Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Literanova. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Znak Literanova. Pokaż wszystkie posty
W SAMYM SERCU MORZA // JOJO MOYES

lipca 10, 2020

W SAMYM SERCU MORZA // JOJO MOYES

Nie jest tajemnicą, że uwielbiam Jojo Moyes. Do tej pory wszystkie książki, które jej czytałam, mi się podobały i trafiały do NAJLEPSZYCH KSIĄŻEK DANEGO ROKU. Omijam jedynie tą jej najpopularniejszą trylogię chociaż wiem, że pewnie również bym się zakochała. Sięgając po W samym sercu morza w głębi duszy byłam pewna, że to będzie jedna z lżejszych opowieści na wakacje. Ta okładka ze zrelaksowaną dziewczyną w łódce mówi sama za siebie, prawda? Po przeczytaniu tej książki... Chyba nigdy wcześnie nie miałam żadnemu wydawnictwu tak za złe wyboru okładki. Całkowicie nie pasuje ona do historii...

Jak wiele może zmienić jedna podróż? Jennifer przypadkiem trafia na plażę pełną starych, zapomnianych statków. Nie spodziewa się, że w tym miejscu odnajdzie opowieść o podróży, która zmienia wszystko.

Wojna się skończyła. Frances wchodzi na pokład Victorii, okrętu, który ma ją zabrać do Anglii. Wszyscy myślą, że płynie do ukochanego, ale to jedynie pretekst, by uciec przed przeszłością na drugi koniec świata. Na statku pełnym młodych kobiet aż wrze od konfliktów, zazdrości i napięć. Po zmroku, kiedy na pokładzie słychać tylko szum fal, Frances przypadkowo poznaje Henry’ego. To spotkanie staje się najgorszą, ale zarazem najlepszą rzeczą, jaka mogła się jej przydarzyć.

Czy przysięgi wierności wystarczą, aby oprzeć się miłości? Czy podróż może być ważniejsza niż ostateczny cel?

Początkowo towarzyszymy starszej pani i jej wnuczce w wycieczce. Z ręką na sercu Wam powiem, że ten początek wynudził mnie bardzo mocno. Nie mogłam zrozumieć dlaczego Jennifer nie zwraca uwagi na potrzeby swojej babci i irytowało mnie to. Zawsze podchodzę empatycznie do starszych ludzi i gryzło mnie to w duszy. Kiedy już poznajemy pozostałe bohaterki akcja troszeczkę rusza do przodu, chociaż wciąż czułam się bardzo zniechęcona, chociaż historia już zapowiada się niesamowicie.

Wiecie, trzeba być naprawdę odważną, by wziąć ślub z mężczyzną, którego prawie się nie zna, który pochodzi z dalekiej Anglii i w każdej chwili może zginąć na wojnie. A ile w sobie trzeba mieć odwagi, by wsiąść na statek porzucając całą rodzinę i płynąć sześć tygodni na spotkanie z niewiadomym? Sześćset kobiet zrobiło taki krok wchodząc na pokład lotniskowca, który miał dowieźć je na miejsce. I nie jest to fikcja literacka, tylko prawdziwa historia, a spotkało to również babcię Jojo Moyes, więc relacje tutaj są praktycznie z pierwszej ręki.

Poznajemy kilka bohaterek, które różnią się od siebie jak dzień i noc. Mamy ciężarną Margaret, która zna jedynie życie na farmie i zostawiła swoich braci i ojca. Jest wyniosła Avice, która pochodzi z bogatej rodziny i krzywi się na myśl o pokładzie lotniskowca, którym musi płynąć do ukochanego. W tej samej kajucie zostaje umieszczona zaledwie szesnastoletnia Jean, która nie potrafi odmówić sobie dobrej zabawy i niczym się nie przejmuje. No i jest Frances, tajemnicza Frances, o której nie wiemy praktycznie nic. Jej przeszłość - poza zawodem pielęgniarki - jest okryta kocem milczenia i to jej losy najbardziej mnie interesowały i poruszyły.

Każda z tych kobiet - jeszcze dziewcząt - jest inna, ale każda marzy o lepszej przyszłości. Polubiłam szczególnie Margaret, z jej prostym sposobem myślenia i braniem życia takiego, jakim jest. Trzymałam kciuki, by w Anglii czekało ją naprawdę dobre życie i martwiłam się, by nie urodziła na statku. Kiedy już się wciągnęłam nie mogłam się oderwać. Chodziliśmy z Leonem na długie spacery, bym mogła jak najszybciej przeczytać W samym sercu morza. Nie wyobrażacie sobie nawet ile łez wylałam i jak bardzo bolało mnie niekiedy serce. Jojo Moyes potrafi wyrwać coś człowiekowi i sprawia, że inaczej patrzy na różne kwestie. 

Historia tych dziewczyn jest pełna nadziei, lęku. Te emocje wylewają się z każdej strony i ciężko jest później pozbyć się z serca pewnego ciężaru. Cały czas gdy myślę o W samym sercu morza czuję taki nieokreślony smutek na myśl o tych, które w trakcie rejsu dostały wiadomość nie chcę cię, nie przyjeżdżaj albo gdy na miejscu okazało się, że ich wymarzony idealny mąż już nie jest taki, jak na początku. To naprawdę jedna z lepszych książek, jakie w tym roku przeczytałam i cieszę się, że po początkowych trudnościach tak bardzo się wciągnęłam. Nie mogę tylko przeżyć tej okładki, tak bardzo nieadekwatnej do treści i do wszystkich tych wydarzeń.

