środa, 2 września 2015

[360] PRZEDPREMIEROWO: Ślad na lustrze - Janis Heaphy Durham

Tytuł: Ślad na lustrze
Tytuł oryginału: The Hand on the Mirror.
Autor: Janis Heaphy Durham
Tłumaczenie: Łukasz Małecki
Seria: -
Tom: -
Data wydania: 23 września 2015
Liczba stron: 293
Wydawnictwo: Literackie
Cena na okładce: 38,00
Zwykle unikam takich głębokich pozycji. Wydaje mi się, że nie należę do osób, które dobrze czują się czytając historie prawdziwe. Już podczas czytania biografii mam problem z oceną. Kim jestem, by oceniać to, jak żył ktoś inny? Jakakolwiek ocena fabuły jest w takich przypadkach niemoralna, moim zdaniem. Dlatego też nie mam zamiaru oceniać czynności, które wykonywała Janis Heaphy Durham i jej rodzina - skupię się wyłącznie na tym, jak owa książka jest napisana i co nam przekazuje.

Max był niesamowitym człowiekiem. Kochał go każdy, kto tylko go znał. Był mężem Janis Heaphy Durham niespełna cztery lata, gdy odszedł. Pozostawił jednak swoje ślady wszędzie - szczególnie w sercu kobiety oraz jej syna. Pogrzeb był dla nich ciężkim wydarzeniem. Byli świadomi tego, że Max odchodzi - rak nie pozostawia wyboru. Jednak czy można być przygotowanym na odejście człowieka?

W pierwszą rocznicę śmierci Maxa mężczyzna postanowił dotrzymać obietnicy i pokazać, że po drugiej stronie coś jest. Kobieta znajduje na lustrze odbicie dłoni, tak dobrze jej znanej. Razem z synem dostrzegają nadprzyrodzone zjawisko. Minie jednak dużo czasu, nim zdołają uwierzyć we wszystkie dziwne wydarzenia, które ich spotykają. Nowa miłość na drodze Janis nie sprawia, że Max znika z jej serca. Postanawia odkryć, czy coś jest po śmierci i czy to naprawdę mąż daje jej znać, że ma się dobrze i jeszcze kiedyś się spotkają. 

Janis Heaphy Durham odważyła się opowiedzieć swoją historię światu. Pokazuje nam, że nie należy bać się śmierci, tylko ją zrozumieć. Pomaga też pozbierać się po stracie bliskiej osoby. Przekazuje nam część siebie.

Tylko nasza miłość daje mi odwagę, by stawić czoło śmierci. Mnie jest łatwiej, bo odchodzę. Tobie będzie trudniej, bo tu zostajesz. 

Do tej książki podchodziłam sceptycznie. Początkowo spodziewałam się, iż jest to książka fabularna, a otrzymałam autobiografię i, co się z tym wiąże, mnóstwo postaci, których życie zostało przedstawione mniej, lub bardziej, szczegółowo. Autorka przesadziła z ilością osób, które nam przedstawiała. Rozumiem, że to jeden z elementów opisywania własnego życia, jednak niekoniecznie chciałam przy tym poznać historię każdego człowieka, do którego zwróciła się po pomoc w kwestii pojawiających się zjawisk. W momencie, kiedy natykałam się na kolejną osobę, znającą się na kwestiach paranormalnych, głęboko wzdychałam i teatralnie wznosiłam oczy do nieba.

Podobało mi się też, że nie bardzo poruszano tutaj kwestie religijne. Owszem, było tutaj kilka wstawek, jednak nikt nikomu nic nie narzuca - szukano tutaj nawet naukowych wyjaśnień wchodząc w temat świadomości. Dużo jest tutaj rozważań temat duszy i ducha, więc podejścia Janis Heaphy Durham ma różne i jest to plus tej historii - otwarty umysł.

Jeśli człowiek ma dość szczęścia, żeby odnaleźć nową miłość, pozostaje mu tylko jedno: kochać. Czy nie po to żyjemy?

