Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Londyn. Pokaż wszystkie posty
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #20

czerwca 18, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #20


Już prawie niedziela, jednak ja dopiero teraz  mam czas wrzucić Wam nowy odcinek Paper Towns. W końcu udało się dolecieć mojej mamie i Kluskowi, więc jestem bardzo zabiegana zwiedzaniem wszelkich muzeów i - to w szczególności - sklepów. Robię za fotografa, więc tym razem na zdjęciach nie ma mnie w ogóle. Za dziesięć dni będę w Polsce, co - jak mówiłam - mnie niesamowicie przeraża. Czeka na mnie jednak już nowy regał, prezent na urodziny od taty. Nie zmienia on jednak faktu, że na książki nadal nie będę miała miejsca, bo zbyt dużo ich leży na podłodze i w szafach, by jeden regał cokolwiek zmienił, a na więcej miejsca zwyczajnie nie ma. Mimo to się cieszę, choć kupił regał bez konsultacji ze mną i nie do końca mi on odpowiada. Liczą się chęci.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #19

czerwca 11, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #19


Planów było dużo. Ten odcinek Paper Towns miał obfitować w zdjęcia. Miały być świetne, nowe. Okazało się jednak, że moja mama i brat nie przylecieli. Odwołali lot z powodu złych warunków pogodowych. Nie byłoby w tym nic tak koszmarnego, gdyby nie to, że z powodu ogromnej niekompetencji pracowników na lotnisku przylecą dopiero w środę. Pani mająca udzielać informacji upierała się, że ona nie jest od tego, linia telefoniczna w nagłych wypadkach jest czynna od godziny do godziny, a strona internetowa - gdzie kazali przebukować bilety, bo przecież oni tego nie zrobią - nie działała. Do północy stali 120 km od domu i nie wiedzieli, co mają ze sobą zrobić. Jak to mówią: czego się spodziewać po tanich liniach lotniczych? Wszystkie plany legły w gruzach, będą tutaj pięć dni mniej i mój brat jest niesamowicie zawiedziony.

Pozostało tylko czekać na środę. Do powrotu do Polski zostało 17 dni. Wcale mnie to nie cieszy. Mam tylko nadzieję, że uda nam się wrócić z mamą i bratem bez żadnych problemów. Oraz, że dolecą, co już nie jest przecież takie pewne, jeśli wziąć wszystko pod uwagę. 
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #18

czerwca 04, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #18


Zdajecie sobie sprawę z tego, jak ciężko jest wyjechać z miejsca, gdzie spędziło się ostatnie cztery miesiące? Teraz przed ten ostatni miesiąc będę biegać po Londynie, zwiedzać wszystko, co się tylko jeszcze da, robić miliony zdjęć i rozpaczać nad ilością rzeczy, które muszę wysłać z powrotem do Polski. Przyznam, że boję się tego, bo to już taki ostateczny krok, odesłanie wszystkiego. Ten tydzień spędziłam lekko chorując, więc miałam dużo czasu na panikowanie. 

W piątek przylatuje moja mama, więc ten tydzień spędzę na ogarnianiu wszystkiego, kupowaniu tego, co potrzebne, na szybkim czytaniu książek na zapas, gdyż nie będę miała czasu podczas pobytu mamy, a nie pozwolę na to, by jakiegoś dnia recenzja się nie pojawiła i zdecydowanym rozpaczaniu dalej. Próbuję sobie wyobrazić, że wsiadam do samolotu i lecę z powrotem, ale po prostu nie potrafię. Ciągle mam wrażenie, że to wcale nie nadejdzie i po prostu się obudzę z ulgą, że dalej tu jestem i nie zapowiada się powrót. Zawsze myślałam, że za bardzo uwielbiam Polskę, by z niej wyjechać. Okazało się, że nawet mi jej nie brakuje. Jak żyć? Rejestracja na studia załatwiona, rozważam tylko jeszcze zapisanie się na zarządzanie. W połowie lipca będę już wiedzieć, co dalej. Nie wykluczam tego, że tu po prostu wrócę.