★★★★★★★★★☆

W samym sercu morza // Jojo Moyes // Anna Gralak // 01 lipca 2020 // 544 strony // Wydawnictwo Znak // 44,99 zł

Za książkę bardzo dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Zdumiewająca większość była za zdjęciami Leona, więc proszę. Leon na wczorajszej drzemce. Już się ucieszyłam, że zasypia mi w wózku, więc na porę drzemki wsadzałam go i robiliśmy te 3/4km żeby zasnął, po czym dosypiał sobie na podwórku. No i jak zwykle to bywa... już mu się spanie w wózku odwidziało, więc trwają próby położenia go w sposób tradycyjny... ——————————————————— Ale w sumie nie narzekam, bo takie spacerki pomagają mi w zrzucaniu kilogramów, no i poczytać sobie mogę w spokoju! Wczoraj udało mi się skończyć #wsamymsercumorza i co śmieszniejsze skończyłam ją #wsamymserculasu 🤣 Jestem mega zakochana w tej historii i tylko do okładki się mogę przyczepić, bo z której strony bym do niej podeszła to za cholerę mi nie pasuje do treści. Sugeruje, że to taka lekka i przyjemna książka na wakacje, a zdecydowanie tak nie jest. Bardzo mnie poruszyła i to jedna z #najlepszeksiazki2020 ❤️ Jojo Moyes znowu pokazała klasę. ——————————————————— #instamama #instamatki #synek #synusmamusi #modnedziecko #stylowedziecko #kochamgo #malychlopiec #ksiazkoholizm #książkoholik #czytamwszędzie #spacerzdzieckiem #zaralovers #joiebaby #mojewszystko #rodzinatojestsiła #rodzinajestnajważniejsza #bieszczadymountains #bieszczadysąpiękne #jojomoyes #instadziecko #kochamczytac #czytamksiazki #mamaczyta #mamaisyn
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 (@_kyou_)
PRZED PREMIERĄ: ŚWIATŁO W ŚRODKU NOCY // JOJO MOYES

stycznia 12, 2020

PRZED PREMIERĄ: ŚWIATŁO W ŚRODKU NOCY // JOJO MOYES

Jeśli cały rok będzie czytelniczo wyglądał tak dobrze jak te pierwsze dni stycznia to chyba będzie dla mnie najlepszy rok. Jest to trzecia książka Jojo Moyes na którą się zdecydowałam i - chociaż wszystkie mnie zachwyciły - tak ta jest chyba do tej pory najlepszą. Po przeczytaniu opisu miałam mieszane uczucia - dlatego zwykle tego nie robię - ale postanowiłam podejść do Światła w środku nocy po prostu bez oczekiwań. I - dosłownie od pierwszych stron - zakochałam się w tej historii, chociaż jest naprawdę brutalna i obdarta ze wszelkich złudzeń.

Alice czuje się jak wybrakowana wersja samej siebie. Szybki ślub z przystojnym Amerykaninem okazuje się pomyłką. W domu rządzi teść, który książki inne niż Biblia uznaje za stratę czasu. Na dodatek plotkuje o niej całe Baileyville, tylko dlatego że przybyła z dalekiej i równie nudnej Anglii.

Otwarcie konnej biblioteki prowadzonej przez kobiety burzy spokój miasteczka. Na jej czele staje Margery, która brzydzi się hipokryzją i, o zgrozo, ma własne zdanie na każdy temat.
Alice rusza na dzikie górskie szlaki z lekturami wzbudzającymi kontrowersje. Oliwy do ognia dolewa fakt, iż wśród kobiet zaczyna krążyć zakazana książeczka, która – jak twierdzą niektórzy – mąci im w głowach i budzi grzeszne myśli…

Choć od Margery różni ją prawie wszystko, Alice odważy się iść za głosem wolności w świecie pełnym zakazów. A dzięki przyjaźni z Fredem zrozumie, że nigdy wcześniej naprawdę nie kochała.

Alice żyje w czasach kiedy kobieta - szczególnie w stanie Kentucky - nie była zbyt dużo warta. Duża część mężczyzn uważała, że uderzenie żony czy córki nie jest niczym złym, uczy jedynie posłuszeństwa i wpaja dobre zachowanie. Alice czuje się w nowym domu obco. Kiedy wzięła szybki ślub z Amerykaninem odwiedzającym jej rodzinną Anglię myślała, że szczęście się do niej uśmiechnęło. Oto wyjeżdża od rodziny, która zawsze się jej trochę wstydziła i razem z kochającym mężem odnajdzie w końcu swój prawdziwy dom. Szybko okazało się, że Bennett żyje w cieniu ojca, który wszystko krytykuje, chce mieć na wszystko wpływ i nie pozwala oddalić się synowi nawet na krok. Wymaga się od niej bycia wyłącznie ozdóbką, na co ona nie chce się zgodzić.

Gdy pojawił się w miasteczku program konnych bibliotek WPA i szukano kobiet chętnych do rozwożenia książek Alice od razu się zgłosiła, by jak najmniej czasu spędzać z mężem i despotycznym teściem. Od tego momentu bardzo ją polubiłam i było mi jej bardzo szkoda. Sytuacja w jakiej się znalazła - ślub pomyłka i niemożliwość powrotu do domu rodzinnego - to koszmar. Całkiem obca w mieście, gdzie wszystkich bawi jej akcent i angielskie zachowanie... Początkowo praca bibliotekarki była dla niej ciężka, ale gdy odnalazła się już w sytuacji zaczęłam jej zazdrościć poczucia celu i przyjaciółek, jakie tam znalazła.

