Moja przygoda z V.E. Schwab rozpoczęła się równe (!) dwa lata temu, w lipcu 2016 roku. Właśnie wtedy chwyciłam za
Mroczniejszy odcień magii, który pojawił się na polskim rynku i wzbudził ogromne zainteresowanie całej blogosfery. Nie udało mi się przejść obok tego obojętnie i naprawdę mocno spodobał mi się ten pierwszy tom. Na tyle, że gdy pojawiły się zapowiedzi
Zgromadzenia cieni nie mogłam przejść i obok niego obojętnie. Tym razem jednak zawiodłam się bardzo boleśnie, co widać, gdy porówna się moje opinie dotyczące każdej z tych części osobno. Teraz w ogóle nie pamiętam, co się działo w tomie drugim, jednak nie mam zamiaru poświęcać mu czasu, by go sobie odświeżyć i skaczę na główkę na głęboką wodę. Od razu zaczynam
Wyczarowanie światła.
14.07.2018 // 20.54
Przeczytałam kilkanaście stron, wykąpałam się i zjadłam kanapkę z twarożkiem, cebulą i ogórkiem kiszonym (#ciąża) i jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Już sam początek napisany jest w taki sposób, że z łatwością można przypomnieć sobie wydarzenia z poprzedniej części i nie czuć się nieswojo. Jeśli dalej będzie tak samo dobrze, to niepotrzebnie tak zwlekałam z czytaniem. Zaczyna się dość dramatycznie, jednak ten tom jest bardzo gruby i napisany małą czcionką, także na razie nie ma co się bać, że jakiś główny bohater zginie w męczarniach. Chociaż może Schwab tylko chce, żebym tak myślała?
15.07.2018 // 11.53
Od rana próbuję zebrać się do czytania, jednak to jeden z TYCH dni, kiedy na nim nie mam ochoty. Wszystko przez te problemy ze snem. Najpierw nie mogę zasnąć, a później budzę się koło trzeciej i przewracam z boku na bok do samego rana. I tak dzień w dzień. To pewnie jakiś nieprzyjemny objaw ciążowy. Czy ktoś wie, jak sobie z tym poradzić?
Nie miałam jednak zamiaru marudzić na ciążowe sprawy. Przeczytałam pierwsze sto stron
Wyczarowania światła i dalej jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, jak odbieram tę historię. Chociaż ciężko mi usiąść i czytać, to podoba mi się to, co tym razem zaprezentowała Schwab. Ponownie lubię Kella i Lili, co mocno mnie szokuje, bo po drugiej części miałam dosyć tej dwójki. Największym zdziwieniem dla mnie jest fakt, że pierwszym skojarzeniem, które nasunęło mi się na myśl, po przeczytaniu tych kilkudziesięciu stron to
Ostatnie Imperium, Brandona Sandersona. Czyli, jakby nie było, mojego najulubieńszego pisarza na świecie. Mam teraz ochotę powrócić do tamtego świata i do Kelsiera - zbieżność imion i nazwisk przypadkowa? - i wyłapać jeszcze więcej tych szczegółów, które na pewno mi umknęły. Na razie jednak czekając na obiad mam zamiar zabrać się za sierpniowe strony Bullet Journala, a później usiąść na tyłku i przeczytać chociaż do połowy
Wyczarowanie światła.
15.07.2018 // 17.47
Jak pisałam pod zdjęciem na Instagramie -
o tutaj - bardzo podoba mi się
Wyczarowanie światła. Korzystając z przerwy w finałowym meczu... Relacja Kella i Lili jest tak bardzo podoba do tej Vin i Elenda, że to aż boli. A przecież oni wcale nie są do siebie podobni. Gdzie Elendowi - delikatnemu, wymuskanemu - do Kella? A nie mogę przestać myśleć, w jak podobnej sytuacji Sanderson i Schwab postawili swoje postacie. Przeczytałam dokładnie
204 strony i myślę, że do połowy spokojnie doczytam dzisiaj. Problem może pojawić się jutro, bo dzisiaj z domu ruszyłam się tylko po ciastka do Żabki, a jutro pewnie nie spędzę dnia w domu. Myślę jednak, że do tego końca września to ja się z czytaniem na pewno wyrobię. A jak tak patrzę do kalendarza to mogłabym jeszcze i tydzień czytać
Wyczarowanie światła, bo dopiero w niedzielę za równe siedem dni pojawi się wpis o Wakacyjnym Czytaniu Odcieni Magii.
