➶ WINNETOU // KAROL MAY 🐻

Przygodę z westernami w lutym postanowiłam rozpocząć od Winnetou, Karola Maya. Wybrałam ją z mojej listy ot tak, bez żadnych dłuższych przemyśleń i zabrałam się za nią całkowicie bez oczekiwań. Po Na południe od Brazos ciekawa byłam, czy jestem fanką gatunku, czy tylko i wyłącznie tamtej pozycji. Winnetou zaczęłam czytać leżąc w szpitalu - przerwałam dla niej świetną Śmierć na kredyt, która całkowicie nie nadaje się do szpitalnych klimatów - i popłynęłam. Mogę więc teraz ze spokojem i ze stuprocentową pewnością powiedzieć: tak, jestem ogromną fanką westernów, Indian oraz Dzikiego Zachodu.

Old Shatterhand - nazwany tak nie bez powodu przez pewnego zasłużonego westmana - po raz pierwszy w życiu jest na Dzikim Zachodzie. Znalazł pracę jako nauczyciel i żyje spokojnie, przez nikogo nie nachodzony. Jedynie pewien stary mężczyzna uparcie nazywa go greenhordem, bardzo niedoświadczonym człowiekiem w tamtych czasach, przez co główny bohater czuje się zmuszony do udowadniania swoich umiejętności. A wydawać mogłoby się, że urodzony został po to, by żyć jako westman na Dzikim Zachodzie. Henry ma dla niego niespodziankę, która - choć początkowo go przeraża - okaże się dla niego niesamowitą przygodą.

Wolna wola to niebo dla człowieka, ale często i piekło. 

Old Shatterhand to jedna z tych postaci, które są we wszystkim najlepsze i którym wszystko wychodzi. Mimo to - o dziwo! - nie jest to irytujące i nie odrzuca od lektury, chociaż zwykle takie idealizowanie strasznie mnie wkurza i szybko mam ochotę rzucić książkę w kąt. Old Shatterhanda jednak polubiłam równie mocno, co samego Winnetou, a nawet mocniej. Pozostali bohaterowie też są warci wzmianki, jednak mi do gustu przypadła siostra Winnetou, na imieniu której można połamać sobie język. Mimo faktu, że jest kobietą robiła rzeczy, które stosowne byłyby tylko dla mężczyzn, a nikt jej nie potępiał. Indianie, chociaż podobno zacofani w kwestiach cywilizacji, okazali się rozumniejsi niż blade twarze. 

W poprzednim westernie jaki czytałam Indianie byli rasą praktycznie wymarłą, z którą każdy biały człowiek walczył i przed którymi musiał uciekać, jeśli nie był przygotowany do walki. Karol May pokazuje ich od całkiem innej strony, jeszcze w pełni sił, potrafiących się bronić przed najazdami. Wódz plemienia Winnetou i jego ojciec był człowiekiem rozumnym, który logicznie wypowiadał się na temat własności i kradzieży. Wszystkie obrzędy Indian zostały opisane szczegółowo, przez co zrozumiałam ich i wydali mi się naprawdę interesujący. Chociaż Na południe od Brazos pokazuje ich w wysoce negatywny sposób to Winnetou naprostowało moje myślenie o nich i uczyniło mnie ich fanką.

Śmierć tak dalece szkodzi ciału, że się ją rzadko kiedy przeżywa.

Karol May pisze w taki sposób, że nie sposób nie wgłębiać się w przygody Winnetou i Old Shatterhanda. Czyta się je tak szybko i przyjemnie, że żałuję, iż kupiłam tylko pierwszy tom i trochę czasu minie, zanim uzupełnię kolekcje w kontynuacje. Chociaż autor podobno nigdy nie odwiedził terenów Ameryki, o których pisał, pobudzał mocno moją wyobraźnię i żałuję, że nie sięgnęłam po Winnetou w czasach dzieciństwa, tylko teraz - mając prawie 22 lata i całkiem sporo za sobą. Mogę tylko przypuszczać, jak cudownie byłoby zagłębiać się w ten cykl kilkanaście lat temu. Howgh! 

Ogólna ocena: 09/10 (wybitna)

668 // Winnetou // Karol May // Winnetou // przekład polski na podstawie wydania z roku 1910 // Winnetou // tom 1 // 1982 // 384 strony // Wydawnictwo Nasza Księgarnia 

Komentarze

  1. Wow :) muszę to przeczytać. Lubię klasyki :)

    Pozdrawiam,
    toukie z http://ksiazkowa-przystan.blogspot.com/ 💖

    OdpowiedzUsuń
  2. Trzeba kiedyś przeczytać. Nie ominie mnie to na pewno. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja zaczynałem swoją przygodę z czytaniem od Westernów. Pamiętam, że dostałem jako mały dzieciak od koleżanki mamy z pracy parę westernów Maya ale w takim bardziej zeszytowym wydaniu. Czytało się to super i do dziś leżą one w honorowym miejscu :). Najlepsze jest to, że podobno May nie był nigdy w Ameryce. Polecam jeszcze Twojej uwadze "Przez dziki Kurdystan", nie jest to co prawda western ale też świetna książka (chyba trylogia ale nie jestem pewien :P).

    OdpowiedzUsuń
  4. Winnetou to moja pierwsza miłość książkowa<3 Nie twierdzę, że to dobra literatura, bo taką nie jest, ale dla kilkuletniej mnie stanowiła świętego Graala, Złote Runo i co tam jeszcze literatury. Nawet teraz, a mam już swoje lata, za każdym razem gdy sięgam po książki Maya poświęcone dzielnemu wodzowi Apaczów i jemu białemu przyjacielowi, zanurzam się w świat Dzikiego Zachodu i znikam na amen:)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)