Margery to postać tak nieszablonowa, że nie da się jej nie pokochać. Odwaga, dobre serce, bycie sobą. Wszystko, co ją cechuje wzbudza albo podziw albo przerażenie. Jej rodzinna historia sprawia, że jest nielubiana w mieście i oceniana przez pryzmat ojca. Już samo to pokazuje jak bardzo krytyczne jest społeczeństwo Kentucky i czyha wyłącznie na sensację. Inne dziewczyny z biblioteki również się wyróżniają i to tam znajdują swoje miejsce na ziemi. Izzy, która ma w sobie wielki talent, Beth z ogromnym marzeniem i Sophia, która jest postrzegana jako ta gorsza wyłącznie z powodu koloru skóry... Rasizm tych czasów jest czymś przerażającym i przypomniało mi to jedną z moich ulubionych książek wszech czasów, Chatę wuja Toma. 

Jojo Moyes kojarzyła mi się do tej pory wyłącznie z romansami, a tutaj wątki romantyczne potraktowane są bardzo pobieżnie, jak przy okazji. Niesamowicie mocno mi się to spodobało. Widać, że skupiła się tym razem na dużo poważniejszych kwestiach niż zwykle. Cofnięcie się w czasie na pewno wymagało od niej więcej niż napisanie książki o czasach współczesnych. Miłość tutaj pojawia się niespodziewanie, trochę niechętnie. Są to tak mocne uczucia, że pozazdrościłam trochę mężczyzny, który potrafi tak kochać i lubi to pokazywać w taki codzienny, zwyczajny sposób. Mimo tragicznej sytuacji społecznej aż chciało się westchnąć kiedyś to było. To nie jest opowieść o miłości. To historia o przyjaźni, tragicznych w skutkach wyborach i odwadze kobiet. Bo, tak naprawdę, to mało który mężczyzna się w Świetle w środku nocy liczy.

Kiedy wpisałam na listę najlepszych książek roku 2020 tę pozycję uznałam, że chyba chciałabym sięgnąć po kolejną książkę Jojo Moyes nie czekając na kolejną premierę. Muszę się rozejrzeć, czy wydała coś (poza serią o Lou Clark, bo nie zamierzam jej raczej czytać) czego nie czytałam. Może nie jestem fanką tego gatunku, ale dzięki podobieństwom do moich ulubionych książek i dzięki tematom, które tutaj poruszyła oddałam Moyes serce.

★★★★★★★★★★

Światło w środku nocy // Jojo Moyes // The Giver of Stars // Anna Gralak // 20 stycznia 2020 // 544 strony // Wydawnictwo Znak Literanova // 44,99 zł

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!


Wyświetl ten post na Instagramie.

Wiem, że dzisiaj już zdjęcie było i to jest takie mało instagramowe, ale co tam. Bo tu ta książka się liczy. Zwykle nie rozwodzę się tutaj nad zbyt dużą ich ilością, ale chcę to stopniowo zmieniać, a nowej Moyes nie można przemilczeć. Nie czytałam jej flagowej serii i jest to chyba dopiero druga książka tej autorki którą czytałam, ale muszę przyznać, że Światło w środku nocy jest PRZEGENIALNE. Od razu skojarzyło mi się z moją ulubioną Chatą wuja Toma i bardzo doceniam wątek segregacji rasowej, zanieczyszczenia środowiska, sytuacji kobiet w tamtych latach i walkę o siebie. Dodatkowo sporo tutaj o miłości, ale takiej nienachalnej, wręcz takiej przy okazji. Moyes czytało się doskonale, a jej opowieść tak mnie poruszyła, że chcąc nie chcąc wrzucam ją na listę #najlepszeksiazki2020 🙈 Warto czekać do 20.01 na premierę. Oj, warto. ——————————————————— #bookstagrampl #bookstagram #bookstagramtopasja #kochamczytac #czytamcodziennie #czytammoyes #synek #synus #synekmamusi #kochamnadzycie #kochamnajmocniej #jestembojestes #swiatlowsrodkunocy #jojomoyes #ksiazkoholik #ksiazkoholizm #książki #ksiazkanadzis #ksiazka #mojsynek #mojewszystko #rodzinatojestsiła #ksiazkomaniak #lovereading
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
SPRAWA DLA KORONERA, CZYLI KULISY ZAWODU, KTÓRY CODZIENNIE SPOTYKA ŚMIERĆ

stycznia 23, 2019

SPRAWA DLA KORONERA, CZYLI KULISY ZAWODU, KTÓRY CODZIENNIE SPOTYKA ŚMIERĆ

Seriale kryminalne są jednymi z moich ulubionych, zaraz obok tych o medycynie. Właśnie dlatego takie, w których to koronerzy są głównymi postaciami oglądam najchętniej. Widząc zapowiedź Sprawy dla koronera wiedziałam, że jest to jedna z książek, po które w tym miesiącu koniecznie sięgnę. Obawiałam się trochę, że autor potraktuje sprawę zbyt poważnie i otrzymamy tutaj wyłącznie suche fakty dotyczące tego zawodu. Na początku pojawia się kilka informacji na temat Kena Holmesa, czyli głównego bohatera tej pozycji. Dowiadujemy się, jakie wymagania są w danym stanie w Kalifornii i jak to się stało, że w wieku ośmiu lat przyszło mu na myśl, że chciałby zostać koronerem.

W momencie, gdy John Bateson zaczął pisać swoją książkę Ken Holmes był już na emeryturze i miał za sobą ogromną ilość spraw. Nie zdziwił mnie jego pociąg do rozwiązywania zagadek i do samej śmierci, jednak nie spodziewałam się, że odbywał on praktyki w zakładzie pogrzebowym. Jak się okazuje w jego rejonach to i kurs balsamisty są bardzo pożądane i pomogły mu w otrzymaniu wymarzonej posady. Czytając o Holmesie nie mogłam nie zauważyć, że bardzo chciałabym go poznać. Rzadko kiedy w ogóle jest taka możliwość i aż ciężko było mi uwierzyć, że ten człowiek istnieje naprawdę i przeżył to wszystko.

Koroner ma do czynienia ze śmiercią, ale jego zadaniem jest znalezienie odpowiedzi dla żywych. 

