listopada 02, 2015
[399] Światło, którego nie widać - Anthony Doerr
Uwielbiam historię, które toczą się podczas wojny. Klimat tamtych czasów, wszechogarniający strach i niepewność, bardzo mocno na mnie działa. Moją ulubioną książką tego typu jest Złodziejka książek, jednak uznałam, że Światło, którego nie widać może jej dorównać - koniec końców autor pisał ją przez dziesięć lat. Na pewno miał czas wszystko doskonale dopracować.
Marie-Laure straciła wzrok w wieku sześciu lat. Mieszka z ojcem w Paryżu. Każdy jej dzień wygląda podobnie. Spędza czas w muzeum, w którym pracuje tato. Uczy się topografii miasta przez model, który starannie zrobił dla niej z drewna rodzic. Uwielbia czytać książki - co roku na urodziny dostaje jedną. W muzeum słucha o muszlach, ślimakach. Ma nadzieję, że tak będzie już zawsze.
Jej sielankę przerywa wtargnięcie hitlerowców do Paryża. Ojciec, który od dyrektora muzeum dostał pewno zadanie, zabiera córkę i wyjeżdża. Los sprawia, że trafiają do Saint-Malo, do domu stryjecznego dziadka Marie-Laure, który podobno zwariował po pierwszej wojnie światowej. Dla dziewczynki już nic nie jest takie samo. Nie może wychodzić z domu, nie ma przy sobie ukochanych książek. Gdy ojciec wychodzi i nie wraca jest przerażona...
Werner Pfennig jest sierotą. Wraz z siostrą mieszka w domu dziecka i jest w miarę zadowolony ze swojego losu. Jest bardzo utalentowany, a jego wielkim marzeniem jest zostanie inżynierem. Potrafi naprawić każde radio, które zostanie mu podsunięte. Razem z Juttą słuchają różnych audycji, szczególnie jednego człowieka, który mówi o naukowych kwestiach. Wszystko jednak mija, gdy Werner próbuje dostać się do szkoły, która szkoli młodych chłopców na żołnierzy i porządnych obywateli Niemiec. Jego talent wykorzystywany jest do budowania maszyny, która namierza wrogie radiowe transmisje.