Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Leon Wiśniewski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Janusz Leon Wiśniewski. Pokaż wszystkie posty
[597] Eksplozje - Janusz L. Wiśniewski i inni

lutego 14, 2017

[597] Eksplozje - Janusz L. Wiśniewski i inni


Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Januszem Leonem Wiśniewskim. I odpuść nam nasze... było udaną lekturą, jednak po tak sławnym autorze spodziewałam się czegoś więcej. Postanowiłam dać mu jeszcze jedną szansę, a premiera Eksplozji trafiła się w idealnym momencie. Przerwa na studiach, więcej czasu na czytanie... Z lekką obawą wzięłam się więc za ten zbiorek. Doskonale znam swoje podejście do opowiadań, więc to był trochę skok na głęboką wodę bez umiejętności pływania. Utonę, albo nie utonę. Pół na pół. Okazało się, że ja i autor mamy całkiem inne podejście do życia. Wychodzi na to, że powinnam unikać jego twórczości, bo to po prostu... nie to.

Ośmiu różnych mężczyzn i Janusz Leon Wiśniewski stworzyli zbiór opowiadań, który mógłby być literackim prezentem dla większości kobiet. Wiśniewski gra tutaj główną rolę, a każdy z pozostałych autorów wyciąga z jednego jego opowiadania to, co - według niego - jest najważniejsze i kontynuuje całą historię po swojemu. Opisuje ją z innego punktu widzenia, pisze kontynuacje, czy też rozwija ich sekrety i dramaty. Skupiają się oni na ludzkich uczuciach, pragnieniach, cierpieniach. Dostajemy tutaj wielki miks wszystkich emocji, które mogą pojawić się w człowieku, Mogłoby więc się wydawać, że to będzie coś chwytającego za serce, co poruszy każdym i sprawi, że łzy będą płynąć strumieniami. Błąd. Wielki błąd.

Niesamowicie mocno wynudziłam się czytając Eksplozje. Być może jestem nieczułym osobnikiem rasy ludzkiej, jednak opowiadania wydały mi się zbyt nierealne, by mogły być prawdziwe. Być może przeszkadzał mi w odbiorze styl Wiśniewskiego, który uderzał w zbyt wyniosłe nuty, a niektórzy - na szczęście nie wszyscy - autorzy poszli w jego ślady. Niektóre opowiadania czytało się szybko, innych po prostu nie dało się doczytać do końca. Dwóch pisarzy przypadło mi do gustu i zaopatrzę się na pewno w ich książki, jednak możecie być pewni, że Janusza L. Wiśniewskiego będę już unikać. Nie ma co dokładać mu negatywnych recenzji, skoro zwyczajnie nie jesteśmy dla siebie stworzeni.
[512] I odpuść nam nasze... - Janusz Leon Wiśniewski

maja 18, 2016

[512] I odpuść nam nasze... - Janusz Leon Wiśniewski

Tytuł: I odpuść nam nasze...
Tytuł oryginału: I odpuść nam nasze...
Autor: Janusz Leon Wiśniewski
Tłumaczenie: -
Seria: Na F/Aktach
Tom: -
Data wydania: 22 października 2015
Liczba stron: 220
Wydawnictwo:  Od deski do deski
Cena na okładce: 35,00
Janusz Leon Wiśniewski to od dłuższego czasu bardzo znane nazwisko. Pamiętam jak rzucało mi się w oczy, gdy w księgarni buszowałam w poszukiwaniu - jeszcze wtedy - paranormalnych romansów. Było to kilka lat temu, a książki tego autora dalej są zaczytywane. Postanowiłam w końcu sama się przekonać, czy Wiśniewski okaże się podbić i moje serce. Wcześniejsze pozycje z serii Na F/Aktach były bardzo mocne, więc po przeczytaniu Innej duszy i Preparatora musiało minąć trochę czasu, zanim byłam gotowa znowu sięgnąć po ten cykl.

Kiedy w 1991 roku Andrzej Zaucha został zabity pod teatrem STU w Krakowie ludzie byli w szoku. Życie straciła tam też Zuzanna Leśniak. Sprawcą był mąż kobiety, który odkrył romans tej dwójki. Mężczyzna - Francuz z pochodzenia, Polak z wyboru - sam zgłosił się na policję, złożył zeznania, przyznał do wszystkiego, po czym odsiedział pełne piętnaście lat kary nie skarżąc się na nic i czując, że zasłużył całkowicie. 

I odpuść nam nasze... opowiada o życiu podwójnego mordercy, jednak poznając głównego bohatera ciężko w to uwierzyć. Wincent uwielbia teatr, jest człowiekiem spokojnym i kulturalnym. Autor opowiada jego historię od momentu, gdy rozpoczął nowe życie z nową kobietą. Poznajemy jednak przeszłość mężczyzny, gdyż nachodzą go najróżniejsze wspomnienia z czasu, gdy pokochał Polskę, poznał swoją - zdradziecką, jak się okazało - żonę oraz te z więzienia. Zabieg jest dosyć ciekawy, jednak momentami niekiedy zwyczajnie nudny. 

Opowieści z czasu PRL-u sprawiały, że miałam ochotę ziewać szeroko. Najbardziej podobały mi się momenty, gdy dowiadywaliśmy się, jak Wincent poznał Agnieszkę, która stała się moją ulubioną postacią z I odpuść nam nasze.... Podziwiam ją za jej podejście do życia i do przeszłości swojego partnera. Czytając o ich pierwszym spotkaniu nie sposób było się nie uśmiechać.
Copyright © Życie z książką , Blogger