Bateson i Holmes przytaczają przeróżne sprawy. Od takich, o których nikt nie słyszał po spektakularne, jak zabójstwo Tupaca. Spodobało mi się, że poznajemy wszystko od podstaw i nie dostajemy rozwiązania na samym początku podanego na tacy. Pojawiają się tu tak intrygujące historie, że chętnie napisałabym petycje do Netflixa, żeby ze Sprawy dla koronera zrobili serial. Byłby on nie tylko o rozwiązywaniu zagadek morderstw, ale też o ogólnej pracy w tym zawodzie. Dzięki temu, że autor książki ściśle z koronerem współpracuje dostajemy tutaj informacje z pierwszej ręki. 

Niektóre sprawy są dosyć drastyczne i mogą wywrócić żołądek komuś o słabszych nerwach. Mnie mało co ruszyło - godziny spędzone na oglądaniu seriali tego typu jednak zrobiły swoje. Inaczej jednak podchodziłam do tematu, gdyż wszystko to, co zostało tutaj opisane wydarzyło się naprawdę i taka dawka prawdziwych trupów jednak lekko wykrzywia psychikę. Ta świadomość, że ci ludzie naprawdę nie żyją, a Ken Holmes pomagał odnaleźć przyczynę śmierci i nigdy nie zapomni tych doświadczeń. Fakt, że mogłam razem z nim cofnąć się do tych wspomnień bardzo mnie ucieszył i sprawił, że jeszcze chętniej zagłębiałam się w kolejne sprawy. Nie było to jednak łatwe - miesięczne niemowlę jednak robi swoje - i nie mogłam poświęcić Sprawie dla koronera tyle czasu ile chciałam.

Czytanie nie tylko daje więźniom poczucie sensu - szansę, na poszerzenie swoich ograniczonych horyzontów - ale też pomaga im nie pakować się w kłopoty. 

Jeśli jesteście fanami seriali kryminalnych, macie sporo czasu wolnego i silne nerwy to zdecydowanie warto po tę książkę sięgnąć. Nie dość, że jest tutaj mnóstwo intrygujących faktów i historii to dodatkowo mamy naprawdę ciekawego bohatera, a John Bateson ma lekkie pióro, dzięki czemu lektura Sprawy dla koronera jest przyjemna i nie przypomina czytania encyklopedii albo suchych sprawozdań z morderstw. Pomogła mi ta książka odciąć się od trudów codziennego życia i znaleźć chwilę dla samej siebie.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

783 // Sprawa dla koronera // John Bateson // The Education of a Coroner: Lessons in Investigating Death // Anna Sak // 30 stycznia 2019 // 416 stron // Wydawnictwo Znak Literanova // 42,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu!

Dowiedz się co u nas, gdy nie ma nas na blogu 👇


Tyle pytań było o wczorajszą wizytę u pediatry, że odpowiem Wam tutaj. 👇🏻 ————————————————— Diagnoza postawiona. Refluks fizjologiczny. Żadne „ulewa, ale dobrze przybiera na wadze, więc niech sobie ulewa”. Twarda diagnoza. Zagęszczacz do pokarmu i nowe kropelki kupione. Co więcej nie tyle dobrze przybiera co wręcz za dobrze. Leon skończył niedawno miesiąc a już jest na diecie. 100 ml co 2,5h i ani mililitra więcej. Stwierdzenie, że mu się to nie podoba to niedopowiedzenie. Oszukiwanie wodą też nie działa. 😩 Ciągły płacz i krzyk. Proszę, nie wzywajcie opieki społecznej. To dla jego dobra. 🤭 ————————————————— #jestembojestes #instamatki #niemowle #newbabyintown #baby #babyboy #newborn #synek #myson #lovemyson #littlebaby #synekmamusi #synekmamusiitatusia #sleepbabysleep #sweetbaby #cutebaby #instadziecko #mojewszystko #serduszkomamusi #refluks #loveyou #lovemyfamily #onemonthold
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
RZEŹNICY I LEKARZE // LINDSEY FITZHARRIS

stycznia 11, 2019

RZEŹNICY I LEKARZE // LINDSEY FITZHARRIS

Rzeźnicy i lekarze to prezent, który dostałam od wydawnictwa. Wiedziałam, że ta książka przypadnie mi do gustu, więc wybrałam właśnie ją. Domyśliłam się, że będzie to coś z gatunku pozycji popularnonaukowych, a ostatnio bardzo chętnie za takie chwytam. Nie mogłam się doczekać lektury, więc zaraz po skończeniu Letniej nocy rzuciłam się na nią i szybko odkryłam, że dobrze wybrałam. Tematyka Rzeźników jest jak najbardziej dla mnie. 

Mamy tutaj styczność z XIX wiekiem i odłamem medycyny, czyli chirurgią. W tamtym stuleciu człowiek miał wybór. Mógł umrzeć z powodu obrażenia lub poddać się bolesnej operacji bez znieczulenia - którego wtedy nie znano - i umrzeć z powodu zakażenia. Może się wydawać, że mało osób decydowało się na zabieg, jednak niekiedy nie miały one wyboru. Sami chirurdzy ostrożnie podchodzili do tematu i starali się wykonywać jak najmniej operacji, gdyż zadawanie bólu pacjentowi nie leżało w ich kompetencji. Gdy odkryto eter i można było uniknąć tego cierpienia lekarze coraz pewniej kroili i ciachali, przez co zwiększyła się ilość śmierci od zakażeń pooperacyjnych. Błędnie koło. I tutaj właśnie pojawia się Joseph Lister, który zawziął się i postanowił odnaleźć powód, dla którego większość ludzi, którzy kładli się pod brudny od krwi różnych pacjentów skalpel umierała.

