Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V.E. Schwab. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą V.E. Schwab. Pokaż wszystkie posty
[74/2022] #BLOGUJEZTK: GALLANT // V. E. SCHWAB

października 24, 2022

[74/2022] #BLOGUJEZTK: GALLANT // V. E. SCHWAB


Jestem zdania, że idealnie dobieram sobie książki. Coraz więcej z moich wyborów trafia na moją listę najlepszych pozycji tego roku i nie inaczej było w tym przypadku. Schwab to mój pewnik. Z każdą kolejną jej historią uwielbiam ją coraz bardziej i zmienia to coś we mnie. Gallant to coś, pod czym z czystym sumieniem mógłby podpisać się Gaiman. 

Olivia Prior dorastała w szkole dla dziewcząt, nie wiedząc nic o swojej rodzinie i pochodzeniu. Posiada tylko jedną rzecz związaną z jej przeszłością: to dziennik z zapiskami swojej matki. 

Pewnego dnia Olivia otrzymuje list zapraszający ją do powrotu do domu - do Gallant. Informacja o tym, że nie jest na tym świecie sama i posiada rodzinę, wydaje się spełnieniem marzeń. Kiedy jednak przybywa na miejsce, okazuje się, że nikt tam na nią nie czeka. Jednak Olivia nie zamierza opuścić pierwszego miejsca, w którym zaczyna czuć się jak w domu. Nie ma znaczenia, że jej kuzyn Matthew jest do niej wrogo nastawiony, czy też to, że dziewczyna zaczyna widzieć Martwiaki nawiedzające korytarze posiadłości.

Olivia wie, że Gallant skrywa wiele tajemnic i jest zdeterminowana, by je odkryć. Gdy w murze ogradzającym posiadłość znajduje drzwi, trafia do miejsca, które wygląda zupełnie, jak Gallant. Ale to tylko pozory. Dom po drugiej stronie muru jest ruiną, Martwiaki są tam silniejsze, a wszystkim włada tajemniczy jegomość. Czy wśród cieni utkanych z przeszłości, dziewczyna odnajdzie prawdę i dowie się, kim był jej ojciec?

Marzeniem Olivii od zawsze było gdzieś przynależeć. Czy zatem opowie się po stronie swojej rodziny, chroniąc świat przed Panem Domu, czy też stanie u jego boku na wieczność?

Wielkim plusem Gallanta jest Olivia. Olivia nie jest bohaterką do lubienia. Jest tak rzeczywista, że ciężko wręcz uwierzyć, że nie istnieje. Bywa złośliwa, przestraszona, zagubiona. Jej milczenie jest dla niej czymś okropnym. Musi być strasznie nie móc wydać z siebie żadnego dźwięku, nie mieć jak zwrócić czyjejś uwagi czy zwyczajnie się wytłumaczyć. Schwab stworzyła tutaj postać idealną. Olivia całe życie miała pod górkę i los nie zamierza jej niczego ułatwiać. A jednak ona dalej próbuje. Wielokrotnie w jej sytuacji bym się poddała, a ona dąży do celu. 

Oprócz Olivii mamy kilka innych osób, które nie zasługują jednak na zbyt dużą uwagę. Pełnią role epizodyczne i wspierają akcję, ale to nie wokół nich dzieje się to wszystko. Matthew poznajemy gdy już prawie nic z niego nie zostaje, jest wykończony rodową historią Priorów. Podziwiam autorkę za stworzenie tego rodu i muru. Może nie jest to oryginalny pomysł, ale wykonanie... zasługuje na oklaski.

Wewnątrz znajdujemy pamiętnik mamy Olivii. Bardzo podobało mi się, że często do niego wracamy i ostatecznie dostajemy cały, wraz z tajemniczymi rysunkami. Dzięki temu miałam wrażenie, że naprawdę towarzyszę Olivii w jej przygodzie i odkrywam świat po drugiej stronie. Pan Domu jest przerażający. Myśl, że taka alternatywna rzeczywistość może istnieć wywołuje we mnie abstrakcyjny strach przez cieniami. 

