Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Kisiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marta Kisiel. Pokaż wszystkie posty
PRZED PREMIERĄ: EFEKT PANDY // MARTA KISIEL

września 20, 2021

PRZED PREMIERĄ: EFEKT PANDY // MARTA KISIEL

Efekt pandy to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie książek. Dywan z wkładką podbił moje serce poczuciem humoru i Tereską. Gdy dotarła do mnie kontynuacja od razu się za nią zabrałam. Dosłownie wstałam wcześnie rano i pochłonęłam ją, zanim mój syn się obudził, więc uważam to za osobisty rekord. 

SPA i smog, romanse i mordobicie, bździągwa w futrze oraz zaginiony trup.

Za namową męża Tereska Trawna raz jeszcze daje się skusić wizją świętego spokoju z widoczkami. Tym sposobem cztery kobiety i psica wyruszają na babski wypad do SPA. Niestety, zaplanowane wellness i błogi relaks w górskich okolicznościach przyrody już pierwszego dnia idą w niepamięć, gdy na horyzoncie pojawia się przyczajony zbrodzień.

Cóż. Niektórzy nigdy nie uczą się na błędach.

Tym razem Tereska wybiera się z matką, teściową i córką - i Pindzią oczywiście! - do SPA. Już samo to gwarantuje ogrom dobrej zabawy, a Marta Kisiel wspięła się na wyżyny i stworzyła coś niesamowitego. Wielokrotnie miałam ochotę umrzeć ze śmiechu i już wiem, że jest to seria, którą chcę czytać do końca życia. Nigdy mi się nie znudzą przygody Tereski Trawnej i jestem dalej w niej zakochana. 

Jako bohaterka jest ona bardzo oryginalna. Nie ma drugiej takiej Tereski i jej wygląd i charakter jest nie do podrobienia. Jest to kwestia twórczości Marty Kisiel, która wręcz grzeszy nieszablonowością. Pozostali jej krewni również przyciągają wzrok i KOCHAM przede wszystkim Zoję. W Efekcie pandy spędzamy z nią trochę czasu i wiem, że podbiła nie tylko moje serce. Poznajemy bliżej też mamę Tereski, która nie pojawiła się do tej pory i jest to kobieta niesamowicie irytująca i nie dziwię się już po prostu niczemu w zachowaniu naszej głównej bohaterki.

Fabuła zapowiadała się na słabszą niż ta z Dywanu z wkładką i z zaskoczeniem stwierdziłam, że się myliłam. Wątek kryminalny może nie jest tak spektakularny - nie ma tu kolejnego trupa zawiniętego w dywan - ale bardzo ciekawie towarzyszyło się bohaterkom w drodze do prawdy. Nie zabijcie mnie, ale uważam, że owe wątki kryminalne nie są czymś najważniejszym w tym cyklu. Liczy się tu przede wszystkim humor i podejście do życia bohaterów. Naprawdę chciałabym być taką Tereską i żyć w takim świecie jak ona - może tylko darujmy sobie trupy.

Każdy kto zna Martę Kisiel wie, że jest kwintesencją oryginalności i jej powieści czyta się ekspresowo. Chciałabym przeczytać jeszcze coś tej autorki, chociaż już większość jej twórczości mam za sobą. Jeszcze nigdy nic mnie nie zawiodło, a jesień to taki czas, że sięgam po pozycje, które wywołują we mnie dużo radości. Niedawno poznałam Tereskę, a już mam ochotę zrobić reread...

★★★★★★★★★★

Za książkę dziękuję grupie wydawniczej Foksal!

DYWAN Z WKŁADKĄ // MARTA KISIEL

stycznia 31, 2021

DYWAN Z WKŁADKĄ // MARTA KISIEL


Jako fanka cyklu Komedia kryminalna i Marty Kisiel nie mogłam przejść obojętnie obok Dywanu z wkładką. Do tej pory czytałam już wszystkie powieści z tej serii i to zdecydowanie jedna z najlepszych. Doceniam bardzo poczucie humoru tej autorki, więc wiedziałam, że się sprawdzi w tym gatunku. 

Tereska Trawna ma problem. A nawet kilka problemów.

Kiedy remont felernej kuchni kończy się kupnem domu na wsi, Tereska usiłuje nie tracić panowania nad charakterem i czerpać radość z nieoczekiwanych zmian w swoim życiu. I nawet jej się udaje — a przynajmniej do czasu, kiedy jogging z teściową kończy się odkryciem dywanu z wkładką w postaci bardzo martwego sąsiada. Wszystko zdaje się wskazywać, że za trupa odpowiada Andrzej Trawny, dobroć wcielona i osobisty małżonek Tereski.

Synowa i teściowa zwierają szyki, by ukryć zwłoki i czym prędzej odnaleźć prawdziwego mordercę. Tymczasem odcięte od Internetu dzieci Trawnych zaczynają podejrzewać, że matka z babcią próbują wykończyć tatusia…

Od początku bardzo polubiłam Tereskę. To taka bohaterka z krwi i kości (i trochę tłuszczu). Jej podejście do życia, pracy, dzieci, męża podbiło moje serce. Chciałabym kiedyś mieć taki posłuch w rodzinie jak Tereska. Śmiałam się do łez, gdy dowiadywaliśmy się o powodzie ich wyprowadzki, gdy przyjechała teściowa i... przez każdą stronę Dywanu z wkładką. Dodajmy do tego świetną - bardzo nowoczesną - babunię, która dodaje niesamowicie wiele tej fabule i mamy książkę idealną. Bo zdradzę Wam, że to pierwsza książka na mojej liście NAJLEPSZE KSIĄŻKI ROKU 2021.

