piątek, 17 kwietnia 2015

[290] Ostrze - Joe Abercrombie

Tytuł: Ostrze
Tytuł oryginału: The Blade Itself
Autor: Joe Abercrombie
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
Seria: Pierwsze prawo
Tom: 1
Data wydania: 4 marzec 2015 
Liczba stron: 702
Wydawnictwo: MAG
Cena na okładce: 49,00
Przeczytanie tej książki zajęło mi prawie trzy tygodnie. Biorąc pod uwagę moją prędkość czytania jest to czas przerażający. Nie myślcie sobie jednak, że czytałam ją tak długo, gdyż chciałam dojść do końca i tyle ją męczyłam. Właśnie, że nie. Delektowałam się każdym zdaniem, każdym słowem. Powiem jedno: Joe Abercrombie kandydatem na mojego ulubionego autora fantasy. 

Logen Dziewięciopalcy jest bardzo znanym barbarzyńcom. Jego przeszłość nie jest czymś, z czego jest zadowolonym. Już nie jest Krwawą Dziewiątką, budzącym grozę mordercą z Północy. Jego jedynym celem jest przeżycie. Pewny dzień zmienia wszystko. Po rozmowie z duchami dowiaduje się, że poszukuje go pewien mag. Postanawia wyjść mu naprzeciwko i dowiedzieć się, o co właściwie mu chodzi. 

Glokta był kiedyś bardzo znanym szermierzem i żołnierzem. Chełpił się zwycięstwem w letnim Turnieju i sprawnością fizyczną. Kiedy został pojmany i oddawany torturom myślał tylko o śmierci. Teraz jest kaleką, który ledwo potrafi ustać na nogach, a o przeżuwaniu nawet nie ma co myśleć, jest skazany na owsiankę. Pracuje jako Inkwizytor i sieje postrach. 

Major West ma problem. Do miasta przyjeżdża jego siostra, gdyż na Północy zaczyna się wojna. Boi się, że dziewczyna zniszczy jego status społeczny, który tak ciężko wypracował wygraną w Turnieju. Prosi Jezala, przyjaciela, o pomoc w pokazaniu jej miasta. 


Jezal dan Luthar przygotowuje się do letniego Turnieju. Codziennie ćwiczy i ma tego serdecznie dość. Najchętniej zrezygnowałby, gdyż nie ma żadnej motywacji. Nie może jednak zawieść ojca i innych wierzących w niego arystokratów. Kiedy w mieście pojawia się siostra majora Westa, jego przyjaciela, Jezal traci głowę. Znany jest jego stosunek do kobiet, więc West nigdy nie zgodziłby się na ich związek. Do tego dziewczyna nie jest arystokratką, tylko zwykłą prostą dziewką. Musi o niej zapomnieć. A Turniej coraz bliżej.

Trzeba być realistą. Po prostu trzeba i już, choćby nie wiadomo jak bolało.

Już dawno nie czytałam książki tak typowo fantastycznej. Książki, gdzie fabuła rozgrywa się w świecie całkowicie stworzonym przez autora, a prawa i tradycje są dla nas całkowicie czymś nowym. Zwykle ostrożnie podchodzę do takich pozycji. Jestem świadoma, że ciężko mi wczuć się w świeżo poznany świat. Kiedy Ostrze do mnie dotarło byłam trochę zdziwiona. Z ciekawości otworzyłam pierwszą stronę i przepadłam. To, jak ta książka jest napisana... To jest po prostu poezja. Prosta, pełna krwi i wulgaryzmów. Mimo to każde słowo wydało mi się tak bardzo na miejscu. Nie zmieniłabym tam nawet przecinka. 

Postacie stworzone są w taki sposób, by czytelnik nie miał wątpliwości, z kim się styka. Logen wydaje się być osobą, która kiedyś silna i odważna, teraz boi się każdego dnia. Luther to rozpuszczony syn bogatego ojca, który do wszystkiego najchętniej doszedłby na skróty. West do wszystkiego doszedł ciężką pracą, jednak zatracił się w pogoni za pozycją. Glokta każdego dnia odczuwa ból tak silny, że ledwo może oddychać, a mimo to ma w sobie tyle siły psychicznej, że próbuje podnieść się z łóżka i żyć dalej. To właśnie jego postać zaintrygowała mnie najbardziej w tych początkowych rozdziałach.

Klik, stuk, ból. W takim rytmie się poruszał.

Nazwać tę powieść wielowątkową to niedopowiedzenie. Losy każdego z bohaterów są długie i skomplikowane, przeplatają się ze sobą w sposób całkowicie nieprzewidywalny i tajemniczy. Każdy ma swoją rolę do odegrania, a nie zna tekstu. Jesteśmy świadkami, jak wszyscy się rozwijają, zmieniają. Podążamy za kulejącym Gloktą, przerażonym Logenem czy zagubionym Jezalem i nie wiemy, jaki jest w tym sens. Po co los zepchnął ich wszystkich w to samo miejsce w tym samym czasie. Razem z nimi szukamy odpowiedzi i błądzimy po omacku. 

Joe Abercrombie dał mi to wszystko, czego szukam w takich pozycjach. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie przejmowałam się, że czytanie zajmuje mi tyle czasu. Z przyjemnością przeciągałam każdą z siedmiuset stron i delektowałam się każdym zdaniem. Zaznaczałam swoje ulubione wersy, ulubione momenty. Najpierw brakło mi karteczek żółtych, później pomarańczowych, czerwonych... Po to, by zakończyć wszystko na zielonych. Fabuła jest równie barwna. Może tylko trochę przeważa w niej czerwieni.

Bez strachu nie ma odwagi.

Zastanawiam się jak autorowi udało się tak dokładnie stworzyć tak dużą ilość bohaterów. Nawet ci mniej ważni mają swoje historie, nie są płascy - żyją i czują. Ich każdy oddech jest prawdziwy. Kiedy otwierałam książkę i zaczynałam czytać od razu przenosiłam się w miejsca, gdzie rozgrywała się akcja. Widziałam dzikie tereny Północy, przeludnione miasta Południa. Cały świat Ostrza jest realny. Kiedy skończyłam czytać poczułam pustkę ale i dziwne szczęście, którego nie czułam już bardzo, bardzo długo. Szczęście po skończeniu cudownej książki. Ostatni raz zdarzyło mi się coś takiego kilka lat temu. Mam ochotę od razu zagłębić się w kontynuację. Mam nadzieję, że wydawnictwo pospieszy się ze wznowieniem drugiego tomu. Żałuję, że wcześniej już nie poznałam twórczości pana Abercrombie. Mój cel na nadchodzące wakacje? Przeczytać wszystko, co wyszło spod jego palców.

Tych trzech tygodni nie mogę nazwać zmarnowanymi. Owszem - przeplatałam Ostrze innymi książkami po to, by jeszcze bardziej przedłużyć lekturę. Mimo to nie żałuję żadnej sekundy, którą poświęciłam na poznawanie zasad, ludzi i świata tej książki. Kolejny tom zapewne będzie obfitował w akcję i spłynie krwią. Już nie mogę się tego doczekać. 

Życie w gruncie rzeczy nie jest walką dobra ze złym, lecz walką złego z jeszcze gorszym.

Ogólna ocena: 09/10 (wybitna)

Za możliwość przeczytania bardzo, bardzo, bardzo dziękuję wydawnictwu MAG!

1 komentarz:

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...