Fabuła jest dosyć spokojna, chociaż akcji nie brakuje. Nie pędzi na łeb na szyję, ale gwarantuję, że nie nudzi. Gallant jest bardzo interesującym budynkiem i chętnie pomyszkowałabym po jego korytarzach. Uwielbiam takie rodowe posiadłości, które kryją swoje tajemnice i nie powierzą ich byle komu. Nie odstraszyłyby mnie nawet chodzące wszędzie Martwiaki. Schwab podbiła znowu moje serce. Gallant to nie byle jaka powieść. Za sam klimat autorka powinna dostać wszystkie możliwe nagrody literackie. Powiedzieć, że jestem zachwycona to mało.

★★★★★★★★★★

Gallant // V. E. Schwab // 28 września 2022 // 296 stron // wydawnictwo We need YA

Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka!


[40/2022] #BLOGUJEZTK: MROCZNA KRYPTA // V. E. SCHWAB

kwietnia 25, 2022

[40/2022] #BLOGUJEZTK: MROCZNA KRYPTA // V. E. SCHWAB

Trochę czasu minęło odkąd przeczytałam ostatni rozdział Mrocznej krypty. Jest to książka na tyle specyficzna, że musiałam o niej pomyśleć, zanim przyjdę do Was z moją opinią. Podchodziłam do niej bardzo ostrożnie, chociaż wszystkie książki Schwab są niesamowite i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że od pierwszej strony byłam zaintrygowana i nie mogłam się oderwać.

"Mroczna krypta" to niesamowita powieść fantasy Victorii Schwab, autorki bestsellerowego "Niewidzialnego życia Addie LaRue". Tym razem pisarka przenosi czytelnika do niezwykłego uniwersum. Dokładnie w tym sekretnym miejscu spoczywają dusze ludzkie — poukładane jak książki na półkach biblioteki. Całe to rozległe królestwo nosi miano Archiwum, w którym przebywają zmarli nazywani Historiami. Dlaczego właśnie takie określenie nadaje się duszom po śmierci? Ponieważ każda z nich ma do opowiedzenia swoją indywidualną historię. Nie każdy ma jednak do nich dostęp. Styczność mają z nimi jedynie Bibliotekarze, którzy mogą oglądać je na obrazach pamięci.

Główną bohaterką powieści dla młodzieży "Mroczna krypta" Victorii Schwab jest Mackenzie Bishop. Gdy dziewczynka miała dwanaście lat, dziadek po raz pierwszy zabrał ją do Archiwum i pokazał, na czym polega jego praca. Gdy mężczyzna zmarł, Mackenzie postanowiła pójść w jego ślady i podobnie jak on - strzec Historii. Stała się zatem bezwzględną Strażniczką, na której barkach spoczywa bardzo odpowiedzialne zadanie. Musi bowiem powstrzymywać bestialskie Historie przed przebudzeniem się i przedostaniem z Archiwum do świata zwykłych ludzi.

Biorąc pod uwagę, czym się zajmuje, dziewczyna jest zmuszona okłamywać ludzi, których kocha. Bycie Strażniczką jest bardzo niebezpieczne i wywołuje w niej ogromny strach przed tym, czym się staje: narzędziem, mającym zapewnić światu przetrwanie. Coraz częściej zaczyna też się zastanawiać nad granicą między życiem i śmiercią a snem.

Oprócz tego coś jeszcze zaczyna ją niepokoić. Okazuje się bowiem, że ktoś celowo zmienia Historie w Archiwum, wymazując ważne dla nich rozdziały. Mac ma teraz zatem bardzo trudne zadanie. Musi ocalić to, co zostało naruszone. Inaczej Archiwum popadnie w zapomnienie, a tym samym również zawali się jej własny świat. Znowu...

"Mroczna Krypta" Victorii Schwab to dwie powieści z serii fantasy „Archiwum” po raz pierwszy opublikowane w jednym tomie.

Lubię Mackenzie. Zaczynam od tego, bo jest ciężko w jakiejś książce znaleźć główną bohaterkę, która nie jest infantylna lub irytująca. Dzięki poznawaniu tej historii na kilku płaszczyznach czasowych znamy Mac z różnych stron - wiemy, jaka była jako dziecko; dlaczego nałogowo kłamie i jak bardzo kochała braciszka i jak mocno przeżywa jego śmierć. Jesteśmy z nią w przełomowych momentach życia i na bierząco śledzimy jej losy. Zwykle jestem fanką jednotorowego prowadzenia historii, nie przepadam za przeskokami w czasie, ale te retrospekcje są tak dobrze wplecione w fabułę, że nie mogłam się o nich przyczepić. Ba, wyczekiwałam ich.

