maja 04, 2016
[506] Pół wojny - Joe Abercrombie
Od jakiegoś czasu odkładałam na później lekturę trzeciego tomu Morza Drzazg. Przerażał mnie fakt, że to już koniec. Nie zakochałam się w tej serii tak mocno jak w Pierwszym prawie, jednak zżyłam się z bohaterami. Druga część okazała się być wspaniałą i to ona sprawiła, że odzyskałam nadzieję na to, że uda mi się zakochać i w Połowie wojny. Nigdy nie ukrywałam, że Yarvi - główny bohater pierwszej części i ważna postać w pozostałych - nie jest moim ulubieńcem i bardzo go nie lubię. To Zadra zyskała moją sympatię i to ona skłoniła mnie do kontynuowania przygody z tym cyklem.
Księżniczka Skara właśnie została na świecie sama. Throvenland nie doczekał się pomocy ze strony swoich sojuszników i jego władza została stłamszona. Dziewczyna patrząc jak ginie jej dziadek nie mogła nic zrobić. Przebrana za niewolnicę opuściła ojczyznę i została skazana na łaskę króla Gettlandu, Uthila, i jego żony, a swojej kuzynki. Przyjęta z otwartymi ramionami przysięga, że odzyska tron i pomści swoją stratę.
Ojciec Yarvi dalej knuje. Jest pewny, że nadchodzi wojna. Dzięki temu, że podstępem doprowadził do sojuszu z Gromem Gil Gormem może ruszyć na Najwyższego Króla, który - dzięki babce Wexen - włada ogromną armią. Matka Wojna rozłożyła swoje skrzydła i teraz całe Morze Drzazg może zadrzeć w posadach.
Od razu zapałałam sympatią do Skary, podobnie jak w poprzedniej części do Zadry. Dziewczyna wiedziała, że kiedyś zostanie królową, jednak nie miało to nadejść zbyt szybko. Teraz pozbawiona swojego dziedzictwa przysięga zemstę, co jest dość powtarzającym się motywem w tej serii. Mimo to jej odwaga zrobiła na mnie wrażenie i kibicowałam jej całym sercem, choć decyzja, którą podjęła na samym końcu sprawiła, że sama miałam ochotę przeszyć ją mieczem. Albo toporem. Bycie władczynią wcale nie oznacza, że trzeba odrzucić wszystko, co nie ma znaczenia dla kraju.