Zastanawiam się - tak w oczekiwaniu na pizzę - czy Chorwacja ma jeszcze szansę wygrać te mistrzostwa. Bo jak mogłabym siedzieć spokojnie i podczytywać
Wyczarowanie światła, skoro taki ważny mecz w telewizji? Trzeba mieć jakieś priorytety przecież!
15.07.2018 // 20.08
Sama nie wiem już, czy to podobieństwo do Sandersona, które ciągle dostrzegam, podoba mi się czy nie. Z jednej strony jest to dla mnie plus, bo uwielbiam ten klimat
Ostatniego Imperium, a z drugiej jednak oczekiwałam czegoś nowego i wciągającego, jak w przypadku
Mroczniejszego odcienia magii. Powoli zaczynam domyślać się, jak to się może skończyć. Zapewne bez trupów się nie obejdzie, będą łzy, rozpacz i zgrzytanie zębów jak to Schwab mogła. Ciekawa tylko jestem tego, czy ja to w ogóle w jakiś sposób przeżyję, czy przejdę obojętnie obok tych wydarzeń. Chciałabym jutro skończyć tę cegłę, jednak nie jestem pewna, czy mi się to uda. Problemem nie jest
Wyczarowanie światła, tylko fakt, że całkowicie nie mam ochoty na czytanie. Pewnie gdybym spędziła miesiąc z jakimiś prostymi romansami to od razu inaczej patrzyłabym na spędzanie czasu z fantastyką i klasyką. Mimo wszystko plan na jutro: skończyć
Wyczarowanie światła i zacząć
Bratobójcę. Gdyby tylko to dziecko mnie tak perfidnie nie katowało od środka...
16.07.2018 // 09.24
Nigdy bym się nie spodziewała, że będę chodzić jak zombie i nie będę mogła zasnąć, a jak już to się uda, to potrwa najwyżej trzy-cztery godziny i koniec. Nawet nie mogę zapalić światła i poczytać, bo Maciuś wstaje rano do pracy, to niech się wyśpi chłopak. W innym wypadku pewnie już
Wyczarowanie światła bym skończyła. Tak to jestem dopiero w połowie, ale przynajmniej jestem naprawdę z lektury zadowolona. Im dalej w las tym lepiej, naprawdę. Pogoda okropna, to pewnie spędzę dzień na czytaniu. Tylko pod wieczór trzeba zawieźć Alfę do elektromechanika, niech już ona zacznie jeździć, proszę.
Miałam iść na pocztę wysłać książkę, jednak ani aplikacja OLX ani strona nie działają, więc nie mam adresu tego Pana, więc jak mam mu
Anatomię uległości wysłać. Swoją drogą ciekawe, czy to prezent dla żony... Jak długo będzie jeszcze wyskakiwał ten
nieoczekiwany błąd? Mam nadzieję, że to nie jest zapowiedź tragicznego dnia. Bo Kell i reszta na pewno nie będzie miała łatwego i aż mi ich szkoda. Jeśli
Wyczarowanie światła skończy się dla niego tak jak pierwsza część dla Kelsiera to ja nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek coś od Schwab przeczytam. Powinna wiedzieć, że i kobiety w ciąży będą chwytać za te jej książki, także musi być delikatna i wyważona, a nie tak szastać emocjami na prawo i lewo!
16.07.2018 // 14.49
Jednak udało mi się skoczyć na pocztę. Dzięki Bogu, że szybko naprawili tę stronę OLX i mogłam spisać sobie adres do wysyłki. Swoją drogą muszę przejrzeć te wszystkie ogłoszenia, które dodałam i może poobniżać trochę ceny, bo zalegają mi te książki i blokują przejście. Jeśli jesteście zainteresowani, co tam się na mojej wyprzedaży pojawiło i pojawi zaglądnijcie
tutaj. Tak jak myślałam wyjście na miasto z moją mamą skończyło się zakupami. Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam w Biedronce rajstopki dla dzidziusia, bo z Kubusiem Puchatkiem, bo za dyszkę. Dalej nie jestem pewna, czy to chłopczyk - Pan Doktor tak na razie założył, ale kazał się nie sugerować - a mamy już tyle ubranek, że to aż przerażające.