Ale świat nie jest czarno-biały, prawda? Nie sprowadza się tylko do prostych za i przeciw. Niektórzy z nas chcą tylko pozostać przy życiu.

To Mackenzie gra tu pierwsze skrzypce. Innych bohaterów poznajemy bardzo pobieżnie. Można uznać, że wgłębiamy się ciut w rzeczywistość Wesa, ale nikt nie liczy się tutaj tak jak ona. Niestety, bo postać tego chłopaka to istne arcydzieło. Kocham jego podejście do życia, jego otwartość, żarty, lojalność. Relacja Wes-Mackenzie irytowała mnie jak nic na tym świecie. Pragnęłam związać ich razem gumką recepturką. Równocześnie chciałam spotkać kogoś takiego jak on na swojej drodze i mieć w nim zawsze oparcie. 

Stworzenie Archiwum przez Schwab to przejaw geniuszu. Dlaczego nikt wcześniej nie wpadł na coś takiego? Mamy w literaturze cmentarz zapomnianych książek i tym podobne tematy, ale przechowywanie martwych ludzi jako Historii... Przed rozpoczęciem lektury weźcie głęboki oddech, bo powietrze w płucach będzie Wam potrzebne. Nie można nie docenić złożoności tej instytucji i tajemnic, które przechowuje. Chciałam wiedzieć więcej i więcej i... mam nadzieję, że pogłoski o trzeciej części są prawdziwe. Muszę tam wrócić i odkryć prawdę.

A kiedy mówimy o uczuciach wobec ludzi, nigdy nie powinniśmy używać czasu przeszłego, Mackenzie. Przecież dalej to czujemy.

Pierwszy tom i drugi różnią się od siebie diametralnie. W pierwszym skupiamy się przede wszystkim na samym Archiwum, odkrywaniu tajemnic nowego domu, w którym przyszło Mackenzie zamieszkać. Wpleciony tutaj wątek kryminalny bardzo mi się podoba i byłam zaskoczona jego rozwiązaniem. Chyba marny ze mnie Sherlock Holmes. Część druga zaś ustrzegła się syndromu drugiego - słabego - tomu. Rozpoczyna się rok szkolny więc obserwujemy, jak Mac musi godzić ze sobą obowiązki Strażniczki oraz edukację. Dodatkowo w samym Archiwum źle się dzieje, więc nie da się tutaj nudzić. Tajemnica goni tajemnicę, spisek goni spisek, a w centrum tego wszystkiego jest Mackenzie, która chce tylko żyć jak dotąd. Coś niesamowitego.

Jedyne, co mnie rozczarowało, to tempo zakończenia. Miałam wrażenie, że wszystko rozegrało się zbyt szybko, zbyt chaotycznie. Gdy myślę o tych wydarzeniach mam w głowie jedną, wielką czarną dziurę, która nie pomaga mi zrozumieć co i dlaczego. Epilog trochę mi to wynagrodził, ale ciekawa jestem jak autorka poprowadzi dalej akcję z tymi drzwiami, które zostawiła sobie otwarte. Mam przed oczami pustą kartkę i... jestem bardzo ciekawa co się wydarzy. Zdecydowanie warto poznać Mroczną kryptę.

★★★★★★★★★☆

Mroczna krypta // V. E. Schwab // Archiwum // tom 1, tom 2 // 09 marca 2022 // 656 stron // wydawnictwo We need YA

Za książkę dziękuję księgarni Tania Książka!


WAKACYJNE CZYTANIE ODCIENI MAGII

lipca 22, 2018

WAKACYJNE CZYTANIE ODCIENI MAGII

14.07.2018 // 19.50
Dzisiaj jest ten dzień, kiedy zaczynam Wyczarowanie światła. Wszystko dzięki autorce bloga Ka razy dwa, która zorganizowała Wakacyjne czytanie Odcieni Magii, a ja - jako, że lubię brać udział w czym tylko się da - uznałam, że to jedyna szansa na to, żebym zmotywowała się do lektury trzeciego tomu tego cyklu, skoro nawet 7ReadUp nie pomógł. Kasia na swojej stronie doskonale wytłumaczyła, na czym polega to czytanie narodowe, więc nie będę wdawać się w szczegóły. Po prostu odsyłam Was do niej. Chociaż na przeczytanie chociaż jednej części mamy naprawdę dużo czasu - do 30.09 - ja postanowiłam nie zwlekać, tylko zabrać się za Wyczarowanie światła od razu.

