The Way of Kings // chinese edition

Pamiętacie jak jakiś czas temu pisząc o okładkach Drogi królów zakochałam się w chińskiej, autorstwa Jian Guo? Minęło trochę czasu i dzięki pewnej osobie mogę się ogłosić dumną właścicielką chińskiego wydania. Podróż z Chin do Anglii a później z Anglii do Polski odcisnęła na niej swoje piętno, jednak i tak jestem niesamowicie szczęśliwa. Wydawcy z Chin pokazali, na co ich stać. Ciekawa jestem, czy wszystkie książki wydane tam są tak dopieszczone i różnią się bardzo od tych z całego świata. Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś przekonać, bo w kolekcji brakuje mi jeszcze Sherlocka Holmesa po chińsku. Ciekawa jestem też bardzo włoskiego wydania The Way of Kings z prostego powodu. Dlaczego w przeciętnej włoskiej księgarni kosztuje one... 100 euro? Jeśli kiedyś będę miała nadmiar pieniążków możecie być pewni, że to sprawdzę.

Objętość Drogi królów jest nam wszystkim doskonale znana, a wydawnictwo rozwiązało ten problem dzieląc książkę na trzy części, które zamknięte zostały w jednej, papierowej, obwolucie. Grafika stworzona przez Jian Guo zapiera dech w piersi i od razu mogę powiedzieć Wam, że jest to najładniejsza ilustracja dotycząca The Way of Kings, jaka istnieje. Mimo, że owa obwoluta nic nie urywa swoją jakością i ledwo przetrwała długą podróż to jestem w stanie wybaczyć to wydawcy. Koniec końców nie jest łatwo wydać dobrze tak grubą książkę. Widać to po polskim wydaniu, które już po jednym czytaniu rozsypuje się w rękach.

Okładka każdego z trzech tomów wygląda tak samo. Różnią się one od siebie jedynie kolorem, co troszkę mnie rozczarowało, jednak po dłuższym zastanowieniu lepszy taki prosty wygląd, niż wszystko na raz. Jak to mówią co za dużo to nie zdrowo, a ilustracja idealnie pasuje do obwoluty. Żałuję, że wydawnictwo MAG nie wpadło na taki sam pomysł. Zawsze to książka przyjemniejsza w odbiorze. No i nie musielibyśmy drżeć ze strachu przy braniu Drogi królów do ręki. Gwarantuje, że to chińskie wydanie za cholerę się nie rozleci. Z tym polskim to już może być różnie...

Minimalizm tego wydania mocno mnie urzekł i jestem cholernie dumna z tego, że stoi u mnie na półce. Posiadanie go zaostrzyło mi jednak tylko apetyt na więcej i... czy wybiera się z Was ktoś do Japonii może, gdzieś niedługo?

Zbyt kolorowo być nie może i wnętrze jest zdecydowanie uboższe w ilustracje niż to polskie. A przynajmniej takie wrażenie odniosłam pobieżnie przeglądając jeden z tomików. Być może było to tylko złudzenie optyczne, spowodowane podziałem Drogi królów na części. Bardzo ciekawa jestem też jak to jest z przekładem z oryginału na chiński, ale tego raczej nigdy się nie dowiem, chyba, że ktoś z Was włada biegle tym językiem i chciałby sobie kawałek przeczytać i dać znać? Z moim brakiem talentów do języków obcych nie mam co liczyć na to, że przyswoję sobie ot tak chiński. A szkoda, że marny ze mnie poliglota, gdyż w planach mam uzbierać sporą kolekcję wydań Sandersona. Co mi przypomina, że mam na półce jeszcze angielską wersję Z mgły zrodzonego...

Do książki dołączone były też cztery karteczki, przedstawiające dobrze nam znane ilustracje z Drogi królów. Doskonałe z nich zakładki i to kolejny plus chińskiego wydania. Jeśli macie taką możliwość i też jesteście kolekcjonerami różnych wydań książek to koniecznie zaopatrzcie się w to. Jest naprawdę niezwykłe. Teraz moim celem jest edycja rosyjska, gdyż włoską mam na wyciągnięcie ręki. Przecież nie mogę kupić tej tańszej wersji, za 30 euro, skoro nurtuje mnie ta trzy razy droższa...

Komentarze

  1. Ale to ładne! I świetny pomysł z podzieleniem na części i wrzuceniem w jedno. No super, nie pomyślałbym o tym. Wygląda jak pakiet, ale to jedna książka. :) Widzę, że mocno trzymasz się postanowienia, żeby nabywać ulubiony cykl w zagranicznych wydaniach, co mnie cieszy i jest godne pogratulowania. :) Czekam w przyszłości na info o kolejnych i życzę, żebyś dorwała te wymarzone Włoskie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak! Jak się raz na coś zawezmę to koniec :D
      Teraz to mnie już tylko fundusze ograniczają, bo mam na oku duńskie i to cholernie drogie włoskie...

      Usuń
    2. I bardzo dobrze, że na samym gadaniu się nie kończy. :)
      Duńskie? No nieźle. A z ilu krajów ogólnie masz w planach?

      Usuń
    3. Ze wszystkich :D Nie ma co się ograniczać :D Ale najbardziej zależy mi na tych, których okładki różnią się od tej amerykańskiej.

      Usuń
    4. No to czekam na jakieś Afrykańskie. :D

      Usuń
  2. Już tylko "pewnej osobie" no szkoda
    Cieszę się że dałaś to na papierowe miasta.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiedziałam, że to wydanie ma jedną obwolutę i jest podzielone na trzy części. Podoba mi się zarówno obwoluta i okładki. Jedno krzykliwe, a drugie stonowane. Fantastyczne wydanie. Robi wrażenie :D Zazdroszczę!
    houseofreaders.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chińczycy zawsze byli pomysłowi :D

      Usuń
  4. Podziwiam Cię, bo sama nie wiem czy byłabym zdolna do zdobycia chińskiego wydania czy jakiegokolwiek innego, ale dzięki prezentacji, którą przedstawiłaś doceniam chińskich wydawców, bo muszę przyznać, że wykonali kawał dobrej roboty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Ciekawa jestem, czy ich inne książki wyglądają podobnie.

      Usuń
  5. O matko, jakie to wydanie jest piękne! I chylę Chińczykom czoła, podzielenie Drogi Królów na mniejsze części to genialny pomysł - nasze wydanie super prezentuje się na półce, ale perspektywa zabierania go ze sobą w torebce jest nieciekawa. Choć podobno Dawca Przysięgi ma wyjść w dwóch tomach?

    OdpowiedzUsuń
  6. "Widać to po polskim wydaniu, które już po jednym czytaniu rozsypuje się w rękach." To już któraś taka opinia na temat polskiego wydania jaką słyszę. Ja nie wiem co wy robicie z książkami jak je czytacie, rzucacie nimi po ścianach? Moje wszystkie z ABŚ były czytane co najmniej 3 razy i nawet grzbiety się nie poļamały. Nie umiem sobie wyobrazić co wy robicie tym biednym książkom, że tak je niszycie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy inaczej traktuje książki i to sprawa indywidualna, jednak wystarczy otworzyć te książki szerzej, żeby grzbiety popękały. Tak to bywa, gdy książka jest bardzo gruba i w miękkiej okładce. Taki już ich urok.

      Usuń

Prześlij komentarz

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)