piątek, 12 maja 2017

Teatr Sabata // Philip Roth

Uwielbiam twórczość Philipa Rotha, więc na kolejne wydania jego książek czekam z ogromnym zniecierpliwieniem. Ale tym razem... Coś poszło nie tak. Początkowo byłam dosyć mocno zdziwiona objętością. Trzy czwarte powieści Rotha, które czytałam, mieściło się w niecałych dwustu stronach, więc prawie trzy razy tyle Teatru Sabata było sporą niespodzianką. Byłam zachwycona! Szybko jednak okazało się, że nie na wszystkie książki tego autora jestem gotowa, a lektura tej była istną drogą krzyżową. Jestem przekonana, że cały przekaz gdzieś mi umknął i nie jestem w stanie stwierdzić, co też autor miał na myśli podczas pisania Teatru Sabata

Mickey Sabat ma już sporo lat na karku i nie jest tym samym jurnym mężczyzną co kiedyś. Nie jest łatwo w wieku 64 lat żyć tak, jakby się miało o połowę mniej, jednak Sabat usilnie próbuje utrzymać się w formie. Sabatem wciąż interesuje się sporo kobiet, a wśród nich jest jego wieloletnia kochanka, Drenka. Kobieta jest od niego o 12 lat młodsza i wciąż potrafi obudzić w mężczyźnie wszystkie pragnienia. Kiedy pewnego dnia zaczyna domagać się od Mickeya absolutnej wierności ten jest zszokowany. Drenka ma męża i sama jest bardzo rozwiązłą osobą, dla której nie ma żadnych granic. Jest to dla Sabata ciężka decyzja i to nie jedna, jaką przyjdzie mu podjąć.

Stoimy w obliczu śmierci, do dupy z kwiatkami.

Ten, kto już kiedyś Rotha czytał wie, że ten nie ma żadnych zahamowań i nie uznaje cenzury w swoich książkach. Jest to według mnie ich ogromny plus, podobnie jak w przypadku Charlesa Bukowskiego. Teatr Sabata jest historią, w której pojawia się tak ogromna ilość seksu, że niekiedy przecierałam oczy ze zdumienia. Cała atmosfera tej powieści jest strasznie gęsta, przepełniona ludzkim bólem przeplatanym z pożądaniem. Wszystko tutaj kipi od erotyzmu, a sam Mickey jest jego uosobieniem. Sabat jest bohaterem bardzo specyficznym, którego nie jest łatwo polubić. Znając jego myśli i widząc jego zachowanie wręcz pałałam do niego samymi negatywnymi emocjami i nie mogłam sobie z tym poradzić. Chciałam go zrozumieć, pojąć jego motywy, a udało mi się jedynie nie znienawidzić go do cna. Co i tak uważam za całkiem spory sukces. 

Nie potrafiłam się tutaj odnaleźć. Zwykle nie mam takiego problemu w książkach Philipa Rotha i utożsamiam się z postaciami, które w nich spotykam. Tutaj jednak mnie nie było, nie wiedziałam, co się dzieje dookoła i chciałam jak najszybciej uciec z tego świata. A czytanie Teatru Sabata zajęło mi bardzo dużo czasu i muszę przyznać, że tego trochę żałuję. Rotha zwykle czytam długo, ale tym razem naprawdę nie było warto. Fakt, że ta książka jest ulubioną historią samego autora czuję się wręcz głupio z tym, że jej nie zrozumiałam i mnie nie zachwyciła. Ale, ale. Za kilka lat do niej wrócę. Z większym bagażem doświadczeń. Może to pomoże.

Nikt nie żyje w prawdzie.

Teatr Sabata zawiera w sobie tak wiele wszystkiego, że można powiedzieć, że jest to historia równocześnie o wszystkim jak i niczym. Należy wspomnieć jednak o stylu Rotha, bo on zawsze zasługuje na uwagę. Autor pisze pięknie, przeplata swoje przesłania ordynarnymi opisami seksu, ale wszystko to robi tak zgrabnie, że nie można mieć mu tego za złe. Jestem przyzwyczajona już trochę do jego stylu, więc naprawdę miło było po raz kolejny zanurzyć się w jego świecie, choć tym razem nie oczarował, a wręcz zawiódł po całej linii. Teatr Sabata jest historią bardzo wymagającą - bardziej, niż cokolwiek, co do tej pory Rotha czytałam. Od skupienia podczas czytania ciągle bolała mnie głowa, a fakt, że nie widzę tutaj nic wartego uwagi tylko mnie frustrował.

Ciągle wydawało mi się, że te sześćset stron to po prostu wynurzenia o niczym. Jest to chyba piąta książka Rotha, którą czytałam, i powoli zaczynam dostrzegać jego ulubione motywy. Znajdują się one w każdej historii - bardziej lub mniej rozbudowane. Autor skupia się przede wszystkim na amerykańskim społeczeństwie i o ile w Amerykańskiej sielance było to fascynujące, tutaj nudziło i sprawiło, że miałam swoiste wrażenie deja vu. Do Teatru Sabata jeszcze kiedyś wrócę - muszę się w końcu dowiedzieć, o co tutaj tak naprawdę chodzi.

Ogólna ocena: 05/10 (przeciętna)

617 // Teatr Sabata // Philip Roth // Sabbath's Theater // Jacek Spólny // 20 kwietnia 2017 // 608 stron // Wydawnictwo Literackie // 49,90 zł

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Literackie!

4 komentarze:

  1. Myślę że każda osoba do pewnych rozumowań musi dojrzeć.
    cmokam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli od tej nie zaczynać, rozumiem :) A jakie książki autora poleciłabyś na początek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczynałam od "Konającego zwierzęcia", ale na początek poleciłabym chyba "Wzburzenie" - jeśli wolisz coś krótkiego - lub Amerykańską sielankę, jeśli nie przeraża Cię spora objętość dosyć ciężkiej w odbiorze książki :D

      Usuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...