niedziela, 14 grudnia 2014

[239] Brudne ulice nieba - Tad Williams


Tytuł: Brudne ulice nieba
Tytuł oryginału: The Dirty Streets of Heaven
Autor: Tad Williams
Tłumaczenie: Janusz Szczepański
Seria: Bobby Dolar
Tom: 1
Data wydania: 04 marzec 2014
Liczba stron: 488
Wydawnictwo: Rebis
Cena na okładce: 34,90

Dziś wczesnym rankiem, gdyś zastukał do mych drzwi,
Dziś wczesnym rankiem, gdyś zastukał do mych drzwi,
Powiedziałem: Cześć, Szatanie, chyba pora mi iść.

Od chwili, kiedy zobaczyłam tę książkę od razu wiedziałam, że ja po prostu MUSZĘ ją mieć. Możecie myśleć sobie co chcecie, bo faktem jest, że po recenzjach na moim blogu tego nie widać, ale jest to rodzaj książek, które najbardziej lubię. Powinniście zauważyć, że narrację zdecydowanie wolę z męskiej perspektywy. Może ma to związek z tym, że od zawsze bardziej wolałam towarzystwo chłopaków. Tak czy inaczej Tad Williams zaserwował mi prawdziwą perełkę. Nie będę tego ukrywać: wiedziałam od początku, że to będzie coś. Wymagania miałam wysokie już w chwili, gdy złapałam za Brudne ulice nieba (rajciu, czy ten tytuł już sam w sobie nie jest świetny?) po otworzeniu przesyłki. Musicie wiedzieć, że znowu nie przejęłam się za bardzo listą do recenzji (zła recenzentka, bardzo zła) i pominęłam kolejność. Mam jednak coś na swoje usprawiedliwienie: spadła częstotliwość dodawania wpisów. Dlaczego? Dopadł mnie taki kac książkowy, że nie da się po prostu tego ująć w słowa. Mam zaczęte dwie inne pozycje i tak leżą... A ja nigdy nie czytam dwóch książek na raz. Nigdy. Całe szczęście autor pomógł mi się z tym uporać i znowu wkraczam do akcji i będę zamęczać Was moimi opiniami.

Bobby Dolar nie należy do naszej ludzkiej, przeciętnej rasy. Jest aniołem i to nie byle jakim. Na drabinie nie stoi może zbyt wysoko, jednak jest adwokatem dusz. Broni dusze ludzi w momencie ich śmierci i to on stara się, by dostali się prosto do Nieba, ewentualnie do Czyśćca. Stara się nie dopuścić do tego, by dostali wieczne potępienie i skończyli w odmętach Piekła. Jednak nie myślcie sobie, że Bobby jest takim nudnym aniołkiem. Co to to nie. Sam zmaga się z dużą ilością grzechu - gniew, pycha, pożądanie. Żaden z grzechów głównych nie jest mu obcy. Pewnego dnia, kiedy stawia się do pracy, by bronić bardzo znanego człowieka w mieście... denat nie stawia się na Sąd. I trudno to wytłumaczyć. Piekło nie ma z tym nic wspólnego. Co więcej piekielny prokurator zostaje zamordowany. Musicie wiedzieć, że kiedy ciało anioła albo demona na ziemi zostanie zniszczone wraca on w rodzime strony i zostaje wyposażone w nowe. Nie tym razem. Grasswax ginie, i to tak na amen. 

Tak, od tego rzeczywiście można dostać kręćka. Spisek w spisku, tajemnica tajemnicę pogania.

To był tylko początek. Kolejne dusze zaczynają znikać. A Bobby D. jest w samym centrum tego wszystkiego. Nie wie, co się dzieje. Anielscy przełożeni nic mu nie mówią i nie jest już pewien, komu w ogóle może wierzyć. Nie łatwo też rozwiązywać zagadki, kiedy na ogonie siedzi mu wielka przeklęta bestia starsza niż sama religia chrześcijańska. Potwór ma tylko jeden cel: zabić. Anioł nigdzie już nie jest bezpieczny. Zawsze miał wątpliwości dotyczące funkcjonowania Nieba, jednak teraz planuje prowadzić własne dochodzenie. Korzysta ze wszystkich możliwych źródeł: i nie wszystkie są legalne. Bobby potrzebuje przyjaciół. Szczególnie teraz, gdy cały świat, i anielski i diabelski, myśli, że ma coś bardzo cennego. Wydaje się, że wszyscy wiedzą o co chodzi. Wszyscy, oprócz potencjalnego posiadacza. Na jego drodze, na szczęście czy nie, staje pewna diablica. Hrabina, zwana Zimnoręką, wydaje się wiedzieć dużo więcej niż on i jako jedyna mówić mu prawdę. O ile obywatel Piekła w ogóle może mówić prawdę...

Trudno było mi wgryźć się w ten świat. Jak już wspominałam, męczył mnie potężny kac książkowy i nie chciał sobie pójść. Nie pozwoliłam mu jednak wygrać i tak długo zmuszałam się do czytania, aż historia Bobby'ego porwała mnie bez reszty. Dużą zasługę mają w tym bohaterowie, a właściwie hrabina Zimnoręka. Możecie mi wierzyć na słowo: to naprawdę tak interesująca postać, że to z chęcią o niej przeczytałabym książkę. Całe szczęście, że Dolar też nie należy do przeciętniaków, a jego poczucie humoru w niektórych sytuacjach zwala z nóg.  Nie mogłam uwierzyć, że jeden człowiek może wpakować się w takie kłopoty. Przepraszam, anioł. 

