niedziela, 15 lutego 2015

[270] Utrata - Rachel Van Dyken


Tytuł: Utrata
Tytuł oryginału: Ruin
Autor: Rachel Van Dyken
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Seria: Zatraceni
Tom: 1
Data wydania: 4 luty 2015
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Feeria
Cena na okładce: 32,90

Zacznijmy od tego, że już mnóstwo osób czytało ową książkę. I ja również nie mogłam obok niej przejść obojętnie. Zapewne dlatego, że ostatnio stałam się fanką tego wydawnictwa. Co chwila zaglądam na ich stronę z nadzieją, na jakieś nowe zapowiedzi. Leżąc w szpitalu zabrałam się za Utratę, całkowicie przerywając Lawendowy pokój, który zdecydowanie długo męczyłam. Wystarczyły mi ze dwie godzinki i byłam już pod koniec książki Rachel Van Dyken. I właśnie na tych ostatnich stronach zostało mi perfidnie zgaszone światło. Polskie szpitale, nie polecam. 

Żegnaj - ktokolwiek wymyślił to słowo, powinien smażyć się w piekle. 

Rudowłosa Kiersten właśnie zaczyna studia z dala od domu. Opiekuje się nią wujek i ciocia, gdyż jej rodzice zginęli podczas jednej ze swoich wypraw, by ponurkować. Dziewczyna nie potrafi sobie z tym poradzić, więc ciągle była pod opieką psychologów i pod wpływem leków przeciwdepresyjnych. Pierwszego dnia nowego życia na studiach, podczas załatwiania formalności, dosłownie wpada na naprawdę przystojnego chłopaka, który nie ukrywa zainteresowania nią. Jest to dla niej swego rodzaju nowość. Jest zszokowana, gdy okazuje się, że to on jest opiekunem jej roku i daje jej dużo rad - martwi się o nią. 

Weston, gdyż tak ma na imię owy chłopak, jest synem jednego z najbogatszych ludzi świata. Mimo to jego życie wcale nie jest proste. Ciągle jest pod opieką dwóch mężczyzn, którym płaci jego ojciec. Bierze też bardzo dużo leków, stworzonych jedynie dla niego. Wes nie ukrywa zainteresowania nową dziewczyną. Zdaje jednak sobie sprawę z tego, że zostało mu naprawdę niewiele czasu, a szans na przeżycie również nie ma za dużych. Nie ma zamiaru łamać jej serca, dlatego stara się być wyłącznie jej przyjacielem i pomóc jej wypełnić wszystkie punkty z listy, którą sobie stworzyła po to, by bardziej się otworzyć do ludzi. 

Kiersten pomaga również dziewczyna, z którą mieszka. Okazuje się być świetną przyjaciółką, mimo całkiem odmiennego charakteru. Podobnie jak jej kuzyn - wytatuowany chłopak, dla którego zaliczanie panienek to nie jest nic nowego. Mimo swojego charakteru bardzo troszczył się o Kiersten i był dla niej jak starszy brat. 

Trudno jest żyć - łatwiej jest umrzeć. Zamykasz oczy i więcej ich nie otwierasz. Co w tym trudnego? Nic - tyle tylko, że cholernie trudno zostawić tych, których się kocha. 

Jednego trzeba pogratulować autorce i jest to ogromny plus. Nie zrobiła z tej powieści czegoś podobnego do Gwiazd naszych wina tylko po to, by zyskać popularność, jak niektórzy autorzy. Bardzo mi się podoba, że odpuściła sobie to. Z dziełem Greena łączy ją tylko chory nastolatek. I tyle. Dlatego nie spodziewajcie się, że ten tytuł to sugeruje. Nie da się ukryć, że gdy zaczyna się czytać tę książkę wydaje się być ona kolejną, zwyczajną książką dla nastolatek. Z każdym kolejnym rozdziałem jednak widać, że to coś więcej. Mój Boże! Nawet nie wyobrażacie sobie, jak mocno pokochałam Utratę! Była tym, czego potrzebowałam w tej nudnej egzystencji szpitala.

Rozdziały pisane są z dwóch punktów widzenia. Kiersten i Wesa. Człowiek pożera stronę za stroną tylko po to, by dowiedzieć się, jak kończy się cała ta historia. Trudno mi mówić o zakończeniu, gdyż nie chcę, by w tej recenzji pojawiły się spojlery. Moje uczucia ta bardzo rozbiegały się w różnych kierunkach, że trudno mi było później sprowadzić je z powrotem. 