Marta Kisiel jest autorką posiadającą niesamowicie bujną wyobraźnię i tutaj też udało jej się popłynąć. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy taka sytuacja mogłaby zdarzyć się w rzeczywistości... i... mam małe wątpliwości. Nie wiem, czy gdzieś istnieje taka Tereska, ale marzę, by ją poznać. Bohaterowie to tak wielki plus tej historii, że można zamknąć ich wszystkich w jednym pokoju i pozwolić  im po prostu żyć, a i tak byłaby to genialna książka. Dzieci Tereski - Zoja i Maciejka - to żywy przykład współczesnych nastolatków. Dziewczyna jest feministką, pragnie ratować, kogo się da i nie daje sobie w kaszę dmuchać. Maciek nie widzi świata poza komputerem i Minecraftem, nie jest fanem wysiłku fizycznego ani jakiegokolwiek.

Skoro już wiemy, że bohaterowie są świetni możemy przejść do wątku kryminalnego. Znaleziony trup to coś strasznego, ale podejście Tereski i babuni to po prostu geniusz. Nie mogłam przestać się śmiać czytając o tym momencie, gdy buraczkowy dywan pojawił się w zasięgu wzroku tych dwóch kobiet. Na początku czułam taki lekki dyskomfort - no jak śmiać się z martwego człowieka zawiniętego w burrito... - ale bardzo szybko mi przeszło. 

Dywan z wkładką czyta się tak ekspresowo! Pochłonęłam tę książkę na raz, a większość czytałam dwa razy - raz sobie, a raz komukolwiek w zasięgu słuchu. świetna pozycja do czytania ze znajomymi czy z rodziną. Naprawdę można uśmiać się do łez. Mam nadzieję, że pojawi się kontynuacja, bo rodzina Trawnych to zbyt dobre postaci, by porzucić je po jednym krótkim epizodzie. 

★★★★★★★★★★

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

PRZED PREMIERĄ: MAŁE LICHO I LATO Z DIABŁEM // MARTA KISIEL

sierpnia 18, 2020

PRZED PREMIERĄ: MAŁE LICHO I LATO Z DIABŁEM // MARTA KISIEL

 

Nowa książka Marty Kisiel zawsze bardzo mocno mnie cieszy. Odkąd pierwszy raz spotkałam się z Lichem jestem w tej postaci zakochana. Cykl Małe Licho przeznaczony jest dla młodszych, ale wiem, że spora część dorosłych czytelników też czeka na kolejne części przygód Bożka, Licha i Bazyla.

Rozpoczyna się czas najwspanialszych przygód — wakacje! I to przygód nie byle jakich, bo tym razem Licho nie daje się zostawić w domu i wspólnie z Bożkiem, świeżo upieczonym absolwentem klasy trzeciej, wyrusza z namiotem na znajomą polanę pośrodku lasu, w którym czają się tajemnice, zarówno bardzo stare, jak i te zupełnie nowe...

Tym razem wybieramy się z naszymi ulubionymi bohaterami do cioci Ody, która zrobi wszystko, by chłopiec łamane na duch łamane na glut i jego anioł stróż mieli spokojne i szczęśliwe wakacje. Chcieć nie zawsze znaczy móc, a towarzystwo znielubionego przez Bożka kolegi z klasy na pewno nie pomaga. Marta Kisiel poruszyła tutaj bardzo ważny temat i przyznam, że nawet w moim dwudziestoczteroletnim serduszku pojawiła się taka niechęć do próby zrozumienia i postawienia się w sytuacji Witka. 

Przypomniały mi się czasy dzieciństwa, gdy człowiek buntował się dla samej idei buntu, chociaż wewnątrz siebie naprawdę miał ochotę na tę zupę. Mimo to sama niechętnie wyciągnęłabym rękę na zgodę do kogoś, kogo szczerze nienawidzę i na samą myśl mam ciarki. Naprawdę jest to ciężki temat i rozumiem, że dzieci (ale nie tylko) powinny mieć otwarty umysł i serce i potrafić wybaczać. Pewnie gdyby ktoś nauczył mnie tego wcześniej nie zaciskałabym teraz zębów i nie nurzała się we własnej nienawiści.

Przygody naszych bohaterów czyta się ekspresowo. Powiedziałabym wręcz, że za szybko. Bardzo chętnie spędziłabym z Bożkiem więcej czasu, a tu się mrugnie i po lekturze. Jest to długość przeznaczona dla dzieci, więc nie będę się tego - za bardzo - czepiać. Nie mogę się doczekać chwil, gdy wrócę do Małego Licha czytając je na głos Leonowi. Wiem, że ten cykl będzie stał na jego półce bardzo długo, gdyż te postaci kocha się po prostu w każdym wieku, a Marta Kisiel pisze tak cudownie, że zapewne nawet jej listy zakupów wylądowałyby na szczycie, gdyby zdecydowała się je wydać.

Ostatnio omijam powieści dla młodszych, bo zakochana jestem w twórczości Anne Bishop i Katarzyny Puzyńskiej, więc maratonuje je na zmianę i przegryzam Brandonem Sandersonem, ale Małe Licho narobiło mi ochoty na inne historie tego typu i muszę się za takimi rozejrzeć. Chociaż pewne jest, że nie dorównają poziomowi tego cyklu. Jest on po prostu ponad wszystkim.

★★★★★★★★☆☆

Małe Licho i lato z diabłem | Marta Kisiel | Małe Licho | tom 3 | 254 strony | 02 września 2020 | Wydawnictwo Wilga | 34,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Wyświetl ten post na Instagramie.

