Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy. Pokaż wszystkie posty
CHCĘ POOGLĄDAĆ 2019

lutego 23, 2019

CHCĘ POOGLĄDAĆ 2019

Nowy rok, nowe filmy, nowe seriale. Zwykle skupiałam się przede wszystkim na książkach, jednak odkąd urodziłam więcej czasu mogę poświęcić oglądaniu - kosztuje to mniej mojej uwagi niż czytanie, a przy Leonie zawsze muszę mieć oczy otwarte. W 2019 roku wychodzi kilka filmów i seriali, które po prostu MUSZĘ pooglądać i nie mogę już doczekać się tych premier - niektórych bardziej, niektórych mniej, ale te daty - o ile są już znane - wpisane są już w mój kalendarz i z niecierpliwością do nich odliczam.

Parodia filmu Omen. Zgodnie z przepowiednią wiedźmy Agnes Nutter, koniec świata ma nastąpić w najbliższą sobotę zaraz po kolacji. Rozpocznie się wtedy wojna pomiędzy armiami Piekła i Nieba. Ta wiadomość wcale nie podoba się demonowi Crowley'owi i aniołowi Azirafaelowi, którym całkiem przyjemnie żyje się na Ziemi. Dlatego wspólnie postanawiają współpracować i nie pozwolić Antychrystowi (który miał zostać podmieniony w szpitalu z synem brytyjskiego dyplomaty) jednoznacznie wybrać pomiędzy dobrem, a złem. Ich plan może się jednak nie powieść, gdyż z powodu pomyłki przy zamianie dzieci Antychryst trafił do zwykłej rodziny, a dziecko które wszyscy uważają za Antychrysta jest tylko zwykłym chłopcem. źródło

Adaptacja książki Prattcheta i Gaimana będzie czymś niesamowitym, co widać już po zwiastunach. Podoba mi się bardzo dobór aktorów i chociaż za Prattchetem nie przepadam, to Gaiman to jeden z moich ulubionych autorów i wiem na co go stać. Być może uda mi się przeczytać Dobry omen zanim serial pojawi się w sieci, jednak nie jest to na liście moich priorytetów. 

Już siedemnastego lipca na świecie, a dwa dni w Polsce, pojawi się filmowa wersja Króla Lwa. Jest to jedna z moich ulubionych bajek, już klasyka. Podczas oglądania trailera miałam łzy w oczach, więc spodziewam się, że gdy dojdzie już do premiery będę ryczeć rzewnymi łzami i będzie to dla mnie jeden z ulubionych filmów. Cała historia jest nam bardzo dobrze znana, a tyle ludzi na lipiec czeka, że to aż szok. Moja ocena tego filmu już teraz jest pewna. To będzie mocna dyszka.

Peter Parker powraca w filmie Spider-Man: Daleko od domu, kolejnego rozdziału serii Spider-Man: Homecoming. Nasz przyjazny superbohater z sąsiedztwa dołącza do swoich najlepszych przyjaciół – MJ, Neda i całej reszty paczki – i udaje się wraz z nimi na wakacje do Europy. Niestety, jego plan na pozostawienie superbohaterskiego życia na kilka tygodni szybko zostaje zrujnowany, gdy pojawia się Nick Fury. Chłopak decyduje się na to, by pomóc mu w rozwiązaniu zagadki różnych ataków, które sieją spustoszenie na całym kontynencie. źródło

Nie jestem fanką Mavela ani samego w sobie Spider-Mana. Gdy byłam młodsza wyglądało to całkiem inaczej, a po zobaczeniu trailera Spider-Man. Daleko od domu uznałam, że czas najwyższy sprawdzić, czy coś mi się odmieniło i czy od nowa nie polubię się z tym bohaterem. Podobnie jak w przypadku Króla Lwa już w lipcu będzie można wybrać się do kina. Być może do tego czasu nadrobię inne filmy o Peterze Parkerze.

Dopiero końcem listopada będzie można pooglądać drugą część jednego z moich ulubionych filmów animowanych, czyli Krainy Lodu. Przyznam szczerze, że poza datą premiery nie wiem na ten temat nic i mam cichą nadzieję, że tak zostanie. Pójdę na ten film w ciemno i już nie mogę się doczekać. Z pewnością będzie warto. 

