lutego 08, 2016
[455] Czerwony rycerz - Miles Cameron
Sama nie wiem co sprawiło, że chwyciłam za Czerwonego rycerza. Nie znałam autora, nawet nie przeczytałam opisu fabuły. Uwielbiam łapać książki w ciemno. Nie spodziewałam się, że jest ona taką cegiełką, jednak kiedy wyciągnęłam ją z paczki oczy zaświeciły mi się jak pięciozłotówki. Naprawdę lubię takie grube pozycje. Jest to trochę ryzykowne, gdyż kiedy pozycja mi się nie spodoba męczę się i męczę. Tutaj nawet nie zauważyłam upływu czasu - pochłaniałam stronę za stroną.
Czerwony Rycerz jest młody, jednak doskonale potrafi walczyć i zna się na swoim fachu. W momencie, gdy razem ze swoim oddziałem podejmuje się ochrony żeńskiego klasztoru nie spodziewa się, że może to kosztować go życie wielu przyjaciół. Siostry dobrze płacą, niektóre są naprawdę ładne, a samo zlecenie nie może być przecież takie trudne. Okazuje się jednak, że Dzicz atakuje, a zwykłe zlecenie ochrony może przemienić się w prawdziwą wojnę.
Czerwony rycerz to powieść naprawdę wielowątkowa. Przeplatają się one w taki sposób, że oczy z uznania otwierają się same. Czytając naprawdę się wciągnęłam w historię Czerwonego rycerza i z ogromną ciekawością próbowałam dowiedzieć się, kim naprawdę jest ten młody mężczyzna. Miles Cameron doskonale sobie radzi z tworzeniem fabuły. Czasami dopatrywałam się motywów z innych książek fantastycznych, jednak nie przeszkadzało mi to w lekturze i muszę przyznać, że się tego nie spodziewałam. Często ryzykuje, jednak ostrożnie podchodzę do pozycji fantasy. Podobno autor bardzo docenia Tolkiena, jednak nie zauważyłam do niego żadnych nawiązań i odetchnęłam z ulgą.
Towarzyszymy tak dużej ilości bohaterów, że początkowo trudno się połapać w to, kto jest kim. Czerwony rycerz jest postacią najbardziej interesującą i to z nim najchętniej spędzałam czas. Mimo młodego wieku kryje w sobie tyle tajemnic, że to nic dziwnego.