🌞 SŁOŃCE UMIERA I TAŃCZY + SZEPTY STEPOWE // EWA CIELESZ 🎨🖌

Luty nie jest dobrym miesiącem, więc postanowiłam, że będę czytać tylko to, co sprawia mi przyjemność i nie wymaga zbytniego zaangażowania, jeśli chodzi o złożoność fabuły. Postawiłam na lekkie fantasy i książki obyczajowe, co całkiem dobrze mi zrobiło. Oczywiście nie obyło się bez klasyki i też cięższych historii, gdyż nie byłabym sobą, gdybym tak całkiem poszła na łatwiznę. Za Słońce umiera i tańczy i kontynuację tego nie zabrałabym się, gdyby nie moja potrzeba odsapnięcia od świata. Z góry założyłam, że mamy tutaj do czynienia ze zwykłym, przeciętnym romansem i pomyślałam sobie, że to będzie dobry wybór. Klimat szybko mi uświadomił, że bardzo się mylę. 

Jagoda jest młodą artystką mieszkającą w Krakowie. Jej rodzinie nie brakuje pieniędzy, jednak ona zarabia malując i niczym się nie martwiąc. Kiedy rodzice informują ją, że na dwa lata Ameryki Południowej nie martwi się o swój los. Dostaje wyremontowane mieszkanie po babci, pieniądze na czarną godzinę i szczęśliwa zaczyna nowe, dorosłe, życie. Kiedy na jej drodze staje uliczny muzyk, na własny użytek nazywa go Dymitrem i nie może przestać o nim myśleć. Szybko okazuje się, że mężczyzna nie ma nic przeciwko z bycia dla niej Dymitrem i dziewczyna zaprasza go do swojego serca, życia i mieszkania...

Choroby nie można oswoić, zwłaszcza takiej, która wprowadza cię do celi śmierci.*

Zacznijmy od tego, że Jagoda jest po prostu głupia. Nie potrafię inaczej nazwać tego, co myślę o niej. Widać, że chowana była pod kloszem i nie jest nauczona przez rodziców tego, co wie każe małe dziecko. Nie ufaj obcym, nie wpuszczaj ich do swojego domu i w ogóle nie bądź nieodpowiedzialna. Jagoda nie jest świadoma zagrożenia: Dymitr twierdzi, że kocha ją bez reszty to tak jest. Proste i nieskomplikowane. Nieważne, że - dosłownie - znalazła go na ulicy i wie o nim tylko tyle, że pochodzi z Mongolii i tak naprawdę nie ma na imię Dymitr. No i umie śpiewać. To wystarczający pakiet informacji, żeby zaciągnąć chłopa do domu, łóżka i jeszcze najlepiej przed ołtarz. Wszystkie te wydarzenia z obu części skłaniają do współczucia, jednak nie czułam tego. Dziewczyna sama sobie zgotowała ten los i dziwne, że nie skończyło się to gorzej.

Autorka porusza tutaj zbyt wiele tematów na małej powierzchni. Robi się od nich aż ciasno. Bezdomny mongolski śpiewak; nieuleczalna choroba; porzucony staruszek, na którego spadek czyha rodzina i mężczyzna z małą dziewczynką, którą chce mu odebrać żona. Żona, z którą ma naprawdę duże problemy. I to wszystko pojawia się wyłącznie w Słońce umiera i tańczy na mniej więcej dwustu dwudziestu stronach. I chociaż uwielbiam i Dziadka i Amelkę, a obie części czyta się bardzo szybko i na każdą potrzebowałam mniej niż dwóch godzin to i tak jestem lekko zawiedziona tym, co tutaj otrzymałam.

Uważam, że nie ma dobrych albo złych ludzi. Dobre czy złe mogą być uczynki, a ludzie są jednakowi, tylko podejmują różne decyzje.**

Miałam nadzieję, że w Szeptach stepowych Jagoda trochę dojrzeje i po tym wszystkim, w co się wpakowała, stanie się mądrzejsza, jednak już sam fakt, jak rodzice zareagowali na jej podróż, nowego narzeczonego i obecny stan jej mieszkania sprawił, że zwątpiłam. Mając takie geny ona po prostu nie może grzeszyć rozumem. Kiedy blisko dwa-trzy lata nie mogli nawiązać kontaktu ze swoją jedyną córką a na jej widok wykrzykują coś w rodzaju O, Jagódka, nie widzieliśmy się trzy lata! Co u ciebie? miałam ochotę rzucić Szepty stepowe w kąt. Moja mama wpada w panikę jak nie zadzwonię do niej chociaż trzy razy dziennie, a mieszkam niecałe dziesięć kilometrów od rodziców, a rodzina Jagody opisywana była jako naprawdę kochająca, czuła i wiecznie zmartwiona losem dziewczyny. 

Ten cykl pełen jest niedorzeczności, niedomówień. Do losów Jagody podchodziłam bardzo obojętnie. Od razu wyczułam, że inteligencją nie grzeszy i w niejedne kłopoty wpadnie, więc nie byłam niczym zaskoczona. Mimo wszystko fakt, że spędziwszy w Mongolii wcale nie tak dużo czasu była w stanie przyswoić język na tyle, by zrozumieć większość wypowiedzi dymitrowej rodziny, którą poznajemy w Szeptach stepowych. Gdzie - jak pokazuje internet - żeby w miarę komunikatywnie posługiwać się językiem mongolskim musimy poświęcić mu od 1000 do 1100 godzin intensywnej nauki, gdyż jest językiem o wyższym poziomie trudności. Polacy uczą się go szybciej, gdyż klasyfikują go do grupy czwartej, a FSI do piątej, to mimo wszystko ciężko uwierzyć, że w tajemnicy ucząca się mongolskiego Jagoda była w stanie tak szybko rozumieć otoczenie.

Zadziwiające, że do pewnych rzeczy można się przyzwyczaić. I chociaż w pierwszej chwili wywołują szok, po jakimś czasie przestajemy je zauważać. Przy tym zarówno piękno, jak i brzydota przestają robić wrażenie.*

Obie książki czyta się niesamowicie szybko i w miarę przyjemnie - jak zignorujemy Jagodę  i jej życiowe problemy - ale fabuła jest mocno naciągana i niedopracowana. Już sam fakt, że mogłabym rękę dać sobie odciąć, że już coś takiego czytałam (tak irytujących postaci się nie zapomina) daje mi dużo do myślenia i przeciętności tej historii. Być może tajemniczy klimat Mongolii byłby w stanie uratować ten cykl, jednak nie czuć go wcale i odniosłam wrażenie, że tak samo czytałoby mi się opis naszych bieszczadzkich lasów. Przyznam szczerze, że wolałabym już dostać w ręce przewidywalny romans, który przynajmniej by mnie nie irytował i pozwolił odpocząć od nieprzyjemnych myśli. Słyszałam dużo pozytywów na temat Ewy Cielesz, jednak nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek sięgnę po coś jej autorstwa. A kontynuować przygody z Jagodą na pewno nie będę. Nigdy w życiu.

*Słońce umiera i tańczy
**Szepty stepowe

Ogólna ocena*: 05/10 (przeciętna)
Ogólna ocena**: 05/10 (przeciętna)

673 // Słońce umiera i tańczy // Ewa Cielesz // Słońce umiera i tańczy // tom 1 // 24 maja 2017 // 228 stron // Wydawnictwo Axis Mundi // 34,90 zł

673 // Szepty stepowe // Ewa Cielesz // Słońce umiera i tańczy // tom 2 // 30 stycznia 2018 // 262 strony // Wydawnictwo Axis Mundi // 34,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Komentarze