maja 19, 2016
{ EpikBox #4 }
Minął już ten czas, gdy do EpikBoxa odliczałam dni, jednak nadal - jak widzicie - kupuję pudełko ciekawa tego, co mogę znaleźć w środku. Ostatnio wspominałam, że nie jestem pewna, czy dalej będę wydawać pieniążki na tego kota w worku. Postanowiłam, że do czterech razy sztuka i kliknęłam zamów. Wczoraj u mnie w domu w Polsce pojawił się kurier i mama od razu dobrała się do środka, równie ciekawa, jak ja. Zerkałam na ekran laptopa zaglądając, co mama tam wyciąga ze środka. Modliłam się tylko, by nie znaleźć tam ani kubka, ani torby. Okazało się, że moje prośby zostały wysłuchane, jednak byłam bardzo zdziwiona faktem, jak tym razem mało rzeczy znalazło się w pudełku. Ekipa EpikBoxa przyzwyczaiła nas już do zasypywania mnóstwem gadżetów, przez co poczułam się odrobinę zawiedziona.
Najważniejszą rzeczą w pudełku zdecydowanie jest książka. Spodziewałam się jej i nie jest to dla mnie żadnym zaskoczeniem. Mimo to cieszę się, że już po raz czwarty EpikBoxowi udało się podesłać mi książkę, której nie mam i nie zapowiadało się na to, bym miała mieć. Zapowiada się świetnie, więc tutaj wielki plus. Fajnym dodatkiem jest też naklejka z tekstem od autorki, która spoczywa ukryta przed Wami w środku, gdyż moja mama jakoś chyba o niej zapomniała robiąc zdjęcie. Kolejną rzeczą, na którą zwróciłam uwagę była poszewka na poduszkę. Nie torba, nie kubek! Bardzo mi się przyda, do nowego pokoju, jeśli dostanę się na studia. Standardowo zakładki muszą być i te są cudowne. Nie spodziewałam się, że pojawi się inny kształt, więc tu również na plus. Jeśli chodzi o tatuaże, to na pewno używać ich nie będę. Mam swój własny, prawdziwy, i dziwnie bym się czuła oklejając się takimi. Mamy tu jeszcze list od ekipy z EpikBoxa, książeczkę o książkach i kupon rabatowy. Słowem: mniej ciekawe rzeczy.
