, że Jagoda jest po prostu głupia. Nie potrafię inaczej nazwać tego, co myślę o niej. Widać, że chowana była pod kloszem i nie jest nauczona przez rodziców tego, co wie każe małe dziecko. Nie ufaj obcym, nie wpuszczaj ich do swojego domu i w ogóle nie bądź nieodpowiedzialna. Jagoda nie jest świadoma zagrożenia: Dymitr twierdzi, że kocha ją bez reszty to tak jest. Proste i nieskomplikowane. Nieważne, że - dosłownie - znalazła go na ulicy i wie o nim tylko tyle, że pochodzi z Mongolii i tak naprawdę nie ma na imię Dymitr. No i umie śpiewać. To wystarczający pakiet informacji, żeby zaciągnąć chłopa do domu, łóżka i jeszcze najlepiej przed ołtarz. Wszystkie te wydarzenia z obu części skłaniają do współczucia, jednak nie czułam tego. Dziewczyna sama sobie zgotowała ten los i dziwne, że nie skończyło się to gorzej.