Uwielbiam muzea. Serio. Tym razem przyszedł czas na British Museum. Czyli coś wielkiego i w ogóle. Tak sobie myślałam idąc tam w poprzednią niedzielę. A właściwie jadąc. W Londynie wszędzie jest cholernie daleko. Pewnie dlatego tak mało tutaj grubych ludzi. Ciągle biec do autobusu, do metra. Biec przez ulicę i uciekając przed mordercami... Trochę mnie fantazja poniosła, ale faktem jest, że wszyscy tu się ciągle śpieszą. Nawet siedząc w autobusie wyglądają, jakby mieli wstać i zacząć chodzić w kółko. Nie wiem jak to się dzieje, że energia rozpiera tych wszystkich ludzi. Spróbujcie iść w sobotę na Hammersmith, zrobić zakupy i nie zostać rozgniecionym przez napierający tłum! Próbowałam. Kiedy wyszłam stamtąd czułam się jakby mnie czołg potrącił. Zakupy w Londynie to niekiedy sport ekstremalny...
British Museum jest naprawdę ogromne. I wchodzi się tam za darmo. Co zapewne przekłada się na ogromne ceny pamiątek. Naprawdę! Zakładka do książki - 10 funtów. Może nie wspomnę o cudownym wydaniu Sherlocka, które odłożyłam z wielkim bólem serca... Cóż. Były łzy i rozdzierające pożegnanie. Ale ja tam po nie wrócę. Obiecałam mu. Oprócz tego, że wszystko jest tam drogie jest naprawdę cudownie. Mumie, greckie rzeźby, stylowe wazony... Pewnie jeszcze nie raz się tam wybiorę. Mam nadzieję, że nie każda wizyta w sklepie z pamiątkami będzie się kończyć złamanym serduszkiem. Tak czy inaczej moim rajem tutaj nie są księgarnie. Weszłam do sklepu z płytami i popłynęłam. Płyta Foo Fighters za sześć funtów? Biorę.
Co do kwestii technicznych... Wciąż nie mam internetu. Nawet nie wiecie ile dziesiątek funtów wydałam już na ciągłe doładowania i kolejne karty, które dają mi jakieś marne megabajty za ogromne kwoty. Czekam na czwartek jak na zbawienie. Mają przyjść podłączyć sieć. Czuję się, jakbym czekała na moje urodziny. Te wszystkie zaległe odcinki seriali, które na mnie czekają... Tyle recenzji mam do napisania, tyle zaległych postów! Teraz już wiem, co odpowiadać na pytanie o moją wyprawkę na bezludną wyspę: nielimitowany internet i laptop z nieograniczoną baterią. Amen.