Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Fabryka Słów. Pokaż wszystkie posty
KIEDY BÓG ZASYPIA, BUDZĄ SIĘ DEMONY 🕇

kwietnia 23, 2018

KIEDY BÓG ZASYPIA, BUDZĄ SIĘ DEMONY 🕇

Kiedy dowiedziałam się o premierze książki Kiedy Bóg zasypia uznałam, że to jest coś, czego w tym momencie potrzebuję. Bardzo lubię historie tego typu i fakt, że dzieje się to w świecie istnienia bogów pogańskich, które są już mi dobrze znane z serii Kwiat Paproci, Katarzyny Bereniki Miszczuk, zdecydował, że nie mogłam się doczekać, aż poznam tę książkę. Pierwsze dwadzieścia stron, które przeczytałam przed snem, bardzo mi się spodobało. Uznałam, że to był dobry wybór. Następnego dnia nie było jednak już tak kolorowo. Zaczęłam się męczyć i jak najszybciej chciałam ją skończyć. Mówią, że nie wolno zmuszać się do czytania, jednak usiadłam i zawzięcie męczyłam się przez cały dzień, aż w końcu przeczytałam ostatnią stronę i odetchnęłam z ulgą.

Król Mieszko II został zamordowany. Kraj popada w ruinę. Nie wiadomo, kto po nim zasiądzie na tronie. Wszyscy walczą o władzę, poganie próbują pozbyć się niemieckiego Boga, jak go nazywają, a na dodatek u granic stoi czeska armia. Ludzie zaczynają współpracować z największymi koszmarami swoich umysłów, ze strzygami, wampirami i innymi ożywieńcami. Dobro i zło przestało mieć znaczenie. Teraz liczy się tylko potęga.

Dobre i złe wróżby splatają się nieustannie we wzory zmieniające się w rytmie życia.

Ta opinia nie będzie długa. Zastanawiałam się, czy w ogóle wspominać Wam o tych kilku godzinach męczarni, jaką okazała się ta książka. Nie lubię opowiadać o pozycjach, które są niewarte uwagi. Wtedy odnoszę wrażenie, że marnuję czas, w którym mogłabym polecić coś niesamowitego. Są jednak w Kiedy Bóg zasypia akcenty, które mi się spodobały i to na nich postaram się skupić, pobieżnie tylko wspominając o wadach, których dosyć sporo tutaj znalazłam i które całkowicie popsuły mi przyjemność z lektury.
MAGIA KRWAWI // ILONA ANDREWS 💉

marca 23, 2018

MAGIA KRWAWI // ILONA ANDREWS 💉

Seria książek o Kate Daniels to jedna z moich ulubionych. Po lekturze pierwszego tomu nie spodziewałam się tego, jednak z każdym kolejnym coraz mocniej i mocniej cieszyłam się z tego, że towarzyszę Kate w jej bardzo pokręconym życiu. Nie mogłam doczekać się chwili, gdy wrócę do jej przepychanek z Curranem, ciętego języka i do rzucania się w każde możliwe niebezpieczeństwo w okolicy. Dziwi mnie jednak fakt, że wciąż jakiś cykl przeznaczony dla młodzieży - więcej: urban fantasy! - może mi się podobać. Do tej pory byłam pewna, że wyrosłam już z tego gatunku i na pewno nie będę czytać zbyt dużo części tej serii. Zdradzę Wam jednak w tajemnicy, że mam już za sobą również tom piąty i dalej chcę więcej.

Atlanta - jak i Kate - nie może mieć nawet chwili spokoju. Tym razem nawiedza ją tajemnicza zaraza, wywołana przez rządną władzy i demonstracji siły starożytną boginię zarazy. Mogłoby się wydawać, że przez wieki znudzi jej się już męczenie ludzi siedmioma plagami, jednak kiedy one szaleją po mieście Kate postanawia jak zwykle uratować każdego, kogo się da. Gildia Najemników, Zakon i Świątynia sobie nie radzą. Nawet losy Gromady wiszą na włosku...