Jesteście chętni na wpis, co najbardziej polecam zobaczyć w Londynie? 
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #17

maja 28, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #17


Znowu krótko i na temat. Powinnam więcej czasu poświęcać na Paper Towns, ale dzisiaj zbytnio zajęłam się czytaniem. Po skończeniu Ostatecznego argumentu od razu zabrałam się za Chciwość, Marty Guzowskiej (recenzja w poniedziałek), a z racji tego, że noc jeszcze młoda łyknę sobie jeszcze kolejny tom o Staszku, Tomasza Duszyńskiego. Może uda mi się nawet skończyć, zanim Dawid wróci do domu, skoro mi tak dobrze dzisiaj czytanie idzie.

W tym tygodniu wybraliśmy się do The Royal Air Force Museum, które chciałam zobaczyć po lekturze Rycerzy wojennego nieba. Było w porządku, ale trochę się zawiodłam, gdyż oczekiwałam czegoś więcej, niż wielgachnego hangaru wypełnionego po brzegi samolotami. Mimo to cieszę się, że się tam wybrałam, choćby tylko dla samolotu, jakim latał Franz. Fajnie było zobaczyć taki na żywo. Niektóre również były całkiem, całkiem. Szczególnie latająca łódź, która wyglądała jak zrobiona z folii aluminiowej. A była naprawdę ogromna.

Do końca mojego pobytu w Londynie zostało dokładnie 31 dni. Co znaczy, że przed nami jeszcze cztery, pięć odcinków Paper Towns. Przyzwyczaiłam się już do tych sobotnich postów i będzie ciężko mi się odzwyczaić. Jeszcze nie wyleciałam, a już chcę tu wrócić. Ciężkie jest życie osoby, która sama nie wie, czego chce od życia.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #16

maja 21, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #16


Dzisiaj po raz kolejny nudny post, gdyż w tym tygodniu znowu skupiłam się bardziej na zakupach. Muszę powoli kupować wszystko, co chcę ze sobą zabrać do domu, bo koniec czerwca już niedługo. Obiecuje Wam, że po 10 czerwca zdjęć z cudownych miejsc będzie bardzo dużo, gdyż czeka mnie prawie trzy tygodnie intensywnego zwiedzania z moją mamą. Planuję też napisać post na temat miejsc, które warto odwiedzić będąc w Londynie. Więc będzie jeszcze londyński czerwiec i później wracamy do normalnego życia. Wakacje zapowiadają się za to niesamowicie, gdyż cały lipiec spędzę z moją najlepszą przyjaciółką, więc nudno nie będzie. Później... się zobaczy.

Dodatkowo znowu pojawiło się jedzenie. Tak to już jest jak człowiek jest na diecie i jedyne o czym myśli, to następny posiłek. Chciałabym też napisać co nieco o motywacji, jednak nie wiem jak to przyjmiecie, gdyż do przecież książkowy blog i nie chcę zmieniać go w typowo lifestyle'owego. Zobaczymy, jak te wszystkie plany wyjdą, a na razie zapraszam Was do tygodnia ze mną w Londynie.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #15

maja 14, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #15


Witajcie w kolejnym Paper Towns. Wiem, że trochę późno pojawia się dzisiejszy post, jednak z powodu pewnych problemów technicznych późno wróciliśmy z zakupów i zanim ogarnęliśmy wszystko to wyszło jak wyszło. Ten tydzień minął bardzo szybko, wręcz nie zauważyłam kiedy. W niedzielę pojechaliśmy na Camdem, gdzie dawno nie byłam. Nie robiłam jednak obsesyjnie zdjęć wszystkiego, gdyż już kiedyś pokazałam Wam to miejsce [tutaj]. Nic nie kupiłam, za to jadłam chyba jedne z najlepszych pierogów w życiu. Wyjechać do Anglii żeby znaleźć takie pyszności... Trochę śmieszne. Polecam Wam jednak zdecydowanie zajrzeć na Camdem gdy będziecie w Londynie i w morzu orientalnych smaków poszukać małej polskiej budki z jedzeniem. 
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #14

maja 07, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #14


Mam nadzieję, że się nie obrazicie, że tak dzisiaj wpadam tutaj i wypadam, ale dopiero wróciłam do domu, jest późno, a mnie ciągnie do książki, więc powiem Wam tylko, że w tym tygodniu znowu padło na park. Mam zamiar zrobić osobny post o miejscach wartych odwiedzenia w Londynie, więc nie będę się za bardzo rozpisywać. Przy okazji podrzucam Wam też zdjęcia moich posiłków z jednego dnia. Nie wszystkich, bo jem pięć, ale i tak możecie zobaczyć, jak się katuję, by zrzucić trochę centymetrów. Oczywiście nie do przesady, bo nie ograniczam wszystkiego. Czekoladę też czasem zjem. A co. A teraz wracam do czytania Haremu Sulejmana. 