Trudno mi jednoznacznie wyrazić moją opinię co do okładki. Bardzo podoba mi się w dotyku, jednak wizualnie zbyt przypomina jedną z tych pustych powieści. A przecież to nie prawda! Mam tylko nadzieję, że to nie odstraszy czytelników, a ta podobizna Wesa sprawi, że zapragną ją przeczytać. W końcu mnóstwo wzrokowców na tym świecie. 

Czas płynie tak szybko - moje ciało to czuje, moja dusza tego nienawidzi, a serce pęka każdego dnia.

Pokochałam bohaterów, których stworzyła Rachel Van Dyken. A szczególnie Gabe przypadł mi do gustu. Jego opiekuńczość w stosunku do Kiersten była tak cudowna, że nie dało się patrzeć na niego bez sympatii. Podczas czytania zastanawiałam się, czy nie lubię go przypadkiem bardziej niż Wesa, jednak w końcu stwierdziłam, że nie mogę wybierać między nimi. Dobrze, że autorka nie wprowadziła tutaj trójkąta miłosnego, bo chyba oszalałabym, próbując wybrać któregoś z nich. Bardzo dobrze stworzoną postacią był też ojciec naszego głównego bohatera. Człowiek niemoralnie wręcz bogaty, a jednak tak wspaniały.

Podejście Wesa do życia naprawdę zasługuje na osobny akapit. Ten chłopak żył na krawędzi życia i śmierci. Nikt nie wierzył w to, że mu się uda. Jego życie przypominało jeden wielki koszmar zamknięty w bogatym pudełku. A mimo to potrafił się uśmiechać i sprawiać radość ludziom w swoim otoczeniu.
tom 2
Nie mogę już się doczekać kolejnych powieści z tej serii. Mam nadzieję, że wydawnictwo pozostawi oryginalne okładki. Z jednej strony wydają się być takie banalne: może nawet puste. Mimo to jest w nich coś takiego, co urzeka człowieka. Mam nadzieję, że Wydawnictwo nie porzuci tej serii i Zatraceni będą kontynuowani do samego końca. Bo co jak co - ale jestem ogromną fanką tej serii. Miłość od pierwszego tomu.

Lubię pisać recenzje od razu, po przeczytaniu książki. Wtedy napędzają mnie emocje i łatwiej wyrazić mi to, co czułam podczas czytania. Nie miałam szans jednak tym razem na taki krok - szpital popsuł mi plany. Najchętniej teraz przeczytałabym ją jeszcze raz tylko po to, by w tej recenzji było więcej moich emocji. Owszem - uwielbiam tę książkę. Uwielbiam to, jak autorka zakończyła ją. Fakt, że na siłę nie komplikowała życia bohaterom, a ich jedyną przeszkodą była ciężka choroba. Nic więcej. Żadnych dodatkowych utrudniaczy, by podręczyć czytelników. To ogromny plus całej tej historii. 

Życie nie jest sprawiedliwe, ale bycie żywym? Bycie żywym jest niebem. Bycie żywym jest darem. 

Bardzo lubię gatunek New Adult. Dobrze się czuję poznając takie historię. Z całą pewnością to jeden z moich ulubionych gatunków - powoli zaczynam się od niego uzależniać. Chciałabym, by wydawnictwo Feeria wydała wszystkie książki Rachel Van Dyken, jakie napisała. Mam ochotę powtarzać w kółko: proszę, proszę, proszę. Aż ulegną. Po tej książce kac książkowy po prostu rozsadza czaszkę. Mam kilka ulubionych wydawnictw i właśnie Feeria jest jednym z nich.

Tak więc Utrata stała się już jedną z tych książek, które po prostu wszyscy chcą przeczytać. I całkowicie na to zasługuje. Rachel Van Dyken napisała coś z jednej strony banalnego, z drugiej tak cudownego, że nie można przejść obok niej obojętnie.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Feeria!


4 komentarze:

  1. Chętnie bym przeczytała, ale ta okładka jest taka straszna ;-;
    Będę musiała owinąć książkę podczas czytania w gazetę, żeby na nią nie patrzeć :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Niedawno czytałam tę książkę i jestem nią zachwycona. Teraz czekam z niecierpliwością na drugi tom.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku wydaje się być c-u-d-o-w-n-a! ♥ Dlaczego jeszcze jej nie mam? :( Muszę się z nią zapoznać *-*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli przeczytałeś/łaś opinię prosiłabym o zostawienie komentarza :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...