Moja przygoda z V.E. Schwab rozpoczęła się równe (!) dwa lata temu, w lipcu 2016 roku. Właśnie wtedy chwyciłam za Mroczniejszy odcień magii, który pojawił się na polskim rynku i wzbudził ogromne zainteresowanie całej blogosfery. Nie udało mi się przejść obok tego obojętnie i naprawdę mocno spodobał mi się ten pierwszy tom. Na tyle, że gdy pojawiły się zapowiedzi Zgromadzenia cieni nie mogłam przejść i obok niego obojętnie. Tym razem jednak zawiodłam się bardzo boleśnie, co widać, gdy porówna się moje opinie dotyczące każdej z tych części osobno. Teraz w ogóle nie pamiętam, co się działo w tomie drugim, jednak nie mam zamiaru poświęcać mu czasu, by go sobie odświeżyć i skaczę na główkę na głęboką wodę. Od razu zaczynam Wyczarowanie światła.

14.07.2018 // 20.54
Przeczytałam kilkanaście stron, wykąpałam się i zjadłam kanapkę z twarożkiem, cebulą i ogórkiem kiszonym (#ciąża) i jestem naprawdę pozytywnie zaskoczona. Już sam początek napisany jest w taki sposób, że z łatwością można przypomnieć sobie wydarzenia z poprzedniej części i nie czuć się nieswojo. Jeśli dalej będzie tak samo dobrze, to niepotrzebnie tak zwlekałam z czytaniem. Zaczyna się dość dramatycznie, jednak ten tom jest bardzo gruby i napisany małą czcionką, także na razie nie ma co się bać, że jakiś główny bohater zginie w męczarniach. Chociaż może Schwab tylko chce, żebym tak myślała?

15.07.2018 // 11.53
Od rana próbuję zebrać się do czytania, jednak to jeden z TYCH dni, kiedy na nim nie mam ochoty. Wszystko przez te problemy ze snem. Najpierw nie mogę zasnąć, a później budzę się koło trzeciej i przewracam z boku na bok do samego rana. I tak dzień w dzień. To pewnie jakiś nieprzyjemny objaw ciążowy. Czy ktoś wie, jak sobie z tym poradzić?

Nie miałam jednak zamiaru marudzić na ciążowe sprawy. Przeczytałam pierwsze sto stron Wyczarowania światła i dalej jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tym, jak odbieram tę historię. Chociaż ciężko mi usiąść i czytać, to podoba mi się to, co tym razem zaprezentowała Schwab. Ponownie lubię Kella i Lili, co mocno mnie szokuje, bo po drugiej części miałam dosyć tej dwójki. Największym zdziwieniem dla mnie jest fakt, że pierwszym skojarzeniem, które nasunęło mi się na myśl, po przeczytaniu tych kilkudziesięciu stron to Ostatnie Imperium, Brandona Sandersona. Czyli, jakby nie było, mojego najulubieńszego pisarza na świecie. Mam teraz ochotę powrócić do tamtego świata i do Kelsiera - zbieżność imion i nazwisk przypadkowa? - i wyłapać jeszcze więcej tych szczegółów, które na pewno mi umknęły. Na razie jednak czekając na obiad mam zamiar zabrać się za sierpniowe strony Bullet Journala, a później usiąść na tyłku i przeczytać chociaż do połowy Wyczarowanie światła.

15.07.2018 // 17.47 
Jak pisałam pod zdjęciem na Instagramie - o tutaj - bardzo podoba mi się Wyczarowanie światła. Korzystając z przerwy w finałowym meczu... Relacja Kella i Lili jest tak bardzo podoba do tej Vin i Elenda, że to aż boli. A przecież oni wcale nie są do siebie podobni. Gdzie Elendowi - delikatnemu, wymuskanemu - do Kella? A nie mogę przestać myśleć, w jak podobnej sytuacji Sanderson i Schwab postawili swoje postacie. Przeczytałam dokładnie 204 strony i myślę, że do połowy spokojnie doczytam dzisiaj. Problem może pojawić się jutro, bo dzisiaj z domu ruszyłam się tylko po ciastka do Żabki, a jutro pewnie nie spędzę dnia w domu. Myślę jednak, że do tego końca września to ja się z czytaniem na pewno wyrobię. A jak tak patrzę do kalendarza to mogłabym jeszcze i tydzień czytać Wyczarowanie światła, bo dopiero w niedzielę za równe siedem dni pojawi się wpis o Wakacyjnym Czytaniu Odcieni Magii.