Bohaterowie są równie wspaniali jak na początku. Najbardziej podoba mi się to, jak rozwija się relacja Kate i Currana. To oni są w centrum mojego zainteresowania, chociaż również zwracam uwagę na inne postaci. Przyciągają one spojrzenie i wywołują sympatię, a po skończeniu książki nie da się przestać myśleć o tym, co będzie dalej. Nie będę po raz kolejny rozwodzić się nad moją miłością do głównej bohaterki czy też tego, jak traktuje ludzi dookoła siebie i wykonuje wszystko, co do niej należy. Wspominam o tym podczas pisania recenzji każdego tomu i na pewno robi się to już nudne. 
❆ PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 3 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ ❆

lutego 25, 2018

❆ PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 3 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ ❆

Nie spodziewałam się, że ten rok będzie rokiem fantastyki. Dzięki serii Mistrzowie polskiej fantastyki średnio co dwa tygodnie od połowy stycznia mam przyjemność zapoznawać się z cyklem Pan Lodowego Ogrodu, Jarosława Grzędowicza. Już kiedyś miałam ochotę na tę serię, jednak ciężko było mi się do niej zabrać. Nie miałam pojęcia, że w tym roku zwyczajnie pochłonę całą i to już na samym początku 2018. Choć początek przygody z tym autorem był marny, to z każdym kolejnym tomem zaczynam dostrzegać, co tych wszystkich ludzi tak w Panu Lodowego Ogrodu kreci. Być może to nie będą książki mojego życia - ten tytuł dawno już sobie zawłaszczyły te od Sandersona - to cieszę się, że poszerzyłam swoje horyzonty i nie mogę się już doczekać, jak wszyscy Mistrzowie polskiej fantastyki staną u mnie na półce.

Po raz kolejny nie zdradzę Wam nic z fabuły, gdyż rozkręciła się ona na tyle mocno, że nie umiałabym zaczynając o niej mówić nie zdradzić po prostu wszystkiego. Ten tom jest na tyle kluczowy, że tutaj już wszystko zaczyna się łączyć, chociaż bohaterowie wciąż kluczą i sami nie wiedzą do końca, co powinni zrobić. Vuko ślepo podąża za narzuconym mu przez ziemskich szefów celem, a Filar czołga się do przodu z nadzieją, że trafi jak ślepa kura w ziarno i zrozumie, co właściwie jest tym jego przeznaczeniem.

Witajcie, wędrowcy morza! Witajcie ci, którzy szukacie swojego miejsca, bowiem je znaleźliście! Witajcie w Lodowym Ogrodzie, którzy przygarnie każdego i da każdemu to, co utracił!

Postaci bardzo się rozwijają i to jest chyba drugi największy - zaraz po fabule - plus tego cyklu. Vuko stracił trochę z mojej sympatii, gdyż irytuje mnie już powoli jego pracoholizm i ślepe gnanie za zadaniem, z którym przybył na tę planetę, do tego świata. Ja na jego miejscu rzuciłabym już to wszystko w pierony, skoro tak czy inaczej ci, których miał uratować, ratowani wcale nie chcą być. A ci, co może i by chcieli dawno nie żyją. Wsiadaj do swojej rakiety, Vuko, bierz Cyfral pod pachę i daj sobie z tym spokój. Powtarzałam mu to przez całą lekturę tomu trzeciego, jednak uparcie nie chciał mnie słuchać.
PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 2 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ 🌳

lutego 10, 2018

PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 2 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ 🌳

Ponad dwa tygodnie temu po raz pierwszy spotkałam się z Jarosławem Grzędowiczem. Pierwszy tom Pana Lodowego Ogrodu mnie nie zachwycił. Spodziewałam się czegoś całkiem innego. Uznałam, że nie ma co się zniechęcać - grunt to nastawienie - i zabrałam się za drugi tom od razu, gdy do mnie dotarł. Mnóstwo osób pisało mi, że jeśli początek mi się nie spodobał to nie wróżą mi po następnych częściach nic dobrego, a okazało się, że kontynuacja zmieniła całkowicie mój światopogląd na twórczość Grzędowicza i ten cykl.

Bohaterowie - za przeproszeniem - wciąż są w pupie. Grzędowicz ich nie oszczędza i to nie przypadek, że tym razem nie informuję Was o zarysie fabuły. Zakończenie tomu pierwszego zwala z nóg i jest powodem, dla którego po kontynuację chwyciłam. Nie mam zamiaru zdradzać na ten temat nic, gdyż być może i Was - jeśli pierwszą częścią nie byliście zachwyceni - skusi to do dalszej lektury. Gdyby nie to, że sięgnęłam po Pana Lodowego Ogrodu, tom 2 żyłabym w nieświadomości, ile jeszcze do przekazania ma Grzędowicz. Stopniowo buduje on napięcie, którego później nie sposób się pozbyć, gdyż nie jest on zbyt chętny, żeby je rozładować.