Jestem OGROMNĄ fanką Kubusia i dążę do tego, by i Leon na takiego wyrósł. Nie wiem czy ktoś tego misia nie lubi, więc mam spore szanse, że i Leon w końcu się przekona. Odkąd pamiętam ta bajka i te postaci były w moim życiu - czytałam o nich książeczki, układałam puzzle. Leon przejął nawet po moim bracie kubusiowy kocyk, który w przyszłym roku skończy 18 lat. Te postaci są zdecydowanie ponadczasowe. Moim ulubieńcem jest Tygrysek, chociaż i do Sowy mam ogromny sentyment. 🙈 Przyznajcie się. Lubicie Kubusia? ———————————————— Na stronie wydawnictwa Egmont kupicie te książeczki z dużym rabatem. ❤️ W końcu zawsze miło jest wrócić do czasów dzieciństwa. A na zdjęciu Leon jeszcze ze smokiem. Minęło dopiero kilka dni od odsmoczkowania, a jak patrzę na te zdjęcia to wyglada tutaj jak mały dzidziuś. Na żywo już taki poważny! 🤪 ———————————————— #czytamdziecku #czytamdzieckucodziennie #kubusiprzyjaciele #kubuśiprzyjaciele #książkoholik #małyksiążkoholik #czytamzdzieckiem #czytamyrazem #mojewszystko #winniethepooh #synekmamusi #odsmoczkowanie #kochamgonadzycie #kochamnadzycie #kochamnajmocniej #pokojchlopca #łobuz #łobuziak #adenandanais #bookstagrampl #dziecisawazne

Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 (@_kyou_)

PRZED PREMIERĄ: PŁACZ // MARTA KISIEL

lutego 26, 2020

PRZED PREMIERĄ: PŁACZ // MARTA KISIEL

Wiecie, jak to mówią - gdy nowa Kisiel to święto w domu. Bardzo się cieszę, gdy jedna z moich ulubionych polskich autorek wyda kolejną książkę. Przyznam, że nie spodziewałam się, że będzie to zakończenie Cyklu wrocławskiego. Nie jest to może moja ulubiona seria Marty Kisiel, acz gdy tylko do mnie trafiła musiałam sprawdzić co się tam właściwie podziało. Miałam też trochę zły humor, a przecież na całym świecie wiadomo, że jak zły humor to do Kisiel. Dzięki Płaczowi zapomniałam o całym świecie i poczułam się ociupinkę lepiej.

Są takie przygody, które zostają w człowieku na zawsze.
Są takie przygody, po których nie ma co zbierać.

Kiedy prawda o przeszłości, zamiast wyzwolenia, przynosi jedynie nową traumę, trzem pannom Stern pozostaje już tylko ucieczka od siebie nawzajem. Dopiero wołanie z zaświatów sprawia, że ścieżki dawnych przyjaciół spotykają się raz jeszcze. Czy tajemnicze zaginięcie sprzed wielu lat i dramatyczna wyprawa na ratunek Eleonorze zdołają na dobre scementować rodzinę? Czy też kolejna wyprawa w czasie dla wszystkich okaże się tą ostatnią?

Dramatyczna opowieść o podnoszeniu się z gruzów, osadzona w pełnej tajemnic i grozy scenerii Gór Sowich.

Zdążyłam już zapomnieć jak bardzo lubię Dżusi. Jestem wręcz w szoku, że dopiero Płacz mi to przypomniał. Fabuła poprzednich części uleciała mi gdzieś z głowy, więc pierwsze strony tej książki były jak brnięcie w odmęty pamięci. Gdy udało mi się przypomnieć co i jak poszło już z górki. Książki Marty Kisiel czyta się ekspresowo, więc i w tym przypadku po prostu... popłynęłam. Wciągnęłam się, ale nie tak mocno jak w przypadku choćby Dożywocia, więc stąd trochę niższa ocena. 

Fabuła tym razem jest mega interesująca. Chyba najlepsza ze wszystkich tomów. Tajemnica zniknięcia Eleonory, zaręczyny Dżusi i Karolka, losy dwóch pozostałych sióstr Bolesnych... Dodatkowo nigdzie nie można znaleźć Ramzesa, coś jest nie tak ze wszystkimi telefonami w okolicy Dżusi i Klary, a i pan ze srebrną łyżeczką się pojawia. Autorka dała z siebie 100% wyobraźni i trochę żałuję, że to już koniec tego cyklu. A przecież nie lubiłam go znowu jakoś specjalnie!

Emocji Płacz we mnie nie wywołał, co dziwne, jak się weźmie pod uwagę te wszystkie wydarzenia, a końcowe szczególnie. Spodziewałam się, że to ja wyleję może łez, a okazało się, że podejrzanie łatwo przeszłam nad wszystkim do porządku dziennego. Cały ten czas, który poświęciłam na lekturę przypomina mi jakiś dziwny sen. Bohaterowie są bardzo autentyczni - love Dżusi! - ale wszystko tutaj wydarzyło się bardzo szybko i przeczytałam to w kilka godzin. Musiałam sobie później ułożyć całość w głowie i doszłam do wniosku, że mając taką wyobraźnię jak Marta Kisiel bałabym się iść spać.

Pojawiło się tutaj bardzo dużo lokalnej historii, której ja na przykład nie znałam, acz domyślam się, że większość osób również nic na ten temat nie wie. Lubię te takie smaczki w książkach Marty Kisiel i podobało mi się to tutaj chyba najbardziej. Te zaginione skarby, tajemnica sprzed lat, zniknięcie Ramzesa... Mistrzostwo.

