poniedziałek, 15 września 2014

[197] Nina i tajemnica ósmej nuty - Moony Witcher


Tytuł: Nina i tajemnica ósmej nuty
Tytuł oryginału: Nina e il mistero dell'ottava nota
Autor: Moony Witcher
Tłumaczenie: Karolina Dyjas-Fezzi
Seria: Dziewczynka z Szóstego Księżyca
Tom: 2
Data wydania: 08 październik 2010
Liczba stron: 312
Wydawnictwo: Olesiejuk
Cena na okładce: 24,99

Po przeczytaniu pierwszego tomu nadszedł czas na powtórkę drugiego. Jak wspominałam w recenzji Dziewczynki z szóstego księżyca planuje w końcu przeczytać całą serię. Cieszę się, że nastąpiło wznowienie - do tej pory pamiętam, jak rozpaczałam, że na rynku nie ma reszty części. Teraz w końcu mam okazje spełnić te dziecięce pragnienie i dowiedzieć się, jak dalej toczą się losy Niny i jej przyjaciół. Nie mogę się doczekać, aż przeczytam następne tomy - są dla mnie całkiem nową tajemnicą do odkrycia.

Po zdobyciu Pierwszego Arkanu Nina jest bardzo szczęśliwa. Wie jednak, że musi pospieszyć się i znaleźć Drugi Arkan. Pomoże jej w tym, jak zwykle, magia i alchemia Szóstego Księżyca. Jednak nie jest tak prosto. Karkon nie utonął jednak i teraz jest jeszcze silniejszy. Dziewczynce udaje się odszyfrować ukradzione czarownikowi tajemnice i teraz wie o nim jeszcze więcej. Jest pewna, że w końcu uda jej się pokonać zło i przywrócić Xorax dziecięce marzenia. Ma do pomocy czwórkę przyjaciół, którzy są w stanie zrobić dla niej wszystko. 

Przyznam, że drugi tom mniej mi się podoba, niż pierwszy. Takie były moje wrażenia po pierwszym razie, kiedy czytałam tą część jak i teraz. Mam tylko nadzieję, że kolejny będzie lepszy i naprawdę mocno jestem go ciekawa. Koniec końców Moony Witcher to odkrycie mojego dzieciństwa. I jej książki zdecydowanie są dla mnie ważne. Zastanawia mnie fakt, skąd pojawił się sam pomysł na napisania tej pozycji. Xorax nie jest przecież tak banalnym tematem - powstał całkiem od podstaw!

Wydaje mi się, że pisanie recenzji nie idzie mi za dobrze z gorączką. No proszę - trzeci tydzień szkoły a ja już zaprzyjaźniłam się z zapaleniem oskrzeli. To już chyba tradycja. Tak czy inaczej pomiędzy wycieraniem nosa a wypluwaniem płuc - postanowiłam jednak ową recenzję w końcu napisać. Zaczęłam ją dwa dni temu i tak śni mi się po nocach, jako zaniedbanie, bądź co bądź, obowiązku. Wybaczcie mi więc wszystkie niedociągnięcia i błędy - ledwo widzę na oczy, a o zwięzłym łączeniu myśli nie ma co nawet myśleć. 

Wiem, że większość z Was, jak po lekturze recenzji pierwszego tomu, od razu odrzuci tą pozycję jako tą dla dzieci. Owszem, jest przeznaczona dla młodszych, jednak czy to od razu klasyfikuje ją do grona tych zdecydowanie nie do czytania - może dla jakiegoś dziecka w prezencie. Więc powiem tak: czemu przejmujecie się, że jesteście za starzy? Książki dla młodszych mają w sobie to coś i ja dalej lubię je czytać. Miło wrócić do tych młodzieńczych lat. A seria o Ninie i przyjaciołach też uczy. W tym tomie jest dużo liczb - co bardzo mi się podoba. Wiadomo, co dziewczyna z mat-fiza lubi najbardziej? Cyferki. Chociaż literki również walczą o pierwsze miejsce.

Ta seria jest jedną z tych, które będę trzymać a później przekażę dzieciom. Pani z biblioteki czyha na moją dość okazałą biblioteczkę z nadzieją, że z większość tych książek wyrosnę i trafią jako dar do czytelni. Co to to nie! Mam zamiar wychować dzieci w miłości do książek. A książki Moony Witcher będą pierwszymi z tych bardziej prawdziwych, które im podsunę. Bo są tego warte. Przygoda, przyjaźń a do tego pobudzają wyobraźnię. Postacie są barwne, nie są takie płaskie, jak w niektórych książkach dla młodszych. Żyją swoim życiem i można łatwo sobie wyobrazić, że wszystkie przygody przeżywa się z nimi. No i trzeba przyznać, że tutaj nie ma takiego maskowania zła - jest prawdziwe i pokazane jako jak najbardziej realne. Nie można dziecka wychowywać pod kloszem. Powinno wiedzieć, że istnieje zło gorsze, niż te z bajek Disneya. Te książki stopniowo wprowadzają młodszych w tą przykrą prawdę. Chociaż mordowanie kotków przez Karkona i mnie bardzo przeraża. Uwielbiam te stworzonka i nie wiem, jak można je krzywdzić.

Wiadomo - seria, jako dzieło literackie, ma swoje wady. W niektórych chwilach banalna, w tym tomie też pojawiało się bardzo dużo skomplikowanych wyjaśnień. Wydaje mi się, że niepotrzebnie. Przyznam szczerze, że niektóre sama omijałam. Potwierdza się tu teoria - co za dużo, to niezdrowo. Tak czy inaczej brakowało mi też troszkę opisów tego, co dookoła. Ale nie można wymagać wszystkiego. Są opisy alchemicznych formuł - jest mało opisów piramid w Gizie. 

Teraz na ten tom patrzę całkiem inaczej niż wtedy, gdy czytałam go po raz pierwszy. Różnica wieku między tymi razami jest dosyć duża, więc w sumie mnie to nie dziwi. Odebrałam wszystko inaczej, niż kiedyś i ta zmiana mi się podobała. Czułam się, jakbym czytała całkiem inną powieść. Zastanawiam się, czy nie wrócić do tych książek za kolejne kilka lat. Boję się jednak, że wtedy już nic w nich wartościowego nie zobaczę. Ale zdecydowanie przeczytam je dzieciom.

Ogólna ocena: 07/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Olesiejuk! 

1 komentarz:

  1. Ale kreskówkowa okładka! :D
    Brzmi ciekawie!
    Gdybym była młodsza, na pewno bym ją miała!

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...