Własna śmierć oglądana z bliska wydaje się cuchnąca, pospolita i bolesna.

Vuko Drakkainen stał się teraz trochę zagubiony i odebrałam go dużo lepiej, niż wcześniej. Nie mogę jednak powiedzieć, że pałam do niego miłością i przejmuję się jego losem, bo jeśli chodzi o postaci to są mi praktycznie wszystkie obojętne. Polubiłam jedynie personifikację Cyfrala, która tak mocno skojarzyła mi się z Syl z Drogi królów, Brandona Sandersona. Zapewne to jest powód, dla którego zapałałam do niej sympatią. 
MAGIA UDERZA // ILONA ANDREWS 💥

lutego 06, 2018

MAGIA UDERZA // ILONA ANDREWS 💥

Po lekturze dwóch pierwszych części serii o Kate Daniels byłam już pewna, że będę kontynuować tą przygodę. Po przeczytaniu pierwszego tomu nie byłam zbyt zachwycona, ani przywiązana do bohaterów, jednak Magia parzy podbiła moje serce i tak jak się spodziewałam styczeń został miesiącem Kate Daniels. Oprócz części drugiej przeczytałam również trzecią, czwartą oraz piątą i dwa dodatki. W lutym nie uda mi się zabrać za kontynuacje, gdyż mam za ambitne plany, jednak w marcu postaram się dowiedzieć się, co tam dalej dzieje się w Atlancie. Magia parzy jak na razie była najlepszym tomem, jednak Magia uderza prawie jej dorównuje.

Życie Kate w magicznej (czasami) Atlancie nigdy nie będzie spokojne. Kiedy jej przyjaciel z Gromady, Derek, zostaje śmiertelnie pobity musi podjąć ciężką decyzje. Wszystkie ślady prowadzą do nielegalnego turnieju, w którym walczą różne magiczne - i nie tylko - istoty. Kate musi uruchomić swoje kontakty, których wolałaby nie rusza, żeby móc zemścić się za napaść. Może się okazać, że na szali leży więcej, niż zemsta. Problemem też jest kategoryczny zakaz Władcy Bestii jeśli chodzi o uczestnictwo w turnieju... 

Altruizm jest mrzonką utkaną przez słabe umysły, chcące wykorzystać cudzą siłę i umiejętności. Niczym więcej.

Uwielbiam to, jaką bohaterką jest Kate. Można powiedzieć, że w książkach młodzieżowych pełno jest takich Kate, które potrafią każdemu skopać pupę, nie są zainteresowane miłością, a biegają za nimi niesamowicie silni, męscy i przystojni faceci. Mimo to nie przeszkadzało mi to, bo wciągnęłam się w jej losy niesamowicie. Widocznie mocno tęskniłam za czymś luźniejszym, bo śledziłam wszystko z zapartym tchem - nawet wątek miłosny! Oczywiście nie jest to najambitniejszy cykl na świecie i oczekując od niego nie wiadomo czego zwyczajnie się zawiedziecie. Nie można też jednak powiedzieć, że nic Was tutaj nie zaskoczy. Ilona Andrews zamieściła - a właściwie zamieścili - tutaj różne postaci, które zaczerpnięte są z różnych mitologii, o których zbyt często się nie czyta. To ogromny plus.
PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 1 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ ⭐️

stycznia 26, 2018

PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 1 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ ⭐️

O tej serii zapewne słyszeli wszyscy. Miliony razy planowałam ją przeczytać, jednak zawsze mi coś wypadało. Ucieszyłam się, kiedy dowiedziałam się o nowej kolekcji, jaką są Mistrzowie polskiej fantastyki. Pierwszym tomem w niej właśnie jest Pan Lodowego Ogrodu, co przyjęłam z ogromną radością. Szybko zabrałam się za lekturę ciekawa tego, co sobą reprezentuje Jarosław Grzędowicz. Jest to bardzo znane nazwisko na polskiej scenie książek fantasy, co sprawia, że kiedy bierze się coś jego autorstwa do ręki to ma się spore oczekiwania. Oczekiwania, które - przyznam szczerze - nie zostały spełnione.