Nigdy o Josephie Listerze nie słyszałam, co mnie dziwi, skoro tak dużo zawdzięcza mu medycyna. Próbuję objąć umysłem całą moją edukację, jednak nie jestem w stanie przywołać jego nazwiska w tym kontekście. Wychodzi na to, że nikt nie informuje młodych, dzięki komu można przeżyć operację i nie umrzeć od zakażenia, a jeśli to się robi, to w taki sposób, że człowiekowi bardzo szybko umyka to z głowy. Najpierw poznajemy okoliczności zastosowania eteru w medycynie, a później rzeczywistość, z jaką musieli zmierzyć się pacjenci i lekarze. Dopiero gdy jesteśmy już przerażeni stanem tamtejszych szpitali i wszechobecnym brudem na scenę wkracza Joseph Lister i jego obsesja, by odkryć co właściwie powoduje tak dużą śmiertelność wśród pacjentów pooperacyjnych. 

Chociaż budowa tych obiektów wychodziła na przeciw potrzebom ludności, której liczba gwałtownie rosła, wielu lekarzy uważało, że szpitale niweczą postępy chirurgii, ponieważ większość pacjentów umiera w wyniku infekcji, a w ogóle by się jej nie nabawili, gdyby nie zostali przyjęci do szpitala. 

Można powiedzieć, że mamy tutaj styczność z biografią zarówno Listera jak i samej medycyny. XIX wiek okazał się być kluczowym dla chirurgii zarówno dzięki zastosowaniu pierwszego znieczulenia jak i wynalezieniu antyseptyki. Lindsey Fitzharris przeprowadza nas stopniowo przez każde z tych odkryć i uświadamia, jak wiele zmieniło się od tamtych czasów. Nie mogłam pojąć rozumem jak ktokolwiek mógł kłaść się pod nóż człowiekowi w zakrwawionym przez dziesiątki osób fartuchu w tym wszechobecnym brudzie. Doszłam jednak do wniosku, że ból i niewiedza napędzały ich i sprawiały, że nie było żadnego wyboru.

Autorka w taki sposób przedstawia nam postać chirurga, że nie da się Listera nie polubić. Jego zapał i chęć pomagania sprawia, że patrzy się na niego łaskawym spojrzeniem. Mężczyzna uważał, że leczenie ludzi powinno być życiową misją i nie powinno się za to brać żadnych pieniędzy, a nawet najuboższy ma prawo do leczenia. Dostać się w XIX wieku do szpitala nie było łatwo i wymagało to nakładu cierpliwości i pieniędzy. Gdyby nie walka Listera o wprowadzenie antyseptyki, którą wymyślił, pewnie do tej pory ciężko byłoby o przeżycie zabiegu chirurgicznego. Cieszę się, że Fitzharris postanowiła napisać książkę o tym człowieku i rzeczywistości medycznej w tamtym wieku. Dzięki temu pamięć o nim nie zaginie, a zawdzięczamy mu naprawdę sporo.

Ogólna ocena: 08/10 (rewelacyjna)

782 // Rzeźnicy i lekarze // Lindsey Fitzharris // The Butchering Art: Joseph Lister's Quest to Transform the Grisly World of Victorian Medicine // Łukasz Muller // 5 września 2018 // 320 stron // Wydawnictwo Znak Literanova // 39,90 zł 

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Znak Literanova!

Kilka słów o Rzeźnikach i lekarzach na Instagramie 👇


Odchodząc na chwilę od dziecięcych tematów... ———————————————— Udało mi się skończyć wczoraj - wreszcie! - „Rzeźników i lekarzy”. Żałuję, że nie mogłam poświecić jej więcej czasu i jej lektura zajęła mi kilka dni, bo to pozycja naprawdę wyśmienita. Nie wiedziałam czego mam się po niej spodziewać. Czasami książki tego typu nudzą, czasami zachwycają. Tutaj mamy nietypową biografię Josepha Listera, który jest tutaj ważną osobą na równi z medycyną. Początkowo dowiadujemy się codzienności XIX-wiecznych chirurgów i o typowym przebiegu operacji, które początkowo przeprowadzane były bez znieczulenia, a pacjent koniec końców i tak w większości przypadków umierał - na zakażenie. Ale jaka to duma była dla lekarza noszenie fartucha upapranego krwią jeszcze przez jego poprzednika! No i po co myć ręce? Kiedy już znamy tamtejszą rzeczywistość przechodzimy do postaci samego Listera, o którym wcześniej nie słyszałam. Co jest dosyć dziwne, jeśli się weźmie pod uwagę ile zrobił dla rozwoju chirurgii. Być może przewinął się gdzieś w systemie edukacji, jednak nie przypominam go sobie. Poznając jego samego człowiek nabiera pewnej dozy szacunku do tego, jak uparcie walczył o wprowadzenie w codzienność każdego chirurga antyseptyki. Dzięki niemu śmiertelność po operacji nie wynosi już prawie 90%. Plusem tej książki - oprócz tematu, który porusza - jest też to, że stylem pisania nie przypomina encyklopedii. To bardzo ważne w przypadku takich pozycji. Czyta się ją dobrze i szybko, a ciekawość wzrasta ze strony na stronę. 🙌🏻 ———————————————— #bookstagram #book #books #bookstagrampl #kochamczytac #kochamczytać #terazczytam #currentlyreading #rzeźnicyilekarze #ksiazka #ksiazki #bookworm #pornbook #hospitalphoto #bookporn #lovereading #review #bookreview #recenzjaksiazki #czytambolubie #lovereading #blogger #bookblogger #newbook #bookhaul #josephlister #lindseyfitzharris #hospitaltime #booktime #bookstagramtopasja #bookaholic
Post udostępniony przez Karolina & Leon 👶🏼 & Luna 🐱 (@_kyou_)
💜 PRZED PREMIERĄ: PROMYK SŁOŃCA // KATARZYNA MICHALAK ⛅

