sierpnia 29, 2015
[357] Nie oddam dzieci! - Katarzyna Michalak
Z pewnością już wiecie, że ja książki pani Michalak biorę w ciemno. Zwykle są lekkie, przyjemne, pełne radości i śmiechu. Z tych, które czytałam, jedynie Bezdomna okazała się naprawdę głęboka i przerażająco smutna. Do momentu, w którym postanowiłam znowu przeczytać coś tej autorki i sięgnęłam po Nie oddam dzieci!.
Michał Sokołowski ma wszystko. Cudowną kochającą żonę, trójkę dzieci i czwarte w drodze, świetną pracę i szacunek ludzi. Mieszka w pięknym domu, w którym jednak spędza naprawdę mało czasu. Wszystko kosztuje, praca wzywa. Całe dnie spędza w szpitalu ratując życie innym. Jego rodzinę boli tak mała ilość czasu, którą poświęca im Michał.
Trzecie urodziny najmłodszego syna okazują się być najgorszym dniem w jego życiu. Kiedy Michał zapominając o przyjęciu i o Antosiu w przedszkolu dostaje telefon od żony jest zawstydzony. Niestety - nie ma możliwości wrócenia do domu przed północą. Marta, będąc w ósmym miesiącu ciąży, proponuje, że przywiezie na chwilkę synka do szpitala, by ojciec mógł złożyć mu życzenia. Wdzięczny Michał oczekuje ich i po krótkiej rozmowie wraca do pacjentów. Nie wie, że widzi ich żywych po raz ostatni.
Wypadek samochodowy, pojazd prowadzony przez kierowcę pod wpływem narkotyków i alkoholu. To niszczy doszczętnie życie Michała, Mai i Zbynia. Mężczyzna całkiem się załamuje. Nie wie, jak poradzić sobie z dwójką starszych dzieci i synkiem, którego uratowano z martwego ciała jego żony. Zaczyna pić, zaniedbuje dom, a jutro staje się jego wymówką. A przecież obiecał żonie, że nigdy nie odda dzieci. Co wtedy, gdy odwrócą się wszyscy, a do drzwi zapuka opieka społeczna?
To bez wątpienia najmocniejsza powieść autorki. Od samego początku jesteśmy świadomi tego, co zaraz się wydarzy. Nie mamy jednak wpływu na ciągle płynący czas i możemy tylko ślepo patrzeć, jak małe ciałko Antosia zmienia się w krwawą miazgę na pniu przydrożnego drzewa...