Muszę przyznać, że miło było czytać książkę bez żadnych literówek. Ostatnio ciągle wpadam na książki, w których coś umknęło przed korektą. W pewnym momencie uznałam, że już nie ma co wspominać o tych w recenzjach, skoro to robi się wręcz normą. Choćbym się jednak starała - tutaj błędu nie znajdziecie. I naprawdę uważam to za ogromną zaletę. Podobnie, jak okładkę. Mój Boże! Dołącza ona do grona tych moich ulubionych. Podobnie jak sama książka. Mimo, że początkowo trudno odnaleźć się w tym świecie, to wszystko jest tak świetnie skonstruowane, że zastanawiam się, czy Tad Williams sam nie jest kimś stamtąd. Sama chętnie wylądowałabym w którymś z tamtych światów. Przyznam szczerze, że chyba chętniej w Piekle. Mimo, że nie bardzo uśmiecha mi się wieczność w kotle ze wrzącą smołą. 

Książkę tę poświęcam pamięci mojego drogiego przyjaciela Dawida Charlesa Michaela Pierce'a.

David uwielbiał takie rzeczy i myślę, że by mu się podobała. Mam nadzieję, że kiedyś spotkamy się znowu i wtedy on mi powie, co zrobiłem dobrze, a co nie wyszło jak należy.

Dzięki, że byłeś moim kumplem, Dave.
Brak mi Ciebie. Wszystkim nam Ciebie brakuje.

Zanim zaczęłam czytać w zasięg wzroku wpadła mi dedykacja autora. Przyznam, że łezka się w oku zakręciła. Mam nadzieję, że przyjaciel pana Tada Williamsa jest tak samo zachwycony tym, co wyszło spod jego palców (piórem już się raczej książek nie pisze...), gdziekolwiek teraz jest. Wiem, że jest już kolejny tom i wprost nie mogę doczekać się chwili, gdy będę miała możliwość go przeczytać. I mam nadzieję, że na drugim się nie skończy. Przywiązałam się już do bohaterów i całej tej niebiańsko-piekielnej infrastruktury i chętnie tam wrócę. Zaraz spróbuję zacząć czytać coś nowego. Obym tylko z jednego kaca książkowego nie wpadła w następny... 

Prawie zapomniałam wspomnieć o jednym z wątków, który chyba najbardziej podbił mi serce. Wiadomo, jestem dziewczyną, więc tego nie osądzajcie! Chodzi mi o wątek miłosny, który autor nam podarował. Cieszę się, że to zrobił. Bez niego... byłoby nudno. Mimo wszystko, to zakończenie... Nie podoba mi się. Zdaję się sobie sprawę z tego, że Tad Williams będzie kontynuował go w następnej części, ale jakoś nie potrafię tego strawić. Ten akapit możecie ominąć: będę rozpaczać. Wiem, że pewnie wszystko skończy się dobrze. Musi. Owa kobieta jednak swoim wyborem lekko mnie dobiła. Lubię Bobby'ego i chciałabym, by to, o czym marzy było możliwe. Ciekawa jestem, jak autor z tego wybrnie. Tak czy inaczej... Jeśli zostanie jak jest... Nie wiem, co ze sobą zrobię. Chyba zacznę czytać harlequiny i zapychać nimi tą dziurę, którą mam w duszy przez ten okropny wybór. 

A jednak za każdym razem, kiedy wybierałem jej numer i słuchałem, jak recytuje prostą formułkę poczty głosowej - co znaczyło, że znów nie ma zamiaru odebrać - kawałek po kawałku umierałem od środka. 

Tej książki nie polecę młodszym czytelnikom. Mimo tego, że ja będąc w młodym wieku byłabym równie mocno zachwycona jak teraz. Mnóstwo tutaj takich opisów, które lepiej niektórym darować. Autor nie szczędzi nam romantycznych zbliżeń jak i krwawych bitek. Tutaj znajdziecie wszystko: Brudne ulice nieba spodobają się każdemu. Bardzo spodobało mi się podejście Tada Williamsa do religii. Żadnej nie wywyższył i nie wiadomo, jaki Bóg rządzi niebem. Co więcej: do Raju nie wpuszcza tylko zagorzałych fanatyków religijnych, ale także ateistów. Wniosek? Żeby trafić do nieba nie trzeba biegać co chwilę do kościoła, trzeba być dobrym człowiekiem.

Ogólna ocena: 10/10 (arcydzieło)

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Rebis!

4 komentarze:

  1. Dużo już słyszałam o tej książce!
    Koniecznie muszę ją przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już samym tytułem książka mnie zaintrygowała. Na pewno kiedyś przeczytam
    Karlina W. :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeżeli am byc szczera to spodziewałam się po książce czegoś lepszego. Być może nie mam prawa tak pisać, bo po raz pierwszy usłyszałam o tej książce dzięki Twojej recenzji. Jednak miałam nadzieję, że fabuła będzie inna. Teraz jakoś nie mam na nią ochoty..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie da się ukryć, że to jedna z tych książek, w których główny bohater jest takim zabawnym facetem, który pije piwo i jeździ z zimnym łokciem wypasionym autem. Podobna troszkę do Rzek Londynu, acz według mnie lepsza. Takie pozycje mają coś w sobie :3

      Usuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...