Ta książka na pewno jest pocieszeniem dla ludzi, którzy stracili partnerów. Pokazuje, że nie należy zamykać się na nowe uczucia, tylko dać się porwać szczęściu. Czy zmarła osoba chciałaby, by wszyscy się smucili po jej odejściu i nigdy nie znaleźli pocieszenia w ramionach nowej miłości? Zrozumienie tego zajęło Janis dwa lata, jednak ostatecznie zakochała się ponownie - choć nigdy nie przestała kochać Maxa. Jakby mogła?

Ciekawą wstawką są, oczywiście, zdjęcia. Nie spodziewałam się, że zostaną tutaj zamieszczone udokumentowane zjawiska paranormalne. Odcisk dłoni na lustrze, przesuwający się dywan. Mamy tutaj też zdjęcia Maxa i Janis i jej syna. Wszystko to sprawia, że odbieramy ich bardziej jako ludzi prawdziwych, a nie stworzonych przez fantazję pisarza. Dopiero po pooglądaniu zdjęć uwierzyłam, że to, co przeczytałam, może jednak być prawdziwe.

Gwiazdy dla ludzi mają różne znaczenie. Dla tych, którzy podróżują, są drogowskazami. Dla innych są tylko małymi światełkami. Dla uczonych są zagadnieniami (...). Lecz wszystkie gwiazdy milczą. Ty będziesz miał takie gwiazdy, jakich nie ma nikt. (...) wszystkie gwiazdy będą się śmiały do ciebie, ponieważ ja będę mieszkał i śmiał się na jednej z nich (...). Będziesz od czasu do czasu otwierał okno - ot, tak sobie, dla przyjemności.

Pod koniec książki płakałam. Sama nie wiem, dlaczego. Fragment z Małego Księcia wzruszył mnie, gdyż po prostu uwielbiam tę książkę. Do samego zakończenia łzy ciekły mi po twarzy. Uczymy się razem z Janis, że życie jest krótkie i musimy wybaczać, żyć i kochać najmocniej jak umiemy. Nie ma sensu pielęgnować cierpienia czy rozpamiętywać złe rzeczy. Trzeba iść do przodu, gdyż na końcu tej drogi czekają na nas osoby, które odeszły. Życie po śmierci istnieje - taki wniosek wyciągnęła ze swojej przygody autorka.

Nie tego się spodziewałam, chwytając za Ślad na lustrze. Były fragmenty, kiedy miałam szczerą nadzieję odłożyć książkę. Cieszę się, że nie zraziłam się jednak nadmiarem ludzi i ich historii i czytałam dalej. Byłam ciekawa, jakie jeszcze znaki przekazał Max, czy w końcu przeszedł na drugą stronę czy już zawsze był z Janis i wspierał ją swoją obecnością i pokazywał, że nie musi się bać. Książka będzie także pocieszeniem dla osób, które straciły dzieci. Autorka rozmawia z osobami, które miały styczność z duchami swoich dzieci po ich śmierci, daje pocieszenie, że oni czekają.

Ślad na lustrze opowiada o możliwościach, jakie mamy w tym życiu, a także o moście, który łączy świat materialny ze światem pozagrobowym. Przede wszystkim jednak jest to książka o miłości, bo również o nią chodziło w mojej duchowej wędrówce. Wszyscy jesteśmy jednością, złączeni przez miłość. 

Życie Janis jest dla nas dowodem na to, że po śmieci ukochanej osoby dalej możemy żyć i cieszyć się z tego. Strach przed śmiercią zawsze będzie, jednak, po lekturze, możemy być pewni, że coś na nas czeka po drugiej stronie i życie nie jest końcem. Możemy też podejść do tego sceptycznie - wszystkie dowody zignorować. Nadzieja jednak pozostanie.

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra)

Za egzemplarz bardzo dziękuję wydawnictwu Literackie!


4 komentarze:

  1. Podoba mi się pomysł na tą książkę, tym bardziej, że jest to autobiografia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszkę zbyt uciekająca od tematu, ale dobra ;3

      Usuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...