Vuko Drakkainen ma misję. Wysłany na planetę Midgaard ma za zadanie odnaleźć wysłaną tam kilka lat wcześniej ziemską ekipę badawczą. Midgaard jest bliźniaczo podobny do Ziemi, chociaż nie jest na takim samym poziomie rozwoju. Obecnie bardziej przypomina średniowiecze. Vuko - Nocny Wędrowiec - chociaż jest całkiem sam, ma spore zaplecze technologiczne, które ma go wspomóc w przeżyciu na obcej planecie. Trafia jednak na bardzo zły moment. Trwa wojna bogów, a odwieczne reguły zostały złamane.

Kiedy wydarza się cud, głupiec podchodzi i gapi się z otwartą gębą. Rozsądny człowiek bierze nogi za pas, bo z takich rzeczy nigdy nie wynika nic dobrego.

Nocny Wędrowiec jest bohaterem dość przeciętnym, mimo swojego charakteru. Nie wyróżnia się niczym szczególnym, a jego umiejętności wynikają przede wszystkim ze szkolenia i specjalnego wspomagacza. Gdyby nie to nie poradziłby sobie z życiem w Midgaardzie, a osobiście nie pałam do niego zbyt wielkim uczuciem. Dużo bardziej polubiłam Młodego Tygrysa, drugą główną postać Pana Lodowego Ogrodu. Towarzyszenie mu przy dojrzewaniu było o wiele bardziej emocjonujące, niż podróż z Vuko. Jestem ciekawa, czy Grzędowicz planuje połączyć ich losy, czy do końca będą toczyć się osobno.
PRZED PREMIERĄ: MAGIA PARZY // ILONA ANDREWS 🔥

stycznia 08, 2018

PRZED PREMIERĄ: MAGIA PARZY // ILONA ANDREWS 🔥

Całkiem niedawno rozpoczęłam swoją przygodę z Iloną Andrews i jej serią o Kate Daniels. Nie spodziewałam się po niej nic niezwykłego, a okazało się, że to będzie jedna z moich ulubionych serii. Pewnie mocno wpływa na to fakt, że mój umysł mocno cierpi na niedobór książek młodzieżowych, więc Kate Daniels jest tym, czego obecnie mocno potrzebuje. Być może to, że unikam tego gatunku wcale nie jest dobrym pomysłem, bo moja psychika nie jest na to gotowa. Mój czytnik stał się dzisiaj bogatszy o trzy kolejne części i obawiam się, że styczeń będzie miesiącem Kate Daniels.

Nawiedzające Atlantę fale magii to nic niezwykłego. Tym razem jednak przechodzą same siebie. Pojawiają się częściej, są jeszcze bardziej nieprzewidywalne. Z tego powodu ulice pełne są krwiożerczych oraz mitycznych stworzeń. Podczas jednego ze zleceń razem z Jimem natyka się na kusznika, który nigdy nie chybia. Tajemniczy mężczyzna znika tak, jak się pojawił. Kate wyrusza w poszukiwaniu odpowiedzi dotyczącej jego tożsamości. Natyka się jednak na małą dziewczynkę, która potrzebuje jej pomocy i na zniknięcie całego sabatu czarownic.

Kiedy nie wiesz, jaki powinien być twój następny krok, najlepiej wrócić do początku.

Często słyszy się o syndromie drugiej części, która jest zawsze najsłabsza z całego cyklu. Tym razem jednak nic takiego się nie stało, wręcz przeciwnie. Magia parzy bije na głowę swoją poprzedniczkę. O ile Magia kąsa podobała mi się, to w drugiej części się zakochałam. Fabuła nie jest przewidywalna i chociaż nie ma tutaj wątków mocno zaskakujących, to równocześnie nie spodziewałam się takiego rozwoju spraw. Od początku czułam, że to, co się będzie w tym tomie działo będzie czymś jak najbardziej trafiającego w mój czytelniczy gust. Nie pomyliłam się.
MAGIA KĄSA // ILONA ANDREWS

listopada 20, 2017

MAGIA KĄSA // ILONA ANDREWS

Magia kąsa to jedna z tych książek, którą chciałam przeczytać odkąd pamiętam. Jak zwykle w takim przypadku było mi z Iloną Andrews zwyczajnie nie po drodze, jednak ucieszył mnie fakt, że wydawnictwo Fabryka Słów postanowiło zrobić wznowienie cyklu. Uznałam, że to los daje mi kolejną szansę i wykorzystałam ją. Magia kąsa trafiła do moich rąk. Obawiałam się jednak, że przyjdzie mi się głęboko rozczarować, gdyż cykl ten opowiada o świecie po apokalipsie, a takich typowych książek tego gatunku nie jestem w stanie znieść. Miałam nadzieję, że cykl o Kate Daniels plasuje się bardziej w klimatach fantasy. I - dzięki Bogu - nie zawiodłam się. 