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #13

maja 01, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #13


Jadąc do Londynu byłam pewna, że miejscem, które KONIECZNIE muszę odwiedzić jest The Sherlock Holmes Museum. Mijały tygodnie, a ja dalej odkładałam tą wycieczkę. Obawiałam się trochę, że kiedy już ją zakończę nie będę miała na co czekać. Jednak Dawid stwierdził, że idziemy i koniec wymówek. Wzięłam głęboki oddech i ruszyliśmy. Jeśli przyjedziecie do Anglii i również będziecie chcieli odwiedzić to miejsce to musicie wiedzieć dwie rzeczy. The Sherlock Holmes Museum jest płatne. Może Was dziwić, że to mówię, ale tutaj większość takich placówek jest darmowa. Nie tym razem. Za wstęp musicie zapłacić 15 £ od osoby.

Po drugie polecam to muzeum tylko osobom, które naprawdę uwielbiają Sherlocka. W środku bowiem znajdują się pomieszczenia, w których mógłby mieszkać Sherlock Holmes oraz kilka figur woskowych, które przedstawiają postaci z opowieści Doyle'a. Nie ma tam nic, co zachwyciłoby ludzi nieinteresujących się najsławniejszym detektywem wszech czasów. Oczywiście nie odradzam Wam wycieczki, bo mi bardzo się podobało. Ostrzegam tylko, byście nie doszli do wniosku, że zmarnowaliście trochę pieniążków. Sklepik z pamiątkami jest obok wejścia do muzeum, więc żeby coś kupić nie musicie wcale wchodzić do środka. Jeśli chodzi o ceny tam nie są tak wygórowane jak w - na przykład - British Museum, gdzie za zwykłą zakładkę płaci się 10 £.

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #12

kwietnia 23, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #12


Tak jak obiecałam w tym tygodniu w końcu poszliśmy coś zwiedzić. Padło na park, gdyż Dawid uwielbiam spacery i mógłby mieszkać pod jakimś drzewem. Holland Park jest naprawdę pięknym - i zatłoczonym - miejscem. Przyznam, że całkiem mi się podobało, choć osobiście wolę muzea i chętniej tam bym się wybrała. Tak czy inaczej czeka mnie jeszcze jeden spacer do tego parku, gdyż moja mama popiera Dawida i koniecznie chce się tam wybrać. No cóż.

Choć zwykle tego nie robię - muszę się pochwalić. Tak, znowu kupiłam buty. Może Was zdziwić to znowu, gdyż nie pokazuję zwykle swoich zakupów na blogu, ale ilość par, które posiadam tylko w Londynie może niektórych zszokować. Tak czy inaczej widząc nową kolekcję Timberlandów nie mogłam przejść obojętnie. Zapewne wielu książkoholików teraz złapie się za głowę i przeliczy cenę na książki, jednak osobiście lubię inwestować w obuwie. Nie zdziwcie się, ale mama mnie tak wychowała. No cóż. Każdy ma swojego bzika. Jeśli chodzi o tę markę to polecam i sama kupuję w ciemno. 
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #11

kwietnia 17, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #11


Ten tydzień nauczył mnie jednego. Mam cholernie mocną głowę i słaby żołądek. Może jednak nie będę rozwodzić się nad ilością alkoholu, którą jestem w stanie przyswoić. Jednak żeby obietnicy stało się zadość: naprawdę już nie piję. To, co czułam po sobocie w niedzielę... i poniedziałek... zostawmy bez komentarza. Z powodu mojej głupoty nie było możliwości, by ruszyć się z domu, więc zdjęć jest mało i przedstawiają nudną domową rutynę. Jeśli nie dostrzegliście jeszcze rodzinnego podobieństwa na zdjęciach ze mną jest moja kuzynka, która mieszka raptem piętnaście minut drogi ode mnie. Niecelowo. A Londyn taki ogromny...