Minęło pięć lat od czasu, kiedy wszystko było czadowe. Mieszkańcy Klocburga stoją w obliczu nowego, ogromnego zagrożenia. Pochodzący z kosmosu najeźdźcy LEGO DUPLO niszczą wszystko w tak szybkim tempie, że nikt nie nadąża z odbudowywaniem. Aby ich pokonać i przywrócić spokój w świecie LEGO Emmet, Lucy, Batman wraz z przyjaciółmi wyruszą w podróż do odległych, nieodkrytych światów, w tym do dziwacznej galaktyki, w której wszystko jest musicalem. Podróż ta będzie sprawdzianem ich odwagi, kreatywności i umiejętności Master Builderskich, a ponadto ukaże, jak bardzo są wyjątkowi. źródło

Nie będę tutaj zbyt się rozpisywać. Pierwsza część była naprawdę czadowa, a LEGO to moja ulubiona zabawa z dzieciństwa, więc dalej razem z bratem i mamą oglądamy wszystkie produkcje tego typu i niedługo mam zamiar pooglądać tę. Od szóstego lutego Lego przygoda 2 jest już dostępna w kinach. 

Artemis Fowl II jest dwunastoletnim geniuszem wywodzącym się z znanego w przestępczym światku, irlandzkiego rodu. Kiedy chłopiec dowiaduje się o istnieniu wróżek, postanawia wykorzystać ten fakt dla swoich korzyści. Aby zwiększyć rodzinny majątek, porywa wróżkę, Holly Niedużą, i żąda okupu. Nie docenia magicznej rasy, która nie zamierza poddać się bez walki.

Produkcja jest ekranizacją pierwszego tomu cyklu "Artemis Fowl" autorstwa irlandzkiego pisarza, Eoina Colfera. źródło

Uwielbiam Artemisa Fowla odkąd pamiętam. Jest to jedna z tych serii, których nie mam na półce, a bardzo bym chciała. Już w sierpniu premierę będzie miał film na podstawie pierwszego tomu i NAPRAWDĘ MOCNO nie mogę się doczekać. Nie oglądałam zwiastunów i nie mam zamiaru. Chcę podejść do tego z czystą kartą, bo już zarys fabuły znam i to doskonale. Ciekawa jestem, czy będzie to typowa ekranizacja lub raczej adaptacja.

Pies wyrusza w długą, pełną przygód drogę, aby odnaleźć swojego właściciela. źródło

Od miesiąca w kinach krąży już ten film, a ja dalej go nie widziałam. Był sobie pies to cudowny film (książka zresztą też) więc jestem pewna, że tutaj będzie tak samo. Planuję też przeczytać książkę i to jak najszybciej.

Tego serialu na pewno nie trzeba nikomu przedstawiać. Netflix rzadko kiedy robi złe seriale, więc liczę na to, że ten zwali nas wszystkich z nóg. Już końcem tego roku Wiedźmin będzie można obejrzeć. 

Powstanie kontynuacja serialu o niepokornej mecenas Chyłce zatytułowana Chyłka - Kasacja. Premiera nowych odcinków na player.pl będzie miała miejsce jesienią 2019 roku. żródło

Nie mogę już doczekać się premiery Kasacji. Wciąż nie rozumiem, dlaczego w ogóle nie zaczęto kręcić tego serialu od pierwszego tomu, jednak sezon pierwszy był na tyle dobry, że przymknęłam na to oko. Z niecierpliwością czekałam na każdą środę, by móc obejrzeć nowy odcinek i żałuję, że było ich tak mało. Zakończenie Zaginięcia było świetne - wszystko dzięki doskonale dobranym aktorom. Nie zmieniłabym tutaj nikogo, chociaż początkowo nie pasował mi Kordian. Z czasem jednak na tyle do niego przywykłam, że muszę pogratulować twórcom, że go wybrali. Mimo to i tak najlepiej tutaj pasuje Chyłka i Langer. Mogłaby być już jesień!

Dysfunkcyjna rodzina superbohaterów wspólnie próbuje rozwiązać tajemnicę śmierci ojca i zapobiec apokalipsie. źródło

Początkowo nie planowałam oglądać tego serialu, jednak coś mnie drgnęło. Zobaczyłam już pierwszy odcinek i przyznam, że jest to coś naprawdę dobrego. Trochę X-Meni, trochę Rodzina Adamsów. Poczucie humoru jest tutaj bardzo dobre, główni bohaterowie doskonale odgrywają swoje role. A muzyka! Tak, to z pewnością wyląduje na liście moich ulubionych seriali. Z tego co widziałam serial powstał na podstawie komiksów i chętnie rozejrzę się za nimi - o ile są w ogóle dostępne w polskiej wersji językowej i gdzieś w internecie. Od piętnastego lutego serial dostępny na Netflixie.

