Chłopaki Anansiego // Neil Gaiman

Po przeczytaniu Nigdziebądź obiecałam sobie, że przeczytam i będę posiadać na własność każdą książkę Neila Gaimana, wydaną w Polsce. Jedyne, przy czym się waham, to te zbiory opowiadań. Bardzo nie lubię krótkich form. Oprócz Bukowskiego. Bukowskiego kocham w każdym wydaniu. O Chłopakach Anansiego słyszałam sporo. Wszyscy stawiali tę książkę na równi z Amerykańskimi bogami, którzy uznawani są za najlepsze i największe dzieło tego pana. Również byłam zachwycona, więc postanowiłam jak najszybciej w Chłopaków się zaopatrzyć. Wznowienia całego Gaimana w okładkach Crayona to najlepszy pretekst, do skompletowania tego, co napisał.

Gruby Charlie nienawidzi, gdy ktoś zwraca się do niego w ten sposób. Nic nie może jednak na to poradzić. To przezwisko wymyślił jego ojciec dwadzieścia lat temu i prześladuje ono Charliego do tej pory. Wyjechał jednak daleko od krępującego rodziciela i układa sobie życie. Niedługo ma wziąć ślub, ma pracę i jest zadowolony z tego, jak wszystko teraz wygląda. Okazuje się jednak, że zaproszenie na ślub nie dotrze do starszego pana. Ojciec Grubego Charliego zmarł podczas występu w klubie karaoke nawet swoją śmiercią zawstydzając syna.

Nagle rzeczywistość zwala się na głowę Grubego Charliego. Okazuje się, że ma on brata, który różni się od niego tak, jak tylko można. Jest spontaniczny, uwielbia się bawić, zawsze jest duszą towarzystwa. Odziedziczył też po ojcu całą jego boskość, co początkowo może szokować. W końcu niecodziennie okazuje się, że mężczyzna, który przez całe życie ośmieszał własne dziecko jest bogiem, znanym szerzej jako Anansi…

Historie są jak pająki, mają długie nogi. Historie są też jak pajęczyny – człowiek może się w nich zaplątać, ale wyglądają pięknie, gdy spojrzeć na nie rankiem, oprószone rosą pod liściem. I wszystkie w elegancki sposób łączą się ze sobą.

Gruby Charlie to bohater niesamowicie… nudny. Z całych sił próbował stać się innym człowiekiem niż jego rozrywkowy ojciec i udało mu się to. Jego życie przez poznaniem prawdy o Anansim i pojawieniem się Spidera było spokojne, jednak monotonne i nieciekawe. Gdyby to miała być książka o zwykłym Grubym Charliem bez boskich powiązań nikt by tego nie przeczytał. Był mi żal tego, jak po śmierci ojca toczy się jego życie, jednak w głębi duszy uważałam, że lepsze to, niż takie płynięcie na fali przeciętności. Spider jako jego całkowite przeciwieństwo jest ciekawszą postacią, acz przyznam, że drażnił mnie jeszcze bardziej niż Charlie. Jego egocentryzm i egoizm… Ciężko było znaleźć w tej postaci jakieś pozytywne cechy – co najmniej, jakby składał się z samych wad.

Anansiego znałam już z Amerykańskich bogów, jednak nie pałałam do niego ciepłymi uczuciami. Wydał mi się posiadaczem najgorszej osobowości, jaką mógłby poszczycić się bóg. Informacja o jego śmierci szczerze mnie ucieszyła, chociaż ciężko mi było w to uwierzyć. Nie wiem, czy znajdzie się na tym świecie jedna osoba, która lubiłaby szczerze Anansiego, który myśli wyłącznie o sobie i o nic tak naprawdę nie dba. Z tego samego powodu Spider nie przypadł mi do gustu i nie wiem sama co sprawiało, że czytałam Chłopaków Anansiego, zamiast odłożyć tę książkę na półkę i przestać tak irytować się zachowaniami wymyślonych przez Gaimana postaci. Być może to niezdrowa ciekawość pchała mnie ku zakończeniu.

Jest rzeczywistość i rzeczywistość. Niektóre rzeczy są prawdziwsze niż inne.

Kiedy czyta się Chłopaków Anansiego dwie rzeczy rzucają się w oczy. Jedną z nich oczywiście są irytujący bohaterowie. Drugą jest kiepska fabuła. Z jednej strony może wydawać się, że nic się nie dzieje, z drugiej zaś dzieje się tyle, że czytelnik nie jest w stanie objąć tego rozumem. Na dłuższą metę jest to bardzo męczące, ale zanim zaczniecie czytać tę książkę musicie wiedzieć jedno. Gaimana czyta się nie tylko dla historii. Gaimana czyta się przede wszystkim dla Gaimana. Dla tego, jak on bawi się językiem, jak pięknie pisze. Czytając Chłopaków Anansiego byłam oczarowana tym, jak płynie się przez tę książkę. Odczułam to bardziej niż w pozostałych jego pozycjach z powodu fabuły, która mnie nie zachwyciła na tyle mocno, bym czytała z zapartym tchem bez zwracania uwagi na cokolwiek.

Cieszę się, że Gaiman sięga do różnorodnych mitologii pisząc swoje historie. Tym razem mamy tutaj mitologię afrykańską, o której - szczerze mówiąc - nie wiem nic. Ciężko jest określić gatunek tej powieści - tak jak ciężko jest określić którąkolwiek powieść tego autora. Nie ma tutaj nad czym się rozwodzić. Mimo fabuły, która nie zwala z nóg, Chłopaków Anansiego warto przeczytać. Szczególnie, jeśli kochacie Neila, kochacie, jak bawi się językiem i to, że podobnych porównań nie znajdziecie nigdzie indziej. I pamiętajcie. Depczcie pająki, bo zawsze jest opcja, że to Wasz zaginiony brat gotów zniszczyć Wam życie.


Ogólna ocena: 07/10 (bardzo dobrze)

638 // Chłopaki Anansiego // Neil Gaiman // Anansi Boys // Paulina Braiter // 13 września 2017 // 352 strony // Wydawnictwo MAG // 39,00 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu MAG!

Komentarze

  1. No i masz, namawiałem do Gaimana i do "Amerykańskich", a koniec końców szybciej przeczytałaś kontynuację ode mnie. :P Ale ja już sobie powiedziałem, że z racji serialu w przyszłym roku sobie odświeżę zakurzone w pamięci "AM", żeby sięgnąć po serial i po "ChA". :)

    PS: Końcówką mnie autentycznie rozbawiłaś. Krótko mówiąc; Fuck the Spiders! :P

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)