Ten tydzień nie był też taki najgorszy. Mama zlitowała się w końcu nade mną i sprezentowała mi jeden z dwóch modeli moich wymarzonych długopisów. Z pewnością wyda Wam się to niepotrzebnym wydatkiem, ale ja uwielbiam wszystko co błyszczy, a prawdziwe kryształy Swarovskiego w środku cieszą moje oczy. Mają nawet certyfikat, a co! Teraz tylko muszę mocno trzymać się postanowienia, żeby odczekać chwilę, zanim kupię ten drugi model...

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #10

kwietnia 09, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #10


Dzisiaj w końcu mam dla Was więcej dzień, ale za to mało czasu by cokolwiek napisać. Późno już, ale my dopiero zbieramy się by pojechać do mojej kuzynki. W sobotę pojechaliśmy po raz kolejny zobaczyć Big Bena razem z Kamilą i jej chłopakiem. Przyznam, że dla mnie to już nic niezwykłego, ale być w Londynie i nie zobaczyć tych terenów to grzech. Ten weekend zaś znowu ubogi w zdjęcia, więc powoli zastanawiam się nad sensem serii Paper Towns. Na razie jednak posty są i... i tyle.

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #9

kwietnia 02, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #9


Tak Wam naobiecywałam i znowu pięć zdjęć na krzyż i zero zwiedzania. Dzisiaj jednak ponownie odwiedziliśmy Big Bena, więc w następnym Paper Towns na pewno będzie na co popatrzeć. Zastanawiam się też nad konkursem, gdzie do wygrania będzie coś bardziej pamiątkowego. Nie wiem tylko, czy jesteście zainteresowani. Ten tydzień minął mi na ciągłym jeżdżeniu po mieście i spędzaniu czasu z kuzynką, dlatego nie miałam czasu na wyciąganie telefonu. Jeśli macie snapchata z pewnością widzieliście co nieco więcej. 

Teraz kilka słówek od Dawida: Przede wszystkim dziękuję wszystkim, którzy obserwują i czytają tego bloga. Nie wiecie jak bardzo Karolina dramatyzuje jak nie widzi chociaż jednego komentarza, a co dopiero gdy ktoś przestanie ją obserwować: "znajdę cię i zabiję".
Zwiedzanie to jedna z części którą uwielbiam w Londynie. Chodzić pomiędzy ceglanymi domkami, oddychać powietrzem parków i oglądać piękno tego miasta jak i kraju.
Mam małą propozycję: może Wy napiszecie w komentarzach jakie miejsce w Londynie zobaczyć mamy i sfotografować. Zdjęcia na pewno będą udane, ponieważ zanim zrobię jedno zdjęcie Karolina każe mi usunąć i robić je na nowo, ponieważ tu jej ucho widać, tam włosy wystają, gdzieś indziej nie taka pozycja, a jeszcze gdzie indziej "za grubo" więc zrobienie jednego zdjęcia jak widać trochę trwa. Dziękuję za uwagę.

PS. Ostatnio odkryłam przepis na pyszną makaronową zapiekankę. Chcecie go poznać? 
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #8

marca 26, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #8


Naobiecywałam Wam ciekawych zdjęć, a skończyło się na tym, że znowu zakupy, zakupy i chorowanie. Pomyślałby kto, że skoro moja kuzynka teraz też mieszka w Londynie to będziemy zwiedzać jeszcze więcej, a tu widać Kamila ma coś ze mnie, bo jak na razie odwiedzamy przeróżne galerie handlowe. Być może za tydzień, dwa, to się zmieni. Zobaczymy. Mam teraz też mniej czasu na czytanie i bloga, gdyż cały czas coś robimy razem, lecz staram się nie robić sobie zaległości. Szczególnie, że przyszła do mnie ogromna paczucha książek, więc zdecydowanie na brak lektur nie narzekam i nie będę narzekać jeszcze przez jakiś czas. Co do pierwszego zdjęcia - tak, powinnam nosić okulary i czasami noszę. Jestem ślepa jak kret. Nowy fakt o mnie. NAPRAWDĘ widzę wyłącznie czubek własnego nosa.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #7