Pełna mroku, czarnoksięstwa, magii i uroku głównej bohaterki produkcja powróci z 2. sezonem już 5 kwietnia 2019 roku, a więc niecałe pół roku po premierze serialu. Netflix zapowiedział nowe odcinki w specjalnym teaserze, który m.in. nawiązuje do czołówki "Sabriny" z lat 90. i ukazuje nowe, gotyckie oblicze nastoletniej czarownicy. źródło

Ponoć nie tylko drugi sezon ma ujrzeć światło dzienne w tym roku, ale i trzeci i czwarty. Czy jest to prawda dowiemy się z czasem. Pierwszy sezon bardzo mi się podobał, mimo, że miał kilka minusów. Zakończenie też mnie zaskoczyło, więc ciekawa jestem, co będzie dalej. Nie znalazłam komiksu w polskiej wersji językowej, a angielska wersja trochę kosztuje, więc darowałam sobie zakup i cierpliwie czekam na kwiecień. Czas leci jak szalony, więc już niedużo go zostało do premiery. Mam nadzieję, że się nie zawiedziemy. 

A Wy na jakie premiery czekacie? 👇


Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
ŚWIĄTECZNE FILMY POOGLĄDANE W LISTOPADZIE 🎄🎅

grudnia 01, 2018

ŚWIĄTECZNE FILMY POOGLĄDANE W LISTOPADZIE 🎄🎅

źródło: pinterest

W tym roku bardzo szybko zaczęłam psychiczne przygotowania do świąt. Grudzień będzie miesiącem pod znakiem szpitala, dziecka, ustalania nowej rutyny. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie będę miała już tyle czasu na książki czy filmy, więc raz na jakiś czas uparcie włączałam Netflixa i pierwszą lepszą świąteczną produkcję. Zwykle prawie każdy taki film mi się podoba, jednak w listopadzie byłam bardzo wybredna pod tym względem i ciężko mnie było zadowolić. Udało się to w pełni tylko dwóm produkcjom. Reszta z nich albo przeszła bez echa, albo okazała się być czymś po prostu okej. Gdyby nie fakt, że zwykle świąteczne kwestie mocno mnie poruszają uznałabym, że świąteczny czas nie jest czymś dla mnie. Ale powiem Wam szczerze, że nie mogę się już doczekać.

Pierwszym - i chyba najlepszym - filmem świątecznym, na jaki się natknęłam była Zamiana z księżniczką. Wszelkie skojarzenia do Królewicza i żebraka lub Barbie. Księżniczki i żebraczki jak najbardziej na miejscu, chociaż jest to adaptacja tak daleka od oryginału jak się tylko dało. I zapewne to właśnie tak przypadło mi do gustu. Ten motyw jest już bardzo oklepany, ale wciąż jest jednym z moich ulubionych i zawsze z radością witam kolejne produkcje z nim związane. Widziałam, że na The Princess Switch czekało naprawdę duże grono nastolat... ludzi i nie dziwię się wcale. 

Główną rolę gra tutaj Vanessa Hudgens, znana mi bardzo dobrze z całej serii High School Musical. Uwielbiałam tamte filmy, jednak przyznaję, że chociaż widziałam już Zamianę z księżniczką dwa razy to do teraz nawet nie wiedziałam z kim mam tutaj do czynienia. Ta aktorka bardzo zmieniła się przez lata i to na plus. Swoją rolę odegrała doskonale. Słyszałam opinię, że mamy tutaj styczność z czymś bardzo przewidywalnym i sztampowym, jednak myślę, że zaczynając oglądać świąteczny film trzeba mieć tego świadomość. One mają cieszyć, a nie być czymś mocno zaskakującym. Mnie osobiście Zamiana z księżniczką urzekła i nawet udało się producentom mnie zadziwić, więc jak najbardziej jestem za. Domyślam się już, że będzie to film, który będę oglądać rok w rok. Trudno się jednak temu dziwić. Dzieła Netflixa zazwyczaj są bardzo udane.
⭐⭐⭐⭐⭐

Kolejna produkcja Netflixa, która wpadła mi w oko to Świąteczny kalendarz. To kolejny familijny film romantyczny, który fajnie włączyć sobie wieczorem i wypić przy tym gorące kakao. Sporo po nim oczekiwałam, jednak nie do końca jestem zadowolona z tego, co dostałam. Teoretycznie mamy tutaj wszystko, czego po świątecznej produkcji można chcieć. Miłość, magię, spełniające się marzenia. Magiczny kalendarz adwentowy to ciekawa kwestia i można tutaj pozwolić popłynąć wyobraźni, acz tutaj poszło coś w złym kierunku. 