lutego 26, 2018

💜 PRZED PREMIERĄ: PROMYK SŁOŃCA // KATARZYNA MICHALAK ⛅

Jako młoda dziewoja bardzo lubiłam książki Katarzyny Michalak. Uważałam je za coś niesamowitego. Spora dawka poczucia humoru, łezkę można było uronić, w jakimś drwalu się zakochać. Z czasem jednak zaczęłam od romansów, obyczajówek i co za tym idzie od Michalak stronić. Wkręciłam się w fantastykę i klasykę przez co większość innych gatunków przestało dla mnie istnieć. Luty to tak marny miesiąc dla mojej psychiki, że nie miałam siły oprzeć się czemuś lekkiemu, niewymagającemu myślenia. Zobaczyłam nazwisko na okładce, małą dziewczynkę na tle fioletowych kwiatków i uznałam, że to będzie coś dobrego. I popełniłam dwa błędy. Pierwszym z nich był fakt, że nie zwróciłam uwagę na fakt, że to drugi tom cyklu. Drugim było to, że ja na Michalak jestem już za stara. Nie jestem już naiwna.

Nataniel na małej mazurskiej wsi czuje się nareszcie jak w domu. Osiągnął spokój i stara się uporać z pojawiającym się bólem nogi, który pozostał mu po wypadku w górach. Postanowił też zaopiekować się Emilką - córką kobiety, którą kochał nad życie i mimo wszystko. Nie może też przestać myśleć o dziewczynie, którą uratował w pewną wigilijną noc, kiedy właśnie stracił całkowitą sprawność. Gdy Oliwia staje w drzwiach w poszukiwaniu Marty, swojej matki, wzroku nie może od niej oderwać. Ona - przez długie lata myśląc, że jej wybawiciel zginął - jest zachwycona widokiem przystojnego Nataniela. Godząc się z Martą, mamą, daje kobiecie przy tym mnóstwo szczęścia. Mało kto spodziewa się, że Oliwia wcale nie interesuje się swoją rodzicielką, a Nataniel to dla niej kolejna przygoda...

Wiesz, chłopcze, są różne rodzaje samotności. Samotność we dwoje, gdy budzisz się każdego ranka u boku kogoś, kto staje się coraz bardziej obcy... Samotność w tłumie, gdy żyjesz otoczony ludźmi, których nie interesujesz i którzy także tobie są obojętni... Samotność z wyboru, gdy uciekasz przed światem do leśnej głuszy, jak moja chata, dworek Marty czy ranczo Sodarowa...

Zacząć powinnam od głównego bohatera, jakim jest Nataniel, jednak nie mogę sobie darować oblania Oliwii wiadrem wody, którą wcześniej ktoś umył podłogę po ciężkim remoncie. Jest to dziewczyna tak pusta i głupia, że nie da się przejść obok niej obojętnie. Trzeba ją chociaż w kostkę kopnąć ze dwa razy. Jest tak wielką egoistką, że nie przejmuje się, iż zabiera matce ostatnie pieniądze, nienawidzi jej bez żadnego powodu i niszczy wszystko ze zwykłej złośliwości. Pod koniec książki myślałam już, że wyrwę z Promyka słońca wszystkie strony, na których się ona pojawia. Ot tak, ze zwykłej złośliwości. 
CZŁOWIEK, KTÓRY WIDZIAŁ WIĘCEJ // ERIC-EMMANUEL SCHMITT

listopada 18, 2017

CZŁOWIEK, KTÓRY WIDZIAŁ WIĘCEJ // ERIC-EMMANUEL SCHMITT

Nigdy nie spodziewałam się, że przyjdzie dzień, gdy z własnej woli zdecyduję się na lekturę czegoś, co napisał Eric-Emmanuel Schmitt. Miałam wrażenie, że to nie jest pisarz, który mógłby przypaść mi do gustu. O jego książkach słyszy się wiele dobrego i można uznać, że wliczają się one już praktycznie w klasykę literatury. Właśnie to sprawiło, że za jakiegoś Schmitta postanowiłam się zabrać. Początkowo planowałam zacząć od Oskara i Pani Róży, jednak uznałam, że zaryzykuję i nie będę czytać tego, co polecają wszyscy, tylko zdecyduję się na coś całkiem nowego. I tak Człowiek, który widział więcej trafił do moich rąk.

Augustin nie miał szczęśliwego dzieciństwa, a teraz nie ma szczęśliwego życia jako człowiek dorosły. Nie ma gdzie mieszkać, nie ma co jeść, pracuje za darmo jako stażysta w gazecie, gdzie nikt nie zwraca na niego uwagi a szef jest zapatrzonym w siebie bufonem. Żeby tego było mało widzi umarłych, którzy towarzyszą niektórym ludziom. Kiedy zostaje wyrzucony z redakcji na ulicę, by znaleźć ciekawy temat do artykułu jest świadkiem, jak jeden z martwym narzuca swoje zdanie jednemu chłopcu, prawie mężczyźnie. Idzie za nim, a chwilę później traci przytomność, gdy owy chłopiec wysadza się na placu. Budząc się w szpitalu nagle jest w centrum uwagi, a sędzia śledcza ma dla niego pewną propozycję, która nieco go szokuje. Czas udowodnić, że to Bóg namawia ludzi do wyrządzania zła w swoje imię.
PRZEDPREMIEROWO: Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher

