PAN LODOWEGO OGRODU, TOM 2 // JAROSŁAW GRZĘDOWICZ 🌳

Ponad dwa tygodnie temu po raz pierwszy spotkałam się z Jarosławem Grzędowiczem. Pierwszy tom Pana Lodowego Ogrodu mnie nie zachwycił. Spodziewałam się czegoś całkiem innego. Uznałam, że nie ma co się zniechęcać - grunt to nastawienie - i zabrałam się za drugi tom od razu, gdy do mnie dotarł. Mnóstwo osób pisało mi, że jeśli początek mi się nie spodobał to nie wróżą mi po następnych częściach nic dobrego, a okazało się, że kontynuacja zmieniła całkowicie mój światopogląd na twórczość Grzędowicza i ten cykl.

Bohaterowie - za przeproszeniem - wciąż są w pupie. Grzędowicz ich nie oszczędza i to nie przypadek, że tym razem nie informuję Was o zarysie fabuły. Zakończenie tomu pierwszego zwala z nóg i jest powodem, dla którego po kontynuację chwyciłam. Nie mam zamiaru zdradzać na ten temat nic, gdyż być może i Was - jeśli pierwszą częścią nie byliście zachwyceni - skusi to do dalszej lektury. Gdyby nie to, że sięgnęłam po Pana Lodowego Ogrodu, tom 2 żyłabym w nieświadomości, ile jeszcze do przekazania ma Grzędowicz. Stopniowo buduje on napięcie, którego później nie sposób się pozbyć, gdyż nie jest on zbyt chętny, żeby je rozładować.

Własna śmierć oglądana z bliska wydaje się cuchnąca, pospolita i bolesna.

Vuko Drakkainen stał się teraz trochę zagubiony i odebrałam go dużo lepiej, niż wcześniej. Nie mogę jednak powiedzieć, że pałam do niego miłością i przejmuję się jego losem, bo jeśli chodzi o postaci to są mi praktycznie wszystkie obojętne. Polubiłam jedynie personifikację Cyfrala, która tak mocno skojarzyła mi się z Syl z Drogi królów, Brandona Sandersona. Zapewne to jest powód, dla którego zapałałam do niej sympatią. 

Drugi główny bohater również przeszedł pewną metamorfozę. Filar nie jest już tym samym chłopakiem, którym był mieszkając w pałacu i szykując się do objęcia władzy. Wędrując przez poszczególne miasta i oglądając wszystkie te tragedie na własne oczy coś się w nim zmieniło. Ciekawa jestem, jak Grzędowicz planuje połączyć obu bohaterów i kiedy to się stanie, gdyż wiadomo, że muszą się kiedyś spotkać. I zapewne razem uratować świat. Z drugiej strony Grzędowicz może niejednokrotnie zaskoczyć. Gdyby Pana Lodowego Ogrodu napisał Brandon Sanderson z góry bym założyła, że Vuko i Filar nigdy się nie spotkają i będą sobie funkcjonować bez wiedzy o wzajemnych misjach. 

Cesarz bez swojego pałacu, bez zbrojnych i bez poddanych wierzących w jego władzę jest nikim. Zwykłym człowiekiem.

No właśnie, gdyby Sanderson to napisał nie mogłabym się oderwać od lektury. Tutaj jednak miałam z tym mały problem i ciągle mnie coś rozpraszało. To jakiś mecz w telewizji, to Fifa, to psa trzeba pogłaskać, a może znajdę w internecie jakieś porady co do nadziewania kurczaka... Mimo wszystko ten tom jest lepszy niż poprzedni i lepiej mi się go czytało. Poczucie humoru może nie wylewa się z każdej strony, ale jest gdzieniegdzie dostrzegalne i dzięki temu Pan Lodowego Ogrodu lżej wchodzi w ludzką psychikę. 

Dużo bardziej podoba mi się też to, co się dzieje, jeśli chodzi o fabułę. Mniej tu technicznych, ziemskich, szczegółów i skupiamy się bardziej na tym świecie, jego normach, magii i pa, pa, technologio! Wiem, że dużo osób lubi urban fantasy, jednak ja - zwolenniczka tego klasycznego - jestem zachwycona stroną, w jaką to wszystko zmierza. Jeśli następna część będzie na tym samym poziomie to wyraźnie będę usatysfakcjonowana. 

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra)

669 // Pan Lodowego Ogrodu // Jarosław Grzędowicz // Mistrzowie Polskiej Fantastyki // tom 2 // Pan Lodowego Ogrodu // tom 2 // 25 stycznia 2018 // 510 stron // Wydawnictwo Fabryka Słów // Wydawnictwo Edipresse // 16,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów!

Komentarze