Świąteczny kalendarz nie wciąga tak mocno. Jego przewidywalność trochę kuje w oczy i w tym przypadku mnie irytowała. Dodałabym kilka zaskakujących aspektów, bo podczas oglądania zajęłam się całkiem czymś innym, raz na jakiś czas patrząc w telewizor. Ani razu nie zastanawiałam się, co się właściwie wydarzyło. Właśnie tak prosta jest linia fabularna, a postaci nie są tak intrygujące, bym mogła wytrzymać przed ekranem te prawie dwie godziny. Rzadko kiedy Netflix zawodzi i teraz też nie poszedł po bandzie, jednak zdecydowanie są lepsze świąteczne filmy. Kiedy jednak te niesamowite - na przykład nieśmiertelny Kevin sam w domu - Wam się znudzą, to Świąteczny kalendarz na chwile może przyciągnąć Waszą uwagę. Nie obiecuję jednak, że uda mu się to na długo.
⭐⭐⭐

Czytając opis Świątecznego spadku poczułam się bardzo zaintrygowana. Lubię takie motywy, na których Netflix oparł fabułę, więc myślałam, że będzie to coś dla mnie. Do końca się nie zawiodłam, bo polubiłam zachowanie głównej bohaterki, co jest rzadkością w moim przypadku. Ellen nie ma charakteru rozpieszczonej księżniczki - a przynajmniej nie do końca i na akceptowalnym poziomie - i potrafi skupić się na tym, co naprawdę ważne. Urzekło mnie to w tym filmie, chociaż fabuła nie jest aż tak świąteczna, żeby wylewać się z każdej możliwej sceny. Romans również nie jest tutaj aż tak rzucający się w oczy, więc można powiedzieć, że mamy tutaj styczność ze świątecznym filmem w wersji light. Zdecydowanie nadaje się on do pooglądania z partnerem, który nie przepada za zbyt dużą dawką wszystkich tych rzeczy. 
⭐⭐⭐

Na święta będę w domu to chyba najgorszy film świąteczny listopada. Oczekiwałam po nim bardzo dużo, bo zarys fabularny wręcz w 100% odpowiada moim upodobaniom. Tutaj najbardziej liczy się rodzina i spodziewałam się, że zakocham się w wyobrażeniach twórców na temat powrotu dawno niewidzianego ojca w okolicy świąt. Fabuła okazała się jednak na tyle nieinteresująca, że teraz - kilka tygodni później - nie pamiętam z niej praktycznie nic. W pamięci pozostał mi jedynie pies. 
⭐⭐

Straciłam już nadzieję na dobry świąteczny film romantyczny, gdy trafiłam na Wigilijne wesele. Jest to nie tylko romans, ale też komedia, więc przy okazji można się wiele razy pośmiać. Nasza główna bohaterka ma małą obsesję na punkcie planowania - jak ja - i zajmuje się profesjonalnym planowaniem ślubów, a przynajmniej o tym marzy. Jej pierwszym zleceniem jest ślub kuzynki, który po prostu musi być idealny. Tak samo jak ona i jak jej partner. I tutaj do akcji wkracza pewny prywatny detektyw - przypadkowo były panny młodej - który może zniszczyć cały skrupulatnie ułożony plan. 