września 04, 2017

PRZEDPREMIEROWO: Najlepszy powód, by żyć - Augusta Docher

Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że już najwyższa pora skończyć z książkami młodzieżowymi i dzielnie trzymałam się tego postanowienia z prostego powodu. Przestały mnie one interesować i nie byłam w stanie w żaden sposób się w nie wciągnąć. Postaci mnie irytowały, fabuła nudziła. Być może poziom tego gatunku spadł na dno, a być może ja po prostu patrzę już inaczej na świat i zwyczajnie nie wierzę w tandetną miłość i takie rzeczy, które zwykle dostajemy w takich książkach. Nie wiem co sprawiło, że zainteresowałam się nową powieścią Augusty Docher. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i chociaż pozostałe były całkiem udane nie zostałam jej wierną fanką, więc sięgnięcie po Najlepszy powód, by żyć mnie samą zaskoczyło. Nie lubię książek o chorobach i tym podobnych rzeczach. Ostatnią książką tego typu była Gwiazd naszych wina, Johna Greena. Nie żałuję jednak tego, że chwyciłam po Najlepszy powód, by żyć. Okazało się, że istnieją jeszcze książki dla młodzieży, które mogą mieć w sobie jakiś morał i sporo zmienić w człowieku.

Dominika żyje jak księżniczka. Mieszka w ogromnym domu, niczego jej nie brakuje, ojciec kocha ją nad życie. Mogłoby się wydawać, że nie można chcieć nic więcej. Pewnego dnia jednak wszystko diametralnie się zmienia i dziewczyna ląduje z ciężkimi poparzeniami w szpitalu. Sprawcą jej nieszczęścia jest jej ukochany tatuś, który przypadkowo – pod wpływem alkoholu – oblał ją benzyną i wzniecił pożar. Teraz on wylądował w więzieniu, ona straciła chęci do życia i poddała się. Jest świadoma tego, że to był wypadek, jednak to niczego nie zmienia. Dominika już nigdy nie będzie wyglądała tak, jak przedtem, a jej stan jest na tyle ciężki, że czeka ją daleka droga do normalności. Szczęście do końca jej jednak nie opuściło i pojawia się Tomek – młody, ambitny lekarz, który dostrzega w niej coś więcej…

PRZEDPREMIEROWO: Przeczucie // Tetsuya Honda

sierpnia 15, 2017

PRZEDPREMIEROWO: Przeczucie // Tetsuya Honda

Mimo ściśle określonej listy książek do przeczytania czasami nie udaje mi się oprzeć pokusie i w taki sposób stosik zamiast maleć - rośnie. Tym razem również nie umiałam powiedzieć nie i przejść obojętnie obok tej powieści. Jako fanka kryminałów i kultury japońskiej od razu z radością przyjęłam propozycję i wyczekiwałam listonosza. Nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, gdyż japońska literatura jest bardzo specyficzna i zdarzają się chwile, gdy nie jestem w stanie objąć jej rozumem. Nie mogę jednak ukryć tego, jak bardzo byłam podekscytowana w momencie, gdy wzięłam Przeczucie do ręki. Szybko okazało się jednak, że cesarz japońskiego kryminału nie podbił mojego serca...

Reiko Himekawa jak na swój wiek osiągnęła bardzo dużo w tokijskiej policji. Nie było to łatwe w tej męskiej społeczności, która stawia przede wszystkim na twarde dowody. Reiko zaś często ufa swojej intuicji, która rzadko kiedy zawodzi, jednak kuje w oczy wszystkich zazdrosnych mężczyzn stojących niżej od pani komisarz. Kiedy niedaleko zbiornika wodnego i parku przypadkowa kobieta znajduje worek o znaczącym kształcie Reiko już wie, że nic tutaj nie jest przypadkiem i z radością rzuca się w wir poszukiwania mordercy. Jako wsparcie dla kobiety zostaje przypisany Katsumata - mężczyzna depczący ją na każdym kroku - jednak nawet to nie jest w stanie przysłonić jej celu. Złapać sprawcę. To jedyne, o czym jest w stanie myśleć.
Wiecznie głodny? // dr med. David Ludwig

lipca 07, 2017

Wiecznie głodny? // dr med. David Ludwig

Lubię jeść. Gdybym mogła jadłabym ciągle i ciągle, bez końca. Mam też jednak w sobie samozaparcie, które nie pozwala mi na to. Od jakiegoś czasu staram się odżywiać zdrowo, a dieta białkowo-tłuszczowa weszła mi już w krew i pozbyłam się ciągłej ochoty na węglowodany i cukier. Zainteresowanie całym tym trybem życia rozwinęło się we mnie na dobre, dlatego książkę Wiecznie głodny? przygarnęłam z ogromnym uśmiechem na ustach, chociaż skierowana jest raczej dla osób naprawdę otyłych, które mają problemy z pozbyciem się nadwagi. Uznałam jednak, że niektóre z tych wskazówek mogę wprowadzić do swojego własnego jadłospisu.

Autor tej książki to nie jest jakiś przypadkowy mężczyzna, który postanowił sobie, że wymyśli całkiem nową dietę by sobie zarobić. David Ludwig podjął się kompleksowych badań na temat otyłości i wyniósł z nich sporo wniosków, które przedstawia nam w swojej książce Wiecznie głodny?. Zanim przechodzi do dokładnych instrukcji przytacza eksperymenty i ich wyniki, informuje nas skąd się wszystko wzięło, dlaczego tak, a nie inaczej. Początkowo wydawało mi się, że nie będzie to zbyt ciekawa lektura, jednak bardzo szybko pochłonęłam całość w większości przypadków zgadzając się z Ludwigiem. Moja codzienna dieta bardzo przypomina tą proponowaną przez niego, więc utwierdziłam się tylko w przekonaniu, że to nie jest tylko stek bzdur. 
[590] Rozdarta zasłona - Maryla Szymiczkowa