Kiedy świat coraz bardziej rozwijał się od technicznej strony stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Magia powróciła i w momencie, gdy jest obecna sprawia, że cała technologia jest bezużyteczna. Magiczne fale pojawiają się niespodziewanie i tak samo znikają. Kate Daniels jest zwykłym najemnikiem, jednak w jej krwi krąży magia, co sprawia, że jej życie jest skomplikowane samo przez się. Dodatkowo jest ona mało kobieca, pyskata i nie lubi się podporządkowywać. Kiedy dowiaduje się o śmierci swojego opiekuna w jej ciele wrze gniew i chęć zemsty. Teraz musi podjąć decyzję dotyczącą tego, komu zaufa i kto wspomoże ją w tej trudnej walce. 
Szamański blues + Szamańskie tango // Aneta Jadowska

września 18, 2017

Szamański blues + Szamańskie tango // Aneta Jadowska

Aneta Jadowska to jedna z tych polskich autorek, której grzech nie znać. Zachwalana wszędzie, gdzie się tylko da, intrygowała mnie swoją popularnością. W naszym kraju naprawdę ciężko wyrobić sobie renomę, gdy się jest pisarzem, więc nie ma wątpliwości co do tego, że nie można przejść obojętnie obok tych, którym się to udało. Bardzo długo zabierałam się do tego, by rozpocząć którąś z serii Anety Jadowskiej. Wahałam się między cyklem o Dorze Wilk a tym nowszym, o Nikicie. Koniec końców postanowiłam zacząć od Szamańskiej serii z bardzo prostego – i głupiego równocześnie – powodu. Odkąd we wczesnej młodości pooglądałam anime Shaman King jestem ogromną fanką szamanów. Takie rzeczy zostają w człowieku na zawsze.

Witkac, a właściwie Piotr Duszyński, całkiem niedawno dowiedział się o tym, że geny jego przodków nie są tak do końca normalne. Mogłoby to wstrząsnąć niejednym człowiekiem, jednak on przez całe swoje życie czuł, że jest z nim coś nie w porządku. Nagle znalazł wytłumaczenie swojego zamiłowania do autodestrukcji przy użyciu substancji niedozwolonych oraz fakt, że nie potrafił poradzić sobie ze swoimi demonami. Teraz w miarę kontroluje to, co się dookoła niego dzieje, chociaż wciąż nie jest w pełni oswojony ze swoją szamańskością oraz wszystkim, co się z tym wiąże. Jednak jest stabilnie. Do momentu, gdy na progu jego drzwi staje osoba, o której starał się nie myśleć przez ostatnich szesnaście lat. Jego była dziewczyna, pierwsza i ostatnia miłość, Konstancja. Kobieta prosi go o pomoc. Na oddziale, gdzie pracuje jako pielęgniarka, umierają całkiem zdrowe noworodki, a ona jest pewna, że to nie jest coś zwyczajnego i tylko Witkac może jej pomóc.
Młody // Magdalena Kozak

czerwca 02, 2017

Młody // Magdalena Kozak

Uwielbiam wampiry. Naprawdę. Mogę z ręką na sercu przyznać, że to - obok aniołów - moje ulubione istoty nadnaturalne. Pewnie to spaczenie zostało mi po fascynacji Zmierzchem, chociaż błyskotliwy - dosłownie - Edward to tylko obok wampira leżał. Trochę czasu musiało minąć, nim zdecydowałam się zaryzykować i sprawdzić co tam słychać u takich prawdziwych przedstawicieli gatunku. Teraz można powiedzieć, że mam niezłe doświadczenie w dziedzinie wampirologii i żałuję, że tak się oddaliłam od typowych paranormalnych powieści. Chyba muszę wcisnąć w mój napięty grafik coś z książek mojej młodości. Może Jak poślubić wampira milionera? albo Mrocznego kochanka? Obie te pozycje wydają się być bardzo na czasie i ich ponowna lektura będzie z pewnością pouczająca...

Postanowienie, by przeczytać Młodego było czymś bardzo spontanicznym. Pobieżnie przeczytałam opis, wyłapałam słowo klucz i w ten sposób skończyłam z czwartym tomem cyklu. Chyba. Wciąż nie jestem w stanie połapać się w tej kolejności. Niby trzymam w ręce pierwszy tom Tajnych akt Vespera, a tu się nagle okazuje, że - równocześnie! - kolejny Wampirów w ABW. Swoją drogą: biję brawo za nazwanie tak serii. Nie da się obok przejść obojętnie. Wampir, a równocześnie tajny agent. Niesamowitość sama w sobie!

