PRZEDPREMIEROWO: Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że już najwyższa pora skończyć z książkami młodzieżowymi i dzielnie trzymałam się tego postanowienia z prostego powodu. Przestały mnie one interesować i nie byłam w stanie w żaden sposób się w nie wciągnąć. Postaci mnie irytowały, fabuła nudziła. Być może poziom tego gatunku spadł na dno, a być może ja po prostu patrzę już inaczej na świat i zwyczajnie nie wierzę w tandetną miłość i takie rzeczy, które zwykle dostajemy w takich książkach. Nie wiem co sprawiło, że zainteresowałam się nową powieścią Augusty Docher. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i chociaż pozostałe były całkiem udane nie zostałam jej wierną fanką, więc sięgnięcie po Najlepszy powód, by żyć mnie samą zaskoczyło. Nie lubię książek o chorobach i tym podobnych rzeczach. Ostatnią książką tego typu była Gwiazd naszych wina, Johna Greena. Nie żałuję jednak tego, że chwyciłam po Najlepszy powód, by żyć. Okazało się, że istnieją jeszcze książki dla młodzieży, które mogą mieć w sobie jakiś morał i sporo zmienić w człowieku.

Dominika żyje jak księżniczka. Mieszka w ogromnym domu, niczego jej nie brakuje, ojciec kocha ją nad życie. Mogłoby się wydawać, że nie można chcieć nic więcej. Pewnego dnia jednak wszystko diametralnie się zmienia i dziewczyna ląduje z ciężkimi poparzeniami w szpitalu. Sprawcą jej nieszczęścia jest jej ukochany tatuś, który przypadkowo – pod wpływem alkoholu – oblał ją benzyną i wzniecił pożar. Teraz on wylądował w więzieniu, ona straciła chęci do życia i poddała się. Jest świadoma tego, że to był wypadek, jednak to niczego nie zmienia. Dominika już nigdy nie będzie wyglądała tak, jak przedtem, a jej stan jest na tyle ciężki, że czeka ją daleka droga do normalności. Szczęście do końca jej jednak nie opuściło i pojawia się Tomek – młody, ambitny lekarz, który dostrzega w niej coś więcej…

Gdy dajesz komuś szanse, prawdopodobieństwo powodzenia jest większe, niż gdybyś tej szansy nie dała.

Mogłoby się wydawać, że wszystko tutaj jest niesamowicie mocno przewidywalne i Augusta Docher w tej – krótkiej przecież – książce niczym nas nie zaskoczy. Nie jest to jednak prawda, a chociaż łatwo domyślić się, jak zakończy się cała historia Dominiki to większość wydarzeń, które do tego finału prowadzą, robi w głowie niezły mętlik. Z jednej strony człowiek jest do całej tej powieści sceptycznie nastawiony – w końcu to tylko kolejna książka młodzieżowa o dziewczynie z problemami, a z drugiej towarzyszy tutaj ciekawość, czy na pewno mamy rację i to wszystko może mieć w ogóle jakiś happy end.

Dominika to bohaterka po przejściach, więc obawiałam się trochę, czy będę w stanie zaakceptować stan jej psychiki. Często takie postaci mocno mnie irytują, gdyż ja na ich miejscu zachowałabym się całkiem inaczej. A przynajmniej tak mi się wydaje. Stuprocentowej pewności mieć nie mogę. Na szczęście Dominika stała mi się bliska, a towarzyszenie jej w tych ciężkich chwilach i trzymanie za nią kciuków było niespodziewanie proste. Jej myśli i obawy są w pełni zrozumiałe. Nie ma tutaj przesady, nadmiernego rozpaczania. Ta dziewczyna po tym, jak wygląda jej życie po wypadku, ma prawo się załamać i w samotności gapić się w ścianę. 

Czasami potrzebujemy samotności, żeby przetrawić pewne sprawy, przegryźć je w sobie, przemielić i przeżuć, nieraz aż do mdłości. Ale kiedyś nadchodzi właściwy czas i trzeba wyjść z mrocznej jaskini, z tego cholernego gówna, w którym tkwiliśmy, i poszukać kogoś, kto nas pokocha, trzeba być z kimś, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie mamy siły Boga, żeby radzić sobie samemu.