stycznia 28, 2017

[590] Rozdarta zasłona - Maryla Szymiczkowa


Po raz kolejny - to już jakaś choroba - zaczynam serię nie od pierwszego tomu, jak Pan Bóg przykazał, a od drugiego. Pierwszy tom serii o Zofii Szczupaczyńskiej umknął mi jakoś w morzu innych premier, jednak Rozdartej zasłonie udało się przebić i książka trafiła w moje ręce. Nie miałam pojęcia czego się spodziewać - nigdy nie czytam opisów książek, chwytam je całkiem w ciemno - acz kobieca intuicja mnie nie zawiodła i już od pierwszej strony poczułam, że to jest to. Dodatkowo w Rozdartej zasłonie nie pojawiają się żadne spojlery z Tajemnicy domu Helclów, więc spokojnie można wrócić do części pierwszej, a jej nieznajomość w żaden sposób nie wpływa na zrozumienie drugiego tomu. Według mnie to ogromny plus i autorom, Jackowi Dehnelowi i Piotrowi Tarczyńskiemu, należą się za to spore brawa.

Kiedy służąca w domu Szczupaczyńskich nagle składa wymówienie i to w momencie, gdy zbliża się Wielkanoc i do zrobienia mnóstwo rzeczy. Zofia z zapałem zabiera się do pracy, raz na jakiś czas złorzecząc na nieodpowiedzialną Karolcię. Kiedy dociera do niej informacja o znalezieniu zwłok młodej dziewczyny nad Wisłą, nieopodal willi Rożnowskich, ani przez moment nie podejrzewa, że to ich Karolcia. W momencie, gdy dowiadują się o tym fakcie w kobiecie budzi się zmysł detektywa, który tak dobrze ukrywa przed Ignacym, swoim mężem. Szanowanej damie nie wypada interesowanie się sprawami mężczyzn, jednak Zofia nie potrafi hamować w sobie ciekawości i postanawia po raz kolejny wspomóc policję w rozwiązaniu zagadki. Dowie się, kto odebrał życie Karolci.

Pierwsze spotkanie z Zofią Szczupaczyńską okazało się być jak najbardziej udane. Jest ona postacią bardzo przejmującą się tym, co myśli się o niej i jej mężu w społeczeństwie, zajmuje się filantropią i cały wolny czas spędza na tym, co powinna robić szanująca się kobieta w 1895 roku. Dookoła niej zaczynają wojować sufrażystki, Stanisław Kurkowicz namiętnie rozmawia o sprawach płci i wszystkim co z tym związane, a Tadeusz Żeleński wpada do państwa Szczupaczyńskich na herbatkę. Rys historyczny zdecydowanie przypadł mi do gustu i jest chyba głównym powodem, dla którego tak dobrze czytało mi się Rozdartą zasłonę. Oczywiście Zofia również ma tu sporo zasług, jednak to właśnie epoka i fakt, że to wszystko rozgrywa się w Krakowie - gdzie obecnie mieszkam - sprawiła, że z taką radością wracałam do czytania tej książki. 
[563] PREMIEROWO: Gniazdo - Cynthia D'Aprix Sweeney

sierpnia 17, 2016

[563] PREMIEROWO: Gniazdo - Cynthia D'Aprix Sweeney

Tytuł: Gniazdo
Tytuł oryginału:The Nest
Autor: Cynthia D'Aprix Sweeney
Tłumaczenie: Anna Gralak
Seria: -
Tom:-
Data wydania: 17 sierpnia 2016
Liczba stron: 350
Wydawnictwo: Znak Literanova
Cena na okładce: 39,90
Mnóstwo ludzi czekało na premierę tej książki. Ja nie jestem w tym gronie, gdyż zwyczajnie nie interesuję się zagranicznymi książkami, więc The Nest wcale nie było czymś, do czego odliczałabym dni. Polska zapowiedź jednak już mnie zaintrygowała, więc się na Gniazdo zaczaiłam. Wahałam się, gdyż ostro trzymam się postanowienia, by czytać naprawdę tylko to, co chcę poznać na 100% i nie bawić się w półśrodki, jednak uznałam, że skoro coś mnie tak mocno przyciąga, to przecież mogę zaryzykować...

Rodzina Plumbów zawsze była specyficzna. Matka nigdy nie interesowała się swoją gromadką dzieci, więc wyrosły one na ludzi niedostrzegających patologii we własnym życiu. Melody coraz bardziej zadręcza się kredytem hipotecznym, który wisi nad jej głową, a bliźniaczki niedługo pójdą na studia, co będzie ich kosztować majątek, którego zwyczajnie nie mają. Jack od zawsze wpada na pomysły, które nie wypalają, przez co ciągle ma kłopoty. Tym razem postąpił nierozważnie i żeby ratować swój sklep z antykami zaciągnął kredyt pod zastaw domku letniskowego, którego jest właścicielem razem ze swoim mężem. Bea jest pisarką, a przynajmniej nią była, kilka lat temu. Teraz wciąż próbuje napisać powieść, ale nie potrafi jej skończyć. Dla nich wszystkich ratunkiem jest Gniazdo, czyli pieniądze zostawione przez ojca. Otrzymają je dopiero w momencie, gdy najmłodsza z nich wszystkich, Melody, skończy czterdzieści lat. Jednak dzieje się coś, co wytrąca ich wszystkich z równowagi. Leo, ich brat, który w życiu osiągnął najwięcej i nigdy nie musiał przejmować się pieniędzmi ma wypadek. Przez jego uzależnienie od narkotyków i alkohol młoda kelnerka jadąca z nim autem traci stopę. Żeby wyciszyć całą sprawę do akcji wkracza matka. Wyciąga z Gniazda większą część sumy, by wspomóc syna. Nie interesuje jej fakt, że to, co zrobiła, będzie kosztowało jej pozostałe dzieci marzenia i zrzuci im na głowę jeszcze więcej problemów.
Copyright © Życie z książką , Blogger