maja 18, 2016
[512] I odpuść nam nasze... - Janusz Leon Wiśniewski
Janusz Leon Wiśniewski to od dłuższego czasu bardzo znane nazwisko. Pamiętam jak rzucało mi się w oczy, gdy w księgarni buszowałam w poszukiwaniu - jeszcze wtedy - paranormalnych romansów. Było to kilka lat temu, a książki tego autora dalej są zaczytywane. Postanowiłam w końcu sama się przekonać, czy Wiśniewski okaże się podbić i moje serce. Wcześniejsze pozycje z serii Na F/Aktach były bardzo mocne, więc po przeczytaniu Innej duszy i Preparatora musiało minąć trochę czasu, zanim byłam gotowa znowu sięgnąć po ten cykl.
Kiedy w 1991 roku Andrzej Zaucha został zabity pod teatrem STU w Krakowie ludzie byli w szoku. Życie straciła tam też Zuzanna Leśniak. Sprawcą był mąż kobiety, który odkrył romans tej dwójki. Mężczyzna - Francuz z pochodzenia, Polak z wyboru - sam zgłosił się na policję, złożył zeznania, przyznał do wszystkiego, po czym odsiedział pełne piętnaście lat kary nie skarżąc się na nic i czując, że zasłużył całkowicie.
I odpuść nam nasze... opowiada o życiu podwójnego mordercy, jednak poznając głównego bohatera ciężko w to uwierzyć. Wincent uwielbia teatr, jest człowiekiem spokojnym i kulturalnym. Autor opowiada jego historię od momentu, gdy rozpoczął nowe życie z nową kobietą. Poznajemy jednak przeszłość mężczyzny, gdyż nachodzą go najróżniejsze wspomnienia z czasu, gdy pokochał Polskę, poznał swoją - zdradziecką, jak się okazało - żonę oraz te z więzienia. Zabieg jest dosyć ciekawy, jednak momentami niekiedy zwyczajnie nudny.
Opowieści z czasu PRL-u sprawiały, że miałam ochotę ziewać szeroko. Najbardziej podobały mi się momenty, gdy dowiadywaliśmy się, jak Wincent poznał Agnieszkę, która stała się moją ulubioną postacią z I odpuść nam nasze.... Podziwiam ją za jej podejście do życia i do przeszłości swojego partnera. Czytając o ich pierwszym spotkaniu nie sposób było się nie uśmiechać.