Kolejny świąteczny, przewidywalny romans. Jak nic na podstawie jakiegoś harlequina! I z tego co wiem jest to prawdą. Mimo to przypadł mi do gustu bardzo. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś go włączę, jednak miło spędziłam przy nim czas i udało mi się nawet zbyt często nie wstawać sprzed telewizora. Chętnie przeczytałabym też książkę, na podstawie której on powstał, więc ze spokojnym sercem mogę polecić w tym okresie świątecznym odpalenie Netflixa i znalezienie tam Wigilijnego wesela.
⭐⭐⭐⭐

Świąteczna kronika to drugi film, który naprawdę mocno mi się spodobał i zdecydowanie nie mam się do czego przyczepić. Doskonale mi się przy nim prasowało te wszystkie małe ciuszki i nawet nie zauważyłam, kiedy skończyłam. Do tej produkcji zdecydowanie wrócę w przyszłym roku, a może i jeszcze gdzieś niedługo, bliżej świąt. Tutaj już nie mamy styczności z romansem, tylko z filmem typowo familijnym, gdzie dzieci są głównymi bohaterami, a święty Mikołaj odgrywa tutaj naprawdę istotną rolę. Mimo to nie myślcie sobie, że tylko młodsi odbiorcy będą zachwyceni, bo według mnie jest to film dla osób powyżej ósmego roku życia i dopiero gdzieś wtedy będzie można wyłapać wszystkie morały, które ze Świątecznej kroniki płyną. Występują tutaj też sceny w więzieniu i inne niezbyt godne do naśladowania, więc mimo wszystko zanim usiądziecie przed telewizorem z pięciolatkiem pooglądajcie to sami.

Z pewnością zmuszę narzeczonego, żeby siadł przed telewizorem, przestał na chwilę oglądać odcinek za odcinkiem Gry o tron i pooglądał Świąteczną kronikę. Myślę, że jemu również bardzo się spodoba, chociaż on świątecznych filmów za bardzo nie lubi. Ten ma jednak w sobie to coś, co sprawia, że warto chociaż spróbować.
⭐⭐⭐⭐⭐

Ostatnim pooglądanym przeze mnie świątecznym filmem jest Elf. Nie jest to żadna nowość, wręcz można zaliczyć go już do klasyki świątecznych filmów, jak uświadomił mnie narzeczony. Ja jednak po raz pierwszy usłyszałam o nim w momencie, gdy kliknęłam pierwszy lepszy film na Netflixie. Jest to typowa komedia z nutką romansu, który jednak nie wysuwa się na pierwszy plan. Maciuś oglądał go ze mną i był zachwycony. Lubi nienachalne komedie i właśnie z taką mamy tutaj do czynienia. Jest to coś, co można oglądać całą rodziną i każdy znajdzie dla siebie zabawny moment. Ja już nigdy nie popatrzę tak samo na żółte taksówki.

Nie jest to film, który będę rok w rok oglądać przed świętami i nawet nie wiem, czy jeszcze kiedyś do niego wrócę, ale jest naprawdę warty polecenia. Jeśli dopadnie Was przedświąteczny zły nastrój to odpalcie Elfa i bardzo szybko złe nastawienie do życia i świąt zniknie. 
⭐⭐⭐⭐
CIĄŻOWE FILMY NA DESZCZOWĄ POGODĘ

lipca 25, 2018

CIĄŻOWE FILMY NA DESZCZOWĄ POGODĘ

Odkąd jestem w ciąży najczęściej chwytam po komedie romantyczne i to właśnie takie, w których kobiety postawione są w takiej samej sytuacji jak ja. Przeszukując strony internetowe cały czas dostawałam spis praktycznie tych samych filmów, nie tylko takich wartych uwagi, ale też takich słabych, które tylko marnują wolny czas. Można powiedzieć, że o gustach się nie dyskutuje - co jest prawdą zresztą - jednak rozszerzając tematykę bloga o tą ciążową nie mogłam się powstrzymać, by nie podać Wam kilku tytułów, które uprzyjemniają mi i Maciusiowi oczekiwania na dzidziusia. Mam też cichą nadzieję, że podsuniecie i nam coś nowego, bo chociaż ciążowych filmów i komedii jest sporo, to nie na wszystkie mam ochotę. Rozumiecie, ciążowe humorki. 

Z tym filmem jest taki problem, że to naprawdę dobra komedia, a dodatkowo oparta jest bodajże na poradniku, co już samo w sobie jest zaskakujące, jednak szybko ucieka z pamięci. Dzięki temu, że oparty na książce, w Jak urodzić i nie zwariować mamy różne przypadki dotyczące ciąży, więc każda przyszła mamusia - i tatuś! - bez problemu się tutaj odnajdą. Ciąża o którą starano się latami, wpadka, adopcja... Tutaj cały czas coś się dzieje, a bohaterów jest naprawdę sporo. Scenarzyści dali się ponieść wyobraźni i na dobre im to wyszło, chociaż przez większość filmu twórcy podkreślają, że ciąża to kobieca kwestia, a rolą partnera jest wspierać i nic więcej.