Zastanawiam się - tak w oczekiwaniu na pizzę - czy Chorwacja ma jeszcze szansę wygrać te mistrzostwa. Bo jak mogłabym siedzieć spokojnie i podczytywać Wyczarowanie światła, skoro taki ważny mecz w telewizji? Trzeba mieć jakieś priorytety przecież!

15.07.2018 // 20.08
Sama nie wiem już, czy to podobieństwo do Sandersona, które ciągle dostrzegam, podoba mi się czy nie. Z jednej strony jest to dla mnie plus, bo uwielbiam ten klimat Ostatniego Imperium, a z drugiej jednak oczekiwałam czegoś nowego i wciągającego, jak w przypadku Mroczniejszego odcienia magii. Powoli zaczynam domyślać się, jak to się może skończyć. Zapewne bez trupów się nie obejdzie, będą łzy, rozpacz i zgrzytanie zębów jak to Schwab mogła. Ciekawa tylko jestem tego, czy ja to w ogóle w jakiś sposób przeżyję, czy przejdę obojętnie obok tych wydarzeń. Chciałabym jutro skończyć tę cegłę, jednak nie jestem pewna, czy mi się to uda. Problemem nie jest Wyczarowanie światła, tylko fakt, że całkowicie nie mam ochoty na czytanie. Pewnie gdybym spędziła miesiąc z jakimiś prostymi romansami to od razu inaczej patrzyłabym na spędzanie czasu z fantastyką i klasyką. Mimo wszystko plan na jutro: skończyć Wyczarowanie światła i zacząć Bratobójcę. Gdyby tylko to dziecko mnie tak perfidnie nie katowało od środka...

16.07.2018 // 09.24
Nigdy bym się nie spodziewała, że będę chodzić jak zombie i nie będę mogła zasnąć, a jak już to się uda, to potrwa najwyżej trzy-cztery godziny i koniec. Nawet nie mogę zapalić światła i poczytać, bo Maciuś wstaje rano do pracy, to niech się wyśpi chłopak. W innym wypadku pewnie już Wyczarowanie światła bym skończyła. Tak to jestem dopiero w połowie, ale przynajmniej jestem naprawdę z lektury zadowolona. Im dalej w las tym lepiej, naprawdę. Pogoda okropna, to pewnie spędzę dzień na czytaniu. Tylko pod wieczór trzeba zawieźć Alfę do elektromechanika, niech już ona zacznie jeździć, proszę.

Miałam iść na pocztę wysłać książkę, jednak ani aplikacja OLX ani strona nie działają, więc nie mam adresu tego Pana, więc jak mam mu Anatomię uległości wysłać. Swoją drogą ciekawe, czy to prezent dla żony... Jak długo będzie jeszcze wyskakiwał ten nieoczekiwany błąd? Mam nadzieję, że to nie jest zapowiedź tragicznego dnia. Bo Kell i reszta na pewno nie będzie miała łatwego i aż mi ich szkoda. Jeśli Wyczarowanie światła skończy się dla niego tak jak pierwsza część dla Kelsiera to ja nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek coś od Schwab przeczytam. Powinna wiedzieć, że i kobiety w ciąży będą chwytać za te jej książki, także musi być delikatna i wyważona, a nie tak szastać emocjami na prawo i lewo!

16.07.2018 // 14.49
Jednak udało mi się skoczyć na pocztę. Dzięki Bogu, że szybko naprawili tę stronę OLX i mogłam spisać sobie adres do wysyłki. Swoją drogą muszę przejrzeć te wszystkie ogłoszenia, które dodałam i może poobniżać trochę ceny, bo zalegają mi te książki i blokują przejście. Jeśli jesteście zainteresowani, co tam się na mojej wyprzedaży pojawiło i pojawi zaglądnijcie tutaj. Tak jak myślałam wyjście na miasto z moją mamą skończyło się zakupami. Nie mogłam się powstrzymać i kupiłam w Biedronce rajstopki dla dzidziusia, bo z Kubusiem Puchatkiem, bo za dyszkę. Dalej nie jestem pewna, czy to chłopczyk - Pan Doktor tak na razie założył, ale kazał się nie sugerować - a mamy już tyle ubranek, że to aż przerażające.

