Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #7


W tym tygodniu jakoś tak wyszło, że nie zwiedzaliśmy. Poszliśmy po prostu na małe zakupy niedaleko naszego mieszkania, a całą niedzielę przesiedzieliśmy w domu oglądając Sleepy Hollow. Bardzo produktywnie, nie powiem, że nie. Udało mi się wydać trochę pieniążków na książki i kilka innych - zapewne niepotrzebnych - pierdół. Odwiedziliśmy też ponownie ten park, w którym kiedyś znaleźliśmy sporo piłeczek do golfa. Tym razem także nie obyło się bez nich. Mamy ich już tyle, że spokojnie sami możemy iść grać w golfa. Powiem Wam, że to nie takie łatwe. Próbowałam kiedyś. Trafić tym kijem w tą piłeczkę to trzeba umieć.

Następne Paper Towns z pewnością będzie bardziej interesujące, choć niedzielę również spędzamy w domu. Tym razem w oczekiwaniu na kuriera. W końcu będę mogła przeczytać papierową książkę! Po prawie dwóch miesiącach samych ebooków! Nawet nie wiecie, jak się cieszę. Poza tym... Mamy już wiosnę!

Komentarze

  1. Odpowiedzi
    1. Ooo... uczysz się też hiszpańskiego? :D
      Super sprawa!

      Usuń
    2. Ani trochę :D Spełniam marzenie o książkach w każdym języku w binlioteczce :D

      Usuń
    3. Tak jak Kamil chce z Wielkim marszem. :P

      Usuń
    4. A po angielsku już masz? :3

      Usuń
    5. Nie, nie mam. Chciałem kupić przez neta amerykańskie wydanie, ale albo niedostępne, albo zbyt drogie. Ale przyjdzie czas. :)

      Usuń
    6. Trochę się porozglądam ;3

      Usuń
    7. Za Wielkim marszem?

      Usuń
    8. Tam książka pewnie taniej niż u nas kosztuje, a jeszcze przesyłka z UK do Polski robi swoje.

      Usuń
    9. To zależy od wydania, ale się ceny wahają od 7 do 13.

      Usuń
    10. Ty piszesz w złotówkach?

      Usuń
    11. Nie ma tak dobrze :p w funtach :p

      Usuń
    12. U, to jednak sporo, bo przy 7 to wychodzi 38 zł za książkę. To coś droga ta księgarnia chyba. :)

      Usuń
    13. To standardowe ceny książek tutaj :c Można jednak upolować tanio używane :3

      Usuń
    14. No tak, ja patrzę z perspektywy polaka i jego budżetu. Jak się jest Anglikiem to ta cena jest pewnie niska. ;)

      Usuń
    15. Jeśli wziąć pod uwagę, że ciuchy tutaj wychodzą w podobnych cenach, to... cóż. U nas książka kosztuje te swoje 30-40 złotych, ale to dwa razy mniej niż dobra bluza. Ostatnio zamiast książki za 12 funtów kupiłam sobie dwie bluzy. Przestałam już kupować tutaj w księgarniach. Nie ma po co przepłacać :D

      Usuń
    16. Hehehe, wiesz co jest najlepsze? Że my, Polacy, mamy największą tendencję do przeliczenia wszystkiego. Rozmawiałem kiedyś o tym z moją panią doktor z uczelni, to ona twierdziła, że będąc w Anglii kombinowała z mężem na różne sposoby i Anglicy byli pozytywnie zaskoczeni, że tak się w ogóle robi. :P

      Usuń
    17. Ja już nie przeliczam :D Ale może dlatego, że Dawid zarabia w funtach to i w funtach zakupy :D

      Usuń
    18. Jak się tam jest dłużej to nie ma wyboru, trzeba się przyzwyczaić. :)

      Usuń
  2. Jeszcze chyba tutaj Asi z WK nie było, bo już były koment na temat Harry'ego. :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)