Jeśli chodzi o
Wyczarowanie światła to zostało mi jakieś sto stron. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. Zauważyłam, że V.E. Schwab rozwinęła cały ten świat jeszcze mocniej i podobnie postąpiła z postaciami. Mamy więcej o przeszłości Hollanda, pojawił się nawet mały Kell. Jak dla mnie to jak na razie największe plusy tej części, bo spokojnie mogę już powiedzieć, że to najlepsza część tej trylogii. Cały czas coś się dzieje, każdy bohater coś robi, zmieniają się co chwile moje opinie. Obecnie moimi ulubieńcami jest Kell, Lili oraz Holland. Tak jak myślałam zakończenia raczej się domyśliłam, ale i tak siedzę i czytam, bo kto wie, może jednak Schwab czymś mnie zaskoczy... Za godzinkę z groszami Maciuś wróci z pracy, zjemy obiad i jedziemy do tego mechanika. Jak przestanie tak padać to wieczorem pewnie wyskoczę jeszcze na pizzę z przyjaciółką. Plan jednak jest taki, że do 16.30 mam zamiar
Wyczarowanie światła skończyć.
16.07.2018 // 15.56
Ten wpis skończy się szybciej, niż zakładałam. Skończyłam czytać
Wyczarowanie światła i jestem naprawdę - NAPRAWDĘ - zadowolona z lektury. Po skończeniu tomu drugiego z góry założyłam, że kontynuacja będzie równie słaba i wahałam się, czy w ogóle po nią sięgać. Cieszę się jednak, że pewien zbieg okoliczności sprawił, że egzemplarz tej powieści od wydawnictwa do mnie dotarł i zmotywowałam się w końcu do lektury. Początkowo nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak - jak wiecie - w sumie od początku mi się podobało. Nie mam pojęcia dlaczego
Zgromadzenie cieni było czymś tak słabym, bo wiem, że nie tylko ja mam takie odczucia co do niej. Pewnie są osoby, które przez to po zakończenie trylogii nie sięgną i stracą naprawdę sporo.
Wielkim plusem dla mnie jest rozwój postaci. Dzięki temu, że skupiamy się na ich przeżyciach i uczuciach, a nawet przeszłości, można się z nimi bardziej zaprzyjaźnić i stają się mniej obojętni. Kiedy polubiłam kilkoro z nich zaczęłam przejmować się ich losem i mniej więcej od połowy książki wciągnęłam się i szybciutko dotarłam do zakończenia. A zakończenie jest takie, jakiego się spodziewałam. Nie mogę wręcz pozbyć się wrażenia, że z praktycznie identycznym miałam już styczność, tym razem nie u Brandona Sandersona. Nie mogę sobie jednak przypomnieć gdzie. Nie przeszkadzało mi to jednak w niczym i nie obniżyło przyjemności z lektury. Odpowiada mi to, co się stało. Mam tylko nadzieję, że autorka nie planuje jakiś ciągów dalszych rodem z Mroza czy też nowelek grubości Pisma Świętego.
Realizm tych wydarzeń i brak cukrowych scen również mi przypadł do gustu. Cieszę się, że Schwab nie zrobiła z
Wyczarowania światła taniego erotyku i słodkiego romansu. Relacja Lili i Kella a także Rhya oraz Alucarda nie przeszkadza w niczym, nie wysuwa się na pierwszy plan i nie definiuje całej tej trylogii. Cieszę się, że udało mi się ten cykl skończyć i - nawet jeśli część druga Was rozczarowała - to ta jest zdecydowanie warta uwagi. Kusiło mnie ocenić ją na dziesięć gwiazdek, ale zatrzymałam się na dziewięciu. Czemu? Nie wiem, naprawdę.