października 01, 2017
Dzień czwarty // Sarah Lotz
Dawno, dawno temu pewna
dziewczynka – stara baba, jak to mówi jej mama – przez przypadek natknęła się
na pewną książkę. Zainteresowała ją – trzeba to powiedzieć na głos – okładka i
sam sposób jej wydania. W Polsce rzadko trafiały się wtedy książki, w których
brzegi stron byłyby koloru innego niż biały, więc widząc tę czerń od razu
postanowiła przeczytać ową książkę. Troje
była powieścią tak dobrą, że od razu przypadła jej do gustu. Była
zachwycona, oceniła Troje najwyżej,
jak się dało. Zakończenie nie sugerowało kontynuacji, toteż wcale na nią nie
czekała. Minęły trzy lata, a ona z zaskoczeniem odkryła, że zbliża się premiera
Dnia czwartego, czyli drugiego tomu.
Świat nie szalał z radości, reklamy nie wyskakiwały nawet w lodówce, a
pojawienie się jej w księgarniach przeszło bez echa. Ona jednak nie mogła
przejść obok kolejnej książki Sarah Lotz obojętnie.
Luksusowy statek nagle traci
kontakt ze światem. Pasażerowie są zaniepokojeni, jednak nie zdziwieni. Firma,
którą wybrali się w rejs, znana jest z takich problemów. Raz już było głośno o
takim przypadku. Tylko, że czas mija, pomoc nie nadchodzi, a nastroje na wycieczkowcu
powoli się zmieniają. Obsługa znajduje martwą kobietę, jej morderca odchodzi od
zmysłów, dwie przyjaciółki chcą popełnić samobójstwo, sławne medium obejmuje
przywództwo. Nic nie jest takie, jakie powinno, a wydarzenia przestają dawać
się racjonalnie wytłumaczyć.