środa, 16 kwietnia 2014

[138] Insygnia. Wojny światów - S.J. Kincaid


Tytuł: Insygnia. Wojny światów
Tytuł oryginału: Insignia
Autor: S.J. Kincaid
Tłumaczenie: Janusz Ochab
Seria: Insygnia (?)
Tom: 1
Data wydania: 06 luty 2013
Liczba stron: 472
Wydawnictwo: Egmont Polska
Cena na okładce: 39,99

Przepraszam, stary. Nie chciałem cię zabić.

Bardzo chciałam przeczytać tą książkę. Napatrzyłam się na pozytywne opinie i stwierdziłam, że to coś dla mnie. Ucieszyłam się, gdy w końcu dostałam ją do rąk. Jednak długo czekała na swoją kolej, długo. Gdy tylko jej czas nadszedł... jeden dzień i Insygnia były już przeczytane.

Toczy się teraz trzecia wojna pozaświatowa.Jednak to nie ludzie giną, a maszyny. Jest to dosyć cywilizowany konflikt - mimo, że walczą głównie młodzi ludzie.

Tom Raines jest nikim. Nie ukrywajmy. Jego ojciec jest nałogowym hazardzistą, matka jest jedną z kochanek pewnego mężczyzny i niespecjalnie ma ochotę wychowywać syna. Włóczy się więc z Neilem po świecie i grając w gry zarabia na ich utrzymanie. Chciałby być kimś wyjątkowym, a nie radzi sobie nawet w szkole specjalnej. Pewnego dnia wszystko się zmienia - dzięki temu, że tak dobrze potrafi sterować różnymi maszynami w grach dostaje propozycje. Może zostać kadetem i szkolić się na jednego z tych, którzy walczą w tej wojnie. Jednak to też ma swoją cenę. Procesor neuronowy jest koniecznością, jeśli chłopiec chce być jednym z wybranych. Na początku nie odpowiada mu fakt, że chcą włożyć mu do głowy komputer. Boi się, że tak stanie się po prostu maszyną, którą będą mogli kontrolować. Ojciec mnóstwo mu nagadał o takich kwestiach. Uważa, że dużo złego dzieje się w Wieży, gdzie mieszkają kadeci.

Jednak to wszystko objęte jest wielką tajemnicą. Nikt nie może się dowiedzieć o procesorach za miliony w głowach,  nie oszukujmy się, jeszcze dzieci. Nie jest to dla nich żadnym obciążeniem. Powoli uzależniają się od niego. Nie muszą się uczyć - wystarczy, że włączą transfer danych. Są wyżsi, zdolniejsi, potrafią wszystko, czego tylko zapragną. Tom jest tam szczęśliwy. W końcu ma przyjaciół a Meduza, gracz, którego jeszcze nikt nie pokonał, wróg kraju chłopca, okazuje się przeciwnikiem, na punkcie którego Tom ma obsesje. Marzy jedynie o tym, by go pokonać. 

Na samym początku książka skojarzyła mi się z Tam i z powrotem. Wydawała mi się strasznie... dziecinna. Bohaterowie są młodzi i pełni energii, którą wykorzystują do gier komputerowych. Kto by się spodziewał, że ludzie z taką umiejętnością pozwolą wygrać krajowi? Cała ta wojna przypomina swojego rodzaju igrzyska. Jesteś nikim, jeśli jakaś duża korporacja cię nie sponsoruje i nie trafisz do najwyższej grupy - Kompanii Camelotu. Mnóstwo rywalizacji i podstępów, także ze strony sponsorów. Z czasem ta książka przestaje być zwykłą książką dla dzieci i staje się naprawdę pełna wrażeń. Nie ma co zrażać się dość kiepskim początkiem. 

Spodziewałam się czegoś bardziej... przyszłościowego. Mam za sobą już dosyć dużo książek o podobnej tematyce i były one bardzo modernistyczne. Przyznam, że właśnie to irytuje mnie w takich pozycjach - za dużo nowoczesności. Tutaj jest wszystko z umiarem, a procesory neuronowe to świetny pomysł. Jak na debiut styl pisania jest... Hm. Styl pisania, albo trochę styl tłumacza. Tak czy inaczej napisana jest dosyć dobrze - nie ma natłoku opisów. Wszystko jest w umiarze i idealnie wyważone. Tak jak być powinno. 

Myślałam, że jest to książka science fiction, jednak to po prostu fantastyka. W sumie ucieszyłam się, gdy doszłam do tego wniosku. Sci-fi w nadmiarze bardzo mnie męczy. Nie mogę czytać tylko tego gatunku, bo bardzo szybko mam go dosyć. Bardziej wolę standardową fantastykę. Standardową, ale nie przewidywalną. I tutaj właśnie można wspomnieć o Insygniach. W sumie zaciekawiło mnie, że w calutkiej książce ani słowa nie ma o tytułowych insygniach. A może je przeoczyłam? Tak czy inaczej... Całkowity brak związku z tytułem. Może w następnych częściach, których już nie mogę się doczekać, dowiemy się więcej. 

Największą zaletą tej książki jest chyba dobry pomysł na fabułę. Nie jest banalny - z czymś takim spotkałam się chyba po raz pierwszy w życiu. Chyba sama bym sobie dała zamontować w mózgu taki procesor a w szyi port USB. Zawsze się zastanawiałam, jakby to było móc po prostu wgrać sobie do głowy różne rzeczy, których muszę się nauczyć. Podjęłabym ryzyko. I pewnie tylko nie ja. Może kiedyś takie coś wynajdą - i nie tylko młodzi ludzie będą mogli być posiadaczami takich procesorów.

Jest to dobra pozycja dla ludzi, którzy lubią nieprzewidywalność i fantastykę. Książka powinna się spodobać młodzieży ale i tym starszym. Zdecydowanie będę czekać na następną część. W końcu nie chcę żegnać się z bohaterami, którzy są tak świetnie wykreowani. No i popatrzcie na tą cudowną okładkę!

Ogólna ocena: 09/10

Recenzja napisana dla Dyskusyjnego Klubu Książki

6 komentarzy:

  1. Tak, okładka jest piękna; a dobra kreacja bohaterów też mnie zachęca. Plus ciekawa fabuła i ta trzecia wojna, w której giną maszyny, a nie ludzie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tym razem nie jestem szczególnie zainteresowana, choć podejrzewam, ze książka spodobałaby się mojemu tacie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi ta książka bardzo się spodobała i wyczekuję kolejnej części.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...