Jeśli chodzi o Wyczarowanie światła to zostało mi jakieś sto stron. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. Zauważyłam, że V.E. Schwab rozwinęła cały ten świat jeszcze mocniej i podobnie postąpiła z postaciami. Mamy więcej o przeszłości Hollanda, pojawił się nawet mały Kell. Jak dla mnie to jak na razie największe plusy tej części, bo spokojnie mogę już powiedzieć, że to najlepsza część tej trylogii. Cały czas coś się dzieje, każdy bohater coś robi, zmieniają się co chwile moje opinie. Obecnie moimi ulubieńcami jest Kell, Lili oraz Holland. Tak jak myślałam zakończenia raczej się domyśliłam, ale i tak siedzę i czytam, bo kto wie, może jednak Schwab czymś mnie zaskoczy... Za godzinkę z groszami Maciuś wróci z pracy, zjemy obiad i jedziemy do tego mechanika. Jak przestanie tak padać to wieczorem pewnie wyskoczę jeszcze na pizzę z przyjaciółką. Plan jednak jest taki, że do 16.30 mam zamiar Wyczarowanie światła skończyć.

16.07.2018 // 15.56 
Ten wpis skończy się szybciej, niż zakładałam. Skończyłam czytać Wyczarowanie światła i jestem naprawdę - NAPRAWDĘ - zadowolona z lektury. Po skończeniu tomu drugiego z góry założyłam, że kontynuacja będzie równie słaba i wahałam się, czy w ogóle po nią sięgać. Cieszę się jednak, że pewien zbieg okoliczności sprawił, że egzemplarz tej powieści od wydawnictwa do mnie dotarł i zmotywowałam się w końcu do lektury. Początkowo nie wiedziałam, czego się spodziewać, jednak - jak wiecie - w sumie od początku mi się podobało. Nie mam pojęcia dlaczego Zgromadzenie cieni było czymś tak słabym, bo wiem, że nie tylko ja mam takie odczucia co do niej. Pewnie są osoby, które przez to po zakończenie trylogii nie sięgną i stracą naprawdę sporo.

Wielkim plusem dla mnie jest rozwój postaci. Dzięki temu, że skupiamy się na ich przeżyciach i uczuciach, a nawet przeszłości, można się z nimi bardziej zaprzyjaźnić i stają się mniej obojętni. Kiedy polubiłam kilkoro z nich zaczęłam przejmować się ich losem i mniej więcej od połowy książki wciągnęłam się i szybciutko dotarłam do zakończenia. A zakończenie jest takie, jakiego się spodziewałam. Nie mogę wręcz pozbyć się wrażenia, że z praktycznie identycznym miałam już styczność, tym razem nie u Brandona Sandersona. Nie mogę sobie jednak przypomnieć gdzie. Nie przeszkadzało mi to jednak w niczym i nie obniżyło przyjemności z lektury. Odpowiada mi to, co się stało. Mam tylko nadzieję, że autorka nie planuje jakiś ciągów dalszych rodem z Mroza czy też nowelek grubości Pisma Świętego.

Realizm tych wydarzeń i brak cukrowych scen również mi przypadł do gustu. Cieszę się, że Schwab nie zrobiła z Wyczarowania światła taniego erotyku i słodkiego romansu. Relacja Lili i Kella a także Rhya oraz Alucarda nie przeszkadza w niczym, nie wysuwa się na pierwszy plan i nie definiuje całej tej trylogii. Cieszę się, że udało mi się ten cykl skończyć i - nawet jeśli część druga Was rozczarowała - to ta jest zdecydowanie warta uwagi. Kusiło mnie ocenić ją na dziesięć gwiazdek, ale zatrzymałam się na dziewięciu. Czemu? Nie wiem, naprawdę. 
Zgromadzenie cieni // V.E. Schwab

sierpnia 09, 2017

Zgromadzenie cieni // V.E. Schwab

Nawet nie wiecie ile radości przyniosło mi skończenie tej książki! Podobnie jak w przypadku Mroczniejszego odcieniu magii ciężko było mi wczuć się w akcję, jednak Zgromadzenie cieni rozczarowało mnie przeokropnie. Zaczynałam lekturę z naprawę pozytywnym nastawieniem, a męczyłam z miną wyrażającą cierpienie tak dogłębne, że chyba jedynie człowiek pozbawiony możliwości ucieczki by to zrozumiał. Na szczęście udało mi się jednak przebrnąć przez te pierwsze - okropnie nudne! - czterysta stron i doczekać chwili, gdy zaczęło się coś dziać. 