Mam wrażenie - muszę, bo się uduszę - że ta okładka w ogóle nie pasuje do poprzednich. Prawdę mówiąc żadna nie pasuje do każdej i zaczyna mi się wydawać, że to jest celowe. Ta jest bardzo dobra, acz chyba najgorsza ze wszystkich. Zwracam uwagę na takie rzeczy, bo nigdy wcześniej nie czytam opisów książek i decyduje się na lekturę - płytkie, wiem - biorąc pod uwagę moje odczucie na widok okładki. Dobrze, że w przypadku książek Marty Kisiel nie patrzę na okładkę. Dużo bym straciła.

★★★★★★★☆☆☆

Płacz // Marta Kisiel // Cykl wrocławski // tom 3 // 11 marca 2020 // 352 strony // Wydawnictwo Uroboros // 39,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
🎄 MAŁE LICHO I ANIOŁ Z KAMIENIA // MARTA KISIEL

listopada 05, 2019

🎄 MAŁE LICHO I ANIOŁ Z KAMIENIA // MARTA KISIEL

Czy istnieje ktoś, kto poznał Licho, Bożka czy Bazyla i ich nie pokochał? Postaci, które wychodzą z serduszka Marty Kisiel są ciepłe, zawsze poprawiają humor i pokazują, co w życiu najważniejsze. Znam doskonale zarówno Dożywocie i jego kolejne tomy jak i Małe Licho i tajemnicę Niebożątka, bo jeśli chodzi o to uniwersum to jestem w nich zakochana tak mocno jak w Narzeczonym, Synu i barszczu z uszkami. 

Wydaje się, że zwyczajność na dobre zagościła w życiu Bożka, niezwykłego chłopca z niezwykłą tajemnicą. Nie na długo. Po tym, jak nad wyraz udana impreza, taka z planszówkami, popcornem i francuskimi tostami na słodko, kończy się zbiorową kwarantanną, Bożek wraz z Tsadkielem i Guciem muszą spędzić ferie u ciotki w samym sercu przedziwnego lasu. Wkrótce odkrywają, że z pozoru nudne, zaśnieżone odludzie kryje wiele niespodzianek...

Pierwszy tom Małego Licha mnie zachwycił. Jest to ponoć seria dla tych młodszych, acz jako dorosła osoba bawiłam się tutaj pewnie jeszcze lepiej, niż jakiś mały chłopiec czy dziewczynka. Kiedy nadeszła pora na kontynuację trochę się obawiałam, że autorka nie przeskoczy poprzeczki, którą sama sobie ustawiła bardzo wysoko. Szybko jednak okazało się, że w Martę Kisiel nigdy przenigdy nie wolno wątpić i stworzyła coś jeszcze lepszego. 

Ponownie mamy sporą dawkę morałów, które nie rzucają się bezczelnie w oczy, tylko gdzieś tam, delikatnie wsiąkają w serce i umysł czytelnika. Tym razem skupiamy się na byciu sobą, na ignorowaniu stereotypów i na świętach. Bo świąt tutaj jest całkiem sporo i po raz kolejny mam ochotę śpiewać Last Christmas początkiem listopada. Znalazło się nawet co nieco dla tych niewierzących i - jak Bożek - niechodzących na religię. Święta są dla wszystkich i należy się z tego cieszyć.

Podoba mi się, że spotykamy tutaj postaci z Oczu urocznych, bo jak nie da się nie uwielbiać Licha, tak obok Bazyla nie można przejść obojętnie. Ten czort to najsłodszy egzemplarz ze swojego gatunku i dzięki Bogu, że nikt nie chce założyć kozie aparatu, bo już nie byłby tak uroczy. Trzeci tom Dożywocia jest chyba moim ulubionym, więc spędzenie ferii pod dachem Ody było spełnieniem moich marzeń. Przygody, które tam Bożek przeżył i to, czego się nauczył... Zdecydowanie powinni dawać tę książkę każdemu dziecku, które idzie do szkoły i musi nauczyć się funkcjonować w społeczeństwie, gdzie nie wszystkich będzie lubiło, gdzie nie wszyscy będą lubili go... Ale szacunek do drugiej osoby zawsze powinien być na pierwszym miejscu.

Nie mogę już doczekać się kontynuacji. Rozumiem, że targetem tutaj są młodsi, więc dlatego tych stron jest tak mało, ale zdecydowanie mogłabym czytać i czytać i czytać o tych postaciach długimi godzinami. Czekam, aż Leona zainteresują książki inne, niż takie kartonowe typu touch and feel i zaczniemy czytać coś dłuższego. W pierwszej kolejności chwycimy za Małe Licho i nauczymy Leona, jak być mądrym i dobrym człowiekiem.

★★★★★★★★★★

834 // Małe Licho i Anioł z kamienia // Marta Kisiel // Małe Licho // tom 2 // 30 października 2019 // 304 strony // Wydawnictwo Wilga // 34,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal!

NOMEN OMEN, MARTA KISIEL

marca 19, 2019

NOMEN OMEN, MARTA KISIEL

Nomen omen to jedyna książka tej autorki, której tak bardzo się bałam. Sama nie wiem czemu. Lubię zarówno pozycje historyczne jak i fantastyczne, także wstawki o wojnie nie powinny mnie odstraszać. Obawiałam się chyba, że zabraknie tutaj tak uwielbianego przeze mnie humoru Marty Kisiel i dostanę poważną i ciężką literaturę. Co mnie naszło na takie myślenie nie wiem, ale już błędu nie popełnię i Martę Kisiel biorę w ciemno. 

