Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie LC 2019. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyzwanie LC 2019. Pokaż wszystkie posty
WYZWANIE LUBIMY CZYTAĆ MAJ 2019: DROGA // CORMAC MCCARTHY

maja 26, 2019

WYZWANIE LUBIMY CZYTAĆ MAJ 2019: DROGA // CORMAC MCCARTHY

Gdy śni ci się jakiś świat, którego nigdy nie było, albo taki, którego nigdy nie będzie, a ty znowu jesteś szczęśliwy, to oznacza, że się poddałeś.

W planach na ten rok nie miałam rozpoczęcia przygody z tym autorem. Zawsze wydawało mi się, że Cormac McCarthy nie tworzy historii, które mogłyby przypaść mi do gustu. Prawie wbrew sobie nie mogłam przejść obojętnie obok wznowienia Drogi. Coś mnie do niej przyciągało i to na tyle mocno, że nawet nie musiała odleżeć swojego na mojej półce i bardzo szybko się za nią zabrałam. Już od pierwszej strony wiedziałam, że spokojnie mogę tę książkę wpisać na listę najlepszych przeczytanych w 2019 roku.

Wielki kataklizm zniszczył całą Ziemię. Wszystkie zwierzęta, cały dorobek cywilizacji. Nie zostało już praktycznie nic. Porozrzucane wszędzie resztki, puste domy ograbione ze wszystkiego, co może się przydać. Dzikie hordy kanibali, ostatnich ludzi, którzy przetrwali. Dobro praktycznie nie istnieje, a jednak tli się dalej w dwójce wędrowców. To ojciec i syn przemierzają świat w drodze na południe, uciekając przez nadchodzącą zimą. Muszą się ukrywać, żyć w strachu i każdego dnia zastanawiać się, czy już dogoniła ich śmierć...

Jesteś tam?, wyszeptał. Czy wreszcie cię zobaczę? Czy masz szyję, żebym mógł cię udusić? Czy masz serce? Bądź przeklęty na wieki, czy masz duszę? O Boże, szeptał, o Boże. 

Najgorsza tutaj jest świadomość, że ta droga nie ma końca. Nikt nie znajdzie tutaj roślinki zasadzonej w bucie niczym w opowieści o Wall-em. Zaczynając czytać już wiemy, że koniec może być tylko jeden. Podziwiam naszą dwójkę bohaterów, że ciągle idą do przodu i nie poddają się. Ciężko tylko stwierdzić, czy to odwaga czy raczej strach przed końcem. Nie podjęli oni takiej decyzji jak kobieta, która kiedyś była dla nich wszystkim. Miłość ojca do syna jest ogromna - nie dziwię się, że nie chce on, by jego dziecko skończyło w czyimś żołądku, jednak błąkanie się bez celu po świecie... Sama już nie wiem co jest w takiej sytuacji dobre zarówno dla jednego i drugiego. Nie chciałabym być na ich miejscu.

Drogę czyta się nieprzyzwoicie szybko. Dwie godziny zajęło mi poznanie całej tej historii i już od pierwszej strony miałam ochotę płakać i nie dopuścić do takiej sytuacji w rzeczywistości. Myśl, że ludzkość tak samo skończy jest nie do przyjęcia. Tę książkę powinni przeczytać wszyscy i zrobić coś, by zapobiec takiemu końcowi. Skrycie przyznam, że mam ochotę teraz na podwórku wykopać schron i zacząć gromadzić puszki niczym nie do końca zdrowy pustelnik.

Wraz z ostatnim egzemplarzem odchodzi cała kategoria rzeczy. Znika, gasi za sobą światło. Popatrz dookoła. Nigdy to bardzo długo. Lecz chłopiec wiedział to, co wiedział mężczyzna. Że nigdy to wcale.

Mimo grozy książka McCarthy'ego jest po prostu piękna. Słowa, jakimi opisał to wszystko, brzmią wręcz poetycko. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że mam w ręce arcydzieło, o którym nie wolno zapomnieć. Każde zdanie coś wnosiło w moje życie, a brak typowych dialogów pierwszy raz w życiu mi nie przeszkadzał, tylko okazał się być czymś intrygującym. Jeśli ten autor napisał tak każdą swoją książkę to dołączy do grona moich ulubieńców, obok Bukowskiego i Sandersona. 

Moją ulubioną postacią tutaj - dużego wyboru zresztą nie ma - jest chłopiec. Pełen dobra i współczucia, co w sytuacji, w jakiej postawił ich los jest czymś niesamowitym. Można rzec, że jest zbyt przepełniony empatią by przeżyć w takim świecie i ucieszyłam się, że ma takiego ojca, który zrobi wszystko, by przeżył nie tracąc przy tym siebie i dziecięcej wiary w przyszłość. Przyszłość, której już nie ma - na pewno ciężko poradzić sobie ze świadomością tego. Jeśli czasami wydaje Wam się, że życie nie ma sensu... Postawcie się w sytuacji, gdy dookoła nie ma nic, tylko zagrożenie, a to, że przeżyjecie jutro nie sprawi, że pojutrze będzie już lżej.

Czas dany na kredyt i świat na kredyt. I oczy na kredyt, by go nimi opłakiwać. 

Czuję się obezwładniona ogromem przekazu. Słyszałam, że ta historia miażdży serce i dusze, jednak nie sądziłam, że aż w takim stopniu. To nie koniec mojej przygody z McCarthym. Nie odważę się sięgnąć po następną jego książkę zbyt szybko, ale na pewno to zrobię.