Jak dla mnie podejście trochę staromodne, bo mój chłop z całą pewnością czuje się tak, jakby sam był w ciąży. A patrząc na jego wahania humorów naprawdę bym się nie zdziwiła. Bycie w ciąży to kwestia naprawdę skomplikowana i najeżona komplikacjami, a Jak urodzić i nie zwariować doskonale to podkreśla. Może i na końcu - już po porodzie - jest happy end, jednak dziewięć miesięcy to szmat czasu, także wielkie brawa dla twórców, że mimo gatunku tego filmu wspomnieli o wszystkim, co najważniejsze. Fajnym dodatkiem do tego filmu może być książka, którą w całości wypełniamy sami - razem z partnerem czy też bez - o prawie tym samym tytule, czyli Być w ciąży i (nie) zwariować

Maybe baby to jeden z moich faworytów. Chociaż powstał w roku 2000, to ma bardzo dużo plusów, o których nie da się zapomnieć. Największy z nich to na pewno Hugh Laurie, bo to jeden z najlepszych aktorów na świecie i już to sprawiło, że ten film tak utkwił mi w pamięci. Dodatkowo wielokrotnie razem z Maciusiem wybuchaliśmy śmiechem, chociaż ten film ma w sobie co nieco z dramatu. Chęć posiadania dziecka przez Lucy jest wzruszająca, a jej dążenie do tego zwala z nóg. Problem niepłodności jest mi naprawdę obcy, a wczułam się w jej położenie i nie mogłam oderwać wzroku od ekranu telewizora. Maybe baby też doskonale poprawia humor, a to w ciąży przecież najważniejsze.

Ten film powstał w 1989 roku i pamiętam jak oglądałam go za czasów dzieciństwa. Już wtedy był on bardzo popularny i często leciał w telewizji. Już nawet nie jest niezwykły fakt, że samotna kobieta zachodzi w ciążę z żonatym mężczyzną, ale to, jak twórcy całą tę historię przedstawili. Poznajemy losy bohaterów oczami dziecka, a nawet już wcześniej, z perspektywy embrionu. I właśnie to - plus wielka dawka poczucia humoru - tak mnie w tym filmie urzekło. Nie wiem czy jest ktoś, kto I kto to mówi nie oglądał, ale zdecydowanie warto to zrobić w oczekiwaniu na maleństwo. Kolejne części nie zachwycają już tak mocno, jednak ten cykl filmów to jeden z moich ulubionych.

To kolejny z moich filmowych, ciążowych, faworytów. Kochanie, jestem w ciąży! mogę oglądać w kółko i w kółko i mi się nie nudzi. Nie jestem w takiej sytuacji jak Angela - nie pracuję w korporacji i nie pnę się po trupach po drabinie na sam szczyt - a jednak polubiłam ją i śmiałam się do łez podczas przebiegu jej ciąży. Gdyby tak prawdziwa ciąża trwała tyle, ile pooglądanie jednego filmu! Ta produkcja też ma już swoje lata, ale nie znalazłam chyba jeszcze żadnej lepszej komedii o przebiegu ciąży. Tutaj można uśmiać się do łez, czasami wzruszyć. Jeśli macie pooglądać jeden z wybranych przeze mnie filmów wybierzcie ten. Widać ta się pracować całą ciążę na pełnych obrotach ukrywając fakt, że się w tej ciąży jest!

Ostatni film, który wybrałam, to Wpadka. Film całkiem inny, niż te poprzednie. Główni bohaterowie są całkiem różni od siebie. Nic nie mają ze sobą wspólnego, a jedna wspólna noc zmienia wszystko. Postanawiają jednak spróbować razem wychować dziecko, za co ode mnie dla nich wielki plus. Wpadka to historia jakich wiele w prawdziwym życiu, a mało w filmach. Koniec końców związek rozpoczęty przez brak zabezpieczenia nie zapowiada się zbyt dobrze, a tu proszę. Scenarzystom udało się zrobić bardzo dobrą - i zabawną! - produkcję. A tego właśnie w ciążowych filmach na poprawę humoru potrzebuję i tego w nich szukam. Czasami wybieram też filmy, w których ciąża nie gra roli głównej, jednak to już temat na inny raz.

A Wy jaki film, gdzie ciąża gra rolę główną, polecacie? 
Copyright © Życie z książką , Blogger