Innym postaciom nie poświęcamy tutaj zbyt dużo uwagi. Kolejną – i ostatnią – osobą, na której skupia się Augusta Docher jest Marcel. Młody chłopak, który sam nie wie, co powinien ze sobą zrobić. Z jednej strony chciałby spełnić oczekiwania rodziców, z drugiej jest świadomy tego, że nie byłby wtedy szczęśliwy i nie może zmusić się do posłuszeństwa. Dodatkowo on również ma swoje sekrety, które kładą się cieniem na jego teraźniejszość. Nie da się ukryć tego, że w momencie, gdy go poznajemy, jest bardzo niedojrzałą osobą, która potrafi podejmować dojrzałe decyzje. Nie da się jednak go nie lubić i gdybym miała wybierać między nim, a Dominiką, to on zostałby moim ulubionym bohaterem z Najlepszego powodu, by żyć

Autorka dzieli powieść na czas teraz i przedtem, więc widzimy, jaka zmiana zaszła w Dominice oraz Marcelu i jak brutalnie odbiły się na nich wszystkie te wydarzenia. Nie ma co się jednak dziwić temu, że młoda dziewczyna, której większość ciała uległa poparzeniu a z ukochanym ojcem może widywać się tylko raz w miesiącu, nie ma już żadnych chęci do życia. Docher doskonale oddała depresyjny nastrój takiej osoby i jestem pewna, że na jej miejscu już bym się nie podniosła. W pewnym momencie lektury zaczęłam doceniać to, co mam i bardziej szanować fakt, że żyję. Pomogło mi w tym podejście Marcela oraz fakt, że dzięki niemu sporo zrozumiałam. Słyszałam już opinie, że Najlepszy powód, by żyć sporo zmienia w czytelniku, jednak do tej pory w to nie wierzyłam. Teraz chyba muszę zacząć. Dodatkowo autorka nie zamknęła sobie drzwi i w każdej chwili może wrócić do naszych bohaterów. Przyznam, że ucieszyłabym się z kontynuacji...

Nie kocha się za to, czego brakuje, tylko za to, co jest.

Jeśli macie problem z zaakceptowaniem samych siebie, boicie się zrobić krok do przodu lub nie macie siły podnieść się z ziemi to Najlepszy powód, by żyć to książka dla Was. Chociaż fabuła nie grzeszy oryginalnością i łatwo przewidzieć zakończenie to decyzje podejmowane przez bohaterów i to, z jaką dojrzałością potrafią podejść do niektórych wydarzeń sprawiają, że ta historia zostaje w człowieku i jestem pewna, że w kryzysowych sytuacjach przypomnę sobie o Dominice i Marcelu. Bo pamiętajcie. Naprawdę warto żyć. 

Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobra)

630 // Najlepszy powód, by żyć // Augusta Docher // 27 września 2017 // 362 strony // Wydawnictwo OMGbooks // 37,90 zł


Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!

Komentarze

  1. Jest toi taki typ powieści, do której mam słabość. Szczególnie, że jest to słodko-gorzka opowieść, która daje nadzieję na lepsze jutro.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dostałam propozycję recenzji tej książki, jednak nie czuję ostatnio (no trochę, będąc szczerym od dłuższego czasu) pociągu do tego typu literatury. Zdecydowanie częściej sięgam po "dojrzalszą literaturę", jak już w międzyczasie sięgając po fantastykę, której fanką zostanę już chyba do końca swych dni. Opis też zresztą mnie nie zaciekawił, historia wydaje się czymś wtórnym.

    Pozdrawiam, dziewczyna z książkami

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie ta opowieść pozwala na docenienie tego, co posiadamy, bo uświadamia, że inni mają gorzej, a żyją i cieszą się tym wszystkim.

    OdpowiedzUsuń
  4. W tej powieści znalazłam wiele kwestii, które można byłoby zmienić/poprawić, a i niektóre zachowania mnie irytowały. Jakoś do końca mnie nie przekonał styl, choć sama fabuła całkiem przyjemna i ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kolejna świetna recenzja Twojego autorstwa, którą czytaliśmy z dużą przyjemnością. "Najlepszy powód, by żyć" to książka, która wywołuje dużo emocji, ale ostatecznie dodaje otuchy, więc przyłączamy się do poleceń! :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)