★★★★★★★★★★

811 // Droga // Cormac McCarthy // The Road // 08 maja 2019 // 272 strony // Wydawnictwo Literackie // 34,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Czy Wasz dzisiejszy dzień też taki, że bez kija nie podchodź? 😩 Miało być pięknie i produktywnie, a leje i wszystko mnie boli po wczorajszej cytologii i pobieranym wymazie. 😩 Do tego wszystkiego Leon ma tak tragiczny dzień, że mam ochotę go komuś pożyczyć na kilka godzin. Tak do 16.30. Żeby tato wrócił z pracy. A, a po 17 wizyta u pediatry. Dzień, że żyć nie umierać. 😭 Niech ktoś rzuci we mnie pizzą. ——————————————————— A jak u Was? ——————————————————— #rainyday #pufiestrends #pufies #pufiesofficial #mojewszystko #5monthsold #fivemonthsold #kochamnadzycie #lovehim #grudniowychlopak #synek #urodzonyw2018 #jestembojestes #myeverthing #memi #angielskapogoda #ciaglepada #serduszkomamusi #synektatusia #instamama #instamatki #myson
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
WYZWANIE LUBIMY CZYTAĆ 2019: STYCZEŃ

lutego 18, 2019

WYZWANIE LUBIMY CZYTAĆ 2019: STYCZEŃ

Kiedy w Polsce panowała jeszcze moda na romanse paranormalne często właśnie po nie sięgałam. Było ich wszędzie dosłownie na pęczki, więc wybór był ogromny. Niesamowicie mocno lubiłam książki P.C. Cast, która zachwycała mnie swoim poczuciem humoru, wyobraźnią i cudownymi męskimi bohaterami. Kiedyś niesiona przeczuciem, że Bogini Oceanu spodoba mi się równie mocno co choćby jej cykl W kręgu mocy Partholonu, zażyczyłam ją sobie na Mikołajki. Otrzymałam ją, lecz - do tego roku - leżała na półce i nigdy się za nią nie zabrałam. Zmotywowało mnie do tego tegoroczne #wyzwanielc2019. 

Po przeczytaniu Bogini Oceanu niesamowicie mocno żałowałam, że nie zabrałam się za nią w czasach, gdy bardzo lubiłam zarówno autorkę jak i ten gatunek. Już na początku czytania zauważyłam, że nie pochłania mnie ta pozycja tak mocno, jak poprzednie tej pani. Miałam nadzieję, że to tylko marny start i uda mi się w końcu pokochać bohaterów i tę historię. W pewnym momencie do kontynuowania lektury zachęcała mnie ciekawość, a nie miłość do fabuły czy Christine.

Plusem tej historii jest motyw syren, z którym nie spotykałam się do tej pory zbyt często. Nie są one tak popularne jak choćby wampiry czy wilkołaki, a to przecież równie interesujące stworzenia. Gdyby nie fakt, że Christine ma naprawdę spore problemy z byciem asertywną i poczuciem własnej wartości to mogłaby być książka, którą się uwielbia. Kiedy już zamienia się z Undine ciałem i zaczyna być na celowniku jej brata, który uparcie chce się z nią związać musi ukrywać się na lądzie w klasztorze z dala od swojej wielkiej miłości całkowicie ignorując fakt, że gdzieś tam biega sobie Undine w jej ciele i jest szczęśliwa. Wzięła na siebie wszystko to, co bogini Gaja na nią sprowadziła i ani razu nie pomyślała, że przecież nie musi znosić tego, bo to nie jej życie i nie jej wybór.

Można pomyśleć, że to miło z jej strony, że się tak poświęca dla nieznajomej, jednak naprawdę ciężko uwierzyć, że ani razu nie przyszło jej na myśl, by walczyć o powrót do własnego życia, zamiast żyć w średniowiecznym klasztorze i przeżywać katusze z dala od wody i ukochanego. Totalny brak asertywności, albo ślepe zapatrzenie w boginię, która jej to wszystko zrobiła. Gdyby Bogini Oceanu stała się dzisiaj popularną książką już widzę tę całą niechęć, która wylałaby się Christine na głowę. Podobnie zresztą jest z obecnym tutaj wątkiem romantycznym, który pojawia się ekspresowo szybko i nie ma żadnych logicznych podłoży, typu interesujący charakter czy wspólne zainteresowania. Oglądaliście Krainę Lodu? Mamy tutaj miłość pojawiającą się w taki sam sposób, jak między Anną i Hansem.

Samo zakończenie również pozostawia wiele do życzenia, chociaż początkowo byłam niesamowicie mocno- i mile - zaskoczona. Nie minęło jednak dużo czasu i autorka szybko odwróciła sytuację. No i nie zapomnijmy o wątkach erotycznych, których się tutaj spodziewałam, bo autorka jest z nim dosyć znana. Tutaj jednak poniosła ją już fantazja i chyba nigdy nie pozbędę się z mojej wyobraźni obrazów spółkującej kobiety z - jakby nie było - rybą. Wciąż nie mogę pojąć jak to jest w ogóle możliwe i chyba wcale nie chcę. Miałam ochotę doczytać serię W kręgu mocy Partholonu do końca, bo zostało mi kilka części, jednak chyba sobie daruję by zachować dość miłe wspomnienia o P.C. Cast.

★★★★★☆☆☆☆☆

790 // Bogini Oceanu // P.C. Cast // Goddess of the Sea // Katarzyna Malita // Wezwanie bogini // tom 1 // 29 czerwca 2011 // 408 stron // Wydawnictwo Książnica

Dowiedz się co u nas 👇
Copyright © Życie z książką , Blogger