Salomea Przygoda ma w życiu pod górkę już od samego urodzenia. Kto daję tak na imię ukochanej pierworodnej? Jej rodzina przypomina uciekinierów z zakładu dla chorych psychicznie, więc gdy tylko ma okazję Salka ucieka do Wrocławia. Nowe miejsce zamieszkania przyprawia o ciarki każdego przypadkowego przechodnia, a dotarcie tam z dworca nie jest zbyt prostą sprawą. Każdy zwiewa ile sił w nogach, gdy tylko usłyszy adres. Nic dziwnego - stancja przypomina dom, w którym ktoś czai się na każdą ciekawską dziewicę z siekiera, w telefonie słychać dziwne głosy, a razem z nią w łóżku noce spędza papuga. Kiedy na progu pojawia się jej brat Salka zaczyna zastanawiać się, czy dobrze zrobiła wyjeżdżając z domu. Te myśli dręczą ją przede wszystkim wtedy, gdy brat próbuje utopić ją w Odrze...

Salomea jest bardzo interesującą bohaterką - jak wszystkie zresztą wychodzące spod pióra Marty Kisiel - która ma permanentnego pecha i nie mieści się we współczesnym kanonie piękna. Kilogramów jej nie brakuje, ale - według jej matki - grzeszy wręcz seksapilem. Rodzinę ma specyficzną - wstyd pojawić się gdzieś z nimi publicznie. Niedaś - jej młodszy brat - od początku działał mi na nerwy i nie dziwię się, że Salka chciała jak najdalej od niego uciec. Gdybym miała takie rodzeństwo wysłałabym je na księżyc. Naprawdę nie wiem, czy jest chociaż jedna osoba, która zapałała do niego sympatią. Zwykle postaci stworzone przez Martę Kisiel są bardzo pozytywne, jednak taki głupawy Adaś... To nie dla mnie.

Nie można przeżyć  życia za kogoś innego, choćby nie wiem co.

Bohaterkami wartymi uwagi są zdecydowanie siostry Bolesne. Podbiły moje serce i cieszę się, że koniec końców po Nomen omen sięgnęłam. Stworzyły one cudowną atmosferę tajemnicy i - chociaż od początku wiedziałam kim one są - dzięki nom ta książka nabiera pewnej dozy mistycyzmu i dołączają one na listę moich ulubionych książkowych postaci. Po prostu nie da się przejść obok nich obojętnie. Podobnie jak obok drobnej, walecznej Basi. Ah, o postaciach Marty Kisiel można by opowiadać i opowiadać, ale trzeba też wiedzieć kiedy przestać, by nie pokusić się o spojler.

Fabuła jest cudowna. Nie da się użyć tutaj innego słowa, chociaż kilka synonimów nasuwa mi się na myśl. Mamy tutaj sporo kryminału, historii, trochę fantastyki i nawet romans się znajdzie. Przy tym to wszystko jest tak wymieszane, że gdyby nie taka dawka poczucia humoru głowa mogłaby rozboleć od tego. Okazuje się jednak, że Marta Kisiel potrafi pisać tak idealnie, że nie można jej mieć dosyć. Przed lekturą Nomen omen przeczytałam Oczy uroczne i wcale nie mam dość tej autorki. Z chęcią ugryzłabym jeszcze coś, co napisała, jednak chyba jestem już na bieżąco.

Świat rzadko kiedy jest czarno-bialy, Salko. Odpowiedzialność zwykle rozkłada się na wiele barków.

Wciąż uważam, że Marta Kisiel to jedna z najlepszych polskich autorek i co książka tym bardziej utwierdzam się w tym przekonaniu. Nie ma co się bać tego spotkania i każdy powinien po jakąś historię tej Pani sięgnąć. Zawsze zaskoczy, rozbawi, czegoś nowego nauczy. Nie powiem Wam, co wyniosłam z Nomen omen. Sami odnajdźcie w niej swoje przesłanie.

★★★★★★★★★☆

797 // Nomem omen // Marta Kisiel // 13 lutego 2019 // 336 stron // Wydawnictwo Uroboros // 39,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję grupie wydawniczej Foksal!

Polub nas na Instagramie 👇


Nareszcie piątek! Już od poniedziałku codziennie mi się wydawało, że jutro sobota. 🤦🏼‍♀️ Uparcie próbowałam czytać Żeglarza nocy ale dwa dni się już z tym męczę, a doceniam teraz swój czas wolny. 🤷🏼‍♀️ Także chyba będzie dla fanów Martina małe rozdanie. 🤔 ————————————————— Na poprawę humoru zaczęłam czytać Nomen omen i ah! Jaka ta @martakisiel.pl jest dobra. Na wszystko. Aż mnie rana po cc przestała boleć. 🤭 ————————————————— Czy u Was też dzisiaj taka paskudna pogoda? Mieliśmy się wybrać na spacer, ale chyba nie damy rady wyjść z podwórka i nie utonąć w błocie. No i ten deszcz. 😩 ————————————————— #bookstagram #bookstagrampl #bookstagramtopasja #lovereading #currentlyreading #newbook #bookhaul #kochamczytac #terazczytam #martakisiel #nomenomen #meandbooks #ksiazka #ksiazkoholizm #książkoholik #bookblogger #bookporn #pornbook #freetime #longhair
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
PRZED PREMIERĄ: OCZY UROCZNE, MARTA KISIEL 👀

marca 05, 2019

PRZED PREMIERĄ: OCZY UROCZNE, MARTA KISIEL 👀

Dlaczego sięgnęłam po Oczy uroczne tłumaczyć nie muszę. Marta Kisiel to jedna z lepszych polskich autorek - znajduje się zdecydowanie w czołówce. Odkąd sięgnęłam po jedną jej książkę jak nałogowiec sięgam po kolejne działki. Trzeciego tomu Dożywocia naprawdę nie mogłam się doczekać. Nawet informacja, że nie jest ona o znanych już nam dożywotnikach i o Konradzie, nie zmniejszyła mojego entuzjazmu. Oda spodobała mi się już przy lekturze Szaławiły i dobrze wyczułam, że będzie jedną z moich ulubionych bohaterek. Kusi mnie zakończyć już tę recenzję, bo wszystko co teraz czuję można zawrzeć w trzech słowach: KOCHAM MARTĘ KISIEL.