Cztery miesiące minęły od ostatnich wydarzeń, które wstrząsnęły życiem ludzi w każdym z trzech Londynów. Teraz rodzina królewska nie spuszcza Kella z oczu, całkowicie utracił swoją swobodę i czuje się z tym okropnie. Dodatkowo męczą go okropne wyrzuty sumienia, z którymi nie potrafi sobie poradzić. Doskonale wie, że wszystko, co mu się przydarzy, dotknie też jego brata, Rhya. Następca tronu spoważniał, acz nie przestał narażać się na niebezpieczeństwo - jego też ciągle ścigają demony przeszłości. Zbliżają się Igrzyska Żywiołów, a książę ma pewien plan, związany z owym międzynarodowym turniejem.

Lila jest w końcu wolna. Udało jej się uciec i ma możliwość przeżywania kolejnych przygód. Nie zapomniała jednak o Kellu, który czai się gdzieś na obrzeżach jej podświadomości. Podróżuje teraz na statku pirackim i uczy się magii, jednak jej życie nie może być zbyt proste. Bard ma talent do pakowania się w kłopoty, a moment, w którym Alucard Emery - kapitan statku - informuje ją, że płyną do Londynu na Igrzyska Żywiołów sprawia, że w jej głowie od razu pojawia się pewien pomysł... 

[547] Mroczniejszy odcień magii - V.E. Schwab

lipca 19, 2016

[547] Mroczniejszy odcień magii - V.E. Schwab

Tytuł: Mroczniejszy odcień magii
Tytuł oryginału: A darker shade of magic
Autor: V.E. Schwab
Tłumaczenie: Ewa Wojtczak
Seria: Odcienie magii
Tom: 1
Data wydania: 11 lipca 2016
Liczba stron: 402
Wydawnictwo: Zysk
Cena na okładce: 36,90
Każdy czytelnik, który śledzi pojawiające się zapowiedzi z pewnością zauważył radość czytelników z powodu wydania Mroczniejszego odcienia magii na polskim rynku. To entuzjastyczne przyjęcie V.E. Schwab bardzo mnie zaintrygowało i postanowiłam sprawdzić, co w tej książce jest takiego niezwykłego.

Kell jest jednym z dwóch osób, które potrafią przemieszczać się między światami dzięki magii krwi. Bogaty Londyn Czerwony jest jego ojczyzną, para królewska wraz z synem jego przyrodnią rodziną i naprawdę nic mu nie brakuje. Dwudziestolatek pełni ważną funkcję jako posłaniec między Londynem Czerwonym, Londynem Szarym i Londynem Białym. Gdyby nie on i drugi magik miasta byłyby od siebie całkiem odseparowane. Rhy, następca tronu, jest zniesmaczony przemytniczym interesem przyrodniego brata. Choć nie posiada zbyt dużych magicznych zdolności czuje, że nic dobrego z tego nie wyniknie. Pewnego dnia do Kella trafia przedmiot z Czarnego Londynu. Miejsca, które już dawno zostało zniszczone przez oszalałą magię, która potrafi skazić człowieka...

Lila Bard nie ma łatwego życia. Dziewiętnastolatka para się rabunkiem, by przeżyć i spełnić swoje marzenia zostania piratem. Jak na razie nikt nie odgadł, że słynny złodziej jest kobietą. Dziewczyna jest doskonałą złodziejką i udaje jej się okraść przypadkowo napotkanego mężczyznę. Spodziewa się dobrego łupu, jednak w kieszeni ofiary znajduje się tylko tajemniczy czarny kamień. Co więcej udaje mu się ją odnaleźć twierdząc, że zabrała mu niebezpieczny przedmiot pełen magii, a on - człowiek z Londynu Czerwonego - musi się go pozbyć odnosząc go tam, gdzie jego miejsce. Lila Bard nie potrafi przepuścić okazji wyrwania się ze świata, w którym nie ma nic i przeżycia przygody jak w książkach przygodowych, w których uwielbia się zaczytywać...
Copyright © Życie z książką , Blogger