sierpnia 28, 2015
[356] Pielgrzym - Terry Hayes
Recenzja Pielgrzyma miała ukazać się w środę, ale biorąc tę cegiełkę z półki nie spodziewałam się, że jej lektura zajmie mi więcej czasu, niż przewidywane przeze mnie dwa dni. Dałam się zwieść liczbie stron i nie zwróciłam uwagi na dwa małe szczegóły.
Scott oficjalnie nie istnieje dla świata. Pracując dla rządu musiał przyjmować najróżniejsze tożsamości i jeździć po całym świecie eliminując zdrajców tajnych organizacji. Prawie nikt nie wie o tym, że ludzie tacy jak on istnieją. Życie wypełnione ciągłym ryzykiem może zacząć ciążyć, więc mężczyzna przechodzi na emeryturę. Napisał nawet książkę. I to właśnie od niej wszystko się zaczęło.
Morderstwo w tanim hotelu. Ofiara zanurzona w wannie z kwasem - bez twarzy, bez zębów, bez odcisków palców. Wszystkie ślady obecności zostały pozacierane - pokój wręcz lśni pod wpływem środków dezynfekujących. Scott na miejscu zdarzenia doskonale dostrzega ironię. Kobieta, bo taka bez wątpienia jest płeć sprawcy, na pewno czytała jego książkę i z niej wiedziała, na co zwrócić uwagę.
Pojawiają się kolejne sprawy, na pierwszy rzut oka w ogóle nie powiązane. Scott zaczyna jednak swoje poszukiwania. Bez wątpienia to wszystko zmierza do czegoś większego. Mężczyzna zwany Saracenem ma swój plan, który wykonuje w imię Allaha. Tylko dziesięć osób na całym świecie wie, co czeka Stany Zjednoczone. Ostatnia z nich, nasz główny bohater, musi samotnie wyruszyć do Turcji i odnaleźć mężczyznę, który jest za to wszystko odpowiedzialny.
Kiedy człowiek otwiera tę książkę i czyta początek od razu sądzi, że ma do czynienia z kryminałem, którego rozwiązanie kryje się tuż za rogiem. Nic bardziej mylnego - od początku do końca sprawa tego morderstwa pojawia się gdzieś w tle, jednak nie jest kluczowa dla głównej fabuły. Niesamowite, jak można plątać wątki.