Oda jest szczęśliwa. Mieszka spokojnie z małym czortem - Bazylem - który dotrzymuje jej towarzystwa razem i sprawia, że nie czuje się samotna; ma wymarzony dom i cudownego przyjaciela, Rocha. Pracuje jako lekarka i spełnia się również zawodowo. Podczas jednego dnia dowiaduje się od swoich pacjentów o dziwnych atakach w okolicy lasu i sama zaczyna dostrzegać grasujące tam niebezpieczeństwo. Do tego wszystkiego Bazyl zaczyna robić sobie potajemne wycieczki, a świat opanowała filozofia antyszczepionkowców, czego doktor Kręciszewska wprost nie może znieść. Zimowe przesilenie nie przyniesie niczego dobrego. 

U podłoża natury człowieka leży zamęt. 

Trzeba to powiedzieć na głos: Marta Kisiel ma najlepsze poczucie humoru ze wszystkich polskich - a może i zagranicznych - autorów. Pisze swoje książki tak doskonale, że nie można oderwać się od nich nawet na sekundę. Już pierwsze linijki wciągają i nie puszczają czytelnika do samego końca. Wystarczyłoby rzucić przypadkowe zdanie z przypadkowej książki, a od razu wiadomo byłoby, że to właśnie dzieło tej autorki.

Fabuła każdej z książek serii Dożywocie jest cudowna, ciekawa, zabawna, ale Oczy uroczne przebiły wszystko. Latanie po cmentarzach, tajemnicze demony, szalejące wichry, obrażeni płanetnicy - tyle dzieje się na kartach tej powieści, że nie sposób jest oderwać od nich oczu chociaż na chwilę. Nie da się też pomyśleć choćby przelotnie o nudzie. Oda jest tak cudowną postacią, że człowiek od razu ma ochotę zaprzyjaźnić się z nią i wpaść do niej na to odludzie bez zasięgu na kawę. A wkroczenie z własnej woli w strefę offline to naprawdę odważny krok. Trzeba pamiętać też o Bazylu, bo chociaż od prób zrozumienia go rozbolała mnie głowa, to pokochałam tego małego czorta całym sercem. Spokojnie można powiedzieć, że mamy tutaj diabelski odpowiednik Licha.

Natura dość regularnie przypomina ludzkości, gdzie jest jej miejsce, stawiając na głowie świat. 

Tajemnic tutaj pełno - gdzie się spojrzy tam za drzewem kryje się jakiś demon lub coś, czego Oda - jako początkująca Wiła - pojąć nie może. Przyznam, że ten atak na antyszczepionkowców bardzo mnie zdziwił. Nie spodziewałam się, że Marta Kisiel poruszy taki temat, bo to raczej Remigiusz Mróz znany jest z zamieszczania w swoich książkach bieżących newsów - wiadomo, zawsze to zwiększa poczytność, taki gorący ziemniaczek w zimny dzień. Autorka rozegrała ten wątek w taki sposób, że każdego, kto jest przeciwny szczepieniom powinno się walnąć Oczami urocznymi w głowę, przywiązać do kaloryfera - najlepiej zimnego, przy minusowej temperaturze - i zmusić do lektury. Jestem pewna, że dużo by sobie wtedy taki człowiek przewartościował. 

Mam cichą nadzieję, że Oczy uroczne to nie jest ostatni tom cyklu Dożywocie. Nie wyobrażam sobie nie spotkać już Ody, Rocha, Bazyla. Chciałabym też wrócić do Konrada i Licha w innej historii, niż kontynuacji Małego Licha. Niesamowicie mocno związałam się z postaciami stworzonymi przez Panią Autorkę i cieszę się, że przede mną jeszcze Nomen omen. Później przyjdzie mi już jedynie czekać, aż na naszym rynku pojawi się jakaś świeża książka Marty Kisiel.

★★★★★★★★★☆

794 // Oczy uroczne // Marta Kisiel // Dożywocie // tom 3 // 13 marca 2019 // 320 stron // Wydawnictwo Uroboros // 39,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję grupie wydawniczej Foksal!

A Ty lubisz Martę Kisiel?


Z racji tego, że - chyba pierwszy raz! - zostało wczoraj trochę mięska, które będzie dzisiaj na obiad mam dużo wolnego czasu. 💁🏼‍♀️ Także #ajadzisdlasiebie pełną parą! Posprzątam tylko poranny bałagan i będę czytać, czytać, czytać. ❤️ Leon na Nutramigenie jest bardzo spokojny, ma dwie drzemki w dzień i leży na macie i się sam bawi, więc całe szczęście, że udało nam się w końcu trafić z mlekiem. 🙌🏻 Dzisiaj w nocy obudził się tylko raz o 4 na mleczko, a tak od 22.30 spał, więc dzień dzisiejszy zaczął się naprawdę pięknie. 👌🏻 ————————————————— Zdjęcie trochę oszukane, bo #oczyuroczne skończyłam czytać wczoraj, ale mam do powiedzenia na ten temat całe trzy słowa. CZYTAJCIE MARTĘ KISIEL. ————————————————— #ourdays #book #books #bookstagram #bookstagrampl #bookstagramtopasja #ksiazka #ksiazki #ksiazkoholizm #ksiazkoholik #bookporn #bookaholic #martakisiel #meandbooks #lovethisbook #newbook #prebook #likeforlikes #bookblogger #blogger #readingtime #kochamczytac
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
PRZED PREMIERĄ: PIERWSZE SŁOWO // MARTA KISIEL

