TEN CHOLERNY KSIĘŻYC // ALGIS BUDRYS

Sięgając po Ten cholerny księżyc nie wiedziałam, że jest to książka bardzo filozoficzna, pełna przemyśleń o życiu i śmierci, a równocześnie tak lekko się czyta. Spodziewałam się raczej typowej podróży w Kosmos, siedzenie miesiącami w rakiecie i kosmitów z mackami. Powinnam jednak się domyślić, że mamy tutaj za mało stron na takie przeciętne sci-fi i w żadnym wypadku się nie zawiodłam. Połknęłam Ten cholerny księżyc bardzo szybko, ale jestem pewna, że nie udało mi się dostrzec wszystkich przesłań i nie wiem, co właściwie autor chciał nam przekazać. 

Klasyczna powieść science fiction opowiadająca o człowieku jako istocie wiecznie szukającej i badającej z narażeniem życia coraz to nowe obszary.

Doktor Edward Hawks prowadzi na zlecenie amerykańskiej marynarki wojennej ściśle tajne badania nad tajemniczym obiektem znalezionym na Księżycu. Wszyscy ochotnicy, którzy mieli odwagę wejść do niego są zabijani za łamanie nieznanych obcych zasad panujących wewnątrz. Kolejnym śmiałkiem, który zostaje wysłany do eksploracji obiektu jest Al Barker – człowiek, który nieraz patrzył śmierci w twarz. Teraz również nie zawaha się wykonać kolejnego nadludzkiego zadania…

Zacznijmy od końca, czyli od Ala Barkera, człowieka, w istnienie którego nigdy bym nie uwierzyła. Jak dla mnie jego pogoń za adrenaliną i to, na co się zgodził to po prostu objaw choroby psychicznej. Nie wiem, czy istnieje ktoś, kto pozwalałby się wielokrotnie zabijać w jakimś wyższym, nieznanym, celu. Pokonanie przeszkody na Księżycu wydawało mi się czymś intrygującym, jednak - malutki spojler - po skończeniu tej książki dalej nie wiedziałam, jaki jest tego wszystkiego sens. Może właśnie o to chodzi w życiu - szukamy jakiegoś sensu, którego nie udaje nam się dostrzec.

Czytając opinie - już po skończeniu lektury - byłam w szoku. Spora część czytelników nie mogła przebrnąć przez te dwieście kilka stron i twierdzą oni, że naprawdę ciężko się Ten cholerny księżyc czyta. Być może chodzi tutaj właśnie o styl pisania i gust, ale ja płynęłam przez tę historię i bardzo napędzała mnie ciekawość. Główni bohaterowie nie byli osobami, z którymi mogłabym się zżyć, ale tym razem mi to nie przeszkadzało. Profesor, który zbudował teleport na Księżyc, jak go nazywałam, był bardzo dziwnym człowiekiem i wyglądało na to, że on już nie potrafi się zatrzymać mimo ogromnych kosztów. Ciśnie się tutaj na usta słowo obsesja. Wspomnieć też trzeba o kobiecie Barkera, Claire. Nie sposób było nie zwrócić na nią uwagi - jej chęć imponowania wszystkiego tak niezdrowo rzucała się w oczy, że to ją najbardziej pamiętam z tej książki. Nie chciałabym spotkać takiej osoby na swojej drodze.

Wątek kosmiczny jest dosyć okrojony, lecz nie jest to niczym szokującym, jeśli weźmiemy pod uwagę objętość pozycji. Można powiedzieć, że Algis Budrys liznął go bardzo pobieżnie i skupił się raczej na ludzkiej psychice i zachowaniach. Można narzekać, ale dla mnie - nie jestem ogromną fanką science fiction - to połączenie było idealne i nie pozwoliło mi się nudzić. Czytałam i czytałam, żeby jak najszybciej dowiedzieć się wszystkiego. Ostatecznie... nie dowiedziałam się nic, ale nie szkodzi. 

Minęło już kilkadziesiąt lat po premierze Tego cholernego księżyca i chociaż nie jest to pozycja ponadczasowa - za kilkanaście lat straci już pewnie ten powiew świeżości, który wprowadził teleport na Księżyc - to warto po nią sięgnąć. Spędzicie z nią może dwie godzinki, ale nie będzie to czas zmarnowany.

★★★★★★★★☆☆

835 // Ten cholerny księżyc // Algis Budrys // Rogue Moon // Lech Jęczmyk // 30 lipca 2019 // 250 stron // Wydawnictwo Zysk // 32,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Komentarze

  1. Nie słyszałam jeszcze o tej książce. Zaintrygowałaś mnie, ale zastanowię się czy przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Co u Ciebie?