marca 19, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #7


W tym tygodniu jakoś tak wyszło, że nie zwiedzaliśmy. Poszliśmy po prostu na małe zakupy niedaleko naszego mieszkania, a całą niedzielę przesiedzieliśmy w domu oglądając Sleepy Hollow. Bardzo produktywnie, nie powiem, że nie. Udało mi się wydać trochę pieniążków na książki i kilka innych - zapewne niepotrzebnych - pierdół. Odwiedziliśmy też ponownie ten park, w którym kiedyś znaleźliśmy sporo piłeczek do golfa. Tym razem także nie obyło się bez nich. Mamy ich już tyle, że spokojnie sami możemy iść grać w golfa. Powiem Wam, że to nie takie łatwe. Próbowałam kiedyś. Trafić tym kijem w tą piłeczkę to trzeba umieć.

Następne Paper Towns z pewnością będzie bardziej interesujące, choć niedzielę również spędzamy w domu. Tym razem w oczekiwaniu na kuriera. W końcu będę mogła przeczytać papierową książkę! Po prawie dwóch miesiącach samych ebooków! Nawet nie wiecie, jak się cieszę. Poza tym... Mamy już wiosnę!
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #6

marca 12, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #6


Ten tydzień pod względem czytelniczym nie był najlepszy - dużo czasu zajęło mi przeczytanie Dwóch lat, ośmiu miesięcy i dwudziestu ośmiu nocy. W pewnym momencie musiałam poprosić o pomoc Johnny'ego Walkera, ale nawet z nim było ciężko. Jeśli jednak chodzi o weekendową wycieczkę - była bardzo udana. Nie spodziewałam się tego idąc do Muzeum Historii Naturalnej, ale bije ono na głowę wszystkie inne. w których byłam. Jestem pewna, że jeszcze nie raz się tam wybiorę. Mnóstwo atrakcji i chyba z pięć sklepików z pamiątkami. Zdecydowanie coś dla mnie. Koniec końców kupowanie pamiątkowych zakładek to najważniejszy punkt każdego zwiedzania! W muzeum również się zakochałam. W wielkim interaktywnym tyranozaurze. Stałam tam i gapiłam się na niego totalnie ignorując otoczenie. Jeszcze trochę i zabrałabym go do domu...

Odnalazłam też całkiem niedaleko naszego domu sklep, który jest dla mnie rajem. Uwaga, kolejna informacja dotycząca mnie: uwielbiam wszelkie papiernicze przybory. Kredki, flamastry, kolorowe karteczki, pieczątki, naklejki... Jeśli macie okazję odwiedzić Hobby Craft i jesteście tak samo jak ja uzależnieni od rzeczy tego typu... Lepiej weźcie ze sobą dużo pieniędzy. Bardzo dużo. Nie wiedziałam na co mam patrzeć, a tym bardziej co kupić, a co sobie odpuścić. Uzbierała mi się tutaj już ogromna kupka takich przyborów. Będę miała zapas na studia. I jeszcze na kilka lat po studiach... Naprawdę. Wiecie, że po liceum zostało mi jeszcze ponad trzydzieści pustych zeszytów..? Nie mogłam się powstrzymać przed ciągłym dokupywaniem nowych. Przecież te okładki były takie piękne! #wezwijcielekarza
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #5

marca 05, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #5


W tym tygodniu możecie odetchnąć z ulgą: zdjęć jest tak mało, że aż sama się dziwię. Zwykle robię ich tysiące, jednak w tym tygodniu postanowiłam się po prostu dobrze bawić. Ponownie pojechaliśmy na Camden, gdyż nie mogłam przeboleć niekupienia pewnego plecaczka i przez cały tydzień rozpaczałam. Z racji tego, że nie można tam zbytnio robić zdjęć, a kilka pojawiło się w tamtym tygodniu darowałam sobie fotografowanie wszystkiego i rzuciłam w wir zakupów. Być może nie wiecie, ale bardziej niż książki uwielbiam kupować buty i ubrania. Czasami zdarza się, że waham się nad wydaniem czterdziestu złotych na książkę, a bez zastanowienia wydaję po sześćset na buty. Wydaje mi się, że to choroba, ale jestem pewna, że otrzymałam ją w genach. Znaleźliśmy też księgarnię, w której można kupić wszystkie te cudowne wydania książek. Barnes & Noble, Penguina i wiele wiele innych. Ceny też były niezwykłe. Chłopak sprezentował mi małe cudowne wydanie Sherlocka, którego sama bym nie kupiła. Nie za tą cenę. Łzy lały się strumieniami, kiedy musiałam opuścić tamto miejsce.