października 08, 2018

PRZED PREMIERĄ: PIERWSZE SŁOWO // MARTA KISIEL

Moim najnowszym postanowieniem jest nie poświęcać zbyt dużo czasu recenzenckiego tym książkom, które mnie nie zachwyciły. Myślę, że jest to bardzo logiczne rozwiązanie i dziwne, że wpadłam na nie dopiero jakieś sześć lat po tym, jak założyłam Papierowe Miasta. Nie komentujmy tego. Na Pierwsze słowo rzuciłam się jak szczerbaty na suchary. Bo - po pierwsze - Marta Kisiel. Wszyscy wiemy, że jest to autorka, która zwyczajnie nie zawodzi. Po drugie - to wydanie. Jeśli to przedpremierowe jest tak piękne, to bardzo chciałabym zobaczyć finalne. Zapewne zapiera dech w piersiach, czego - niestety - nie można powiedzieć o zawartości. Ja ogólnie fanką opowiadań nie jestem, wolę dłuższą formę. Uznałam jednak, że skoro Gaimanowi udało się mnie zachwycić, to i pani Kisiel się uda. Nie wyszło.

Nie mogę powiedzieć, że fabularnie Pierwsze słowo jest słabe. Bo ta książka - każde opowiadanie - ma potencjał i to ogromny. Problem polega na tym, że gdyby poszczególne opowieści były rozwinięte dużo bardziej byłabym zachwycona. Najszczęśliwsza byłabym wtedy, gdyby Pierwsze słowo było po prostu zlepkiem książkowych zapowiedzi, które Marta Kisiel ma w planach, jednak jestem świadoma tego, że spora część opowiadań jest zamkniętą całością, a autorka nie zostawiła sobie otwartych drzwi. Teraz część z Was może się zastanowić, że dlaczego się czepiam, skoro przedstawione tutaj historie są tak dobre, że chciałabym, żeby były dłuższe. 

Z opowiadaniami mam taki problem, że osobiście potrzebuję dużo więcej czasu - tekstu - by się z bohaterami zżyć i w historię wciągnąć. Gdy byłam młodsza już jedna strona mi wystarczała, teraz jednak mam większe potrzeby i jeśli nie przeczytam na raz kilkadziesiąt stron danej książki zaraz po jej otwarciu będę się z nią bardzo długo męczyć. Takie spaczenie rozwinęło się u mnie z wiekiem i nic na to nie poradzę. Jeśli mam styczność z formą krótką musi być ona naprawdę na wybitnym poziomie - ponownie podaję przykład: Neil Gaiman - żebym była zachwycona.

Styl pisania autorki jest tak dobry, jak zapamiętałam z poprzednich lektur, więc Pierwsze słowo czyta się szybko i przyjemnie. Mamy tutaj zbiór wszelakich gatunków i dostajemy też te opowiadania, które już znamy. Zaskoczyła mnie tutaj obecność Szaławiły i pierwszy rozdział Dożywocia, bo jednak większa część odbiorców Pierwszego słowa będzie już je znała, a może to tylko takie moje wrażenie, że serię o Lichu po prostu już czytał cały świat. Widocznie jednak Marta Kisiel i wydawnictwo mają inne zdanie na ten temat, więc jeśli nie mieliście jeszcze z autorką do czynienia, to ta książka jest dobrą próbką jej umiejętności pisarskich i tego, jak bujną wyobraźnię ona ma. Jeśli jednak dobrze się już znacie, a opowiadań nie lubicie... Cóż, u mnie się połączenie Marta Kisiel + krótka forma nie sprawdziło. Sprawdźcie jednak sami, bo to wydanie jest naprawdę piękne, więc będzie się idealnie prezentować na półce.

Ogólna ocena: 06/10 (dobra)

753 // Pierwsze słowo // Marta Kisiel // 17 października 2018 // 320 stron // Wydawnictwo Uroboros // 39,99 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję grupie wydawniczej Foksal!

PRZED PREMIERĄ: MAŁE LICHO I TAJEMNICA NIEBOŻĄTKA // MARTA KISIEL

września 17, 2018

PRZED PREMIERĄ: MAŁE LICHO I TAJEMNICA NIEBOŻĄTKA // MARTA KISIEL

Odkąd dowiedziałam się, że Marta Kisiel wydaje książkę dla młodszych czytelników od razu wiedziałam, że koniecznie chcę ją mieć na swojej półce. Ta autorka kilkukrotnie już stworzyła historie, które do tej pory mnie prześladują i często pojawiają się w moich myślach. Dożywocie oraz Siła niższa rozbawiły mnie do łez i fakt, jak absurdalne są to historię działa tylko na ich korzyść. Bardzo czekam na premierę trzeciego tomu cyklu i cieszy mnie fakt, że głównymi bohaterami Oczu uroczych będą ci, których poznaliśmy podczas czytania Szaławiły. Nie znaczy to jednak, że z Konradem, Lichem i pozostałymi koniec. Małe Licho i tajemnica Niebożątka to opowieść właśnie o nich, jednak oczy wszystkich czytelników skierowane będą tylko i wyłącznie na małego Bożka.

