maja 16, 2017
Ziemia niczyja + przedpremierowo: Dzieci martwej ziemi // Jan Waletow
Rzadko kiedy czytam książki post-apokaliptyczne, a nawet dystopie, chociaż kiedyś rzucałam się na te gatunki. Z czasem jednak ich rosnąca popularność mnie odrzuciła. Tak to już jest, że im bardziej się o czymś mówi, tym bardziej tego unikam. W ten sposób nasze drogi się rozeszły. Postanowiłam jednak rozszerzyć swoje horyzonty, gdy zorientowałam się, jak bardzo jestem uzależniona od fantasy. Powieści młodzieżowe z góry skreśliłam, gdyż nie mam ochoty na ogłupiacze, a poważniejsze pozycje nie pasują do mnie, w chwili obecnej. Właśnie te wszystkie czynniki sprawiły, że Ziemia niczyja oraz Dzieci martwej ziemi trafiły w moje ręce. Nie było to zbyt owocne spotkanie, a maj chyba będzie najgorszym - pod względem jakości lektur - miesiącem w tym roku.
Wszystkie zapory runęły, a Potop w kilka dni pozbawił życia miliony ludzi. Strefa klęski żywiołowej została skażona, a reszta świata stara się o niej zapomnieć, namiętnie podrzucając do niej wszelkich kryminalistów i tych, którzy są niewygodni dla państwa i świata. Chociaż wydaje się to być niemożliwym wciąż tam żyją ludzie - bez praw, bez zahamowań i bez sumienia. Michaił Siergiejew doskonale potrafi się odnaleźć w tej Ukrainie, którą pozostawił Potop. Mężczyzna radzi sobie na tym polu walki między Wchodem a Zachodem i ma tylko jeden cel: przeżyć.
- Żaden ptak, żadne drzewo - powiedział Wadim. - Wszystko zniszczymy. A czego nie zniszczymy, to zjemy. Kurwa, taką ziemię przepieprzyli! I teraz jest niczyja. Nikomu niepotrzebna. I my jej nie jesteśmy potrzebni. Amen!**
Zacząć należy od tego, że obie części tego cyklu nie są łatwą lekturą. Jeśli spodziewacie się, że otworzycie Ziemię niczyją i pochłoniecie ją ot tak, bez problemów, jesteście w błędzie. Jan Waletow skupił się tutaj głównie na polityce, więc jeśli oczekujecie mnóstwa akcji musicie schować te oczekiwania do kieszeni. Od powieści tego gatunku wręcz wymaga się, by mroziła krew w żyłach swoim realizmem i prawdopodobieństwem, a autor doskonale sobie z tym poradził. Czytając Ziemię niczyją oraz Dzieci martwej ziemi przez pryzmat tego, co dzieje się właśnie na Ukrainie i całym świecie można dostać niezłego zawału z przerażenia i resztę życia spędzić przy oknie wyglądając ogromnej fali, która przyniesie zniszczenie. Zanim jednak Waletowa ogłosimy nowym wieszczem narodowym zwróćmy uwagę na to, że dla osób, które unikają raczej tematów ściśle politycznych oba tomy tej serii mogą się wydawać niesamowicie... nudne. Podnoszę tutaj rękę do góry i kulę się ze wstydu.