środa, 30 lipca 2014

[179] Zabójczy księżyc - N. K. Jemisin


Tytuł: Zabójczy księżyc
Tytuł oryginału: The Killing Moon
Autor: N. K. Jemisin
Tłumaczenie: Mazan Maciejka
Seria: Sen o krwi
Tom: 1
Data wydania: 15 styczeń 2014
Liczba stron: 448
Wydawnictwo: Akurat
Cena na okładce: 39,99

Kosiarz wie, że jest potworem. Gdyby miał jeszcze duszę, płakałby z tego powodu.

Odkąd tylko zobaczyłam Zabójczy księżyc i przeczytałam jego opis postanowiłam go przeczytać. W końcu udało mi się zdobyć tą książkę i, gdy nadeszła jej kolej, z chęcią zabrałam się do czytania. Przyznam, że już dawno tak długo nie czytałam. Ponad dwa tygodnie męcząc się - nazywajmy rzeczy po imieniu - starałam się dobrnąć do końca... 

Cała akcja dzieje się w Gujaareh, pustynnym mieście-państwie, gdzie spokój i porządek utrzymywany jest przez kapłanów bogini snów - zbieraczy. Zbierają oni sny, leczą rannych, odprowadzają dusze tam, gdzie będą mogły wiecznie zaznawać radości. Nie zawsze jednak pytają o zgodę... Jednym z głównych bohaterów jest Ehiru - najbardziej znany ze zbieraczy. Dostaje zlecenie - z pozoru takie, jak każde inne. Ma odebrać sny kobiecie, która przyjechała do miasta z dyplomatycznymi sprawami. Jest ona podobno zagrożeniem, gdyż jej dotarcie do ojczyzny może spowodować wybuch wojny. A przynajmniej taką oficjalną wersję wydarzeń otrzymał Ehiru. Kobieta jednak ani myśli odchodzić do krainy wiecznych snów i oznajmia prawdę zbieraczowi oraz jego praktykantowi, który kocha go bardzo mocno, Nijiriemu. W Gujaareh też pojawia się mnóstwo tajemniczych zgonów. Podejrzewa się o to legendę, którą straszy się dzieci - kosiarza...

Ta książka ma dobrą fabułę, dobrze się ją czyta... Więc w czym problem, można spytać. Otóż nie mam pojęcia. Kiedy do głowy przychodził mi pomysł, by w końcu trochę poczytać, od razu całkiem nie miałam ochoty. Być może, biorąc pod uwagę świetność tej książki, jest to wina pochłaniania jednej książki dziennie. Przedawkowałam? Na to wygląda. Naprawdę - trudno mi się jest przyczepić do czegokolwiek, jeśli o tą lekturę chodzi. Fabuła jest oryginalna - mogę Wam przysiąść, że czegoś takiego nigdzie nie znajdziecie. Nie można się przy niej nudzić a sam styl, którym jest napisana, jest naprawdę niesamowity. Recenzja Zabójczego księżyca to dla mnie nie lada wyzwanie. A przede mną jeszcze następny tom, który bardzo chętnie przeczytam. Mam tylko ogromną nadzieję, że nie będę miała takich problemów, jak z czytaniem tego.

Już z samą oceną mam pewien problem. Korci mnie postawienie jej najwyższej oceny, ale czuję, że to nie byłaby do końca obiektywna nota. Czy mogę postawić taką ocenę po ponad dwutygodniowej lekturze, gdzie w innych przypadkach zajmuje mi to raptem jeden dzień? Dlaczego dałabym dziesiątkę? Zdecydowanie za oryginalność i wyciśnięcie łez z moich oczu na końcu. Czas czytania jednak spokoju mi nie daje i coś czuje, że prędko nie da. Wydawnictwo postawiło mnie przed sporym wyzwaniem. Nie mogę powiedzieć, że czegoś tutaj brakuje, albo, że to nie to. Bo nie znalazłam tutaj żadnych wad - naprawdę! Kiedy kończyłam czytać, byłam bardzo wypełniona różnymi emocjami - smutkiem, gniewem. Teraz jednak, kiedy to wszystko już wyparowało, nie czuję nic - pustka. Nie jest to jedna z tych książek, które zmieniają życie, po których nie można się pozbierać i ciągle się do nich wraca myślami. 

Zakochałam się w okładce. Jest nawet taka miła w dotyku. Nasuwa mi się słowo pluszowa, jednak chyba nie do końca pasuje. Ten błękit jest tak śliczny, że mogłabym na tą książkę patrzeć tygodniami. I w sumie patrzyłam... Ciekawa jestem, czy drugi tom będę pochłaniać równie tyle czasu. Poczekam z nim. Najpierw postaram się nadrobić te recenzenckie zaległości, których sobie tak bardzo narobiłam. Nie skończyłam czytać książek z ostatniego stosiku a już spokojnie mogłabym publikować następny... Czemu doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny i już prawie sierpień? Nie zdążę z tym wszystkim do września...

Jak podsumować Zabójczy księżyc..? Jedno z trudniejszych pytań w moim recenzenckim życiu. Nie powiedziałam na nią złego słowa, acz czas, jaki zajęło mi jej przeczytanie, raczej nie działa na jej korzyść. Tak czy inaczej troszkę żałuję poświęconego jej czasu. Nie, przez to, że źle się bawiłam. Jestem świadoma, że mogłabym przeczytać ją dużo szybciej. Coś mi w tym jednak przeszkadzało, a ja nie mam pojęcia co. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się recenzja drugiego, ostatniego, tomu Snu o krwi i będę mogła jednak stwierdzić coś bardziej pewnie, niż to wszystko. Mam też nadzieję, że na okładkę Mrocznego słońca nie będę się wpatrywać przez kolejne tygodnie. 

Jak ja mam cię, książko, ocenić...

Ogólna ocena: 08/10 <-- nie pytajcie, proszę...

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwom: Muza i Akurat!

1 komentarz:

  1. Czytałam i w sumie sama nie do końca wiedziałam co o niej myśleć - z jednej strony mi się podobała, z drugiej nieco dziwnie mi się ją czytało.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...