Bożek jest szczęśliwy w domu, w którym mieszka. Ma kochającą mamę, dwóch wujków, własnego anioła stróża, potwora pod łóżkiem, niemieckie widma, utopca i wiele innych osób, które nie pozwalają mu się nudzić i sprawiają, że czuje się bezpieczny. Wujek Konrad uważa jednak, że najwyższa pora wysłać Bożka do realnego świata, gdzie pod łóżkiem nie czai się miniaturka krakena, a w zamian jest sporo dzieci w wieku chłopca, który rośnie i zmieniają się jego potrzeby, a małe Licho nie jest już w stanie im sprostać. Niebożątko do tej pory uczone było w domu z powodu spadku, który pozostawił mu nieznany ojciec, który podobno umarł - baaaardzo dawno - przed jego urodzeniem. Mama chłopca uważa, że nie panuje on na tyle dobrze nad owymi pozostałościami, by mógł zacząć chodzić do szkoły, jednak wujek Konrad i jego oceniająca brew nie dają mu wyboru. Czas najwyższy zakupić wyprawkę, spakować plecak i posłać obrażonego Bożka do szkoły. 

Już w momencie, gdy otworzyłam paczkę z książką bardzo się rozczarowałam. Jak to możliwe, żeby Małe Licho i tajemnica Niebożątka była historią tak krótką?! Oczekiwałam czegoś grubszego, jednak wiadomo - dzieci to całkiem inna grupa odbiorców, stąd ograniczona objętość i wielka - przeogromna! - czcionka. Jestem pewna, że taki pierwszoklasista potrafiący samodzielnie składać literki poradzi sobie doskonale z pochłonięciem tej książeczki całkiem szybko. Polecam jednak każdemu rodzicowi chociaż raz przeczytać Małe Licho dziecku na głos, bo równocześnie sam będzie dobrze się bawił. Bo Marta Kisiel to jednak Marta Kisiel i potrafi stworzyć opowieść intrygującą, a tym razem udało jej się przemycić kilka morałów, które jednak nie rzucają się bezczelnie w oczy, tylko delikatnie i nienachalnie uczą.

Z dziwactwem trzeba walczyć, jeśli staje się brzemieniem. 

Kiedy ostatni raz spotkałam Bożka był jeszcze niemowlakiem. Tutaj już dostajemy starszego, kilkuletniego, chłopca. On już wie czego chce, potrafi o to poprosić, nie spędza całego wolnego czasu z dorosłymi. Rozwija to jego charakter i sprawia, że poznawanie go jest czymś mocno intrygującym. Dzieci mają swoje małe dziwactwa, dla nich normalnością może być coś całkiem innego, niż dla ludzi dorosłych i właśnie taką osobą jest Bożęty. Niektóre jego decyzje są całkowicie nielogiczne, wynikają jedynie z tego, że nie potrafi on radzić sobie ze swoimi emocjami i jest to cecha jak najbardziej dziecięca, więc nie da się ukryć, że Marcie Kisiel udało się stworzyć jego postać w taki sposób, że spora część młodych odbiorców Małego Licha utożsami się z naszym głównym bohaterem i nauczy się razem z nim, jak powinno się postępować w sytuacjach, które człowieka przerastają.

Oprócz Bożka mamy tutaj postaci dobrze nam już znane z Dożywocia, jednak bez znajomości tej książki też można przeczytać Małe Licho - właśnie w takiej sytuacji będą postawieni młodsi czytelnicy - i bawić się przy tym równie dobrze. Wydaje mi się, że umieszczenie w tej historii bohaterów z cyklu dla tych dorosłych i starszych, to ukłon w stronę rodziców, którzy podczas czytania dzieciom tej książeczki odnajdą tutaj tych, których już lubią i dobrze znają. Od wydarzeń z Siły niższej minęło już kilka lat, więc miło było dowiedzieć się, co dzieje się u Konrada i reszty, a także jak bardzo zmienili się i co teraz się dla nich liczy.

Złość może się nie podobać, ale jest bardzo potrzebna. Żeby się człowiekowi żółtko nie ścięło na amen. 

Autorka opisała trudy dorastania i dopasowywania się do obcych sytuacji. Będzie to dla dzieci dobrym wstępem przed pójściem do szkoły czy zerówki i pokaże im, czego mniej więcej należy się spodziewać i że nie zawsze trzeba iść za tłumem. Odmienność jest dobra, o ile w niczym nie przeszkadza, a bycie kalką innych osób nie jest czymś, co powinno dzieci pociągać. Najbardziej na tym skupiła się Marta Kisiel i cieszy mnie to, że daje maluchom odwagę do bycia sobą na przykładzie Bożka, który ma życie całkiem inne, niż jego rówieśnicy i nie wie tego, co dla każdego wydaje się być oczywiste.

Oprócz kwestii edukacyjnych mamy tutaj sporą dawkę poczucia humoru i akcji, która nie pozwala się nudzić ani przez chwilę i doskonale ukrywa morały, które mogłyby dziecko od lektury odstraszyć. Marta Kisiel poradziła sobie świetnie i jestem pewna, że nie tylko ja jestem tą historią zachwycona tak mocno. Bo naprawdę żałuję, że jest to książka tak krótka i mam nadzieję, że kolejny tom powstanie, gdyż przywiązałam się do Bożka i chciałabym wiedzieć, jak dalej potoczą się jego losy.

Ogólna ocena: 09/10 (wybitna)

744 // Małe Licho i tajemnica Niebożątka // Marta Kisiel // 19 września 2018 // 206 stron // Wydawnictwo Wilga // 34,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję grupie wydawniczej Foksal!
Copyright © Życie z książką , Blogger