W niedzielę postanowiliśmy odpocząć od jeżdżenia - tutaj wszędzie jest daleko! - i poszliśmy na spacer. Odwiedziliśmy kolejny park, chociaż raczej nazwałabym to drzewami dookoła ścieżki i rzeczki. Skończyło się jednak na tym, że świetnie się bawiliśmy szukając piłeczek golfowych. Dookoła naszego mieszkania są wszędzie pola golfowe. Naprawdę, w którą stronę nie pójdziemy natykamy się w końcu na panów w podkolanówkach z wózeczkami na kółkach i stosem małych piłeczek. Okazało się, że takie szukanie to wcale nie jest bezpieczna rozrywka. Wielki siniak na mojej nodze może to potwierdzić. Poświęciłam własne zdrowie by nie pobrudzić butów błotem. Ot, cała ja. Zaliczyłam spotkanie trzeciego stopnia z krzaczkiem róży. Bolało.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #4

lutego 27, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #4


Tydzień za tygodniem, tydzień za tygodniem... Jak ten czas szybko leci! W tym tygodniu postanowiliśmy wybrać się w dwa miejsca, więc zdjęć jest naprawdę sporo. W sobotę pojechaliśmy na Camden. Jest to w jakiś sposób dzielnica handlowa, gdzie możecie znaleźć naprawdę wszystko. Każdy fan cięższej muzyki będzie zachwycony tym wszystkim. Osobiście nie mogłam przestać się rozglądać. Ceny nie są najniższe, jednak za jakość i oryginalność się płaci. Jestem pewna, że nie raz tam jeszcze wrócę. Zdecydowanie pokochałam to miejsce. 

W niedzielę zaś poszliśmy odwiedzić Science Museum. Muzeum Nauki to dosyć ciekawy temat, jednak z racji tego, że mnóstwo tam interaktywnych eksponatów biega tam ilość dzieci, która przekracza tolerowaną przeze mnie normę. Rozumiem, że one chcą dotykać, bawić się. Niektórzy rodzice jednak zachowują się, jakby uważali, że skoro to miga i można tym poruszać jest to tylko i wyłącznie dla ich pociech. Dopchanie się do niektórych atrakcji było wręcz niemożliwe. Tak czy inaczej moja determinacja sprawiła, że zobaczyłam i podotykałam wszystko, co chciałam. 

Jeśli chcecie być na bieżąco i zobaczyć więcej zdjęć niż tutaj --> snapchat: honeyowelove
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #3

lutego 20, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #3


Minął trzeci tydzień w Londynie. Tym razem weekend poświęciliśmy nie na zwiedzanie super sławnych zabytków, tylko na poznanie trochę okolicy. Byliśmy ciekawi, co kryje się niedaleko naszego domu. Londyn w ogóle nie przypomina innych wielkich miast. Wszędzie stoją małe słodkie domki, a dookoła nich jest zielono. Łatwo też natknąć się na parki, których jest tu więcej, niż w moich rodzinnych Bieszczadach. Nie są też wyremontowane i przypominają prawdziwy... park. Wszędzie błoto, drzewa, kwiatki... Przyznam, że nie tego się spodziewałam lecąc tutaj. Kto by się spodziewał, że żeby pooddychać świeżym powietrzem trzeba się wybrać do Londynu?

