wtorek, 5 września 2017

Po własnych śladach // Mariusz Koperski

Już kilka lat minęło od chwili, gdy po raz pierwszy dałam szansę polskiemu autorowi i odkryłam, że Polak też potrafi. Od tamtej pory chętnie sięgam po książki nieznanych pisarzy, którzy dopiero zaczynają, albo ich nazwiska nie są znane w czytelniczym świecie. Sama nie wiem, czym kierowałam się, kiedy podjęłam decyzję o przeczytaniu Po własnych śladach. Być może swoją rolę zagrała tutaj tematyka, która niebezpiecznie kojarzy się z serią o komisarzu Forście, Remigiusza Mroza. Jako ogromna fanka owego cyklu nie mogłam przejść obojętnie obok książki, której akcja rozgrywa się w tych samych rejonach.

Pewnej zimowej nocy zdarza się wypadek. I pewnie nie byłoby w tym nic niezwykłego. Koniec końców wypadki się zdarzają i to całkiem często, szczególnie w takich warunkach. Z pozoru wydaje się, że fakt, iż samochód znanego biznesmena wjechał w stary, góralski dom to sprawa oczywista. Mężczyzna, który zginął na miejscu, zwyczajnie przecenił własne możliwości, a owa brawura go zabiła. Komendant policji powiatowej jednak uważa, że to wcale nie był przypadek, a bogacz zwyczajnie został zamordowany… Wszystko wskazuje na to, że zamieszany w sprawę jest jeden z policjantów, były podwładny Sławomira Derebasa, komisarz Karpiel...

Karpiel pomyślał, że śmierć starego domu bywa równie przygnębiająca, jak odejście człowieka.

Nie da się ukryć, że Po własnych śladach to po prostu kolejny kryminał, który człowiek przeczyta wyłącznie dla relaksu. Nic tutaj nie zmieni Waszego życia, nie zszokuje Was i nie sprawi, że z niecierpliwością będziecie wyczekiwać na kolejne książki Mariusza Koperskiego. Mimo to podczas czytania ani razu nie pomyślałam o tym, że marnuję czas, gdyż ostatnio unikam literatury typowo rozrywkowej i wolę taką, która coś we mnie zmienia i czegoś mnie uczy. unikam literatury typowo rozrywkowej i wolę taką, która coś we mnie zmienia i czegoś mnie uczy. Nie można jednak katować umysłu ciągle, dlatego trochę lżejsze książki też są mile widziane. A okazało się, że to naprawdę bardzo dobry kryminał. Mariusz Koperski świetnie przemyślał cały przebieg fabuły i – chociaż połowę wydarzeń przewidziałam – zakończenie zasługuje na oklaski.


Styl pisania autora jest lekko chaotyczny, jednak w niczym mi to nie przeszkadzało i nie gubiłam się w wydarzeniach. Szybkie przeskoki między postaciami i wydarzeniami mogą mieszać w głowie i sprawiać, że człowiek straci całą przyjemność z lektury. Według mnie jednak całkiem dobrze pasuje to do całej akcji, która jest pełna niedomówień, a policjanci muszą czuć się równie skonfundowani co czytelnik. Wielkim plusem w Po własnych śladach jest zakopiański klimat, który został bardzo dobrze oddany. Autor zwraca uwagę i na plusy i minusy mieszkania w typowo turystycznym mieście i udaje mu się sprawić, że poczułam się jakbym tam była.

Wiesz, co jest najgorszą rzeczą, która może przytrafić się człowiekowi? Wiesz? Nie? To samotność. Jest... przerażająca.

Przyznam szczerze, że nie zwracałam zbyt dużej uwagi na bohaterów. Pochłonęłam Po własnych śladach na raz, jednak zrobiłam to dla fabuły, a nie postaci. Komisarz Karpiel przyciągnął moje spojrzenie i co jakiś czas pojawiały się we mnie jakieś ciepłe uczucia dla niego, jednak bardziej interesowały mnie pobudki sprawcy. W pewnym momencie domyśliłam się, co i dlaczego, acz autor zabezpieczył się i postarał, by zbyt prosto nie było. Tego, co kryje się głębiej, nie w sposób przewidzieć i jeśli nie macie doświadczenia w rozwiązywaniu zagadek kryminalnych poczujecie się cholernie zaskoczeni. Czasami żałuję, że tyle w moim życiu się tego gatunku naczytałam, że naprawdę dobrze idzie mi łączenie wszystkich wątków i znajdywanie poszlak. Teraz naprawdę ciężko sprawić, że siedzę z szeroko otwartymi ustami i nie wierzę w to, co się wydarzyło. Mariuszowi Koperskiemu również nie udało się doprowadzić mnie do takiego stanu, jednak było bliżej niż dalej. 

Po własnych śladach to kryminał, z którym naprawdę warto się zapoznać z dwóch powodów. Po pierwsze jest on polski, nasz własny. Nie ma co dyskryminować naszej rodzimej literatury. Po drugie to naprawdę kawał dobrej rozrywki, bez żadnych wątpliwości. 

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra

631 // Po własnych śladach // Mariusz Koperski // 20 czerwca 2017 // 262 strony // Wydawnictwo Astraia // 29,90 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

5 komentarzy:

  1. Podobne odczucia miałem po lekturze, chociaż nieco niżej ją oceniłem ostatecznie. :) Faktem jednak jest, że książka napisana została przyjemnym językiem, z dobrym, zakopiańskim klimatem, jednak te przeskoki... Mnie dość mocno irytowały.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie zgubiły te przeskoki czasowe i między postaciami, przez co trochę irytowałam się przy czytaniu. Niemniej to całkiem ciekawy kryminał, choć raczej nie przełomowy w tym gatunku. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Podzielam Twoje zdanie dotyczące dawaniu szansy polskim autorom i to głownie ten czynnik zachęcił mnie do bliższego zapoznania się z jej treścią. Poza tym mam słabość do kryminałów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mamy wielu świetnych pisarzy, a moim zdaniem literatura tłumaczona z innego języka, to już nie to samo. Więc na pewno zapamiętam nazwisko:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam powieści polskich autorów, więc na pewno skuszę się kiedyś na tę pozycję. A czytać dla relaksu oczywiście lubię :)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...