sobota, 28 marca 2015

[286] Strefa skażenia - Richard Preston

Bardzo dużo czasu zajęło mi przeczytanie tej książki. Jak patrzę teraz na liczbę stron to aż mi wstyd. Człowiek jednak nie wybiera sam momentu, w którym zachoruje, a ze mną jeszcze nigdy w życiu nie było tak źle. Nie miałam siły podnieść się z łóżka, o czytaniu również trudno wspomnieć. Całkowicie zaniedbałam bloga, stos książek do przeczytania wzrósł tak, że niedługo całkiem mnie przysypie, a ja do tej pory nie czuję się tak dobrze, jak bym tego chciała. Jakiś koszmar.

Strefa skażenia jest historią groźnego wirusa, jakim jest ebola i jego inne szczepy. Autor opisuje nam badania nad tą chorobą, jej przebieg, pierwsze ofiary, próby odnalezienia miejsca, w którym wirus, być może, ma swoje naturalne środowisko. Poznajemy ludzi, którzy się z nim stykali, oraz błędy, które mogły zaprowadzić nasz świat na krawędź istnienia. A najgorsze jest to, że to jeszcze nie jest koniec.

Sama nie wiem, czego spodziewałam się w momencie, gdy złapałam za tę książkę. Spodziewałam się fabuły, która wciągnie bez reszty, a otrzymałam coś w rodzaju biografii eboli. Było to bardzo ciekawe doświadczenie, więc nie narzekam. Autor bardzo głęboko dotarł w swoich poszukiwaniach. My dostajemy wszystko podane jak na tacy, acz odpowiednio dawkowane, by pobudzić ciekawość, co wyszło doskonale. Z nerwów nie mogłam się pozbierać, co nie pomagało mi zdrowieć. 

Ebola to wirus dość prosty - równie prosty jak pożar. Niszczy ludzi szybko i skutecznie, a towarzyszą temu przerażające objawy. 

Każde słowo tej książki ciekawiło mnie. Byłam ciekawa kto zachoruje następny, powiązanie małp z ludźmi, a najbardziej tajemnicza Grota Kitum. Do niej najczęściej uciekałam myślami i chciałam dowiedzieć się jak najwięcej. Ciekawiło mnie jak wygląda, czy naprawdę jest siedliskiem wirusa Maburg i całej tej reszty. To nie jest pozycja dla każdego. Są ludzie, którzy nie będą bawić się dobrze, podczas czytania, o ile te emocje można nazwać dobrać zabawą. Bo ja w niektórych momentach byłam po prostu przerażona.

Najgorsze w tym wszystkim było to, że bez problemu potrafiłam wyobrazić sobie to wszystko - martwe małpy, przerażeni ludzie, rozprzestrzenianie wirusa. Opisane jest to bardzo obrazowo, nie da się odpędzić od tych obrazów. Wierzcie - próbowałam. Po trochu żałowałam też, że nie jestem w stanie czytać więcej. Kilka stron dziennie, gdy miałam siłę, to naprawdę bardzo mało. Mało jak dla mnie i dla każdego, kto lubi czytać.

Jest to pasożyt doskonały, gdyż przekształca praktycznie każdą część ciała w przetrawiony śluz. Siedem tajemniczych białek, których połączenie tworzy cząstkę wirusową, działa jak bezlitosna maszyna, molekularny rekin, który pożera ciało, gdy wirus kopiuje sam siebie. 

Podobało mi się, że książka nie jest napisana w sposób, który rozumieją tylko nieliczne osoby. Pojawia się tu terminologia specjalistyczna, ale nie jest jej za dużo i wszystko zostaje wyjaśnione. Nie ma więc obaw, że coś komuś umknie podczas lektury. Jestem pewna, że to, co tam znajdziecie przyswoicie w całości i z ustami otwartymi ze zdziwienia. Początkowo zastanawiałam się, czy skoro to, co w tej książce jest nazwane zostało literaturą faktu połączoną z thrillerem medycznym, to co jest prawdą, a co wymysłem autora. 

Koniec końców postanowiłam uwierzyć we wszystkie podane fakty, a jedynie postacie poddać wątpliwości. Trudno bowiem byłoby wymyślić taki wirus i wszystko, co z nim związane. Z tyłu jednak dostajemy spis wszystkich bohaterów książki jak i trudniejszych pojęć. Tak więc nie ma problemów, jeśli chodzi o te naukowe kwestie. Proste i łatwe, acz niekoniecznie przyjemne.

Pamiętam sierpień tamtego roku, gdy wszędzie pełno było informacji o chorobie Eboli, która powoli zmierza do Europy. Wszyscy bardzo panikowali, ja jednak byłam spokojna. Gdyby teraz takie informacje dotarły do Polski, chyba pierwsza zaczęłabym panikować - teraz już wiem, czym owa Ebola jest i jak bardzo zagraża ludzkiemu życiu. Z tym wirusem jest jak z wirusem HIV - wszyscy powinni wiedzieć jak dużym jest zagrożeniem i starać się uważać na tyle, by nie znalazł się w naszym najbliższym otoczeniu - o ile jest to możliwe.

W Strefie skażenia kilka razy zostaje napomknięta średniowieczna Dżuma. Od razu przypomniałam sobie szkolną lekturę, Dżumę, Alberta Camusa. Jedno zdanie doktora Rieux szczególnie zapadło mi w pamięć. Tak więc tym akcentem ostrzegam Was przed tym, przed czym ostrzegł mnie i Richard Preston, i Albert Camus. Wirusy są wrogami, którzy nigdy nie umierają naprawdę, tylko czekają na lepszą okazję do ataku.

Wiedział bowiem to, czego nie wiedział ten radosny tłum i co można przeczytać w książkach, że bakcyl dżumy nigdy nie umiera i nie znika, że może przez dziesiątki lat pozostać uśpiony w meblach i bieliźnie, że czeka cierpliwie w pokojach, w piwnicach, w kufrach, w chustkach i w papierach, i że nadejdzie być może dzień, kiedy na nieszczęście ludzi i dla ich nauki dżuma obudzi swe szczury i pośle je, by umierały w szczęśliwym mieście.*

* Dżuma, Albert Camus, s. 206

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu SQN!

3 komentarze:

  1. Każda kolejna recenzja utwierdza mnie w przekonaniu, że muszę zajrzeć do tej książki

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku byłam święcie przekonana, że nie zajrzę do tej pozycji. Chyba powinnam zmienić swoje zdanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka zbiera naprawdę dobre noty z czego się bardzo ciesze, ponieważ ja sama juz niedługo będę miała okazję ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...