Nadal przeraża mnie fakt, że chyba więcej jest tu Polaków niż Anglików. Ostatnio weszłam do baru zjeść hamburgera - niech żyje dieta! - i byłam w szoku. W gronie prawie dziesięciu osób doliczyłam tylko dwóch, które nie mówiły po polsku. Nawet przypadkowo spotkany w sklepie pan Anglik spytał mnie, czy jestem z Polski po czym powiedział dziękuję. Zabawne, że tak jak my w Polsce wtykamy w nasze wypowiedzi angielskie słówka - Anglicy robią to samo, tylko odwrotnie.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #2

lutego 14, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #2


Uwielbiam muzea. Serio. Tym razem przyszedł czas na British Museum. Czyli coś wielkiego i w ogóle. Tak sobie myślałam idąc tam w poprzednią niedzielę. A właściwie jadąc. W Londynie wszędzie jest cholernie daleko. Pewnie dlatego tak mało tutaj grubych ludzi. Ciągle biec do autobusu, do metra. Biec przez ulicę i uciekając przed mordercami... Trochę mnie fantazja poniosła, ale faktem jest, że wszyscy tu się ciągle śpieszą. Nawet siedząc w autobusie wyglądają, jakby mieli wstać i zacząć chodzić w kółko. Nie wiem jak to się dzieje, że energia rozpiera tych wszystkich ludzi. Spróbujcie iść w sobotę na Hammersmith, zrobić zakupy i nie zostać rozgniecionym przez napierający tłum! Próbowałam. Kiedy wyszłam stamtąd czułam się jakby mnie czołg potrącił. Zakupy w Londynie to niekiedy sport ekstremalny...

British Museum jest naprawdę ogromne. I wchodzi się tam za darmo. Co zapewne przekłada się na ogromne ceny pamiątek. Naprawdę! Zakładka do książki - 10 funtów. Może nie wspomnę o cudownym wydaniu Sherlocka, które odłożyłam z wielkim bólem serca... Cóż. Były łzy i rozdzierające pożegnanie. Ale ja tam po nie wrócę. Obiecałam mu. Oprócz tego, że wszystko jest tam drogie jest naprawdę cudownie. Mumie, greckie rzeźby, stylowe wazony... Pewnie jeszcze nie raz się tam wybiorę. Mam nadzieję, że nie każda wizyta w sklepie z pamiątkami będzie się kończyć złamanym serduszkiem. Tak czy inaczej moim rajem tutaj nie są księgarnie. Weszłam do sklepu z płytami i popłynęłam. Płyta Foo Fighters za sześć funtów? Biorę.

Co do kwestii technicznych... Wciąż nie mam internetu. Nawet nie wiecie ile dziesiątek funtów wydałam już na ciągłe doładowania i kolejne karty, które dają mi jakieś marne megabajty za ogromne kwoty. Czekam na czwartek jak na zbawienie. Mają przyjść podłączyć sieć. Czuję się, jakbym czekała na moje urodziny. Te wszystkie zaległe odcinki seriali, które na mnie czekają... Tyle recenzji mam do napisania, tyle zaległych postów! Teraz już wiem, co odpowiadać na pytanie o moją wyprawkę na bezludną wyspę: nielimitowany internet i laptop z nieograniczoną baterią. Amen.
Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #1

lutego 06, 2016

Paper Towns, czyli Papierowe Miasta w Londynie #1


Minął pierwszy tydzień w Londynie, a ja zdążyłam zwiedzić dopiero kilka rzeczy i większość sklepów. Grunt to priorytety. Jak na razie największym minusem pobytu tutaj jest brak internetu. Wyobrażacie sobie, że na podłączenie sieci muszę czekać jeszcze dwa tygodnie? Radzę sobie jak umiem, ale jak na razie masowo pochłaniam książki z przerażeniem obserwując rosnącą ilość recenzji do napisania. 

Londyn jest całkiem inny, niż się spodziewałam. Niby ogromne miasto, a równocześnie takie przytulne. Jedno jest pewne. Mieszkać na zawsze zdecydowanie tutaj nie chce i kiedy tylko nadarzy się okazja wracam do Polski. Ta różnorodność wszystkiego mnie zabije, jestem pewna. Wydaje mi się, że zbyt lubię moje małe miasteczko, by już nigdy do niego nie wrócić. Poza tym - zdradzę Wam tajemnicę - cholernie mi się tu nudzi.

Pozostaje mi jedynie pokazać Wam ułamek tego, co zobaczyłam i korzystać z okazji, że mam internet i pędzić pisać, pisać, pisać na zapas.
Copyright © Życie z książką , Blogger