środa, 25 grudnia 2013

[100] Spokojny chaos - Sandro Veronesi


Tytuł: Spokojny chaos
Tytuł oryginału: Caos calmo
Autor: Sandro Veronesi 
Tłumaczenie: Anna Osmólska-Mętrak, Natalia Mętrak
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 2013
Liczba stron: 354
Wydawnictwo: Draft Publishing
Cena na okładce: 45,00

Zacznijmy od tego, że okładka tej książki jest strasznie przerażająca. Idealnie oddaje tytuł. Jest spokojnie, ale czuć niepokój. Zainteresowałam się tą pozycją właśnie przez to - od razu wywołała we mnie falę uczuć. Z nutką niecierpliwości czekałam na chwilę, kiedy w końcu nadejdzie jej kolej. I gdy to się stało, wsiąkłam. Nie mogłam się oderwać. Prawie czterysta stron małym druczkiem. Niby nic. A w środku zawarte jest tyle emocji, że zaraz na pierwszych stronach uderzają w twarz,

Pietro wybrał się z bratem na plaże. Bawili się jak dawniej - surfowali. Gdy wyszli na brzeg ujrzeli dwóch tonących ludzi. Tłum stał tam i patrzył na to. Zwykła, ludzka znieczulica. Obaj bracia rzucili się do wody. Nie było łatwo uratować tonącą kobietę. Rzucała się i nie chciała współpracować. 

Nic z tego, teraz jest już jasne, że ta kobieta nie chce zostać uratowana, pragnie tylko, aby ktoś umarł razem z nią. 

W końcu udało mu się ją uratować. Druga kobieta też była bezpieczna. Od razu się nimi zajęto, całkowicie zapominając o mężczyznach, którzy o mało tam nie zginęli. Nie usłyszeli nawet żadnego dziękuję. Z topielicami wszystko było w porządku. Nie można było jednak wezwać karetki, gdyż w miasteczku była tylko jedna i właśnie wyjechała. Kto by się spodziewał, że Pietro zobaczy ją pod swoim domem? Sąsiedzi i jego córeczka, Claudia stali przed domem, gdzie umarła Lara - przyszła żona i matka. 

Nazywam się Pietro Paladini, mam czterdzieści trzy lata i jestem wdowcem. Z punktu widzenia prawa to ostatnie stwierdzenie nie jest właściwe, bo ja i Lara nie mieliśmy ślubu; ale ponieważ byliśmy razem od dwunastu lat, mieszkaliśmy razem, od jedenastu i spłodziliśmy córkę, która ma teraz dziesięć lat, a gdyby tego było mało, właśnie postanowiliśmy się pobrać (wreszcie - zakrzyknięto chórem) i zaczęliśmy przyjmować prezenty, tyle, że Lara nagle umarła i w dniu, kiedy miał być nasz ślub, odbył się jej pogrzeb, to akurat prawo nie jest najlepszym punktem widzenia dla opisania całej tej historii. 

Mężczyzna został sam z dziesięcioletnią córeczką. Wydaje się, że ani on, ani ona nie są świadomi tego, że śmierć zabrała im ukochaną osobę. Pietro spodziewa się jednak, że przyjdzie taka chwila, gdy zaleje ich fala prawdziwego bólu. Odczuwa ciągły niepokój. Już pierwszego dnia szkoły żartobliwie obiecał córce, że będzie przez cały dzień czekał na nią przed szkołą. Jednak, gdy tylko wsiadł do samochodu stwierdził, że zrobi sobie jeszcze jeden dzień wolny od pracy. Spędził kilka godzin czekając na córkę. I następne dni też. Jakby bał się ją opuścić. Ale tylko tam był szczęśliwy. Na parkingu przed szkołą swojej córki. Obserwował ludzi, którzy przyjeżdżali po swoje dzieci, słuchał zwierzeń, gdyż nagle wszyscy zapragnęli wygadać się właśnie jemu. 

To taka dziwna książka. Mężczyźnie ginie ukochana kobieta, a ten nie czuje nic. Żadnego bólu, żadnego smutku, żadnej tęsknoty. Tak samo jego córka. Trudno poradzić sobie w życiu praktycznie samemu. Pietro musi wychować swoją córeczkę sam. Spędzając czas przed jej szkołą pokazuje jej, że zawsze będzie przy niej. Ale przecież to nie o to chodzi. Żyją spokojnie, obserwując wszystko, co dzieje się dookoła nich. Bardzo dziwne. 

Spodziewałam się dużej ilości bólu, cierpienia. Mimo tytułu nie przewidziałam, że w tej książce będzie dominował taki... spokój. Problemy ludzi, którzy przychodzili do mężczyzny stojącego na parkingu przed szkołą były niczym, w porównaniu ze stratą prawie żony. Ale to oni cierpieli. Nie Pietro. Bardzo spodobał mi się pomysł, który został wykorzystany w Spokojnym chaosie. Bardzo dobrze się to wszystko czytało. Nie było nic na siłę. Sandro Veronesi pisze w niesamowity sposób. Język jest dosyć prosty, ale uderza tam, gdzie powinien. Nie ma zbytnich słów. Jest tyle, ile potrzeba. 

Sama książka jest po prostu niesamowita. Pozostawia po sobie uczucie pustki i pytanie: co dalej? Na tych kilkuset stronach autor zamieścił uczucia i sprzeczne pragnienia, które targają mężczyzną. Tak dobrze wczuł się w jego postać, że czyta się to nie jak powieść, ale jak autobiografię. Naprawdę niesamowite uczucie, zostać rzuconym w sam środek czyjegoś życia. A wszystko zaczyna się tak spokojnie. Plaża, fale... Jednak już od pierwszych stron człowiekiem targa niesamowite przerażenie. W takich książkach ciągle obawiam się tego, co może nadejść. Spodziewam się najgorszego. Nie potrafię pozbyć się tego niepokoju. 

Jak dla mnie pan Veronesi zakończył historię w idealnym momencie. Jestem ciekawa, jak dalej potoczyło się życie Claudii i Pietro, jednak cieszę się, że to już koniec. Nie w złym sensie. Jestem po prostu spokojna, że nie stało się nic tragicznego, co by mną mocno wstrząsnęło. W pewnym sensie cała książka jest szokująca, jednak również spokojna. Spokojny chaos to idealny tytuł. Świetnie oddaje całą aurę historii. Naprawdę trudno uwierzyć, że to nie wydarzyło się naprawdę. 

Nie bójcie się tej książki. Dajcie jej szansę. Bo warto - naprawdę. Kolejna pozycja na liście tych ulubionych. Nie da się przy niej nudzić - a przecież cała akcja dzieje się praktycznie na parkingu przed szkołą. Dobry pomysł, dobrze napisany. Słowem - idealna książka.

Ogólna ocena: 10/10
Ogólna ocena dla portalu sztukater.pl: 6/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi sztukater.
A teraz... pochwalcie się, co za książki znaleźliście pod choinką!
Moje zdobycze jak i mnóstwo rzeczy o mnie możecie znaleźć na instagramie
http://instagram.com/honeyowelove

2 komentarze:

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...