Vesper został Lordem. I mogłoby się wydawać, że jego wszystkie problemy właśnie się skończyły. Nic bardziej mylnego. Na jego głowę spadają same obowiązki. Musi wykarmić swój Ród, zdobyć pieniądze na wyposażenie i miejsce zamieszkania, a na dodatek dogadać się z pozostałymi Lordami i nawiązać z nimi współpracę. Wszyscy oni mają już setki lat doświadczenia i wcale nie zamierzają miło przywitać nowego w swoim gronie. Są jednak tacy, którzy domagają się istnienia Rodu Inanitów. Tych, którzy nie popierają żadnej ze stron, którzy nie są ani dobrzy, ani źli. Szybko okazuje się jednak, że są potrzebni bardziej, niż wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka. Cała wampirza społeczność jest zagrożona.

Ziemia niczyja + przedpremierowo: Dzieci martwej ziemi // Jan Waletow

maja 16, 2017

Ziemia niczyja + przedpremierowo: Dzieci martwej ziemi // Jan Waletow

Rzadko kiedy czytam książki post-apokaliptyczne, a nawet dystopie, chociaż kiedyś rzucałam się na te gatunki. Z czasem jednak ich rosnąca popularność mnie odrzuciła. Tak to już jest, że im bardziej się o czymś mówi, tym bardziej tego unikam. W ten sposób nasze drogi się rozeszły. Postanowiłam jednak rozszerzyć swoje horyzonty, gdy zorientowałam się, jak bardzo jestem uzależniona od fantasy. Powieści młodzieżowe z góry skreśliłam, gdyż nie mam ochoty na ogłupiacze, a poważniejsze pozycje nie pasują do mnie, w chwili obecnej. Właśnie te wszystkie czynniki sprawiły, że Ziemia niczyja oraz Dzieci martwej ziemi trafiły w moje ręce. Nie było to zbyt owocne spotkanie, a maj chyba będzie najgorszym - pod względem jakości lektur - miesiącem w tym roku.

Wszystkie zapory runęły, a Potop w kilka dni pozbawił życia miliony ludzi. Strefa klęski żywiołowej została skażona, a reszta świata stara się o niej zapomnieć, namiętnie podrzucając do niej wszelkich kryminalistów i tych, którzy są niewygodni dla państwa i świata. Chociaż wydaje się to być niemożliwym wciąż tam żyją ludzie - bez praw, bez zahamowań i bez sumienia. Michaił Siergiejew doskonale potrafi się odnaleźć w tej Ukrainie, którą pozostawił Potop. Mężczyzna radzi sobie na tym polu walki między Wchodem a Zachodem i ma tylko jeden cel: przeżyć.

- Żaden ptak, żadne drzewo - powiedział Wadim. - Wszystko zniszczymy. A czego nie zniszczymy, to zjemy. Kurwa, taką ziemię przepieprzyli! I teraz jest niczyja. Nikomu niepotrzebna. I my jej nie jesteśmy potrzebni. Amen!**

Zacząć należy od tego, że obie części tego cyklu nie są łatwą lekturą. Jeśli spodziewacie się, że otworzycie Ziemię niczyją i pochłoniecie ją ot tak, bez problemów, jesteście w błędzie. Jan Waletow skupił się tutaj głównie na polityce, więc jeśli oczekujecie mnóstwa akcji musicie schować te oczekiwania do kieszeni. Od powieści tego gatunku wręcz wymaga się, by mroziła krew w żyłach swoim realizmem i prawdopodobieństwem, a autor doskonale sobie z tym poradził. Czytając Ziemię niczyją oraz Dzieci martwej ziemi przez pryzmat tego, co dzieje się właśnie na Ukrainie i całym świecie można dostać niezłego zawału z przerażenia i resztę życia spędzić przy oknie wyglądając ogromnej fali, która przyniesie zniszczenie. Zanim jednak Waletowa ogłosimy nowym wieszczem narodowym zwróćmy uwagę na to, że dla osób, które unikają raczej tematów ściśle politycznych oba tomy tej serii mogą się wydawać niesamowicie... nudne. Podnoszę tutaj rękę do góry i kulę się ze wstydu.
Copyright © Życie z książką , Blogger